Reklama

Filipiak: – Mój dobry wizerunek wynika z ogólnopolskiego współczucia

Jan Mazurek

Autor:Jan Mazurek

10 lutego 2022, 10:26 • 16 min czytania 133 komentarzy

Dlaczego nie martwi go dwudziestomilionowa strata Cracovii z ubiegłego roku? Co irytowało go w Michale Probierzu? Jak postrzega rywalizację z Wisłą Kraków? Czym jest garbata dola kibica Pasów? Dlaczego jego postrzeganie rzeczywistości nie pokrywa się z opiniami fanów klubu? Co ceni sobie w Stefanie Majewskim? Jakie praktyki agentów piłkarskich wzbudzają w nim obrzydzenie? Jak to możliwe, że futbol jest dla niego dźwignią marketingową? Kiedy Cracovia zdobędzie pierwsze mistrzostwo Polski za jego rządów? Na te i na inne pytania w długiej rozmowie z nami odpowiada prezes zarządu Cracovii, Janusz Filipiak. Zapraszamy. 

Filipiak: – Mój dobry wizerunek wynika z ogólnopolskiego współczucia

Wszystko można policzyć?

Raczej tak.

W piłce nożnej też?

Nie czarujmy się, nie da wygrać się pucharu Ligi Mistrzów bez monstrualnego budżetu.

Reklama

Rejestruje pan każdą złotówkę przelewającą się przez Cracovię?

Tak, ale nie wpływa to na podejmowane przeze mnie decyzje. W minionym roku Cracovia poniosła stratę dwudziestu jeden milionów złotych, a we wcześniejszych latach wychodziliśmy na plus.

Nie słyszę żalu w pana głosie. 

Złożyły się na to głównie wydatki na ośrodki treningowe. Rączna znajduje się w centrum uwagi, ale na Wielickiej, choć pojawiały się teorie spiskowe, że to teren pod deweloperkę, mieści się Szkoła Mistrzostwa Sportowego i to też jest realny koszt. Niedawno odbyliśmy spotkanie z ekstraklasowymi klubami w Belek. Każdy deklarował chęć budowania centrum treningowego, więc powiedziałem członkom zarządów: „Świetnie, budujcie, ale liczcie się z powstaniem bardzo dużego kosztu operacyjnego”. Nas utrzymanie infrastruktury Rącznej i Wielickiej kosztuje pięć milionów złotych rocznie. Bez piłkarzy, bez trenerów, bez niczego. Tylko prąd, gaz, woda. Nie są to małe pieniądze.

Ale to jest inwestycja. 

Reklama

Niewątpliwie, choć niewiele przeprowadzamy aktualnie transferów wychodzących z klubu, a mamy w drużynie zawodników, którzy zdobywali wicemistrzostwo Polski juniorów w tym samym czasie, kiedy mistrzostwo zdobywał Lech Poznań. Kolejorz wypromował i sprzedał swoich czołowych wychowanków z tamtej drużyny. Cracovii jeszcze się to nie udało, ale zamierzamy odważniej na nich postawić. Bez sensu byłoby posiadanie Szkoły Mistrzostwa Sportowego, nowoczesnego ośrodka treningowego w Rącznej, bardzo silnych i utytułowanych zespołów w Centralnej Lidze Juniorów, żeby potem nie wprowadzać zdolnej młodzieży do seniorskiej drużyny.

Musi być to jakaś pana bolączka, bo wieloletnie inwestycje w rozwój klubu nie przekładają się na obraz i jakość flagowego projektu Cracovii. 

Nie sprzyja nam rzeczywistość. Chociażby mentalność polskich trenerów…

Zacieram ręce. 

Nie mam żadnych pretensji do Michała Probierza, ale jego metodą działania było sprowadzanie masy zawodników z zagranicznych lig i zaledwie sporadyczne dawanie szansy polskiej młodzieży. Dlatego też postawiliśmy teraz na rozwijanie naszego projektu z Jackiem Zielińskim u sterów, który wyznaje strategię stawiania na młodych rodzimych piłkarzy i potrafi znajdywać im miejsce na boisku. To jest przyszłość polskiego futbolu, ale mądrze powiedział któryś z komentatorów telewizyjnych, że cudownie byłoby, jakby młodzi zostawali w polskich klubach dłużej niż na sześć czy dwanaście miesięcy.

