Reklama

Najlepsi z najlepszych. Jedenastka roku Premier League

Jan Piekutowski

Autor:Jan Piekutowski

21 grudnia 2021, 16:23 • 13 min czytania 6 komentarzy

Cztery mecze – tyle emocji nam ofiarowano w poprzedniej kolejce Premier League. W dodatku starcie Wolverhampton z Chelsea – oględnie mówiąc – nie było najlepsze. Trudno zatem wysnuwać jakieś daleko idące wnioski na podstawie tych spotkań. Liga, mimo że oficjalnie wciąż rozgrywa się te nieliczne spotkania, została de facto zamrożona i czeka na lepszy moment.

Najlepsi z najlepszych. Jedenastka roku Premier League

Ten może niebawem nadejść, bo według najnowszych doniesień przynajmniej jedną dawkę szczepionki przyjęło 90% zawodników Premier League (na początku listopada było ich 68%). To zaś daje nadzieję, że do pełni mocy angielska ekstraklasa wróci szybciej niż później.

Póki co jednak można w miarę spokojnie zająć się wszelakiej maści podsumowaniami. Dzisiaj mocno dyskusyjna rzecz – najlepsza jedenastka 2021 roku. Wcześnie, ale tylko los zdaje się wiedzieć, ile meczów zagramy do końca grudnia.

JEDENASTKA ROKU PREMIER LEAGUE

Edouard Mendy

Chociaż w kontekście tej rundy Mendy delikatnie ustępuje Ramsdale’owi, a dla części także Edersonowi i Alissonowi, nie ulega wątpliwości, że w ciągu całego roku to właśnie Senegalczyk robił największe wrażenie. Nie ma może takiej wizytówki jak gol bramkarza Liverpoolu lub charyzma golkipera Arsenalu, ale w pełni broni się stricte bramkarskimi umiejętnościami.

Jego wskoczenie między słupki za Kepę jest jedną z przyczyn, dzięki którym Chelsea wiodło się aż tak dobrze. Na ten moment Mendy ma 36 spotkań w Premier League w 2021 roku i aż 50% kończył na zero z tyłu. To jest imponujący wynik, który trudno zignorować.

Reklama

Tym bardziej, że Senegalczyk dokłada do tego zjawiskową skuteczność interwencji. Ktoś może powiedzieć, że jest rzadko testowany, ale nie jest to do końca prawda. Szczelna defensywa The Blues dopuszcza do kilku sytuacji, robi to znacznie częściej niż taki Manchester City, a mimo tego Mendy jest w stanie wychodzić z takich meczów obronną ręką. Weźmy takie starcie z Aston Villą z początku tego sezonu. Niby Chelsea gładko wygrała 3:0, a w rzeczywistości ich bramkarz zaliczył aż sześć interwencji. Popisał się wówczas podwójną paradą, która może śmiało konkurować o miano najlepszej w tym sezonie.

Trent Alexander-Arnold

Do Alexandra-Arnolda trudno podchodzić jak do obrońcy. A już z całą pewnością nie jest zwykłym obrońcą, chociaż według wielu wyznacza standardy gry na boku defensywy. Anglik stara się zrewolucjonizować futbol i niewątpliwie ma ku temu predyspozycje. Mimo zaledwie 23 lat na karku, wielu zawodników – także Matty Cash – przyznaje, że jest to dla nich wzór, ktoś, kto inspiruje.

Trudno się temu podejściu dziwić, mówimy o obrońcy (przynajmniej na grafice meczowej), który w ciągu niepełnego roku kalendarzowego miał udział w siedemnastu (sic!) ligowych trafieniach swojego zespołu. A to nie jest tak, że Trent tylko kopie stałe fragmenty i rzuty karne – nie. Asystuje z gry, potrafi przymierzyć ze stojącej piłki, ale nie boi się też strzałów wymagających szybszej decyzji. I wreszcie najważniejsze – widać, że bezustannie myśli. Wzrok ani raz nie jest wbity w murawę, Anglik skanuje przestrzeń, szuka kolegi, który będzie w stanie przyjąć cięte podanie na kilkadziesiąt metrów.

Na dobrą sprawę jedynym mankamentem 23-latka pozostaje jego dyspozycja w defensywie. Co prawda jest w tym aspekcie coraz lepszy, w tym sezonie – pod względem statystycznym – nie wypada gorzej niż większość obrońców Premier League. Nadal jednak zdarzają mu się takie mecze jak ten z Tottenhamem, gdzie z przodu jest świetnie (asysta do Robertsona), zaś z tyłu daje się objechać Sonowi.

Nie zmienia to jednak faktu, że w angielskiej ekstraklasie nie ma lepszego prawego obrońcy. Ani Kyle Walker, ani Recee James nie mają tak stałej i tak wysokiej formy.

Reklama

Ruben Dias

Jego miejsce w plebiscycie Złotej Piłki było żartem, zresztą wyjątkowo nieśmiesznym. Portugalczyk, najlepszy gracz poprzedniego sezonu Premier League, który nawet na moment nie spuścił z tonu w tym sezonie, został sklasyfikowany gdzieś między Pedrim a Gerardem Moreno. Niżej niż Kjaer, Mount lub Lautaro Martinez. Wyglądało to dziwacznie i tak też zostało odebrane.

