Oficjalnego potwierdzenia jeszcze nie ma, bo obecnie Sadio Mane jest na wakacjach i pyka sobie w piłeczkę w rodzinnym mieście. Ale właściwie można już mówić o fakcie dokonanym. Hasan Salihamidzić potwierdził, że Senegalczyk przejdzie z Liverpoolu do Bayernu Monachium. Kluby dogadały się co do ostatecznej kwoty, a sam zawodnik też już wie, czego może się spodziewać. Pozostaje zatem zadać pytanie, co ten ruch da ekipie „Die Roten”, a co Mane.

Kozak w Liverpoolu, kozak w Bayernie?

Wiemy już, że przyjście Senegalczyka nie jest bezpośrednim zastępstwem za Roberta Lewandowskiego. A przynajmniej tak można zakładać po wypowiedziach działaczy Bayernu, którzy – umówmy się – niekoniecznie muszą mówić prawdę. Gdyby dali światu do zrozumienia, w tym również środowisku Mane, że największa gwiazda zespołu za chwilę pakuje walizki, negocjacje mogłyby przebiegać nieco inaczej. Nowy piłkarz takiego kalibru mógłby albo zażądać czegoś więcej, albo miałby większe wątpliwości co do wejścia w projekt, który nie idzie w dobrym kierunku. To logiczna układanka, coś niepozornego, ale ważnego do „rozegrania” przez klub.

Dlatego też dzisiaj nie tak łatwo określić, w jakiej roli 30-latek przychodzi do Monachium. Owszem, wedle wymarzonej wizji Bawarczyków jako wzmocnienie siły ataku z wciąż „Lewym” na czele. Ale, jak mawiają, czas pokaże. Niewykluczone, że Bayern właśnie dzięki przyklepaniu Mane po prostu zmięknie. Ot, być może właśnie teraz uruchamia się efekt domina.

Sadio Mane to materiał na gwiazdę Bundesligi od 1. kolejki

Czy Mane może zostać pierwszoplanową gwiazdą Bayernu? Szczerze mówiąc, trudno sobie wyobrazić, żeby było inaczej. Ba, tu jest potencjał na topową postać w całej Bundeslidze. Mówimy przecież o gościu, który w cieniu Salaha zawsze potrafił wykręcać świetnie liczby. Słowo „regularność” ma wypisane na twarzy, choć kibice Liverpoolu wiedzą doskonale, że wyczyny Senegalczyka nie zawsze szły w parze ze skutecznością. Wahania formy to jego wada, ale od dekady nowy nabytek „Die Roten” nie spada z określonego poziomu. Mimo że mogło być lepiej, i tak było bardzo dobrze.

Dorobek klubowy Sadio Mane z ostatnich 10 lat:

  • 2012/2013 (pierwszy sezon w RB Salzburg) – 19 goli, 10 asyst
  • 2013/2014 – 23 gole, 18 asyst
  • 2014/2015 (pierwszy sezon w Southampton) – 13 goli, 9 asyst
  • 2015/2016 – 15 goli, 9 asyst
  • 2016/2017 (pierwszy sezon w Liverpoolu) – 13 goli, 8 asyst
  • 2017/2018 – 20 goli, 9 asyst
  • 2018/2019 – 26 goli, 6 asyst
  • 2019/2020 – 22 gole, 12 asyst
  • 2020/2021 – 16 goli, 9 asyst
  • 2021/2022 – 23 gole, 5 asyst

W międzyczasie w reprezentacji: 32 gole, 20 asyst

To wszystko robi wrażenie, a warto zaznaczyć, że Senegalczyk to przede wszystkim skrzydłowy. Z czasem próbowany przez Juergena Kloppa na pozycji napastnika, gdzie też potrafił się odnaleźć. No więc – Bayern zyskuje gościa, który jest gwarancją 25-35 goli wypracowanych na sezon. Z obyciem na dwóch pozycjach i nadal głodnego sukcesu. Tak śmiało możemy sądzić, skoro Mane zdecydował poszukać się nowego wyzwania poza Anglią. Jako piłkarz do pewnego stopnia może być spełniony, bo ma na koncie najważniejsze trofea i klubowe, i reprezentacyjne. Ale czy do Monachium idzie z myślą o odcinaniu kuponów? Na pewno nie.

Oczekiwania będą spore. Mane przychodzi do Bundesligi ze statusem jednego z topowych piłkarzy Premier League, na co pracował od kilku dobrych lat. Bayern wyłożył ponad 30 baniek za jakość tu i teraz, bez żadnego alibi. Można wręcz pokusić się o tezę, że to transfer bez ryzyka. Senegalczyk powinien szybko przystosować się do niemieckiego mikroklimatu, bo grał już w Austrii, która leży nieopodal. A co do samego klubu –  adaptacja do wizji Nagelsmanna też raczej nie jawi się jako problem. Trener Bayernu lubi takich piłkarzy, a poza tym obaj panowie mają ze sobą coś wspólnego – w różnych okresach przeszli przez szkołę Red Bulla. Okej, to bardziej ciekawostka aniżeli istotny argument. Ale zawsze coś. W każdym razie, Sadio Mane do tej pory nie dał po sobie poznać, że zmiana klubu czy ligi wpływa na niego negatywnie. Nie ma powodu, żeby myśleć, że teraz będzie inaczej.

