Mariaż sztuki z rzeczywistością i młodości ze starością. Na tym zdjęciu Janusz Kupcewicz – ciemne okulary, zakola, siwy wąs, kamizelkowa kurtka, przydługie spodnie – stoi przy muralu nakreślonym na ścianie hali sportowej przy gdyńskiej ulicy Bema. Najpierw budowa lokalnego marketu pochłonęła wielkie malowidło z podobizną dwudziestokrotnego reprezentanta Polski, a następnie zegarmistrz światła purpurowy zabrał ze świata samego bohatera hiszpańskich mistrzostw świata z 1982 roku.

Ballada o „talencie pieprzonym”. Wspomnienie Janusza Kupcewicza

Walił między oczy. Nie liczył się z konsekwencjami swoich słów. Zgłaszał pretensje do zaciemniania prawdy o zderzeniach sprzed lat. Kiedyś Zbigniew Boniek, ówczesny prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej, zaprosił całą medalową kadrę Piechniczka na mecz reprezentacji do Wrocławia. W loży panowała luźna atmosfera, niegdyś wybitni piłkarze rozmawiali na uniwersalne tematy, ale on jeden miał na siebie inny pomysł: – Właśnie gadałem ze Zbyszkiem. Oceniłem mu wszystkich zawodników kadry. Wielu negatywnie – pochwalił się reszcie kolegów. Zrobić swoje i powiedzieć swoje. Cały Janusz Kupcewicz.

„Człowiek? Dla mnie był idealny”

Grzegorz Lato cedzi słowa.

– Wiem, wiem…

– Łączył panów kawał historii. 

– Mój serdeczny przyjaciel. Lata bliskich spotkań. Kontaktowaliśmy się od czasu do czasu, raz rzadziej, raz częściej, ale w miarę regularnie – na święta, na imieniny. Jestem w szoku. Nie wiem nawet, jak to się stało, nie znam przyczyn, dowiedziałem się przypadkowo.

– Jaki to był człowiek?

– Człowiek? Dla mnie był idealny. Miał swoje problemy rodzinne, ale mnie to nie interesowało, to były jego sprawy. Jako kolega-piłkarz: super. Szkoda, ludzie odchodzą.

– Opowiada się, że miał zadatki na wielkiego piłkarza, choć nie wykorzystał pełni swojego potencjału. 

– Wspaniale wyszklony technicznie. Z dobrym uderzeniem, z wyśmienitym dośrodkowaniem, przypomnijmy sobie bramkę z rzutu wolnego po krótkim rogu, którą strzelił Francji na mistrzostwach świata w Hiszpanii. Wspaniały piłkarz, mundialowy medalista. No. Mam coś więcej dodawać? Nie trzeba, prawda?

Janusz Kupcewicz miał sześćdziesiąt sześć lat. Grzegorz Lato – prawdziwie filozoficznie – mawia, że choć coraz częściej odbiera telefony z informacjami o śmierci dalszych lub bliższych znajomych ze świata futbolu, to zwykle nie jest specjalnie zdziwiony, bo „nikt jeszcze nie wynalazł przepisu na długowieczność, nikt jeszcze nie znalazł sposobu na życie po sto pięćdziesiąt czy dwieście lat, a biologia jest nieprzebłagana i nie ma nieśmiertelnych”. Tym razem w krótkiej rozmowie nieustannie powtarza komunikat: „jestem w szoku”. Zbigniew Boniek też wspomina z nostalgią: „kilka dni wcześniej wspólne zdjęcia, wspomnienia, ploteczki”. Kupcewicz zmarł na sześć dni przed czterdziestoleciem medalu za trzecie miejsce na mundialu w Hiszpanii.

Bohater godny medalu

– Zbigniew Boniek nazywał się zbawcą narodu po mundialu w Hiszpanii? To kim ja mam nazwać się i ogłosić po meczu z Francją, kiedy zaliczyłem asystę z rzutu rożnego i strzeliłem gola z rzutu wolnego na wagę srebrnego medalu za trzecie miejsce na świecie? Gdyby nie ja, Boniek musiałby zadowolić się brązem za czwartą pozycję – krzyczał do słuchawki Janusz Kupcewicz na miesiąc przed śmiercią. Zbyt rzadko wspomina się o fenomenalności tego pomocnika drużyny Piechniczka na tamtych mistrzostwach świata.

