Prezent na urodziny. Kubacki trzeci w Oslo

Kacper Marciniak

12 marca 2023, 19:30 • 4 min czytania

Prezent na urodziny. Kubacki trzeci w Oslo

Nieraz już w tym sezonie skoków bywało tak, że Polacy lepiej radzili sobie w sobotnich zawodach niż niedzielnych. Dzisiaj jednak Dawid Kubacki zaprzeczył tej regule. 33-latek – w swoje urodziny – zajął trzecie miejsce w konkursie w Oslo. Równych sobie na Holmenkollbakken nie miał jednak Stefan Kraft, dla którego to 28. zwycięstwo i 92. podium w karierze. W tej drugiej statystyce zrównał się z Adamem Małyszem.

Reklama

Jeśli chodzi o historię: więcej podiów w Pucharze Świata od wciąż zaledwie (patrząc na to, ile sezonów jest w czołówce) 29-letniego Krafta ma już tylko Janne Ahonen. Jeśli chodzi o teraźniejszość: Austriak umocnił się na prowadzeniu w cyklu Raw Air i ma już 14.6 punktów przewagi nad drugim Anze Laniskiem. Ze Słoweńcem toczy zresztą też rywalizację w klasyfikacji generalnej. Obecnie Słoweniec wyprzedza go o 18 oczek.

Cóż, nie wypada nie docenić klasy Stefana, który maluje się jako jeden z najlepszych skoczków narciarskich XXI wieku. Dzisiaj możemy jednak mówić nie tylko o nim, ale i Dawidzie Kubackim, który wrócił na podium Pucharu Świata oraz Stefanie Huli, który zakończył karierę. Zacznijmy od tego pierwszego.

Reklama

Niedzielna klątwa przełamana

Sobota w Sapporo? Czwarte miejsce Kubackiego. Niedziela w Sapporo? Jedenaste miejsce. Sobota w Willingen? Trzecie miejsce Polaka. Niedziela w Willingen? Dopiero siedemnaste. Nie będziemy wracać do wszystkich weekendów w tym sezonie, ale możecie nam uwierzyć, że w 2023 roku Dawid – jak i zresztą inni Biało-Czerwoni – bardziej lubił się ze skakaniem w pierwszy dzień weekendu. Trochę musieliśmy zatem poczekać, ale wreszcie jest – niedziela, która przyniosła świetny występ Kubackiego.

Trzeba jednak przyznać, że rywalizacja w Oslo nie zaczęła się dla nas idealnie. Po pierwszej serii prowadził Daniel Tschofenig (130 m), przed Stefanem Kraftem (130.5 m) i Halvorem Egnerem Granerudem (128.5 m). A Polacy? Kubacki był siódmy (127 m), Stoch dziesiąty (124.5 m), a do drugiej serii awansowali jeszcze Paweł Wąsek (siedemnasty, 124 m) oraz Piotr Żyła (dziewiętnasty, 123 m).

Nie był to jednak konkurs, w którym warunki specjalnie mieszały losami rywalizacji (choć wiatr pod narty oczywiście znacząco pomagał, taka to skocznia). A z racji, że Kubacki miał już w Oslo znakomite skoki (wygrany prolog w piątek), to liczyliśmy, że w drugiej serii nasi reprezentanci pokuszą się o lepszy wynik.

Ostatecznie jednak błysnął tylko Kubacki. Ale jak już to zrobił, to awansował o cztery lokaty w górę.

Brawo Dawid!

Piotr Żyła jeszcze niedawno zostawał mistrzem świata. Potem przyszła jednak choroba i cóż, po formie Polaka nie ma za bardzo śladu. Wczoraj w drugiej serii konkursu indywidualnego Piotrek skoczył tylko 106.5 m, a dzisiaj było lepiej, ale wciąż kiepsko – bo 119.5 m. No i też niestety – taką samą odległość zanotował skaczący nieco później Kamil Stoch, który przecież akurat był ostatnio bardzo równy. Tym samym – co ostatnio zdarzało się bardzo rzadko – drugim najlepszym z Polaków został nie ktoś ze „złotej trójki”, a Paweł Wąsek (125.5 m w drugiej serii, 17. miejsce, przy 19. Kamila i 24. Piotra).