W Liverpoolu za nim zatęsknią

W barwach „The Reds” Sadio Mane właściwe nigdy nie był gwiazdą nr 1, może jedynie momentami. Albo zabierał mu to miano Philippe Coutinho, albo Mohamed Salah. Wszyscy są z tego samego rocznika, ale tylko jeden mógł stawać na najwyższym stopniu podium. W ostatnich lat był to Egipcjanin, który trochę przyćmiewał Senegalczyka. Mówiło się nawet o problemie z ich współpracą, jednak o tym, jak było naprawdę, dowiemy się chyba po latach, może w jakiejś biografii. Czasami te opinie były przesadzone, acz jakiś zalążek prawdy na pewno w tych historiach jest. Co prawda nie przeszkodziło to nikomu w robieniu dobrej roboty na boisku, ale można było odnieść wrażenie, że bez Salaha sufit Mane mógłby być wyższy.

Kibice Liverpoolu, choć dostali nowe prospekty gwiazd w postaci Nuneza i Diaza, zatęsknią za Mane. Ba, to już się dzieje, bo naprawdę niewiele jest takich piłkarskich okazów. Nie wywołujących kontrowersji, w 100% oddanych piłce, wybitnie profesjonalnych, a przy tym ambitnych i skromnych. W historii angielskiego klubu 30-latek zapisał się nie tylko jako świetny piłkarz. Pokazał też, jak dużą wartość ma jako człowiek, o czym mówił każdy bliżej związany z Liverpoolem. Jasne, w Merseyside odświeżają zespół, słusznie wymieniając jedno z kluczowych ogniw na nowe. Ale większy czy mniejszy sentyment do tego nazwiska pozostanie.

Batman w tym konkretnym Gotham mógł być tylko jeden, ale Sadio Mane doskonale wypełnił rolę Robina. Tego nikt mu nie zapomni. Sześć trofeów, w tym mistrzostwo Anglii i Liga Mistrzów. Do tego raz tytuł króla strzelców Premier League i szereg pomniejszych zasług. Po tylu latach to był dobry moment, żeby zmienić otoczenie. W Liverpoolu Senegalczyk wygrał, co chciał, więc myśl o nowym wyzwaniu jest zupełnie zrozumiała. W Bayernie może wygrać jeszcze coś więcej – wcześniej wspomniany status gwiazdy nr 1, jeśli oczywiście Lewandowski odejdzie do Barcelony. Gdy to się wydarzy, konkurs tego typu zostanie otwarty lada dzień, a równych kandydatów do zwycięstwa będzie kilku. No i pamiętajmy – Mane wymienia zdrowy projekt finansowo-sportowy na inny o tej randze, z tej samej półki. W Bayernie będzie miał niemal identyczny zakres możliwości z perspektywą, że może być nawet większy.

WIĘCEJ O LIVERPOOLU:

Fot. Newspix

Najnowsze

Ekstraklasa

Trener Radomiaka atakuje zarząd. „Gdybym wiedział, że tak będzie, odszedłbym latem”

Szymon Janczyk
Weszło

Dobry pomysł Kittela: walczy o skład także na boisku

Jakub Białek
Suche Info

Sebastian Szymański się nie zatrzymuje! Kolejny gol Polaka [WIDEO]

redakcja
10
1 liga

Informujemy, że mecz Wisły Kraków z Wisłą Płock… się odbył

Arek Dobruchowski
7
Live

LIVE: Legia bez Wszołka, Slisza i Josue ogra groźną Jagiellonię?

redakcja
80
Weszło

Heroiczny wyczyn Pawła Dawidowicza

Jakub Białek

Bundesliga

Bundesliga

­­Trela: Kozak w necie wreszcie w świecie. Xavi Simons gwiazdą już nie tylko Instagrama

Michał Trela
Weszło

Serhou Guirassy. Koszmar rywali i człowiek, który wyrównał rekord „Lewego”

Szymon Piórek
Weszło

Borussia Dortmund – zaprzęg bez odpowiedniej hierarchii i ze skłóconym maszerem

Szymon Piórek
Bundesliga

Giganci pod jednym dachem. Jak VfB Stuttgart próbuje stanąć na nogi

Michał Trela
Piłka nożna

Radomiakowi strzelać nie kazano

Paweł Paczul
Weszło

Polanski: – Niemal codziennie robiłem notatki z zajęć Nagelsmanna

Szymon Piórek