LOTTO SuperLIGA. WKT Mera Warszawa wygrała mecz o 3. miejsce

Sebastian Warzecha

09 grudnia 2022, 21:39 • 5 min czytania

LOTTO SuperLIGA. WKT Mera Warszawa wygrała mecz o 3. miejsce

Czy to mała niespodzianka? Raczej tak. W fazie zasadniczej sezonu LOTTO SuperLIGI to ekipa z Ustronia była zdecydowanie lepsza, a przecież Mera w okienku transferowym zupełnie się nie wzmocniła. Jej skład nie był przy tym przesadnie mocny. Jednak bywa tak, że liczy się nie siła całej ekipy, a zawodników w konkretnych meczach. I tu dziś warszawski zespół okazał się lepszy. 

Reklama

Trochę się zmieniło

Obie drużyny zmierzyły się wcześniej w 4. kolejce LOTTO SuperLIGI. Mera zdobyła wtedy tylko jeden punkt, za sprawą Urszuli Radwańskiej, która w dwóch setach pokonała Natalię Siedliską. Poza tym wszystko toczyło się pod dyktando zespołu gości, który w Warszawie pokazał, że jest naprawdę mocny. Kolejne mecze wyglądały tak:

Reklama
  • Marta Leśniak – Aleksandra Jeleń 6:4, 6:1
  • Lukas Rosol – Daniel Michalski 2:0, krecz.
  • Paweł Ciaś – Michał Mikuła 6:0, 7:6(4)
  • Siedliska/Leśniak – Radwańska/Koralnik 6:2, 6:4
  • Rosol/Ciaś – Fyrstenberg/Mikuła 7:6(3), 6:1

Trzeba jednak podkreślić, że mimo braku transferów w Merze i niewielu w ekipie z Ustronia, składy na Final Four nieco się zmieniły. I dziś z dziesięciu osób, które wystąpiły w meczu obu zespołów w fazie zasadniczej, na korcie w Zielonej Górze pokazało się pięć. Zmiany widać było zwłaszcza w ekipie z Warszawy, bo ta posłała do boju to, co miała najlepszego. Gra toczyła się w końcu o historyczne podium w pierwszym sezonie LOTTO SuperLIGI. Liczyliśmy, że dzięki temu zobaczymy naprawdę ciekawe spotkanie.

I zobaczyliśmy. Bo sytuacja przez 10 godzin, w trakcie których grały obie ekipy, zmieniała się kilkukrotnie.

Mera wygrywa mecz za meczem

Zaczęła ta, która punkt zdobyła i latem – Urszula Radwańska. Po drugiej stronie siatki stanęła za to nowa postać w ekipie z Ustronia, 269. w światowym rankingu Daniela Vismane. Trudno nie zauważyć, że nie był to hitowy transfer. 22-letnia Łotyszka w swojej karierze nigdy przesadnie nie zachwycała. Na koncie ma do tej pory trzy zdobyte tytuły rangi ITF (a sześć razy grała w finale), jednak pierwszy zdobyła w 2018 roku, drugi sezon później, a trzeci w 2021. Regularności wielkiej nie miała i… tej zabrakło jej także dziś.

Bo zaczęła bardzo dobrze. W długim pierwszym secie, zakończonym tie-breakiem grała pewnie i skutecznie. Owszem, Radwańska też dawała sobie radę, ale tylko do ostatniego gema. W nim nie zdobyła nawet punktu, a Vismane zdawała się zyskać przewagę psychologiczną. Ale kobiecy tenis, jak wiadomo, potrafi zaskoczyć. Dlatego w drugiej partii Radwańska oddała rywalce ledwie jednego gema, a w super tie-breaku (w LOTTO SuperLIDZE gra się go zamiast trzeciego seta) wygrała 10:3. Mera prowadziła więc 1:0.

Potem przyszedł bardzo wyrównany mecz Darii Snigur i Leny Papadakis. Skończył się w dwóch setach i w obu swoje szanse miała Papadakis, reprezentująca Ustroń. Ale obie partie ostatecznie przegrała. Pierwszą w tie-breaku (do 3), drugą 4:6. To jednak nie było przesadnym zaskoczeniem – w kobiecych starciach to właśnie Snigur miała być najmocniejszą ze wszystkich zawodniczek, w rankingu WTA zajmuje w końcu 138. miejsce. Papadakis jest notowana o ponad sto pozycji niżej. Mera prowadziła już 2:0.

