Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Klich utknął w martwym punkcie, a miejsce w kadrze na mundial odjeżdża

Kacper Zieliński

Autor:Kacper Zieliński

24 września 2022, 17:06 • 7 min czytania 20 komentarzy

Rok temu taki tytuł brzmiałby idiotycznie. W końcu Mateusz Klich był wtedy jednym z najważniejszych piłkarzy Leeds United. No ale czasy się zmieniły. Trener „The Peacocks” również. I choć Polak na początku kadencji Jessego Marscha dalej odgrywał istotną rolę w zespole „Pawi”, w tym sezonie nie jest już tak kolorowo. Polski pomocnik stracił miejsce w składzie. Ba, na domiar złego wcale nie zapowiada się, aby uległo to zmianie, przez co jego wyjazd na mundial w Katarze stoi pod ogromnym znakiem zapytania.

Klich utknął w martwym punkcie, a miejsce w kadrze na mundial odjeżdża

Klich znalazł się w bardzo specyficznym położeniu. Jesse Marsch nie chce wystawiać go w pierwszej jedenastce na ligowe spotkania. Amerykanin woli sprowadzonych latem młokosów. 32-letni polski piłkarz wchodzi z ławki. Co prawda w każdej kolejce, no ale i tak trudno nazwać taką sytuację korzystną.

Klich utknął w martwym punkcie

A zapowiadało się tak dobrze…

Trener rodem z Wisconsin zawitał do hrabstwa Yorkshire pod koniec lutego. Nie dokonywał z miejsca żadnej rewolucji, wolał postawić na pewniaków swojego poprzednika Marcelo Bielsy. Nic dziwnego, w tamtym momencie tylko wariat rozpoczynałby gruntową przebudowę drużyny, Leeds drżało przed spadkiem.

Klich był więc jednym z piłkarzy, na których Marsch stawiał regularnie. Polak zagrał do końca ligowego sezonu w każdym z pozostałych dwunastu spotkań. Jedynie trzech z nich nie zaczął w wyjściowej jedenastce. Może i nie zabłysnął specjalnie w żadnym z tych meczów, zresztą jak cała drużyna, ale w większości z nich prezentował naprawdę solidny poziom.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Do tego sam szkoleniowiec Leeds wypowiadał się o nim w ciepłych słowach. – Naprawdę lubię „Klichy’ego”. Uważam, że to dobry zawodnik. Uwielbiam jego osobowość. Miał ogromny wpływ na dotychczasowe sukcesy Leeds, więc na pewno będziemy potrzebować go w przyszłości – mówił Jesse Marsch w kwietniu bieżącego roku.

Jak się później okazało – plany uległy zmianie.

Klich został ofiarą transferowej rewolucji

Latem do Leeds dołączyło ośmiu nowych piłkarzy. Aż siedmiu z tego grona ma mniej niż 26 lat. Stało się więc jasne, że Jesse Marsch chce w ten sposób odmłodzić szatnię „The Peacocks” i nadać jej swoistej świeżości. Niestety wiadome było, że ucierpi na tym nasz rodak. Klich przecież ma na karku już 32 wiosny, przez co ani trochę nie wpisuje się w kierunek obrany przez amerykańskiego trenera.

Co jeszcze ważniejsze, wśród zawodników, którzy dołączyli do klubu, znalazło się dwóch bezpośrednich konkurentów Polaka o miejsce w składzie. – Myślę, że to nie wiek Klicha jest w tej sytuacji najbardziej istotny. W Premier League oglądamy przecież wielu zawodników po trzydziestce, którzy grają regularnie w swoich klubach. O wiele większym problemem dla Klicha było sprowadzenie Tylera Adamsa i Brendena Aaronsona. Od razu zaczęli prezentować dobrą formę, przez co z miejsca posadzili go na ławce. Owszem, są od niego znacznie młodsi i mają przed sobą długą perspektywę rozwoju, ale to dalej dodatkowy, a nie najważniejszy aspekt – tłumaczy w rozmowie z nami angielski dziennikarz, Joe Donnohue.