Janusz Filipiak, właściciel Cracovii

Jeśli przekona się ich mądrym projektem, zostaną dłużej. Jeśli nie widzą perspektyw rozwoju, odejdą tam, gdzie będą mogli się uczyć i rozwijać. 

Wracamy do punktu „A”. Jeśli młody piłkarz wyjeżdża z kraju po pół roku czy po roku, bo taki jest trend, w polskich klubach trzeba zastępować ich zawodnikami ze Słowacji czy z Bałkanów. I tak to się kręci, i to nie prowadzi do niczego dobrego.

Pan też przykłada do tego rękę. 

Do czego?

Że ta rzeczywistość wygląda tak, a nie inaczej. 

Jesteśmy zakładnikami tej rzeczywistości. Przykład Michała Helika. Chciałem go utrzymać w Cracovii, ale panowało tak wielkie ciśnienie na jego odejście z klubu, że nie dało się tego przeprowadzić. W jednym sezonie strzelił osiem goli i był jednym z najlepszych obrońców w lidze, w kolejnej kampanii szło mu kiepsko, więc co mogłem zdziałać?

To też nie ta skala talentu piłkarza, żeby nagle paraliżowało cały klub, bo akurat Michał Helik przeniósł się z Cracovii do Barnsley.

Tak, nie polemizuję z tym, ale jego przypadek można przełożyć na szerszą skalę. I on, i jego menadżer wytwarzali bowiem taką presję na zagraniczny transfer, że zatrzymanie go należało do zadań niemożliwych.

Nie czuje się pan rozczarowany faktem, że za pana rządów Cracovia nie wychowała zbyt wielu piłkarzy, których potem sprzedała w świat albo przekształciła w ikoniczne postacie seniorskiej drużyny?

 Klich, Piątek, Helik, Wdowiak…

Krzysztof Piątek sprowadzony z Zagłębia Lubin, Mateusz Klich wychowany jednak w Tarnovii Tarnów, Michał Helik w Ruchu Chorzów.

Nie możemy iść w tym kierunku. Żeby wychować zawodnika europejskiej klasy, bo o tym pan niejawnie mówił, nie możemy obracać się tylko na podwórkach krakowskich, bo tam nie znajdziemy piłkarza pokroju Piątka. Zasięg musi być większy, trzeba przeczesywać cały region. Może nie sięgamy na północ Polski, ale monitorujemy śląskie, lubińskie, rzeszowskie kluby pod kątem wyszukiwania talentów. Inaczej się nie da.

Nie wątpię. 

Spokojnie, Słowację też obserwujemy.

Skoro Słowacja, to jeszcze słówko o Michale Probierzu. Wskazał go pan jako winowajcę strategii skupionej na ściąganiu piłkarzy z zagranicznych lig, a przecież ostatnie kilka lat to wasz wspólny projekt, bo pozwoliliście Probierzowi na władzę, jakiej nie miał żaden inny trener w żadnym innym polskim klubie. 

Nie rozstawaliśmy się w atmosferze wrogości, ale w pewnym momencie wyczerpuje się każdy układ na linii trener-zawodnicy-kibice-zarząd. Wszystko znajduje się w głowach szkoleniowców i piłkarzy. Oni spędzają ze sobą lwią część roku. W tygodniu spotykają się na treningach, w weekendy jeżdżą na mecze, w przerwach ruszają na zgrupowania. Godziny, dni, tygodnie, miesiące w autokarach, w hotelach, na boiskach. Noce i dnie, dnie i noce, wszystko razem. Po jakimś czasie nietrudno dobrnąć do ściany, do sytuacji, w której ci wszyscy ludzie zaczynają mieć siebie dosyć.

Zawsze i wszędzie tak będzie?

Oczywiście, i tak długo wytrzymaliśmy. Już w lutym 2021 roku Michał Probierz – człowiek uczciwy i słowny w stosunku do mnie – sygnalizował chęć opuszczenia pokładu Cracovii. Ceniłem jego pracę. Chciałem, żeby został, szczególnie po zdobyciu Pucharu Polski i Superpucharu Polski, ale początkowo trochę przeoczyłem moment, w którym ten układ wyczerpał się w zbyt wielu wymiarach i trzeba było to sobie głośno powiedzieć.