I wtedy nadszedł być może kluczowy dla losów spotkania mecz – Paweł Ciaś (Ustroń) grał z Lucą Vannim (Warszawa). Włoch, już emerytowany, mimo 37 lat na karku kilkukrotnie zdołał w LOTTO SuperLIDZE pokazać, że grać nadal potrafi, w czym pomagają mu warunki fizyczne – mierzy 198 cm i wiele potrafi na korcie wypracować sobie serwisem. Dziś też tak było. Spotkanie tej dwójki zakończyło się dopiero super tie-breakiem. I tak jak w meczu Vismane z Radwańską, znów to reprezentant Ustronia pierwszy zgarnął seta – Ciaś wygrał 6:4. W drugim serwis stracił jednak na samym początku, a że Vanniemu trudno podanie odebrać, to przegrał 3:6. W decydującej rozgrywce było za to 10:7 dla Włocha.

Mera miała więc już trzy punkty. Ustroniakom pozostało jedno – wygrać wszystkie pozostałe do końca mecze. Tylko tak mogli stanąć na podium LOTTO SuperLIGI.

Ustroń walczył, ale nie wywalczył

I KT Kubala faktycznie powalczyło. Mecz Lukasa Rosola z Danielem Michalskim przebiegł bez zupełnie żadnej historii – ten drugi zdobył tylko trzy gemy. Deble zdawały się jednak całkiem mocną stroną Mery, a to one zostały jeszcze do rozegrania. W starciu w kobiecej grze podwójnej lepsze okazały się jednak Papadakis i Vismane. Wygrały pierwszego seta z Radwańską oraz Snigur 6:4 i… tyle wystarczyło. Całe spotkanie zakończyło się bowiem kreczem.

Nagle zrobiło się więc już tylko 3:2 dla ekipy z Warszawy.

Wszystko zależało od meczu debla mężczyzn – gdyby wygrali go ustroniacy, mielibyśmy dodatkowego miksta. Mera walczyła za to o to, by zamknąć całe spotkanie. I wyszło, że do trzech razy sztuka – nie udało się w singlu mężczyzn, nie udało w deblu kobiet, ale w grze podwójnej mężczyzn już tak. Sukces warszawskiej ekipie zapewniła para Luca Vanni i… Mariusz Fyrstenberg. Tak, ten Fyrstenberg. Od kilku lat emerytowany i raczej skupiający się na roli dyrektora turniejów, który jednak w barwach Mery kilkukrotnie już wcześniej wystąpił. Z różnym skutkiem, ale ogółem pokazywał, że grać nadal potrafi.

I dziś też to zrobił. Dobrze serwował, dawał sobie radę w wymianach, szczególnie przy siatce. A że do pary miał jeszcze Vanniego, to ten serwisem też swoje potrafił zdziałać. Obaj zresztą tworzyli naprawdę wiekowy duet, bo „Frytka” na karku ma 42 lata, jeszcze o pięć więcej niż włoski tenisista. Inna sprawa, że po drugiej stronie siatki stanął choćby Lukas Rosol, a więc rówieśnik Vanniego. Za młodzież w tym starciu robił Marek Gengel. 27-latek juniorem co prawda nie jest, ale od Rosola czy Vanniego nadal pozostaje o dekadę młodszy.

Wyszło jednak, że zatriumfowało większe doświadczenie. Cały mecz zakończył się wynikiem 7:5, 6:4, a kluczem okazało się utrzymanie swojego podania, co parze z Mery udawało się lepiej. Istotne było też opanowanie – w samej końcówce warszawiacy prowadzili już 40:0 przy serwisie Vanniego, ale stracili dwa punkty. W kluczowym momencie Fyrstenberg doskonale zamknął jednak kierunek tuż przy siatce i skończył całe spotkanie. Gem, set, mecz i 3. miejsce dla WKT Mery Warszawa.

Fot. Piotr Kucza/400mm.pl

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń

Najnowsze

Reklama

Inne sporty

Igrzyska

Usłyszała od Piesiewicza, że będzie chorążą. „Jestem dumna”

Jakub Radomski
15
Usłyszała od Piesiewicza, że będzie chorążą. „Jestem dumna”
Igrzyska

Przeanalizował szanse Polaków. „Żurek jedzie po dwa medale”

Jakub Radomski
6
Przeanalizował szanse Polaków. „Żurek jedzie po dwa medale”
Reklama
Reklama