Reklama

Livaković obronił Chorwację! Koniec pięknej japońskiej przygody

Patryk Fabisiak

Autor:Patryk Fabisiak

05 grudnia 2022, 19:45 • 4 min czytania 8 komentarzy

Wojciech Szczęsny może się czuć zagrożony już dzień po odpadnięciu reprezentacji Polski z mundialu w Katarze. Na horyzoncie pojawił się nowy kandydat do miana bramkarza turnieju – Dominik Livaković. Kolejny golkiper podtrzymał chorwacką tradycję wygrywania w fazie pucharowej wielkich turniejów po rzutach karnych, bezlitośnie zatrzymując strzały Japończyków. Japończyków, którzy w zasadzie niewiele zrobili, aby utrudnić mu to zadanie.

Livaković obronił Chorwację! Koniec pięknej japońskiej przygody

Czy był to najnudniejszy z dotychczasowych meczów fazy pucharowej? Wszystko na to wskazuje. Japończycy i Chorwaci zaprezentowali nam przyjemny popołudniowy spektakl, ale zabrakło w nim emocji ponad miarę. Obie drużyny strzeliły po bramce i zaczęły grać kunktatorsko. Brakowało chęci zaryzykowania zarówno z jednej, jak i z drugiej strony, co sprawiło, że byliśmy świadkami niezwykle nużącego klinczu.

Japonia – Chorwacja 1:1. Ogniści igrają z ogniem

To teraz inne pytanie. Czy można się było tego spodziewać? Skoro na boisko wybiegają Chorwaci, to zdecydowanie tak. Drużyna Zlatko Dalicia jest daleka od dyspozycji z poprzedniego mundialu, więc nic nie wskazuje na to, żeby miała powtórzyć tamten wynik i dojść aż do finału. Brakuje dynamiki, fantazji i właśnie tego pierwiastka ryzyka. We wszystkich dotychczasowych spotkaniach na tym turnieju uprawiali raczej piłkarskie szachy.

Raz się rozkręcili – w meczu z Kanadą, który wygrali 4:1, ale trudno powiedzieć, żeby wynikało to z ich wyjątkowej gry ofensywnej. Doświadczeni Chorwaci wykorzystali w wyrachowany sposób nadzwyczaj pobudzonych Kanadyjczyków, dla których mundial to coś zupełnie nowego. Z kolei z Marokiem, jak i ze słabiutką Belgią zdołali zaledwie bezbramkowo zremisować i w obu tych spotkaniach nie byli raczej stroną przeważającą.

Dziś trudno jednak ich krytykować skoro awansowali do ćwierćfinału, ale trzeba pamiętać, że trafili akurat na rywala, który podobnie jak Kanada nie za bardzo wie, jak wygląda mundial, a już szczególnie faza pucharowa.

Reklama

Japończycy zrobili coś historycznego, bo po raz drugi z rzędu awansowali do 1/8 finału mundialu, ale podobnie, jak przed czterema laty stać ich było tylko na zaskoczenie rywala. Nie stać ich było natomiast na dobicie rywala. Wtedy nie dali rady z doświadczoną Belgią, dziś z doświadczoną Chorwacją.

Japonia – Chorwacja 1:1. Niebiescy Samurajowie przegrywają z Livakoviciem

Gdy spojrzymy na występ Japończyków na mundialu w Katarze z dystansem, to trzeba sobie powiedzieć szczerze, że zrobili wynik ponad stan. W końcu wyszli z grupy, w której mieli Hiszpanię i Niemcy, a na dodatek z pierwszego miejsca. Już tam pokazali swoją słabość w starciu z Kostaryką, ale na mecze z tymi gigantami potrafili się zmobilizować. Po tak wielkich triumfach musiało w końcu zabraknąć pary. I zabrakło dziś.

Podopieczni trenera Moriyasu robili wszystko zgodnie z planem, ale tylko w pierwszej połowie. Tuż przed przerwą udało się zdobyć bramkę i to by było na tyle. Od drugiej połowy piłką władali tylko Chorwaci i poza kilkoma pojedynczymi zrywami Japończycy nie pokazali nic. W dodatku bali się ryzykować, żeby nie narazić się przypadkiem na kontrę.

I dokładnie to samo robili Chorwaci po wyrównującym trafieniu Ivana Perisicia. Żelazna dyscyplina, koncentracja, środek pola w zasadzie nie podjął ani jednej próby przyspieszenia. Kunktatorstwo do kwadratu. Dziś przyniosło skutek, ale co będzie, jak w ćwierćfinale przyjdzie zmierzyć się z Brazylią?

Obie drużyny ledwo dożyły do rzutów karnych. Zlatko Dalić musiał już nawet ściągnąć z boiska Lukę Modricia i Ivana Perisicia, którzy w dogrywce tylko człapali po boisku. Ale spokojnie, w tym chorwackim gwiazdozbiorze znalazł się inny bohater – Dominik Livaković.

Reklama

Golkiper „Ognistych” zrobił coś wyjątkowego, bo wyciągnął aż trzy strzały Japończyków. Trzeba jednak sobie szczerze powiedzieć, że wszystkie trzy były po prostu fatalne. Trudno to jakoś sensownie wytłumaczyć, bo wydawało się, że drużyna trenera Moriyasu pragnie tych karnych. A na koniec okazało się, że chyba nigdy w życiu ich nie trenowali.

Albo trenował ich Robert Lewandowski w wersji mundialowej…

Japonia – Chorwacja 1:1 (1:1) – dogr. 1:1 – rz.k. 1:3

Maeda 43′ – Perisić 55′

Rzuty karne:

  • Minamino – pudło (0:0)
  • Vlasić – gol (0:1)
  • Mitoma – pudło (0:1)
  • Brozović – gol (0:2)
  • Asano – gol (1:2)
  • Livaja – pudło (1:2)
  • Yoshida – pudło (1:2)
  • Pasalić – gol (1:3)

***

Zapraszamy do nadrobienia dzisiejszego „Stanu Mundialu” w składzie: Paweł Paczul, Wojciech Kowalczyk, Maciej Wąsowski i Mateusz Rokuszewski.

Czytaj więcej o mundialu w Katarze: 

Fot. Newspix

Urodzony w 1998 roku. Warszawiak z wyboru i zamiłowania, kaliszanin z urodzenia. Wierny kibic potężnego KKS-u Kalisz, który w niedalekiej przyszłości zagra w Ekstraklasie. Brytyjska dusza i fanatyk wyspiarskiego futbolu na każdym poziomie. Nieśmiało spogląda w kierunku polskiej piłki, ale to jednak nie to samo, co chłodny, deszczowy wieczór w Stoke. Nie ogranicza się jednak tylko do futbolu. Charakteryzuje go nieograniczona miłość do boksu i żużla. Sporo podróżuje, a przynajmniej bardzo by chciał. Poza sportem interesuje się w zasadzie wszystkim. Polityka go irytuje, ale i tak wciąż się jej przygląda. Fascynuje go… Polska. Kocha polskie kino, polską literaturę i polską muzykę. Kiedyś napisze powieść – długą, ale nie nudną. I oczywiście z fabułą osadzoną w polskich realiach.

Rozwiń

Najnowsze

Mistrzostwa Świata 2022

Anglia

Erik ten Hag: Sancho to niesamowicie dobry zawodnik. Odbyliśmy rozmowę

Damian Popilowski
0
Erik ten Hag: Sancho to niesamowicie dobry zawodnik. Odbyliśmy rozmowę

Komentarze

8 komentarzy

Loading...