Powierzyłby pan jeszcze raz jakiemuś trenerowi taką władzę, jaką otrzymał Michał Probierz, który w pewnym momencie pełnił rolę i szkoleniowca, i dyrektora sportowego, i wiceprezesa klubu?

Nie miałbym z tym problemu, Probierz pracował z nami przez cztery lata, było okej.

Im większa władza, im większe możliwości, tym większa szansa na wypalenie. 

Wcale nie dziwiło mnie, że w warstwie mentalnej wymęczył i wyczerpał się tak długoterminowy układ. W tej chwili zmieniliśmy model. Pojawił się dyrektor Stefan Majewski, który bardzo dobrze współpracuje z trenerem Jackiem Zielińskim, nowym szefem szkolenia w akademii został doświadczony Mirosław Hajdo. To działa, tak to budujemy.

Słucham pana i zastawiam się, jak pan tłumaczy sobie długofalowość projektu takiego Rakowa Częstochowa. 

Widzi pan, że się śmieję? Ile lat trwa ta długofalowość?

Marek Papszun pracuje od kwietnia 2016 roku!

Przebijanie się od trzeciego poziomu rozgrywkowego to inna historia. W Cracovii mieliśmy Wojciecha Stawowego, ale też układ w pewnym momencie się wyczerpał.

Czyli zawsze, ale to zawsze układ dobrnie do ściany. 

Tak, to jest obiektywne.

Wizje o zbawiennych skutkach długofalowości pracy trenera w polskim klubie trzeba włożyć między bajki?

Jeśli ktoś policzyłby rotacje trenerów w polskich klubach, to myślę, że miałbym jeden z najniższych wskaźników spośród rodzimych prezesów.

Liczydła nie mam, ale nie przedstawiajmy pana jako wielkiego przyjaciela trenerów, bo w dalszej przeszłości różnie z tym bywało. 

Swojego czasu chciałem wypromować młodych polskich trenerów. Podolińskiego, Ulatowskiego, Pasiekę… To nie wyszło. Ale czy to moja wina? Szczerze sobie tego życzyłem.

Jaki jest największy grzech polskich trenerów?

Komfortowo jest być trenerem w klubie z kasą, ze stabilnym zarządem i z dobrymi zawodnikami w składzie.

Jak w Cracovii.

Tak.

A jednak…

Spokojnie, zdobyliśmy Puchar Polski, a zaraz dostaliśmy strzał w plecy z minusowymi punktami za starą aferę korupcyjną. Łatwo się o tym mówi z boku, a to obciążenie psychiczne dla piłkarzy. W ten sposób zleciał nam kolejny sezon, a dodatkowo zbiegło się to ze zmęczeniem rzeczonym układem między trenerem a zawodnikami i kibicami. Właśnie, fani też są ważnym czynnikiem. To oni zaczęli wyzywać nas i trenera Probierza. Kiedy przychodził, uznawano go za zbawcę. Kiedy zdobył dwa puchary, nazywano go geniuszem. Kiedy przyszło parę porażek i dołek na skutek pięciu minusowych punktów, no to już sympatia się skończyła…

Pana emocje związane z klubem często bywają spójne z emocjami wyrażanymi przez kibiców Cracovii?

Nie.

Różnią się?

Ja mam wiedzę o wnętrzu klubu, kibice patrzą tylko na wynik, na efekt końcowy. Ich nie interesują przyczyny, tylko skutki.

Diagnozował pan kiedyś meta-charakter kibiców Cracovii i opowiadał pan, że fani Pasów są pełni żalu, goryczy, takiego zdołowania…

Pilchowi. Przyzwyczajeni do porażki. Znowuż to ma obiektywne uzasadnienie. Przez lata Cracovia ponosiła klęski, była dołowana przez władzę. Każdego lepszego piłkarza podkradały nam służby mundurowe. Fani Pasów zgorzknieli. Ukuło się pojęcie garbatej doli Cracovii. Nie wynika to ze złego charakteru tych ludzi, a z tego, że oni latami obserwowali mrok tej rzeczywistości. W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych ubiegłego wieku Cracovia nie chciała stawać się elementem układu komunistycznego, w przeciwieństwie do Wisły Kraków, która bardzo korzystała ze swojego statusu pupilka tamtej władzy.