W La Coruñi z Peru asystował przy niezwykle ważnej bramce Włodzimierza Smolarka. Wcześniej przesiedział na ławce rezerwowych nudne i bezbramkowo zremisowane spotkania z Włochami i Kamerunem. W Barcelonie z Belgią huknął potężnym i dziwacznie pokręconym crossem do Andrzeja Buncola, ten przytomnie zgrał piłkę głową do Zbigniewa Bońka, który zgrabnie przerzucił sobie Theo Custersa. W Alicante z Francją zaś najpierw dośrodkował idealnie na głowę Stefana Majewskiego z kornera przy drugim golu dla Polaków, a następnie sam przymierzył z rzutu wolnego na 3:1, czym de facto przesądził o losach medalu dla biało-czerwonych.

Przez cały mundial Janusz Kupcewicz toczył boje ze Zbigniewem Bońkiem. Gwiazdorzy żyli ze sobą jak pies z kotem. Ten pierwszy lubił mawiać: „Kto przy mnie? Boniek? Matysik? Ciołek? Ktokolwiek inny? Nieważne, powiem swoje, zrobię swoje”. Podczas spotkania z Belgią puścili sobie „taką wiąchę, że aż nie wypadało tak zwracać się do kolegi z drużyny”. Niedługo później upominać musiał ich Grzegorz Lato, który wykorzystał swój medalowy autorytet i darł się na młodszych piłkarzy: „Uspokójcie się! Ty trzymaj mordę na kłódkę, ruda małpo, a ty, talencie pieprzony, jak ci się nie podoba, to wypierdalaj z boiska. Po pyskach dajcie sobie, ale w szatni. Nie na boisku!”.

Do pełni eskalacji konfliktu doszło podczas spotkania o trzecie miejsce z Francją. W przerwie meczu Boniek naskoczył na Antoniego Piechniczka. „Kupcewicz musi zejść! Weź go pan zmień!”, krzyczał rudzielec. Kupcewicz przyglądał się temu wszystkiemu z boku. Czuł się niezauważony i ignorowany. W pewnym momencie, kiedy Boniek psioczył na rok starszego kolegę w podobnym tonie do Władysława Żmudy, jednak nie wytrzymał i krzyknął: „Ty rudy chuju, to ja tu dogrywam gola na 2:1, a ty żądasz od trenera, abym zszedł z boiska!”. Żmuda machnął ręką, a Piechniczek, choć długo się zastanawiał, nie zdecydował się na zmianę, a chwilę później Kupcewicz ładował gola na 3:1.

W książce „Zibi, czyli Boniek”, autorstwa Romana Kołtonia, Kupcewicz dopowiadał, że pierwszym, który wskoczył mu na plecy po decydującym o losach medalu trafieniu, był właśnie Zbigniew Boniek. Latami Boniek dezawuował powagę tamtego sporu, a Kupcewicz – z zapalczywością figlarnego chochlika – zaskakująco często podkreślał, że późniejszy gwiazdor Serie A i prezes PZPN bywał zadufanym w sobie egocentrykiem, a także całkowitym przeciwieństwem jego samego. – Zawsze znałem swoje miejsce w szeregu. I miałem w sobie dużo pokory. Ale nie wszyscy podzielali moją postawę – przedstawiał się dwudziestokrotny reprezentant Polski i legendarny piłkarz Arki Gdynia.

Zmarnowany talent

W publikacji „Piłka nożna 1919-1989. Ludzie, drużyny, mecze. Zarys encyklopedyczny”, autorstwa Stefana Grzegorczyka, Jerzego Lechowskiego i Mieczysława Szymkowiaka, znajduje się taka notka o Januszu Kupcewiczu: „Zbyt szybko uznano go za cudowne dziecko polskiego futbolu. Prawdą jest jednak, że mając kilkanaście lat przerastał rówieśników o głowę. Mało jest tej klasy piłkarzy, którzy tyle razy musieli schodzić z boiska na skutek urazów. Wiele razy pauzował. Bywało też, że zniecierpliwiony rekonwalescencją zbyt wcześnie wracał na treningi i w ten sposób wydłużał przerwy. Niewyleczone kontuzje łatwo się odnawiały. Gdyby zdrowie wytrzymało skalę jego talentu, zapewne rezultaty byłyby inne”.

Talent sytuował go wśród największych w swoim pokoleniu. Przyrównywano go do Włodzimierza Lubańskiego. Dopatrywano się podobieństw do Kazimierza Deyny. Nieprzypadkowo ścierał się o liderski prymat ze Zbigniewem Bońkiem. Choć jego wąsy nigdy nie zyskały kultowości czupryny Lubańskiego, choć jego nogi nigdy nie czarowały na miarę kończyn Deyny, choć znacznie wspanialszą karierę zaliczył Boniek, on sam miał się za jednego z najwybitniejszych pomocników w historii polskiego futbolu.