Klich nie mógł być zadowolony z takiego obrotu spraw. W dodatku Jesse Marsch już w sierpniu mówił o jego sytuacji w następujący sposób: – W pełni go rozumiem. To jasne, że chce grać jak najczęściej, aby pojechać na mistrzostwa świata, które obecnie dla niego wielkim celem. Jednak muszę przede wszystkim myśleć o drużynie. O tym, co jest dla niej najlepsze i jak to wszystko dopasować. Musimy wybrać korzystne rozwiązanie dla każdej ze stron.

No i wybrali, ale finalna decyzja nie satysfakcjonowała raczej polskich kibiców.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Klich odrzucił bowiem możliwość odejścia na wypożyczenie. Wolał zostać na Elland Road i walczyć o odzyskanie swojej wcześniejszej pozycji w drużynie. Z piłkarskiego punktu widzenia był to ryzykowny ruch, lecz – jak podawały media – pomocnik nie chciał opuszczać Leeds ze względu na sprawy prywatne. Zawodnik ma już ułożone życie w Anglii – wraz z żoną wychowuje małą córkę. Ponadto sam uwielbia tamtejszy klimat. Decyzja była więc w pełni zrozumiała. Szczególnie że jedyna poważna oferta wpłynęła z holenderskiego Utrechtu. A przynajmniej tak informowały bardzo wiarygodne źródła.

Jednak trudno jest uciec od stwierdzenia, że Klich ucierpiał przez to sportowo. Choć Marsch bardzo ceni sobie Polaka i jego podejście do zawodu, to widzi w nim tylko zawodnika rezerwowego. Wpuszcza go z ławki na maksymalnie pół godziny. Wyjątkiem był mecz Pucharu Ligi Angielskiej z Barnsley, w którym notabene Polak strzelił dwie bramki. Ale ani ten mecz, ani udane wejście w meczu pierwszej kolejki Premier League z Wolverhampton, które zwieńczył asystą drugiego stopnia przy decydującym golu, ani tym bardziej kolejne występy z ławki (były średnie), nie zmieniły sytuacji Polaka. I raczej już nic jej nie zmieni.

– Klich wciąż może wnieść dużo dobrego do gry drużyny. Nadal jest kreatywnym zawodnikiem, który umie rozruszać, ale też i uspokoić grę w środku pola. Wprowadza także bezpieczeństwo, długo utrzymując się przy piłce, gdy drużyna tego potrzebuje. Ale mało prawdopodobne jest, żeby jego obecnie sytuacja uległa zmianie. Zapewne dalej będzie pierwszym piłkarzem do wejścia z ławki – twierdzi Joe Donnohue.

– Moim zdaniem powinien zostać w Leeds przynajmniej do końca rozgrywek, a w międzyczasie wszystko przemyśleć. Jeżeli jest bardzo niezadowolony tym, ile czasu spędza na boisku, może chcieć odejść już zimą. Jednak liczę na to, że zostanie i dalej będzie pełnił należytą mu funkcję w trakcie tego sezonu – dodaje nasz rozmówca.

Fani nadal go kochają, ale rozumieją sytuację

– Mateusz był niezwykle istotnym piłkarzem dla Leeds za kadencji Marcelo Bielsy. Odgrywał kluczową rolę w najważniejszych momentach nowoczesnej historii klubu. Pomógł drużynie powrócić po szesnastu latach do Premier League. Do tego rok później zajął z nią na koniec sezonu dziewiąte miejsce, co było fantastycznym osiągnięciem. Kibice bardzo tęskniliby za nim, jeżeli zdecydowałby się opuścić zespół. Oni go kochają. Nie tylko ze względu na osiągnięcia, ale i za wspaniałą osobowość. Kiedy odejdzie, na pewno pozostawi po sobie bardzo dobre wrażenie – opowiada nam Joe Donnohue.