Janusz Filipiak, właściciel Cracovii

Jakie jest antidotum na „garbatą dolę Cracovii”?

Zwycięstwa. To proste.

Oglądając energię kibiców Wisły Kraków, kłuje pana zazdrość?

Ta energia trochę opada.

Dalej to zaangażowana, często ślepo-wierna społeczność.

Ostatnie dwa sezony Wisła Kraków kończyła na trzynastym miejscu w tabeli. Jeśli tak dalej będzie, stracą kibiców, tu nie ma żadnych wątpliwości. Opowiem panu krótką historię. Rozmawiałem ostatnio z człowiekiem świadczącym mi codzienną usługę, z fanem Wisły Kraków.

Prezes Cracovii rozmawia z kibicem Wisły – szok, skandal, oburzenie. 

Takie życie. Mówi do mnie:

– Cracovia ma mecz z Lechią, prawda?

– Tak, a z kim gra Wisła?

– Wie pan, oni ciągle przegrywają, przestałem się interesować! Bilet kosztuje sześćdziesiąt złotych. Nie będę wydawał sześciu dych, żeby zobaczyć, jak dostają bęcki.

Zaśmiałem się. Nie ma zmiłuj, trzeba wygrywać.

Fascynuje pana rywalizacja wewnątrz Krakowa?

Powoli będzie lepiej. Działania władz, sądów, prokuratury i policji spowodowały, że zarówno Wisła, jak i Cracovia – tfu, tfu, tfu, nie chcę zapeszyć – pozbyły się bandytów. Bo to był bandytyzm, czystej wody bandytyzm. Handel narkotykami, sutenerstwo…

Poczuł pan kiedyś, że władza w Cracovii wymyka się panu z rąk na rzecz bandytów?

Oczywiście, że tak.

Naprawdę?

Pamiętam, jak próbowaliśmy zmienić agencję ochrony, która w ogóle nad niczym nie panowała… Nie mam twardych dowodów, nie będę się w to zagłębiał. W tej chwili żyję w przekonaniu, że duża część bandyterki z Wisły i Cracovii, która latała z maczetami i handlowała narkotykami, usunęła się w cień, że sytuację udało się opanować. Tam są normalni ludzie, tu są normalni ludzie. Oczywiście, ten antagonizm jest wieczny i bardzo przyziemny. W krakowskich biurach w poniedziałek rano zawsze będzie tak, że kibic Cracovii będzie płakał za śmiechu z kibica Wisły po porażce Białej Gwiazdy, a kibic Wisły będzie płakał ze śmiechu z kibica Cracovii po porażce Pasów. To jest akceptowalne, klimatyczne. Ważne, żeby w tych środowiskach nie panoszyli się przestępcy.

Porażki Michała Probierza w derbach Krakowa miały wpływ na jego odejście z klubu?

Wszyscy byli zdołowani, wisiało nad nami widmo sytuacji z lutego ubiegłego roku. Niepotrzebnie ciągnąłem to przez tyle miesięcy, trzeba było to uciąć za porozumieniem stron.

Jest pan przekonany, że ze Stefanem Majewskim na eksponowanym dyrektorskim stanowisku klub rozwija się we właściwym kierunku i nie zjada własnego ogona? Nie jest trochę tak, że gdyby Majewski znał złotą formułę, to już dawno wprowadziłby ją w polskim futbolu?

Nie ma żadnego złotego guzika, żadnego lewara, żadnej maszynki do odmieniania rzeczywistości. Doszedłem do wniosku, że musimy mieć większą liczbę ludzi z doświadczeniem. Mirosław Hajdo pracuje na co dzień z akademią, a Stefan Majewski ma dużą ekspertyzę. Trener Majewski z trenerem Zielińskim sobie siadają i sobie gadamy.

Nie wątpię, że dostałbym ciekawy materiał, podstawiając dyktafon pod taką rozmowę Jacka Zielińskiego, Stefana Majewskiego i Janusza Filipiaka, ale czy to nie jest ciągłe kręcenie się wokół własnej osi?