Jest w tym wszystkim jakiś feler.

W czasach gdy polskie kluby nie były jeszcze pariasami na europejskich salonach, a ekstraklasę zaludniały Orły Górskiego, młodziutkiego Janusza Kupcewicza – „ten talent pieprzony”, jak mawiał Grzegorz Lato – pragnęli działacze na stadionach we wszystkich nadwiślańskich miastach. On jednak wybrał Arkę Gdynia, drużynę słabą, miotającą się na dole tabeli, a do tego taką, z którą późniejszy mundialowy medalista zaliczył dwa spadki z ligi. Po latach raz wspominał, że tamten wybór zablokował jego rozwój, a innym razem, że w żadnym innym miejscu na ziemi nie miałby gwarancji regularnej gry. I tak niekonsekwentnie i naprzemiennie.

Pojechał na argentyńskie mistrzostwa świata w 1978 roku, żeby wrócić z nich bez powąchania murawy i całym zapasem gorzkich historii o Jacku Gmochu, który miał skłócić całą drużynę i wprowadzić wrogą aurę, która doprowadzała do „szatniowych rękoczynów” i „przepychanek przy stołach ping-pongowych”. Cztery lata później był bohaterem, ale po hiszpańskim sukcesie w narodowych barwach zagrał już tylko pięć razy. Nierzadko kłócił się z kumplami z kolejnych zespołów. Lubił ponarzekać na warsztat trenerów. Często wyciągał brudy z odmętów przeszłości. Momentami przemawiało przez niego mnóstwo żalu i pretensji do środowiska, które miało go za wyrzut sumienia, bo nigdy nie stał się gwiazdorem, jakim miał się stać, gdy na początku lat siedemdziesiątych określano jego potencjał.

Po osiągnięciu dwudziestego ósmego roku życia mógł ruszyć na podbój lig zagranicznych. W Saint Etienne pracował z Henrykiem Kasperczakiem i kopał z Rogerem Millą, ale nie dość, że wcześniej zaliczył spadek z francuskiej elity, to jeszcze cierpiał na permanentne bóle kręgosłupa. Z greckiej Larisy wracał z niedosytem do ojczyzny, wybrał Lechię Gdańsk, o co mieli pretensje w trzecioligowej Arce. A na koniec pojechał kopać do Adanasporu z Turcji, w której w końcówce lat osiemdziesiątych nie funkcjonowała jeszcze poważna liga piłkarska. To nie była kariera na miarę talentu.

Fryzjerskie brudy

Po zawieszeniu butów na kołku krótko pracował jako asystent selekcjonera przy kadrze U-21, prowadził reprezentację Polski w futsalu i drugoligową Lechię Gdańsk w roli pierwszego trenera, przez lata trudnił się skautowaniem i opiniowaniem piłkarzy w Arce Gdynia, gdzie go nie słuchano, a pod koniec życia szkolił młodzież i uczył wychowania fizycznego w Szkole Podstawowej w Gdyni Chyloni.

Próbował swoich sił w polityce. Kandydował z list Platformy Obywatelskiej do rady miejskiej Gdyni w 2006 i do sejmu w 2007. Następnie z ramienia Polskiego Stronnictwa Ludowego ubiegał się o mandat do sejmiku województwa pomorskiego w 2010 i do izby niższej parlamentu w 2011, a w 2014 uzyskał mandat radnego sejmiku. W 2015 i 2019 ponownie kandydował do sejmu. Nic wielkiego, nawet wśród piłkarzy-polityków nie brakuje takich, którym wiodło się lepiej.

W międzyczasie polski futbol pogrążył się w korupcyjnym szambie i na jaw wyszła powierzchowna znajomość Janusza Kupcewicza z Ryszardem Forbrichem. Legendarny piłkarz miał nawet wozić pieniądze do niesławnego Fryzjera. Nigdy się tego nie wypierał, choć śledczych przekonywał, że nie pamięta szczegółów, ponieważ był pijany jak bela.

– Nie przypominam sobie sytuacji żebym przekazywał sędziemu pieniądze przekazem pocztowym. Nie pamiętam tego, ale nie wykluczam, że taka sytuacja miała miejsce, jeśli tak to było to zdarzenie jednorazowe. Korupcja w Polsce była, jest i prawdopodobnie będzie. Akurat padło na piłkę. Kiedyś powiedziałem, że korupcja w piłce była już w latach siedemdziesiątych. Ktoś mnie sprostował i powiedział, że nawet wcześniej – w sześćdziesiątych. Wielu piłkarzy dotknął ten problem – tłumaczył.

