Reklama

HME: Adrianna Sułek pobiła rekord świata i… nie wygrała złota. Srebrna Ewa Swoboda

Szymon Szczepanik

Opracowanie:Szymon Szczepanik

03 marca 2023, 21:22 • 8 min czytania 0 komentarzy

Czy można poprawić najlepszy wynik na świecie i przy tym nie zgarnąć złotego medalu? Okazuje się, że można. I na własnej skórze doświadczyła tego Adrianna Sułek.

HME: Adrianna Sułek pobiła rekord świata i… nie wygrała złota. Srebrna Ewa Swoboda

Polka nie ma prawa mieć do siebie pretensji. W końcu jak zapowiadała, tak zrobiła – w pięcioboju wykręciła wynik 5014 punktów. To wynik kosmiczny, który w hali chciałaby osiągnąć każda zawodniczka na świecie. Problem polega na tym, że z rekordu świata Sułek mogła cieszyć się dosłownie chwilę.

Parę sekund po niej, na mecie biegu na 800 metrów zameldowała się Nafissatou Thiam, która wynikiem 5055 punktów oficjalnie ustanowiła nowy rekord globu. Poza rywalizacją w tej konkurencji, w dzisiejszych zmaganiach w halowych mistrzostwach Europy obejrzeliśmy też innych reprezentantów Polski. Między innymi Ewę Swobodę, która pobiegła po srebrny medal na 60 metrów.

PEWNOŚĆ SIEBIE POPARTA WYNIKAMI

Jeżeli pierwszy raz słuchalibyście jakiejkolwiek rozmowy z Adrianną Sułek, w której padłoby pytanie dotyczące jej celów, moglibyście dojść do wniosku, że ta dziewczyna jest trochę zbyt ambitna. Wiecie, nad Wisłą generalnie bardziej ceni się sportowców skromnych. Takich, którzy nie za bardzo mówią o swoich aspiracjach, a raczej sprzedają kibicom papkę w stylu „liczy się następny występ”, czy „kiedy będę dobrze trenował, to wyniki same przyjdą”.

Tymczasem 23-latka mówi wprost, że chce pobić rekord świata w kobiecym wieloboju. Chce zostać mistrzynią olimpijską. Pragnie osiągać historyczne wyniki. Z takimi deklaracjami trzeba uważać o tyle, że bardzo łatwo zrobić z siebie pośmiewisko kiedy głosi się jedno, a wyniki pokazują coś zupełnie innego. Jednak wieloboistka z Bydgoszczy nie kończy na słowach, tylko ciężko zasuwa na to, by każdy występ zbliżał ją do celu.

Reklama

Już podczas halowych mistrzostw Polski w Toruniu, Adrianna poprawiła swój własny rekord kraju w pięcioboju, uzyskując 4860 punktów. Ale podkreślała przy tym, że stać ją na rezultaty powyżej 5000 oczek. Czyli może nawet pobić rekord świata. Ten w 2012 roku ustaliła Natalija Dobrynska… w Stambule, czyli mieście-gospodarzu tegorocznych halowych mistrzostw Europy.

SUŁEK PRZEDZIELIŁA BELGIJKI NA PODIUM

Podczas sesji porannej Sułek pokazała, że i tym razem może dokonać rzeczy wielkiej. Zaczęła od biegu na 60 metrów przez płotki, w którym wykręciła czas 8.21. To jej nowy rekord życiowy, a także najlepszy wynik w rywalizacji pięcioboistek – do spółki z Noor Vidts. Belgijka wpadła na metę dosłownie o tysięczne sekundy przed Polką, ich dokładne czasy to 8.203 i 8.210. Ale w wieloboju czas przekłada się na wynik punktowy, dlatego tysięczne zaokrąglane są do dziesiętnych. Stąd obie zawodniczki uzyskały po 1082 punkty.

Następną konkurencją był skok wzwyż, który jest specjalnością Ady. I w nim Sułek również poradziła sobie świetnie, gdyż z wynikiem 1,89 m wyrównała swoją życiówkę w hali. Choć podczas oglądania jej pierwszej próby, przeżyliśmy lekkie zdziwienie. Otóż Sułek strąciła poprzeczkę, lecz komentatorzy TVP Sport zaczęli krzyczeć podekscytowani, jaki to znakomity skok oddała. Jak się okazało, kiedy realizator na ekranie pokazywał jej nieudany skok, Adrianna właśnie oddawała drugi, w którym poradziła sobie z przeszkodą. I właśnie tę próbę opisywali zasiadający za mikrofonem Jarosław Idzi oraz Marek Plawgo.