Stefan Majewski jest ciągle blisko UEFA, ma najnowsze materiały, wcześniej nam tego brakowało. Proliferacja tych treści i wytycznych wszystkim trenerom, prowadzenie ujednoliconego i odgórnie zalecanego systemu szkolenia, to jest zadanie trenera Majewskiego w Cracovii. Nie będzie biegał po boisku, nie będzie uczył piłkarzy grać w piłkę, tylko będzie dostarczał nam wszystkim wiedzy.

Jest konkretny plan?

Jest, jest.

Kiedy ośrodek w Rącznej przyniesie konkretne efekty?

Już przynosi, jesteśmy liderami Centralnej Ligi Juniorów.

Ale to chyba jeszcze za wcześnie, żeby mówić, że to efekt wybudowania centrum treningowego. 

Od czasu otwarcia ośrodka w Rącznej sprowadziliśmy paru ciekawych juniorów, bo poważna infrastruktura i organizacja przyciąga. Utalentowany młody człowiek nigdy nie wybierze klubu dysponującego kartoflanym boiskiem.

Cracovia jest atrakcyjnym miejscem dla piłkarzy?

Staje się nawet bardzo atrakcyjnym. Gdyby nie menadżerowie…

Słyszałem, że to wyjątkowo znienawidzona przez pana grupa zawodowa. 

To nie tylko mój problem. Wielką zaletą Cezarego Kuleszy, nowego prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej, jest to, że zaczął zajmować się karygodnymi zachowaniami menadżerów piłkarskich.

Ludzie z każdego poziomu polskiego futbolu mają swoje grzeszki i grzechy.

No wie pan…

Faktycznie diagnozuje pan, że menadżerowie są największym złem polskiej piłki?

Zdecydowanie, nie mam żadnych wątpliwości. Kluby wypracowują wspólny front walki z niegodziwymi działaniami agentów. UEFA nie jest zainteresowana zmianą reguł dotyczących zawodu menadżerów, bo cała piłka nożna jest lepka, pan pozwoli, że tak to ujmę. Agenci tworzą platformę, w której pływają te wszystkie rekiny. Ale wydaje mi się, że powinniśmy unormować tę kwestię chociaż na polskim podwórku. Nie może być tak, że szesnastoletni zawodnik jest przejmowany przez łapczywego menadżera.

Uwiera pana nęcenie młodych piłkarzy wielkimi obietnicami?

Tak, uwiera. Pytał pan o Rączną. Wydaliśmy kolosalne pieniądze. Stworzyliśmy warunki do rozwoju. Zatrudniamy trenerów. Jest sobie szesnastolatek, podpisuje kontrakt z agentem. Cracovia musi zagwarantować mu plac do gry w kategoriach U-17, U-18, ale w momencie, kiedy chcemy z niego skorzystać i podpisać z nim zawodowy kontrakt po przekroczeniu osiemnastego roku życia, zabiera nam go sprzed nosa agent piłkarski.

Zaczyna się licytacja: kto da więcej?

Menadżer zawłaszcza jego mózg. Plotki mówią, że podsuwają im panienki.

Albo swoje zdjęcie ze stadionu Realu Madryt z komentarzem: „tu możesz być!”. 

To jest mniej kuszące.

Nie śmiem dyskutować.

Ja tam nie wiem, ale coś w tym jest. I co ja mogę począć? Dlaczego mamy inwestować w Rączną, skoro zawodnik kończy osiemnaście lat, ma podpisać zawodowy kontrakt, a mówi: „nie”? Po co wydaliśmy na niego te wszystkie pieniądze?

Jak walczyć z takimi praktykami menadżerów?

Pojawiają się pewne propozycje konkretnych działań. W Belek odbyliśmy spotkanie z niektórymi prezesami Ekstraklasy. To są problemy, którymi nie zajmował się Zbigniew Boniek, a ma ochotę z nimi walczyć Cezary Kulesza.

Sam ostatnie lata spędził w roli prezesa Jagiellonii, szarość współczesnej ligowej młócki jest mu bliższa. 

Za Bońka piramida była odwrócona – reprezentacja i nic więcej. A polska piłka stoi na klubach. Póki nie rozwiążemy problemy dobrobytu klubów, nasza liga będzie tkwić na trzydziestym miejscu w Europie.

