Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Legia bez skrzydeł, a Raków bez wahadeł w ofensywie. Analiza półfinału

Maciej Wąsowski

Autor:Maciej Wąsowski

06 kwietnia 2022, 21:34 • 5 min czytania 38 komentarzy

Kacper Skibicki i Filip Mladenović nie stworzyli w zasadzie żadnego zagrożenia pod bramką częstochowian. Brakowało dośrodkowań, dryblingów… w zasadzie wszystkiego. Raków odcinał też od piłki Josue. Portugalczyk jeszcze na swojej połowie był pressowany albo faulowany. Częstochowskie wahadła też chodziły zupełnie inaczej niż zazwyczaj, koncentrując się głównie na defensywie. Drużyna trenera Marka Papszuna świetnie stawiała pressing i to było kluczem do zwycięstwa.

Legia bez skrzydeł, a Raków bez wahadeł w ofensywie. Analiza półfinału

Wicemistrzowie Polski pokonali mistrzów kraju 1:0 w półfinale Pucharu Polski. Tym samym częstochowianie drugi raz z rzędu zagrają w finale tych rozgrywek. Kluczem do wywalczenia przepustki na Stadion PGE Narodowy i starcia z Lechem Poznań (2 maja, godz. 16.00) były szybko strzelony gol oraz świetne stawianie wysokiego pressingu przez gospodarzy.

Ofensywa RKS była pierwszą linią obrońców

Prym wiedli w tym ofensywni gracze Rakowa – Ivi Lopez, Mateusz Wdowiak oraz napastnik. Przed przerwą był nim Sebastian Musiolik, a po zmianie stron Vladislavs Gutkovskis. Wszyscy wymienieni piłkarze, kiedy Legia miała piłkę, zamieniali się w pierwszych obrońców swojej drużyny. Rakowska ofensywa przeszkadzała w budowaniu akcji Legii. Josue nie miał miejsca, bo od razu ktoś do niego doskakiwał. Kiedy przedarł się przez Musiolika lub Gutkovskisa, to od razu pojawiali się Lopez i Wdowiak, a zza ich pleców wyskakiwali Ben Lederman lub Giannis Papanikolaou. Dzięki temu Raków wygrał walkę o dominację w drugiej linii, bo większość tzw. „drugich piłek” padała łupem miejscowych.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
mateusz-wdowiak

Papszun zaskoczył zastąpieniem Kuna przez Sturgeona

Josue był odcinany od rozgrywania i od razu drużyna trenera Aleksandara Vukovicia miała potężny problem. Skrzydłowi nie dostawali odpowiednich podań, a kiedy mieli już piłkę, to zazwyczaj musieli ją wycofać. Wahadłowi Rakowa byli skoncentrowani głównie na defensywie. Deian Sorescu i Fabio Sturgeon w zasadzie do 60. minuty nie podłączali się do akcji ofensywnych. W przypadku Rumuna było to dość zaskakujące, bo zdążył przyzwyczaić do tego, że kiedy pojawia się na prawej stronie, to częściej jest aktywny z przodu niż myśli o destrukcji. Występ Sturgeona na lewym wahadle w ogóle był sporą niespodzianką. Trener Marek Papszun musiał znaleźć zastępstwo dla pauzującego za kartki Patryka Kuna. Portugalczyk jest zawodnikiem prawonożnym i na wahadle jeszcze nie występował, zwłaszcza na lewym. Jest ofensywnym pomocnikiem, który przegrywa ostatnio rywalizację o miejsce w składzie z Lopezem i Wdowiakiem. W pierwszej połowie Raków rzadko przeprowadzał akcję jego stroną.

Generalnie większość groźnych ataków gospodarzy brała się ze skutecznych akcji pressingowych w środku boiska. Albo fatalne straty notowali tam gracze Legii, albo niecelnie podawali. Sturgeon i Sorescu uaktywnili się z przodu później. Pierwszy miał jedną ofensywną akcję, zakończoną dograniem do Lopeza, a po chwili zszedł z boiska ze skurczami. Jego miejsce na lewym wahadle zajął Tudor, który nominalnie gra po drugiej stronie, a ostatnio częściej występuje jako półprawy stoper. Chorwat rozruszał nieco lewe wahadło i nawet w jednej akcji był blisko dojścia do sytuacji strzeleckiej, ale ostatecznie pogubił się ze swoimi zwodami. Po przejściu Tudora na bok, w defensywie Rakowa doszło do przetasowań: półlewym środkowym obrońcą został rezerwowy Milan Rundić, a na półprawego stopera przesunięty został Zoran Arsenić.