Sułek nie miała zamiaru zakończyć swoich popisów. Trzecią i ostatnią konkurencją porannej sesji wieloboistek było pchnięcie kulą. Ta konkurencja uchodzi za piętę achillesową Polki, ale i tym razem Sułek zaprezentowała się najlepiej w karierze. Dosłownie, bo wynik 13,89 m był jej kolejnym halowym rekordem życiowym.

Polka zakończyła poranek ze zdobyczą 2962 punktów, co jest znakomitym wynikiem. I wszystko byłoby perfekcyjnie, gdyby nie jej wielka rywalka – Nafissatou Thiam. Mistrzyni olimpijska z Tokio, mistrzyni świata z Eugene i stadionowa złota medalistka z ME w Monachium. Belgijka o senegalskich korzeniach od kilku lat jest numerem jeden w kobiecym wieloboju. A to, co wyczyniała w Stambule, było wręcz absurdalne. Thiam wygrała w skoku wzwyż (1,92 m) oraz pchnięciu kulą (15,54 m), a w biegu na 60 m przez płotki była zaledwie o dwie setne gorsza od Polki oraz swojej rodaczki Vidts, która zajmowała trzecie miejsce.

Reklama

Wszystko zatem mogło się rozstrzygnąć w sesji wieczornej, podczas której panie czekał skok w dal oraz bieg na 800 metrów. Polka miała do Belgijki 144 punkty straty, więc to Ada musiała gonić.

Skok w dal Sułek rozpoczęła z animuszem, w pierwszej próbie uzyskując 6,52 m. Ale Thiam w drugiej serii skoczyła tyle samo. W trzeciej i ostatniej próbie Ada – co za zaskoczenie! – pobiła swój rekord życiowy, lądując na 6,62 m. Belgijka również poprawiła swój rezultat, jednak wylądowała 3 centymetry bliżej od rywalki z Polski. Wobec tego Sułek odrobiła do niej zaledwie 10 punktów.

Było zatem pewne że Adriana zdobędzie krążek. Pytaniem otwartym pozostawało, czy obroni srebro, bo wydawało się, że złoto jest już poza zasięgiem.

Tylko Adrianna Sułek miała inny plan. Chyba nikt poza nią nie wierzył, że jest w stanie odrobić taką stratę do Thiam. Tymczasem Polka na 800 metrów biegła jak natchniona. Tak, że gdyby mogła, wyplułaby na bieżnię płuca. Na mecie zameldowała się jako pierwsza z czasem 2:07.17. To dało jej 5014 punktów, czyli rekord świata… przez kilka sekund, bowiem wtedy na metę dotarła Thiam. Czas 2:13.60 był wprawdzie gorszy od wyniku Polki, jednak wystarczył do obronienia przewagi. Dokładnie wywalczyła 5055 punktów. Kosmiczny rezultat.

Trudno trochę Adzie nie współczuć, bo przecież zapowiadała to, co zrobiła. Pobiła rekord globu. Nie miała wpływu na to, że inna zawodniczka pobiegła najlepiej w historii.

– Chciałam mieć rekord świata i zrobiłam wszystko, by zawisł on przy moim nazwisku. Mogłam się nim cieszyć przez trzy sekundy – mówiła rozgoryczona przed kamerami TVP Sport, ale zaraz później dodała: – Pewnie w najbliższych latach poprawię ten wynik!

SERBRNA SWOBODA

Ewa Swoboda miała w Turcji sporo do udowodnienia. Polska biegaczka poznała już smak halowego złota mistrzostw Europy, a miało to miejsce w 2019 roku w Glasgow. Jednak z ostatniej edycji tej imprezy wykluczył ją koronawirus.

W przypadku Polki wrażenie robił nie tyle pewny awans do półfinałów, bo tego się akurat można było spodziewać. Ale styl w jakim pobiegła kwalifikacje zwiastował, że dziś Polka może dokonać rzeczy wielkich. Czas 7.11 był najlepszym wynikiem spośród wszystkich pięciu porannych biegów. A przecież Polka nie wyglądała nawet na taką, co by się specjalnie zmęczyła tym wynikiem.

Swoboda wystartowała w biegu półfinałowym, który miał miejsce zaraz na początku sesji wieczornej. I nawet poprawiła swój czas, gdyż tym razem pokonała 60 metrów w 7.10 sekundy. Jednak wieczorem rywalki Ewy pokazały pazury bardziej efektowne, niż różowe tipsy, które łatwo było zauważyć u samej Polki. W drugim półfinale Daryll Neita pobiegła o trzy setne szybciej od Swobody. W trzecim Mujinga Kambundji, będąca faworytką do złota pobiegła 7.05.