O jakich jeszcze problemach polskiej piłki rozmawiacie w konspiracyjnych prezesowskich gronach?

Zgadzamy się, że naszą bolączką są losy zawodników między osiemnastym a dwudziestym drugim rokiem życia. Jeśli masz jednego młodzieżowca, to jest w porządku. Ale jeśli – tak jak Cracovia – masz w kadrze sześciu młodych ludzi, to przecież nie wstawisz ich wszystkich do pierwszej drużyny. Jedyną szansą ich ogrywania są rezerwy, ale one… nie wystarczają, chodzę na nie, w tej chwili jesteśmy liderami w III lidze, mamy szansę zejść do II ligi, ale to nie rozwiązuje naszych kłopotów. Zastanawiamy się, czy nie lepiej znowu wrócić do koncepcji Młodej Ekstraklasy. Moje osobiste zdanie jest takie, że powinniśmy podnieść wiek juniora do dziewiętnastu lat, bo sporo nam to da. Zdobywamy mistrza albo wicemistrza Polski U-18 i gdzie ci młodzi piłkarze mają grać?

W Ekstraklasie. 

Mówię panu, że w Ekstraklasie będzie grał jeden najlepszy z tego grona, no może dwóch.

Może grać pięciu. 

Świadczy to o pana nieznajomości realiów świata piłki. Nie może grać pięciu, bo oni swoją fizycznością nie dorośli jeszcze do Ekstraklasy, prawda? Przykro mi, ale żeby występować w naszej lidze, trzeba wykazywać się pewną tężyzną.

Powiedział pan kiedyś, że piłka nożna jest dla pana dźwignią marketingową. 

Potężną, tak.

Pana wizerunek stał się lepszy dzięki Cracovii?

Często kontrowersyjny, ale budzący dużą sympatię, także poza futbolem.

Może bardziej poza futbolem, bo trudno, żeby ktoś na szczycie klubu piłkarskiego miał dobry wizerunek w środowisku. 

Dlaczego? Mam bardzo dobry wizerunek.

Nie przystoi mi polemika. 

Mój dobry wizerunek wynika z ogólnopolskiego współczucia.

Zaśmiałem się. 

Tak mi mówią: „współczuję ci, że musisz zajmować się tym klubem”.

Jak pan odpowiada?

Że to taka misja, co mogę więcej powiedzieć.

Janusz Filipiak podczas meczu Cracovii

Trochę nie wiem, co powiedzieć.

Głupawki dostaję w tej rozmowie. Klubu piłkarskiego nie powinno brać się do końca na poważnie. Rzeczywiście masz kłopot, kiedy realnie zaczniesz się tym przejmować.

Często reaguje pan na wydarzenia boiskowe tak impulsywnie, jak podczas niesławnych derbów Krakowa?

Podczas meczów zmieniam się w innego człowieka i wciągam się w tę atmosferę. Nie jestem poważnym prezesem, profesorem, tylko…

Czyli przez sześć dni w tygodniu pełna powaga, a w dniu meczu transformacja w kibica. 

Magia piłki nożnej polega na odreagowywaniu codzienności, na wciągnięciu się w stadionowe emocje.

Jest pan od tego uzależniony?

Nie będziemy robić psychoanalizy. Istotne są inne rzeczy. Kibice tego nie lubią, czytelnicy pana portalu też nie bardzo, ale ja buduję większą wartość. Pan zobaczy, mamy stadion dla meczów piłki nożnej, stadion dla spotkań w hokeja na lodzie, jeden z najlepszych krajowych ośrodków treningowych w Rącznej, komercyjny ośrodek sportowy w Cichym Kąciku, zdobyliśmy wielokrotnie mistrzostwo Polski w hokeju, zdobyliśmy Puchar Polski, zdobyliśmy Superpuchar Polski. Kibice ostatnio stwierdzili: „jeszcze nigdy Cracovia tak długo nie była w Ekstraklasie”.

(do loży wchodzi Stefan Majewski, przynosi kartkę ze składami na mecz Cracovii z Lechem Poznań)

Filipiak: Ja znam skład, Stefan, spokojnie.

Majewski: Tak, tak, wiem o tym. 

