W Barcelonie już +12 i nie chodzi o temperaturę. Duma Katalonii ograła Real Madryt!

Paweł Ożóg

19 marca 2023, 23:57 • 5 min czytania

Reklama
W Barcelonie już +12 i nie chodzi o temperaturę. Duma Katalonii ograła Real Madryt!

Czas porozmawiać o rzeczach ważnych. Dziś wszystkie piłkarskie oczy były skupione na rywalizacji w stolicy Katalonii. Za nami ostatni ligowy Klasyk przed modernizacją Camp Nou i jest o czym mówić. Real przystąpił do meczu z nożem na gardle i mając świadomość, że ewentualna strata punktów może oznaczać koniec marzeń o mistrzostwie Hiszpanii. I cóż, ten nóż okazał się niezwykle ostry i wszystko wskazuje na to, że Królewscy mogą już skupić się na innych rozgrywkach.

Reklama

Wiedzieliśmy, że nie będziemy dziś obserwowali cackania się i gry mięczaków. Stawka tego meczu była zbyt duża, żeby przejść obok niego i pozorować jakiekolwiek działania. Każdy dzieciak kibicujący FC Barcelonie i Realowi marzy o grze w El Clasico, więc nikogo nie trzeba specjalnie motywować. Zdarzały się oczywiście również nudnawe starcia tych zespołów, ale nie tym razem. Dziś była jakość, agresja, błędy, przebłyski geniuszu i wymiany przypominające cepeliady rodem z freak fightów.

Takiego otwarcia się nie spodziewaliśmy

Dawno piłkarze FC Barcelony nie odśpiewali tak żywo i z taką pasją klubowego hymnu jak dzisiaj. Czuć było niesamowitą energię, która miała przełożyć się na boisko i faktycznie miała wpływ na mecz. Zespół Xaviego zwłaszcza na początku przeważał, ale i w kolejnych fragmentach zaznaczał przewagę. Można było żartować, że rozegrał najlepsze pierwszej minuty w sezonie. Serio, nie ma w tym krzty przesady. Barca miała pomysł i straszyła raz po raz gości, którzy próbowali się odgryzać, ale początkowo byli lekko zaskoczeni naporem gospodarzy.

Ale to jest futbol i nie wszystko z nim związane wiąże się z logiką. I znów tego doświadczyliśmy. Goście też przecież musieli szukać swoich okazji. W pewnym momencie Real na dłuższą chwilę rozgościł się w polu karnym FC Barcelony za sprawą Camavingi i jakoś tak nie miał się nim kto zająć. Francuz zagrał do Viniciusa, który włączył swój tryb sztuczek i zaczął szukać miejsca do dośrodkowania, gdy był kryty na radar przez Busquetsa. Za moment piłka znalazła się w siatce i nie dlatego, że podanie Brazylijczyka wpadło pod nogi Benzemy czy innego z zawodników w białych strojach. Pech dopadł Ronalda Araujo, który dostał futbolówką w głowę i zaskoczył Ter Stegena. Niemiec nie miał najmniejszych szans na udaną interwencję i Camp Nou na moment ucichło.

Real – a zwłaszcza Vinicius – po tej sytuacji złapał trochę luzu, ale oczywiście gospodarze dążyli do błyskawicznego wyrównania. Ich upór z minuty na minutę narastał. W pierwszej połowie błyszczał zwłaszcza Raphinha, który raz po raz stwarzał zagrożenie. A to główka po wcince Busquetsa, innym razem zejście do środka i próba pokonania Courtois z dalszej odległości, ale Brazylijczykowi nie chciało wpaść.

Reklama

Do tego stopnia, że pod koniec pierwszej części jego zablokowany strzał przyczynił się do gola… Tak, dobrze czytacie. Skrzydłowy nie kopnął idealnie i został zablokowany przez Militao, ale piłka zaraz wróciła pod nogi innego zawodnika Barcelony. Kotłowało się w polu karnym Królewskich, ale tam najprzytomniej zachował się Sergi Roberto, który z zimną krwią wpakował piłkę do sieci. I trzeba powiedzieć, że gol był tylko dodatkiem do jego bardzo dobrego występu. Dziś zasuwał za dwóch, nie bał się brać na siebie gry, więc gol tylko utwierdził wszystkich w przekonaniu, że rozegrał świetne zawody.

Robert Lewandowski miał swój moment chwały

Długo utrzymywał się remis i nie był to najłatwiejszy mecz dla Roberta Lewandowskiego. Dużo musiał walczyć z defensorami, męczył się okrutnie w starciach siłowych z Ederem Militao, przez co momentami brakowało mu dokładności. Nie będziemy was oszukiwać, że zagrał idealne zawody. Skopał kilka podań prostopadłych do kolegów, przeplatał dobre strzały z kiepskimi, ale w kluczowym momencie zachował się perfekcyjnie.

