Frank Castaneda w Warcie Poznań. Krótkoterminowy hit transferowy

Przemysław Michalak

11 lutego 2022, 20:01 • 6 min czytania

Reklama
Frank Castaneda w Warcie Poznań. Krótkoterminowy hit transferowy

Gdyby Frank Castaneda przychodził do Legii Warszawa, moglibyśmy napisać, że stołeczny klub wykonał ciekawy ruch. Tym bardziej dotyczyłoby to Górnika Zabrze, z którym Kolumbijczyk również miał rozmawiać. To jak w takim razie nazwać jego zakontraktowanie przez Wartę Poznań? Bez względu na to, co zobaczymy na boisku, na papierze „Zieloni” jak na swoje możliwości dokonali transferowego hitu. 

Reklama

Mówimy przecież o jednym z najbiedniejszych klubów Ekstraklasy, który jedynie na tle Górnika Łęczna i może jeszcze Stali Mielec nie wygląda jak ubogi krewny. Dlaczego zatem akurat Warcie udało się pozyskać tego piłkarza?

Odpowiedź jest oczywista: bo tylko ona zgodziła się na krótkoterminową współpracę. Jak informowały Sportowe Fakty, Legia chciała od razu podpisać dłuższą umowę, natomiast Górnik był gotowy na półroczny kontrakt, ale z opcją przedłużenia. Dopiero w Poznaniu zaakceptowali fakt, że z góry jest przesądzone, iż Castaneda latem odejdzie. Ma już nagrany nowy klub, a teraz po prostu nie chce wypaść z obiegu. Gdyby na takich zasadach trafił do Warszawy lub Zabrza, kręcilibyśmy nosem. W przypadku Warty jednak nie będziemy. Pozyskuje ona napastnika, o którym w normalnych okolicznościach mogłaby pomarzyć i który potencjalnie może zrobić różnicę w walce o utrzymanie.

 – Tak naprawdę to interesowaliśmy się nim od pewnego czasu, ale na początku był poza naszym zasięgiem finansowym. Jednak z racji tego, że zawodnik ma już określone plany na nowy sezon, część klubów nie zdecydowała się na zatrudnienie Franka, a część wahała się. Zainteresowanie nim było naprawdę spore, a my wykorzystaliśmy to niezdecydowanie innych, sprawnie poprowadziliśmy rozmowy i szybko zamknęliśmy temat transferuprzyznaje na oficjalnej stronie Warty dyrektor sportowy Radosław Mozyrko.

Reklama

I dodaje: – To zawodnik aktywny na boisku, mobilny, lubi być często przy piłce, potrafi bardzo dobrze wykończyć akcję. Jeśli ktoś obejrzy jego bramki z ostatnich lat, to przekona się, że są to gole strzelone w urozmaicony sposób: zarówno prawą jak i lewą nogą, ze stałych fragmentów gry. Wiemy też, że uwielbia dryblingi. Na pewno nie jest to piłkarz w europejskim stylu, który sztywno trzyma się w ramach taktycznych, dlatego trzeba dać mu trochę swobody, żeby mógł zaprezentować pełnię swoich umiejętności. Frank jest bardzo ambitny, chce strzelić jak najwięcej goli i pomóc nam utrzymać się w Ekstraklasie.

Wiele będzie zależało od nastawienia samego zainteresowanego. Zakładamy jednak, że nie będzie chciał w Polsce szargać swojego nazwiska.

A w ostatnim czasie dość mocno je wypromował. Kolumbijczyk jesienią był kapitanem Sheriffa Tyraspol, który sensacyjnie w fazie grupowej Ligi Mistrzów pokonywał Szachtara Donieck i – przede wszystkim – Real Madryt na Santiago Bernabeu. Triumf na stadionie „Królewskich” oglądali jego rodzice, co jeszcze spotęgowało wzruszenie.

Reklama

Castaneda zagrał w pięciu meczach, dopiero w rewanżu z Szachatarem usiadł na ławce. Gola w grupie nie strzelił, ale wcześniej pomógł drużynie w awansie, zdobywając dwie bramki i zaliczając trzy asysty w fazach kwalifikacyjnych. Mistrz Mołdawii eliminował kolejno albański KF Teuta, Alaszkert z Armenii i Crveną Zvezdę Belgrad.

Na mołdawskim podwórku Latynos się bawił. Pierwszy sezon to 28 goli i 14 asyst w trzydziestu pięciu meczach. W minionej rundzie uzbierał sześć bramek i siedem asyst w siedemnastu występach.

 – Marzę o grze w jednej z wielkich lig i czekam, aż wielki europejski klub zwróci na mnie uwagę. Marzę też o powołaniu do reprezentacji i grze na Copa America. Ciężko pracuję, aby zobaczyć, gdzie mogę wskoczyć – mówił latem agencji AFP, gdy został królem strzelców w Mołdawii.

Reklama

I dodawał: – Kluby z takich krajów jak Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Egipt, Rumunia, Meksyk, Kolumbia, Stany Zjednoczone, Rosja i inne wykazały zainteresowanie. Czekam, aż nadejdzie właściwa oferta.

Zapewne wiedział już wtedy, że nie przedłuży wygasającego wraz z końcem roku kontraktu. Nie przypuszczał jeszcze, jak piękna przygoda czeka go jesienią.

Szulczek: Może młodzi trenerzy nie boją się ryzyka, bo nie dostawali linijką po rękach? [WYWIAD]

W Naddniestrzu zdołał się odnaleźć życiowo, więc teraz w Poznaniu tym bardziej nie powinno być żadnych problemów. – Naddniestrze ma własną granicę i inną walutę niż reszta Mołdawii, ale w kategoriach piłkarskich jest tu całkowicie normalnie. Za każdym razem, gdy podróżujemy na mecz wyjazdowy, musimy przekroczyć granicę, ale nie ma żadnych problemów. Kiedy gramy na wyjeździe, spotykamy się z dobrym przyjęciem, nasz klub jest szanowany – zapewniał Castaneda.