„Piłka leciała niby za bramkę”

„Jeszcze jedno marzenie polskiego sportowca”, tak Jan Ciszewski, legendarny polski komentator, skomentował kultowego gola Janusza Kupcewicza z Francją na stadionie w hiszpańskim Alicante. Wobec dziejowego znaczenia tamtego trafienia padają wszelkie teorie o zmarnowanym talencie. Pozostaje pamięć o świetnie wyszkolonym technicznie piłkarzu, który strzelił bramkę o naturze urzeczywistnienia marzenia całego pokolenia.

„Szczególiki są bardzo ważne”, mawiał później Kupcewicz. Przez pięćdziesiąt minut po każdym z dwugodzinnych treningów w Arce Gdynia ćwiczył ustawienie stopy podczas egzekwowania rzutów wolnych. Wierzył, że przy oddawaniu celnego strzału najważniejsza są rozluźnienie i oswobodzenie ciała, ułożenie sylwetki przy kopnięciu, trafienie w odpowiedni centymetr łaty na piłce i nadanie futbolówce odpowiednio podkręconej rotacji.

– Podobnie, jak w przypadku żonglerki – górna część musi pozostać luźna, pracują przecież tylko nogi. Technika kopnięcia piłki jest bardzo ważna. To trochę tak, jak w skoku o tyczce. Można jeszcze strzelać tak zwanym prostym podbiciem, bardziej siłowo. Nadawałem rotację zewnętrzną częścią prostego podbicia. Piłka leciała niby za bramkę, a w pewnym momencie wracała i … wpadała ku zdumieniu rywali – zdradzał w rozmowie z TVP Sport.

I tak zapamięta go polska piłka. Grzegorz Lato mawia: – Nie zostaniemy zapomniani. Historii nie da się przekłamać. Jeśli próbuje się wnieść do niej fałsz, to jak dobrze wiemy po kłamstwach z czasów drugiej wojny światowej, nic dobrego z tego nie wynika, bo prawda zawsze się obroni, zawsze wyjdzie na jaw.

Czytaj więcej o Januszu Kupcewiczu:

Fot. Newspix

Uncategorized
18.08.2022

Benfica i Maccabi bliżej awansu. Podsumowanie środowych meczów el. do Ligi Mistrzów

W środę mogliśmy obejrzeć pozostałe trzy mecze eliminacji do Ligi Mistrzów. Pierwsze spotkanie rozpoczęło się już o 18:45. Było to starcie Karabachu Agdam z Viktorią Pilzno. W tym pojedynku padł remis. Owszem, Azerowie mieli przewagę, która miała pokrycie w statystykach. Oddali dwanaście strzałów, w tym siedem celnych. Ponadto częściej niż Czesi utrzymywali się przy piłce. Viktoria natomiast tylko raz zdołała posłać futbolówkę w światło bramki rywala. […]
18.08.2022
Suche Info
17.08.2022

Oficjalnie: Domenico Berardi przedłużył kontrakt z Sassuolo do 2027 roku

Włoski skrzydłowy złożył dzisiaj podpis pod nową umową ze swoim dotychczasowym pracodawcą. Nowy kontrakt 28-latka ma obowiązywać do 30 czerwca 2027 roku. Dla wielu tym samym Berardi definitywnie zamknął sobie drzwi do tego, aby zaistnieć w świecie wielkiej piłki. Spędził on bowiem całą seniorską karierę w zespole „Neroverdich”, którego jest wychowankiem. Co prawda latem 2013 roku przeszedł za 4,5 miliona euro do Juventusu, aczkolwiek „Stara Dama” postanowiła […]
17.08.2022
Inne sporty
17.08.2022

ME w Monachium. Dwa medale na 400 metrów! Srebrna Ewa Różańska!

Co za dzień Polaków w Monachium! A właściwie to Polek, gdyż dzięki fenomenalnej postawie naszych rodaczek zdobyliśmy dziś aż trzy medale. W biegu na 400 metrów znakomicie spisały się Aniołki Matusińskiego. Natalia Kaczmarek i Anna Kiełbasińska zajęły odpowiednio drugie i trzecie miejsce, ulegając jedynie znakomitej Femke Bol. Ale to nie koniec dobrych wieści. Kolejny raz okazało się, że Polska młotem stoi. W finale tej konkurencji kobiet nie zobaczyliśmy ani Anity Włodarczyk ani Malwiny […]
17.08.2022
Suche Info
17.08.2022