Najważniejszy, bo ostatni bieg wieczoru obył się bez sensacji. Wygrała go świetna Szwajcarka w czasie 7.00. Ale co dla nas istotne, Ewa tym razem wytrzymała presję. Polka dobrze wyszła ze startu i tym sposobem może z dumą poszczycić się tytułem halowej wicemistrzyni Europy. A i czas 7.09 wstydu nie przynosi.

CO Z RESZTĄ POLAKÓW?

Nie tylko Sułek i Swoboda reprezentowały dziś polskie barwy na tureckiej ziemi. O poranku w biegach eliminacyjnych zobaczyliśmy pokaźne grono naszych biegaczy… ale zacznijmy od jedynej zawodniczki (poza Adą rzecz jasna) która uprawia inną dyscyplinę. W trójskoku kobiet zaprezentowała się Adrianna Laskowska. Polka skoczyła 13,76 metra, co jest jej rekordem życiowym w hali, i była o krok od awansu do finału tej konkurencji. Niestety, w ostatniej próbie o 6 centymetrów pokonała ją Dovile Kilty z Litwy. Szkoda bo trójskok to konkurencja która w Polsce jest na uboczu, a tak była szansa, by choć na chwilę wyszła z cienia.

Nasi biegacze na 400 metrów – Anna Kiełbasińska i Kajetan Duszyński – osiągnęli cel którym był awans do biegów półfinałowych, lecz oboje znaleźli się po przeciwnych biegunach tego planu. Kiełbasińska rano pobiegła 51.77, co było najlepszym wynikiem kobiecych eliminacji. Wśród panów Duszyński zajął w swoim biegu czwarte miejsce i zakwalifikował się przez czas, jako ostatni zawodnik w stawce. Taki obrót spraw powodował, że Kajetano Kapitano biegł na drugim, wewnętrznym torze, który posiada ostry i płaski łuk. Dla wysokiego zawodnika, a takim jest Duszyński, to spore utrudnienie.

No i sensacji nie było. Duszyński długo biegł na ostatnim miejscu, ostatecznie na finiszu dał radę minąć Isyaha Boersa. Jednak z czasem 47.01 na tym zakończył udział w HME. Za to Kiełbasińska nie miała problemów z awansem do finału. W swoim biegu zajęła drugie miejsce, trzymając się spokojnie za Lieke Klaver.

Na 1500 metrów problemu z kwalifikacjami nie miała Sofia Ennaoui. Polka kontrolowała swój bieg i bez problemów zameldowała się na mecie na drugiej pozycji (bezpośredni awans uzyskiwały pierwsze trzy biegaczki z każdego startu). Ta sztuka nie udała się Weronice Lizakowskiej. Druga z Polek, która startowała razem z Laurą Muir, dobiegła do mety na czwartym miejscu. Jednak jej bieg rozgrywany był w bardzo wolnym tempie, stąd Lizakowska nie mogła liczyć na awans do finału przez uzyskany czas (4:23.57).

W finałowym biegu na tym samym dystansie, lecz wśród panów, Michał Rozmys zajął 9. miejsce. Ponadto w skoku wzwyż mężczyzn Norbert Kobielski bez trudu uzyskał kwalifikację do jutrzejszego konkursu.

Z kolei w rywalizacji na 60 metrów pań, poza Ewą Swobodą do półfinałów dostały się też Martyna Kotwiła i Magdalena Stefanowicz. Wprawdzie na tym etapie obie Polki zakończyły swój start, ale wyniki na poziomie 7.33 i 7.32 wstydu im nie przynoszą.

Fot. Newspix

Pierwszy raz na stadionie żużlowym pojawił się w 1994 roku, wskutek czego do dziś jest uzależniony od słuchania ryku silnika i wdychania spalin. Jako dzieciak wstawał na walki Andrzeja Gołoty, stąd w boksie uwielbia wagę ciężką, choć sam należy do lekkopółśmiesznej. W zimie niezmiennie od czasów małyszomanii śledzi zmagania skoczków, a kiedy patrzy na dzisiejsze mamuty, tęskni za Harrachovem. Od Sydney 2000 oglądał każde igrzyska – letnie i zimowe. Bo najbardziej lubi obserwować rywalizację samą w sobie, niezależnie od dyscypliny. Dlatego, pomimo że Ekstraklasa i Premier League mają stałe miejsce w jego sercu, na Weszło pracuje w dziale Innych Sportów. Na komputerze ma zainstalowaną tylko jedną grę. I jest to Heroes III.

Rozwiń

Najnowsze

EURO 2024

Dawidowicz nie trenuje. Przed Holandią obronią nas Bednarek i Salamon?

Jakub Białek
6
Dawidowicz nie trenuje. Przed Holandią obronią nas Bednarek i Salamon?

Lekkoatletyka

Komentarze

0 komentarzy

Loading...