Filipiak: Dużo wcześniej nawet…

Gdzie skończyliśmy? To jest inne podejście do sukcesu niż takie oszołomstwo, że chodzisz, wydajesz sto milionów, zdobywasz mistrzostwo Polski i po chwili znikasz.

Kusiłoby tak zrobić?

Nie. I mamy za mało czasu, żeby opowiadać, dlaczego nie. Interesuje mnie budowa długotrwałych, a nie efemerycznych wartości.

Dałoby się w polskiej piłce zaistnieć jednorazowo?

Proszę spojrzeć na Wisłę Kraków za czasów Bogusława Cupiała. Wrzucił kasę i mógł ze wszystkich polskich klubów skupić najlepszych zawodników. Nie będę wymieniał nazwisk, one są znane. A dzisiaj, nawet jeśli rzucę sto milionów złotych w jednym sezonie, nie podbiorę topowych ekstraklasowych piłkarzy, bo oni zawsze będą dostawali jeszcze lepsze oferty z zachodnioeuropejskich klubów.

Czyli zmieniły się czasy. 

Kiedyś polscy piłkarze nie mieli wyrobionej renomy w zachodnich ligach. A teraz kogo kupisz? Modera namówię do powrotu do Polski? Bez szans. Kibice tego nie rozumieją.

Trzeba inwestować w dział skautingu.

Próbujemy, ale rynek jest przeczesany do cna, to wprost nieprawdopodobne. Takie Bałkany to rurociągi w stronę największych europejskich lig.

Zostały jeszcze jakieś mniej popularne, ale wciąż atrakcyjne rynki do przeszukania?

To jest jeden wielki europejski rynek. Wszyscy się znają, wszyscy wszystko obserwują. Stada ludzi pracują w piłce nożnej, to są setki tysięcy, nie przesadzam.

Mini-świat. 

O ile dawniej Polska tworzyła wyizolowany świat, tak teraz jesteśmy częścią europejskiej działalności. Tracę głos, ale coś chcę jeszcze powiedzieć, już tak na zakończenie…

Proszę bardzo. 

Piłkarska Polska będzie upodabniać się do Niemiec, Holandii czy nawet Włoch. Na szczycie usadowi się pięć topowych klubów, potem jakiś środek tabeli, a na dole rotacyjna walka o utrzymanie. Cracovia będzie walczyć o pierwszą piątkę. Trzeba zwiększać budżet i wygrywać, bo coraz większe środki będą szły na górę. Nie wymyślam nic oryginalnego, ale tak jest w największych ligach, poza Anglią, i tak będzie też u nas.

Brak mistrzostwa Polski w ciągu najbliższych lat będzie dla pana porażką?

Chcielibyśmy wygrać mistrzostwo.

Ale porażka to nie będzie?

Porażka to jest stan ducha, a ja nigdy nie czuję, że przegrałem.

ROZMAWIAŁ JAN MAZUREK

Czytaj więcej o polskiej piłce:

Fot. Newspix

Urodzony w 2000 roku. Jeśli dożyje 101 lat, będzie żył w trzech wiekach. Od 2019 roku na Weszło. Sensem życia jest rozmawianie z ludźmi i zadawanie pytań. Jego ulubionymi formami dziennikarskimi są wywiad i reportaż, którym lubi nadawać eksperymentalną formę. Czyta około stu książek rocznie. Za niedoścignione wzory uznaje mistrzów i klasyków gatunku - Ryszarda Kapuscińskiego, Krzysztofa Kąkolewskiego, Toma Wolfe czy Huntera S. Thompsona. Piłka nożna bezgranicznie go fascynuje, ale jeszcze ciekawsza jest jej otoczka, przede wszystkim możliwość opowiadania o problemach świata za jej pośrednictwem.

Rozwiń

Najnowsze

Ekstraklasa

Przed Jagiellonią ostatni wymagający rywal. W piątek poznamy mistrza Polski?

Piotr Rzepecki
1
Przed Jagiellonią ostatni wymagający rywal. W piątek poznamy mistrza Polski?

Ekstraklasa

Ekstraklasa

Przed Jagiellonią ostatni wymagający rywal. W piątek poznamy mistrza Polski?

Piotr Rzepecki
1
Przed Jagiellonią ostatni wymagający rywal. W piątek poznamy mistrza Polski?

Komentarze

133 komentarzy

Loading...