TVP Sport pokaże również rewanżowe mecze Rakowa i Lecha

Już jutro Raków i Lech rozegrają u siebie swoje pierwsze mecze w ramach czwartej rundy eliminacji Ligi Konferencji. Obydwa spotkania będzie można obejrzeć na antenach oraz w aplikacji TVP Sport. Dziś stacja poinformowała, że będzie transmitować również spotkania rewanżowe naszych drużyn w europejskich pucharach. Wspomniane rewanże odbędą się 25 sierpnia. Raków rozpocznie swoje starcie o 19:00, Lech zaś o 20:30. Jutro częstochowianie rozpoczną spotkanie o 18:00, […]
17.08.2022
Suche Info
17.08.2022

Paco Alcacer zagra w Zjednoczonych Emiratach Arabskich

Paco Alcacer opuszcza Europę. Odchodzi do Sharjah FC. W ostatnich miesiącach Hiszpan zaliczył spektakularny zjazd i stał się zbędnym ogniwem w układance Unaia Emery’ego. Na domiar złego jego pensja nie należała do niskich, więc Villarreal postanowił pozbyć się 29-latka. Mówiło się o potencjalnym transferze do Valencii lub Celty Vigo, natomiast na doniesieniach się skończyło. Ostatecznie Paco Alcacer trafił na roczne wypożyczenie do klubu ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich. W tej drużynie występuje […]
17.08.2022
Suche Info
17.08.2022

Atletico nie chce sprzedać Joao Felixa do Manchesteru United

Marca informowała, że Czerwone Diabły przymierzają się do pozyskania Joao Felixa. Okazuje się, że Atletico nie jest zainteresowane sprzedażą Portugalczyka. Według Fabrizio Romano angielski klub złożył ofertę kupna Joao Felixa, ale Los Colchoneros ją odrzucili i nie zamierzają tego lata pozbywać się swojej największej gwiazdy. Diego Simeone nie chce stracić 23-latka, widzi w nim lidera Atletico, a jego zdanie podzielają najważniejsze osoby w klubie. Piłkarz ten zaliczył […]
17.08.2022
Inne sporty
17.08.2022

ME w Monachium. Dwa medale na 400 metrów! Srebrna Ewa Różańska!

Co za dzień Polaków w Monachium! A właściwie to Polek, gdyż dzięki fenomenalnej postawie naszych rodaczek zdobyliśmy dziś aż trzy medale. W biegu na 400 metrów znakomicie spisały się Aniołki Matusińskiego. Natalia Kaczmarek i Anna Kiełbasińska zajęły odpowiednio drugie i trzecie miejsce, ulegając jedynie znakomitej Femke Bol. Ale to nie koniec dobrych wieści. Kolejny raz okazało się, że Polska młotem stoi. W finale tej konkurencji kobiet nie zobaczyliśmy ani Anity Włodarczyk ani Malwiny […]
17.08.2022
Weszło
17.08.2022

QUIZ LIVE OD 20. PACZUL, ROKI, BIAŁEK, GOŁASZEWSKI I SŁAWIŃSKI

Już o 20 wielki powrót Quizu! Quiz na żywo poprowadzi Paweł Paczul, a jego gośćmi będą także Paweł Gołaszewski, Adam Sławiński, Mateusz Rokuszewski i Jakub Białek. Zapraszamy na nasz kanał na YouTube!
17.08.2022
Brama dnia
17.08.2022

Arda Turan vs Mateusz Cholewiak | BRAMA DNIA

Kto dzisiaj zwycięży w głosowaniu na „Bramę dnia”? Reprezentant polskiej ekstraklasy, czy ówczesny piłkarz Barcelony? Wybór – jak codziennie – zależy tylko od was! Arda Turan vs Sevilla (17.08.2016) Superpuchar Hiszpanii, drugi mecz dwumeczu pomiędzy Barceloną a Sevillą. W pierwszym meczu Katalończycy wygrali 2:0, w drugim, na Camp Nou chcieli dokończyć dzieła. Nie chciało być inaczej. Dwa gole strzelił Turan, jednego blondwłosy wówczas Leo Messi. […]
17.08.2022
Weszło
17.08.2022

Ligowcu, bierz przykład z Bieszczada i Tobiasza

Dwaj młodzi bramkarze – Kacper Bieszczad i Kacper Tobiasz pokazują, że polski ligowiec wcale nie musi być przezroczystą postacią i odległą gwiazdą z ekranu telewizora. Skracanie dystansu pomaga zyskać przychylność fanów. Przez lata fan polskiej piłki mógł śledzić swoich ulubieńców wyłącznie oglądając mecze. W erze mediów społecznościowych sytuacja zmieniła się diametralnie. Najpierw Facebook, a później Instagram zbliżyły kibica do piłkarza. Wciąż jednak zachowywany był […]
17.08.2022
Weszło
17.08.2022