A musicie wiedzieć, że na pewnym etapie spotkania zrobiło się ciepło Polakowi i jego kolegom. Gdy Ancelotti wprowadził Rodrygo i Asensio konterki i ataki pozycyjne Realu stały się bardzo groźne. Ba, Marco Asensio przez kilka sekund był bohaterem Królewskich. Dostał kiepskiej jakości podanie od Carvajala (wcześniej akcje rozprowadził Rodrygo), ale i tak wykończył je jak profesor. Bramka Hiszpana najpierw została uznana, ale po chwili sędziowie VAR orzekli, że był spalony. Nieznaczny, ale jednak. I był to bardzo ważny moment. Ten anulowany gol można stawiać pod względem wagi na równi z golem do szatni Roberto.

Ale na tym nie koniec emocji. Spodziewaliśmy się, że jeszcze coś może w tym spotkaniu wpaść, ale nawet bujna wyobraźnia ma swoje granice. Gol Roberto już był wydarzenie, więc tym bardziej ciężko było zakładać, że Real dobije Franck Kessie. I w tym momencie musimy do Roberta Lewandowskiego. W doliczonym czasie Polak wybrał piekielnie trudne rozwiązanie. Nagle zaszły w jego głowie takie procesy, że zdecydował się na podanie piętką do Alexa Balde. Zaskoczył nim rywali, w blokach zostali defensorzy gości, a Balde zyskał trochę przestrzeni. Hiszpan wypieścił podanie do Kessiego, a Iworyjczyk się nie wahał, nie spanikował i dał FC Barcelonie zwycięstwo w dzisiejszym meczu. O ile w pierwszej części sezonu były piłkarz Milanu był zawodnikiem memem – tak dzisiejszy jego gol jest symboliczny. Wynagrodził nim wszystkie swoje niedociągnięcia i zapisał się na kartach bogatej historii Klasyków.

Reklama

To, co? Wszystko wskazuje na to, że jest już pozamiatane i znamy chyba zespół, który wygra krajowe mistrzostwo. W Barcelonie jest już +12 i nie mamy na myśli temperaturę. Tyle punktów dzieli Dumę Katalonii od Królewskich w ligowej tabeli. Sztuką byłoby to roztrwonić i wypuścić tytuł, który sam się prosi o podniesienie go z murawy. Na fetę mistrzowską jeszcze raczej za szybko, ale małe świętowanie drużyny Xaviego jest dziś uzasadnione. Szampany zapewne już się chłodzą.

 

 

Reklama

FC Barcelona – Real Madryt 2:1 (1:1)

S. Roberto 44′, F. Kessie 90’+2 – R. Araujo (sam.) 9′

 

WIĘCEJ O HISZPAŃSKIM FUTBOLU:

Reklama

Fot. Newspix.pl

Paweł Ożóg

Redakcyjny defensywny pomocnik z ofensywnym zacięciem. Dziennikarski rzemieślnik, hobbysta bez parcia na szkło. Pochodzi z Gdańska, ale od dziecka kibicuje Sevilli. Dzięki temu nie boi się łączyć Ekstraklasy z ligą hiszpańską. Chłonie mecze jak gąbka i futbolowi zawdzięcza znajomość geografii. Kiedyś kolekcjonował autografy sportowców i słuchał do poduchy hymnu Ligi Mistrzów. Teraz już tylko magazynuje sportowe ciekawostki. Jego orężem jest wyszukiwanie niebanalnych historii i przekładanie ich na teksty sylwetkowe. Nie zamyka się na futbol. W wolnym czasie śledzi Formułę 1 i wyścigi długodystansowe. Wierny fan Roberta Kubicy, zwolennik silników V8 i sympatyk wyścigu 24h Le Mans. Marzy o tym, żeby w przyszłości zobaczyć z bliska Grand Prix Monako.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

La Liga

Reklama
La Liga

Cancelo pochwalił kolegę z Barcelony. „Jest duszą zespołu”

Maciej Piętak
0
Cancelo pochwalił kolegę z Barcelony. „Jest duszą zespołu”
La Liga

Sprytny pomysł Szczęsnego. Użył kolegi przy zażywaniu używki

Mikołaj Duda
14
Sprytny pomysł Szczęsnego. Użył kolegi przy zażywaniu używki
La Liga

Vinicius Junior podjął decyzję. „To klub moich marzeń”

Maciej Piętak
1
Vinicius Junior podjął decyzję. „To klub moich marzeń”