Ale choć miłość często bywa ślepa, większość miłośników Leeds rozumie decyzje szkoleniowca. Owszem, jeszcze ponad miesiąc temu – po wspomnianym meczu z Wolverhampton spora część sympatyków „Pawi” domagała się, aby Klich dostał wreszcie szansę gry od pierwszej minuty w ligowym spotkaniu. Jednak z czasem głosy brytyjskich fanów „Klichy’ego” były coraz mniej doniosłe, bo decyzję trenera w tej sprawie broniła dobra dyspozycja zespołu. W tym oczywiście konkurentów Klicha.

Prawie każdy miłośnik Leeds pogodził się zatem z przemijaniem uroku jednego ze swoich ulubieńca, przy czym w pełni zaakceptował ostatnie decyzje personalne Marscha. Nawet gdy po drodze ekipie „The Peacocks” zdarzyło się przegrać spotkanie. – Kibice już w pełni rozumieją aktualne realia. Wiedzą, że drużyna musi ewoluować. Dlatego piłkarze, którzy znaczyli wiele dla Leeds w Championship, powoli odchodzą w cień, a jednym z nich jest właśnie Klich – mówi Joe Donnohue.

Miejsce w kadrze odjeżdża

Już po czerwcowym zgrupowaniu pisaliśmy: Ciekawym przypadkiem jest Mateusz Klich, który ewidentnie nie ma wielkich notowań w oczach Michniewicza. Zagrał z Walią, ale na prawej stronie w dziwnej taktyce bez skrzydłowych. Było porządnie, bez fajerwerków. Potem przesiedział dwa mecze na ławce, a z Belgią dał słabą zmianę. Niby głupio rezygnować z piłkarza Premier League i pewnie to się nie wydarzy. Ale też Klich musi jeszcze coś udowodnić.

No i nie udowodnił.

Ba, od tamtego czasu notowania Klicha znacząco poszły w dół. W końcu przestał grać regularnie w Premier League. Po wspomnianych wejściach z ławki w ostatnim czasie też wyglądał mocno przeciętnie. Na dodatek w czwartkowym meczu przeciwko Holandii wypadł cholernie nijako. Miał wejść na boisko w ostatnich 20 minutach, żeby rozruszać grę, a wyszło zupełnie odwrotnie. Pomocnik dostosował się do bezpłciowej postawy naszej reprezentacji w tym spotkaniu.

Wiadomo, trudno byłoby zrezygnować z takiego piłkarza, jak już wspomnieliśmy wcześniej.  Zwłaszcza gdy środek pola wygląda tak tragicznie. Jednak z drugiej strony – czym innym Mateusz Klich może obecnie obronić miejsce w kadrze? No właśnie. Jasne, „Klichy” naprawdę wygląda na sympatycznego gościa, który dobrze dogaduje się z resztą piłkarzy „Biało Czerwonych”. No ale samą atmosferą z grupy nie wyjdziemy.

Nikt nie powinien być więc zdziwiony, jeżeli Czesław Michniewicz zdecyduje się nie powoływać Mateusza Klicha.

Nawet sam Mateusz Klich.

CZYTAJ WIĘCEJ O REPREZENTACJI POLSKI:

Fot. FotoPyk

Lubi pogadać. Szczególnie o piłce. Sympatyk Ekstraklasy i Premier League, choć śledzi też inne rozgrywki. Na co dzień kibic Legii Warszawa i Manchesteru United.

Rozwiń

Najnowsze

Polecane

Pierwsze takie zawody w Polsce! Byliśmy na Pucharze Świata w snowboardzie

Kacper Marciniak
0
Pierwsze takie zawody w Polsce! Byliśmy na Pucharze Świata w snowboardzie

Anglia

Komentarze

20 komentarzy

Loading...