Piłka w świecie bankowych czeków i urzędniczych formularzy

Piłka nożna w Luksemburgu kojarzy się nam z zupełną niszą. Jednak dzięki odpowiednim zmianom wdrażanym stopniowo od początku XXI wieku ogromny skok poczyniła reprezentacja Czerwonych Lwów, a w piłce klubowej bryluje Dudelange, które w czwartek zmierzy się z Lechem Poznań o fazę grupową Ligi Konferencji.  Jeszcze na początku XXI wieku znajdował się pod koniec drugiej setki rankingu FIFA. Nie jest w stanie wychowywać swoich piłkarzy w kraju. Dopiero […]
17.08.2022
Premier League
17.08.2022

Nie będzie drugiego PSG? Saudyjska rewolucja w Newcastle

Miał być Neymar, Gareth Bale i Zinedine Zidane, a jest Chris Wood, Sven Botman i Eddie Howe. Saudyjska rewolucja w Newcastle United nie wygląda tak, jak wielu przewidywało, ale wydaje się, że to może wyjść tylko na dobre. Na St. James’s Park panuje wyjątkowy spokój i nikt nawet nie myśli o wykonywaniu pochopnych ruchów. Od strony czysto sportowej wszystko wygląda niezwykle rozsądnie, ale kibiców martwi coś innego – tzw. „saudyfikacja” klubu.  […]
17.08.2022
Liczba komentarzy: 38
Subscribe
Powiadom o
guest
38 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Early Level
Early Level
1 miesiąc temu

Dla Bohatera artykułu – wiecznie zielonego boiska.
Dla jego reprezentacyjnych następców – charakteru i smaku gry o mundialowy medal

Kandyzowany
Kandyzowany
1 miesiąc temu
Reply to  Early Level

Ładnie napisane.

Warhlak
Warhlak
1 miesiąc temu

Bardzo dobry tekst

1965
1965
1 miesiąc temu

Miałem niecałe osiemnaście lat kiedy oglądaliśmy MŚ w Hiszpanii. Kupcewicz zawsze zostanie w moim sercu, może nie że każdy chciał mieć taki wąs jak on miał ale potem było się Kupcewiczem w meczach z kumplami! Nie ma co!

Arkowiec
Arkowiec
1 miesiąc temu

Spoczywaj w pokoju! Niech ci ziemia lekką będzie!!!!

cibor74
cibor74(@cibor74)
1 miesiąc temu

Bardzo dobry tekst. Dużo ciekawszy niż większość artykułów typu wspomnieniowego. O postaci wcale nie pierwszoplanowej tamtej reprezentacji. Przeczytałem z dużym zainteresowaniem.

wooki
wooki
1 miesiąc temu

Pierwszy tytuł mistrzowski Lecha Poznań to też jego zasługa. Rozumieli się podobno z Okońskim bez słów, o tym asie to dopiero można mówić jako niespełnionym talencie.

McPyra
McPyra(@mcpyra)
1 miesiąc temu

Kupcewicz to był wspaniały człowiek i sportowiec.

Orzeł
Orzeł
1 miesiąc temu

Brawo dla autora, że nie napisał laurki tylko dobry tekst

Volksdeutch
Volksdeutch(@volksdeutch)
1 miesiąc temu

Janusz Kupcewicz do Arki dołączył po meczu Stomil-Arka 1:2 co dało Arce awans do Iligi. Warunkiem było zabranie jego starszego brata, Zbigniewa. A Boniek by i został ryżą mendą, widać po golu Szarmacha…

janusz
janusz
1 miesiąc temu
Reply to  Volksdeutch

Więcej bylo warunków
M.in.zatrudnienie ojca-Aleksandra Kupcewicza, studia Zbigniewa Kupcewicza w ówczesnej Wyższej Szkole Morskiej no i gra w Arce w pakiecie z Januszem
Zbigniew był zresztą strzelcem pierwszego gola dla Arki w ówczesnej I lidze, czyli obecnej ekstraklasie. W meczu z ŁKS.
Debiutowali w Arce w meczu o tytuł „moralnego” mistrza ówczesnej II ligi, czyli obenej I ligi- w meczu z GKS Tychy.
Arka wygrała 5:0.