Johansson był groźniejszy niż skrzydłowi Legii

Boki Legii wyglądały tragicznie. Mladenović nigdy nie był skrzydłowym. To bardziej lewy wahadłowy lub obrońca. Serb przeszedł trochę obok meczu. Raz sprytnie nacisnął Sorescu i wywalczył faul w okolicach narożnika boiska, ale w zasadzie było to wszystko, czym się wyróżnił. Po drugiej stronie Skibicki był jeszcze słabszy. Jako rywala miał, grającego na nieswojej pozycji Sturgeona i zupełnie sobie z nim nie poradził. Portugalczyk wyprzedzał go lub po prostu zabierał mu piłkę, kiedy młodzieżowiec Legii próbował nieporadnie dryblingów. Dość powiedzieć, że najlepszą oskrzydlającą akcję gości z Warszawy przeprowadził prawy obrońca Mattias Johansson, który idealnie dograł piłkę do Benjamina Verbicia. Słoweniec strzelił wysoko, wysoko nad bramką. Widać, że reprezentant Słowenii, który niedawno został wypożyczony z Dynama Kijów, jest daleki od swojej topowej formy. Na lewej obronie w Legii zagrał Artur Jędrzejczyk, ale jego obecność z przodu była epizodyczna.

deian-sorescu-filip-mladenovic

Pekhart bez dośrodkowań i zagubiony Rosołek

To wszystko sprawiło, że Tomas Pekhart nie dostawał dośrodkowań. Czasami Czech walczył o górną piłkę ze swoim rodakiem – Tomasem Petraskiem po wybiciu bramkarza Legii, Richarda Strebingera i z rzadka piłka trafiała pod nogi Legionistów. Jedną z niewielu okazji miał w taki sposób Maciej Rosołek, ale jego strzał z pierwszej połowy spoza pola karnego był niecelny. Rosołek, który zazwyczaj wiosną jest skrzydłowym, tym razem był fałszywą „dziewiątką” i sprawiał wrażenie zagubionego między formacjami. Rzadko jednak miał piłkę po akcji przeprowadzonej atakiem pozycyjnym, bo wysoki pressing Rakowa szybko tłamsił Legię albo Lederman z Papanikolau wyłuskiwali futbolówkę i zaczynali kontry gospodarzy. Po nich powinni strzelić przynajmniej jeszcze jednego gola, ale byli bardzo nieskuteczni, zwłaszcza Lopez. Trzeba też oddać, że nieźle w bramce warszawskiego klubu spisywał się Strebinger.

Szczerość Wieteski

Legia była zdecydowanie słabsza i zasłużenie przegrała, co w pomeczowej rozmowie przyznał Mateusz Wieteska.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Nie mieliśmy powera, żeby skutecznie powalczyć z tak grającym Rakowem – powiedział obrońca. Trzeba przyznać, że przytomnie ocenił sytuację.

Częstochowianie mogą sięgnąć drugi raz z rzędu po Puchar Polski. Przed rokiem Raków pokonał 2:1 w finale w Lublinie pierwszoligową Arkę Gdynia. Tym razem zadanie wydaje się trudniejsze, bo rywalem na Stadionie PGE Narodowym będzie 2 maja Lech Poznań.

MACIEJ WĄSOWSKI

 

WIĘCEJ O LEGII I RAKOWIE:

Fot. Newspix

Rocznik 1987. Urodził się tego samego dnia, co Alessandro Del Piero tylko 13 lat później. Zaczynał w tygodniku „Linia Otwocka”, gdzie wnikliwie opisywał m.in. drugoligowe losy OKS Start Otwock pod rządami Dariusza Dźwigały. Od lutego 2011 roku do grudnia 2021 pracował w „Przeglądzie Sportowym”, gdzie zajmował się głównie polską piłką ligową. Lubi pogrzebać przy kontrowersjach sędziowskich, jak również przy sprawach proceduralnych i związkowych. Fan spotkań niższych klas rozgrywkowych, gdzie kibicuje warszawskiemu PKS Radość (obecnie liga okręgowa). Absolwent XXV LO im. Józefa Wybickiego w Warszawie i Wyższej Szkoły Dziennikarskiej im. Melchiora Wańkowicza.

Rozwiń

Najnowsze

Komentarze

38 komentarzy

Loading...