Dzień „uratował” nam jednak Kubacki. Dzisiejszy solenizant po swoim skoku (130 m) wyprzedzał Daniela Andre Tandego o zaledwie 0.6 punktu. Nie spodziewaliśmy się zatem, żeby wspiął się aż na podium. Ale okazało się, że kilku zawodników skaczących po nim specjalnie nie zachwyciło – przede wszystkim Granerud, który zaliczył zaledwie 125 m. No i Tschofenig, który nie wykorzystał świetnej okazji na podium (126 m).

Resztę stawki „zdmuchnął” jednak Kraft, który nie tylko skoczył najdalej (131.5 m), ale świetnie stylowo. A drugi Lanisek (128.5 m) ostatecznie Kubackiego wyprzedził o… jedną dziesiątą punktu.

Do zobaczenia, Stefan

Dzisiaj miał miejsce również konkurs Pucharu Kontynentalnego w Zakopanem. I to właśnie w miejscu tak istotnym dla polskich skoków karierę postanowił skończyć Stefan Hula. 37-latek po swojej ostatniej próbie został pożegnany przez członków polskiej ekipy. Otrzymał szpaler, był noszony na rękach.

– Długo się wahałem. Ta decyzja dojrzewała we mnie. Tak naprawdę zdecydowałem o tym miesiąc temu. Żona ciągle jednak dopytywała, czy na pewno kończę. Ciągle odpowiadałem, że chyba tak (śmiech). Teraz, kiedy jest już po wszystkim, będzie nam w domu lżej. Nie będzie już pytań o to, kiedy skończę. Sprawa jest wyjaśniona. Teraz pocieszymy się sobą i zobaczymy, co przyniesie czas – przekazał Hula w rozmowie z Interią.

Stefan Hula to oczywiście członek złotego pokolenia polskich skoków (wraz z Żyłą i Stochem oraz poniekąd urodzonym kilka lat później Kubackim). Nigdy nie odnosił wielkich sukcesów indywidualnych, ale w swoim życiowym sezonie był bliski zdobycia medalu olimpijskiego (gdy w Pjongczang spadł z pierwszej pozycji na piątą). 2018 rok przyniósł mu jeszcze brąz drużynówki na igrzyskach oraz brąz MŚ w lotach w drużynie.

Stefan nie mówi jednak „żegnajcie”, a „do zobaczenia”. Bo zadeklarował, że całkowicie ze skokami rozstawać się nie chce.

Fot. Newspix.pl

Kacper Marciniak

Na Weszło chętnie przedstawia postacie, które jeszcze nie są na topie, ale wkrótce będą. Lubi też przeprowadzać wywiady, byle ciekawe - i dla czytelnika, i dla niego. Nie chodzi spać przed północą jak Cristiano czy LeBron, ale wciąż utrzymuje, że jego zajawką jest zdrowy styl życia. Za dzieciaka grywał najpierw w piłkę, a potem w kosza. Nieco lepiej radził sobie w tej drugiej dyscyplinie, ale podobno i tak zawsze chciał być dziennikarzem. A jaką jest osobą? Momentami nawet zbyt energiczną.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne sporty

Inne sporty

Koszmarny wypadek Polki. Płoza uderzyła ją w twarz

AbsurDB
10
Koszmarny wypadek Polki. Płoza uderzyła ją w twarz
Inne sporty

Punktujemy w wielu sportach. W żadnym nie jesteśmy potęgą

AbsurDB
26
Punktujemy w wielu sportach. W żadnym nie jesteśmy potęgą
Reklama
Reklama