Volksdeutch
Volksdeutch(@volksdeutch)
1 miesiąc temu
Reply to  janusz

Byłem na tym meczu. Ten Zbigniew był szybki

Volksdeutch
Volksdeutch(@volksdeutch)
1 miesiąc temu
Reply to  janusz

W pakiecie umownym tej „transakcji wiązanej” było zwycięstwo Arki w Olsztynie, po którym ku mojemu zdziwieniu mój ojciec wywiesił na balkonie żółtoniebieską flagę uszytą przez moją matkę. To zwycięstwo oznaczało awans Arki do I ligi.

Piotrus
Piotrus
1 miesiąc temu

Takiego pokolenia piłkarzy już nie będzie w Polsce. Zazdroszcze poprzedniemu pokoleniu że żyli w czasach sukcesów polskiej piłki.

SylwekWawa
SylwekWawa(@sylwekwawa)
1 miesiąc temu
Reply to  Piotrus

Drużyna Górskiego z lat 1972-75 to była paka najlepsza w historii polskiej piłki.Tą Piechniczka wciągała nosem. Szkoda zmarnowanego mundialu 1978.

Volksdeutch
Volksdeutch(@volksdeutch)
1 miesiąc temu
Reply to  SylwekWawa

To w 1978 była najsilniejsza paka, a mundial spierdolił Gmoch!

FałszywyProfil
FałszywyProfil
1 miesiąc temu
Reply to  Piotrus

to samo pokolenie zaliczyło też straszne wtopy jak eliminacje Euro 80, Euro 84, Mexico 86, a potem to już kompletny zjazd.
To jakiś cud, że był ten medal na Mundialu

Helder
Helder
1 miesiąc temu

Wtopy ? Eliminacje Euro 80 gdzie wygrali i zremisowali z wicemistrzami świata? Eliminacje do Meksyku 86 gdzie wyprzedzili zespół który potem zajął czwarte miejsce na Mundialu ? Hmmm, ciekawe. Chciałbym zebyśmy dziś takie wtopy mieli.

Helder
Helder
1 miesiąc temu

A pokolenie było najprawdopodobniej najbardziej utalentowanym w historii polskiej piłki. Fakt, nie opinia. Wystarczy sprawdzić ile medali między 1978 a 1984 zdobyli na różnych mistrzostwach świata i Europy w młodzieżowych kategoriach. Takich ofensywnych pomocnikow pokroju Zielińskiego albo lepszych to na początku lat 80 było lekko licząc z 15 ( Boniek, Kupcewicz, Kensy, Ciołek, Buncol, Miłoszewicz, Pękala, Tarasiewicz, Urban, Buda, Rozborski, Komornicki, Tłokinski, Lipka, Surlit a do tego grona można też dorzucić Dziekanowskiego albo Iwana)

Helder
Helder
1 miesiąc temu

Medal na Mundialu nie był żadnym cudem bo od mistrzostw w Argentynie do mistrzostw w Hiszpanii Polska zagrała mnóstwo meczów z całą czołówką światową. RFN
(dwa razy), Holandia(dwa razy), Argentyna(dwa razy), Brazylia, Włochy, Belgia, Hiszpania(dwa razy), Jugoslawia, Czechosłowacja, Węgry – wszyscy chcieli z nami grać bo wiedzieli że będzie z kim grać.

Fredy
Fredy
1 miesiąc temu

Cudem to sam jestes

Rudy matoł Donald
Rudy matoł Donald
1 miesiąc temu

U ani słowa o mistrzostwie w Lechu.

Szczecineczczanin
Szczecineczczanin
1 miesiąc temu

Przyjemnie się czytało. Ale zawsze przyjemnie czyta się o pokoleniu które w piłce odniosło rzeczywisty sukces. Te obecne łamagi nie będą miały zupełnie czego wspominać a przypuszczam że po Katarze będą miały jeszcze mniej, wrócą sfrustrowani, skłóceni i w ogóle wszystko pierdolnie jeszcze niżej…

Volksdeutch
Volksdeutch(@volksdeutch)
1 miesiąc temu

A zarabiają 10 razy więcej

SylwekWawa
SylwekWawa(@sylwekwawa)
1 miesiąc temu

Obecne łamagi mają pełne konta i to się dla nich liczy.

Pani z przedszkola
Pani z przedszkola
1 miesiąc temu

Czas meczu o trzecie miejsce w mistrzostwach świata w Hiszpanii spędziłem w piwnicy pod blokiem, ładowaliśmy do tej piwnicy węgiel z pryzmy pod tym blokiem. Było tego węgla kilkadziesiąt ton. Olsztyn, Kortowo, jednostka wojskowa. Radyjko tranzystorowe ktoś przyniósł i się słuchało w trakcie szychty tego meczu. I tego Kupcewicza najbardziej wtedy zapamiętałem… i już Go z nami nie ma… Spoczywaj w Pokoju Bracie.