Reklama

Do Sheriffa przebił się ze słowackiej Senicy, do której zawitał zimą 2018 roku. Wcześniej miał nadzieję na grę w argentyńskim Arsenalu de Sarandi, ale przeszkodziły mu kwestie formalne. – Mój agent tak naprawdę nie miał pojęcia, jakich dokumentów potrzebuję. Nie mogli mnie zarejestrować i musiałem odejść – wspominał w tej samej rozmowie.

Początki za naszą południową granicą miał dość trudne. Musiał się przestawić na szybszą i agresywniejszą grę niż w Kolumbii. Przez pierwsze półtora roku w Fortuna Lidze strzelił 10 goli, co nikogo na kolana nie rzucało. Dopiero w sezonie 2019/20 mocniej zaakcentował swoją obecność. 17 meczów wystarczyło mu do uzyskania ośmiu bramek i trzech asyst. Rozgrywek po koronawirusowej przerwie nie dokończył, bo był już w Mołdawii.

 – W Senicy wszystko poszło dobrze. Oczywiście na początku było ciężko ze względu na klimat i język, ale zostałem ciepło przyjęty. Miałem dobry drugi sezon na Słowacji. Inne tamtejsze kluby wykazały zainteresowanie, miałem też oferty z Polski i Kolumbii, jednak oferta Sheriffa przyciągnęła moją uwagę, ponieważ walczył o Ligę Mistrzów. To było dla mnie jak marzenie, nawet jeśli chodziło tylko o rundy kwalifikacyjne. Zaoferowali mi też przyzwoitą pensję i oto jestem – tłumaczył swój wybór.

Jak widać, nie po raz pierwszy nasze kluby próbowały ściągnąć tego zawodnika.

Reklama

O Castanedzie w ubiegłym roku zrobiło się głośniej i również rodzime media zaczęły poświęcać mu więcej uwagi. W jednym z artykułów przypomniano jego trudne początki. Za młodu został na pewnym etapie odrzucony przez Deportivo Cali i musiał przebijać się niżej. W pewnym momencie był nawet bliski porzucenia futbolu i pójścia na studia, ale dzięki wsparciu rodziny, przetrwał chwile zwątpienia. Wreszcie w 2016 roku zadebiutował w drugoligowym Orsomarso. Zaczynał tam na skrzydle, dopiero z czasem przeszedł do ataku. Nie za bardzo miał się czym pochwalić, strzelił raptem cztery gole. Do Senicy przylatywał jako totalny anonim, na swoją reputację musiał pracować od zera.

I koniec końców świetnie mu to wyszło, choć zapewne liczył, że szybciej zdyskontuje udany okres w Sheriffie. Niedawno łączono go nawet z Rangersami, Augsburgiem czy kilkoma ekipami z Serie A, ale na razie musi pograć trochę w Warcie. Jeśli nie będzie zbyt długo dochodził do formy (ostatni występ zaliczył 11 grudnia), powinien być olbrzymim wzmocnieniem „Zielonych”. Warunkami fizycznymi nikomu nie zaimponuje (172 cm wzrostu), ale szybkością, zwinnością i techniką już jak najbardziej.

Po jego odejściu Warta Poznań latem znów będzie musiała szukać wzmocnień w ataku. Z perspektywy jej kibiców najważniejsze jednak, żeby robiła to jako przedstawiciel Ekstraklasy, a nie I ligi. Z Castanedą szanse na taki scenariusz wzrastają.

CZYTAJ WIĘCEJ O WARCIE POZNAŃ:

Reklama

Fot. Newspix/Klaudia Berda/Warta Poznań/Accredito

Przemysław Michalak

Jeżeli uznać, że prowadzenie stronki o Realu Valladolid też się liczy, o piłce w świecie internetu pisze już od dwudziestu lat. Kiedyś bardziej interesował się ligami zagranicznymi, dziś futbol bez polskich akcentów ekscytuje go rzadko. Miał szczęście współpracować z Romanem Hurkowskim pod koniec jego życia, to był dla niego dziennikarski uniwersytet. W 2010 roku - po przygodach na kilku stronach - założył portal 2x45. Stamtąd pod koniec 2017 roku do Weszło wyciągnął go Krzysztof Stanowski. I oto jest. Najczęściej możecie czytać jego teksty dotyczące Ekstraklasy – od pomeczówek po duże wywiady czy reportaże - a od 2021 roku raz na kilka tygodni oglądać w Lidze Minus i Weszłopolskich. Kibicowsko nigdy nie był mocno zaangażowany, ale ostatnio chodzenie z synem na stadion sprawiło, że trochę odżyła jego sympatia do GKS-u Tychy. Dodając kontekst zawodowy, tym chętniej przyjąłby długo wyczekiwany awans tego klubu do Ekstraklasy.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Piłka nożna

Watkins blisko odejścia z Aston Villi. Emery: Możecie zadzwonić do jego agenta

Adrian Mańko
0
Watkins blisko odejścia z Aston Villi. Emery: Możecie zadzwonić do jego agenta
Niższe ligi

KTS Weszło idzie jak burza! Jagiellonia II kolejną ofiarą

Jan Broda
9
KTS Weszło idzie jak burza! Jagiellonia II kolejną ofiarą

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Kolegium Sędziów wydało werdykt. Widzewowi należał się karny!

Jan Broda
43
Kolegium Sędziów wydało werdykt. Widzewowi należał się karny!