Fredy
Fredy
1 miesiąc temu

Brawa dla pisarczyka. Ani slowa ,ze zdobyl z Kolejorzem tytul mistrza Polski i byl jednym z najlepszych zawodnikow tamtego Lecha .. No szczegół rzeczywiscie mozna przeoczyc taki drobiazg

J-23
J-23
1 miesiąc temu

Mp z Lechem w 1983,mile wspominamy w Poznaniu

Oyvind Hattestad
Oyvind Hattestad
1 miesiąc temu

Bardzo dobry tekst, skupiony na czlowieku i ludziach, a nie suchych faktach.

Kass
Kass
1 miesiąc temu

Wspaniały piłkarz wspaniałej Arki Gdynia.
8 pięknych lat w żółto – niebieskich barwach.
Przez wiele, wiele lat najpopularniejszy człowiek w Gdyni.
Jasiu Kupcewicz….
Zostanie w naszej pamięci na zawsze.

mk1111
mk1111
1 miesiąc temu

bez Kupcewicza prawdopodobnie nie byłoby medalu w 82,dwa pierwsze mecze bez niego wygladały w wykonaniu polaków wręcz żałośnie…dopiero gdy dostał miejsce w składzie zaczęło sie to wreszcie wszystko układać

Volksdeutch
Volksdeutch(@volksdeutch)
1 miesiąc temu
Reply to  mk1111

„Polaków” pisze się z dużej litery.

Baba1
Baba1
1 miesiąc temu

Pierwszy raz widziałem go jak grał w reprezentacji juniorów, coś około 1973r. Za gwiazdy tamtej drużyny uchodzili Kupcewicz Terlecki i Wojtowicz. Grali tam też Dziuba, Kostrzewa, Miłoszewicz i wchodzący z ławki Boniek, o którym głośno zaczęło być później. Jak im się udało nie zdobyć mistrzostwa Europy juniorów to nie wiem. Kupcewicza uważano za mega talent (ja uważam, że mega talentami byli Boniek i zniszczony, niestety, przez działaczy Terlecki, mielibyśmy skrzydłowego co najmniej klasy Gadochy) i kreowano na następcę Dejny. Do Dejny brakowało mu jednak dejnowego geniuszu i paru czysto piłkarskich elementów np niezwykłej, rzadkiej u polskich piłkarzy, nawet w tamtej epoce, umiejętności dryblingu w miejscu, mijania rywali balansem ciała. Najlepszy czas dla Kupcewicza to niewątpliwie Mistrzostwa Świata 1982, gdzie grał o wiele lepiej niż się spodziewałem. Uważam jednak, że różnica klas między drużyną z 1974 a 1982 r. jest taka właśnie jak między Dejną a Kupcewiczem.

Andrzej
Andrzej
1 miesiąc temu
Reply to  Baba1

Dejna też miał się otrzeć o Arkę

Andrzej
Andrzej
1 miesiąc temu
Reply to  Baba1

Dwie różne postacie , ale Deyna takiego kopa nie miał jak Kupa

KSC
KSC
1 miesiąc temu

Spoczywaj w pokoju. KS Cracovia.

Wujek Dobra Rada
Wujek Dobra Rada
1 miesiąc temu

Można było wspomnieć o mistrzostwie Polski z Lechem.
Na pewno niewykorzystany talent. Najlepsze lata miał przed mundialem w 1982. A na mundialu w 1982, gdy pojawił się na boisku (trzeci mecz – z Peru), kadra zaczęła grać lepiej. Szkoda, że tak późno grał w kadrze.
Dla mnie był znakomitym pomocnikiem: drybling, strzał z daleka, długie podania. Można było jego umiejętności lepiej (wcześniej) wykorzystać.

Wujek Dobra Rada
Wujek Dobra Rada
1 miesiąc temu

I jeszcze jedno warto wspomnieć: 1979, Lublin, finał PP Arka-Wisła. Wisła miała znakomity skład i była zdecydowanym faworytem. Zgodnie z planem prowadziła Wisła 1:0. Potem, był wolny dla Arki, Janusz Kupcewicz przyhukał i zrobiło się 1:1. Potem było 2:1 (T. Krystyniak, karny). Ale ta bramka Janusza Kupcewicza to dla kibiców żółtoniebieskich jedna z najważniejszych.