Główną przyczyną takiej decyzji nie są jednak względy czysto sportowe. Dias po prostu jest znakomitym piłkarzem i niczym więcej. Zero skandali, zero rzucania się do mediów z pretensjami, kontrowersyjnych wypowiedzi na temat szczepionek albo konfliktów z Pepem Guardiolą. Tylko i wyłącznie wymiatanie na pozycji środkowego obrońcy. Było sporo wątpliwości, czy Manchester City nie przepłacił, lecz cały 2021 zdołał je rozwiać.

Żaden ze sklasyfikowanych tutaj zawodników defensywnych nie może pochwalić się większą liczbą czystych kont w bieżącym roku. Nie ma też przypadku w tym, że wspomniany Ederson musi interweniować tak rzadko. Dias i reszta jego kolegów sporą część ciosów bierze „na siebie”, a do jeszcze większej liczby zwyczajnie nie dopuszcza.

Antonio Rudiger

Chociaż w ogólnym rozrachunku Virgil van Dijk pewnie wypadnie lepiej, to w 2021 roku trudno było nie zakochać się w Antonio Rudigerze. Niemiec imponuje przede wszystkim w tym sezonie, ale już druga część poprzedniej kampanii dawała jasne sygnały w kontekście tego, czego niebawem możemy być świadkami.

Środkowy obrońca też wymyka się archetypowi gry na swojej pozycji. Bardzo dużo biega do przodu, zabranie się z piłką i przebycie z nią kilkunastu metrów nie stanowi żadnego problemu. Tak samo jak walka w polu karnym. Przeciwko Leeds United Rudiger wywalczył dwie jedenastki – nie dlatego, że kogoś nabił. On dwa razy zachował się jak skrzydłowy albo napastnik. Dobrze przyjął piłkę, obrócił się, dał sfaulować. To zawsze wartość, gdy masz defensora, którego stać na tyle sprytu.

Przy czym Rudiger w żadnym momencie nie odstaje pod względami obronnymi. Thomas Tuchel odmienił opinię na temat byłego zawodnika AS Romy i teraz czerpie z tego wymierne korzyści. Praca niemieckiego szkoleniowca na Stamford Bridge z pewnością nie byłaby tak dobrze oceniana, gdyby nie dyspozycja środkowego obrońcy w kluczowym okresie.

Joao Cancelo

Kolejny z piłkarzy w tym zestawieniu, który czaruje piłką. Cancelo to pod wieloma względami ta sama półka co Alexander-Arnold. Poezja w ruchach, podania napędzające akcje oraz pewne niedociągnięcia w defensywie. Portugalczyk z Juventusu został odpalony głównie dlatego, że nie do końca wpisywał się w schemat, którego wymagał od niego ówczesny trener. Prawda jest jednak taka, że to Cancelo bardziej zyskał na zakończeniu współpracy z Allegrim, niż włoski szkoleniowiec na ściągnięciu Danilo.

Pep Guardiola odkrył Portugalczyka na nowo. To pod jego wodzą ten prawy obrońca nagle stał się lewym i z równie wielkim zaskoczeniem przyjęto, jak wspaniałym potrafi być piłkarzem. Na dobrą sprawę rozgłos zyskał właśnie w 2021 roku, gdy zaczął dawać pierwsze konkrety. W tym sezonie rozhulał się już na dobre, a starcie z Newcastle United tylko to potwierdza – Cancelo strzelił gola i zanotował asystę. Coś, co wcześniej nie zdarzało mu się z aż taką regularnością.

Mimo 27 lat na karku trudno wskazać sufit defensora Manchesteru City. Z pewnością nie powiedział jeszcze ostatniego słowa, bo chociaż ani Joao ani Cancelo nie oznaczają w znanym ludziom języku wyrazu wino, to Portugalczyk starzeje się jak najlepsza odmiana tego trunku.

Bernardo Silva

Podobnie można powiedzieć o jego klubowym i reprezentacyjnym koledze. Bernardo Silva był do 2021 roku traktowany jako bardzo dobry piłkarz, ale niewiele ponad to. Opinii nie zmieniał nawet jeden rewelacyjny sezon w Manchesterze City, gdzie poważnie rozważano go w kontekście nagrody dla najlepszego piłkarza Premier League.

Teraz Portugalczyk ponownie wskakuje na ten wagonik i wcale nie jest powiedziane, że musi wykoleić się przed metą. Bernardo Silva to pierwszy piłkarz tego zestawienia, którego doceniamy przede wszystkim za drugą część roku, chociaż już od stycznia było cokolwiek dobrze. Teraz jednak, dopiero teraz, pomocnik zaczął grać tak, że uzębienia trzeba szukać na podłodze.

Wielu osobom jego skuteczność wręcz nie pasowała, bo faktycznie – Bernardo Silva potrafił znaleźć sobie miejsce w sytuacjach bardzo trudnych. To jednak świadczy o nim jak najlepiej. W końcu chyba każdy trener na świecie chciałby mieć zawodnika, który z równym poświęceniem pójdzie na zamknięcie akcji i zaryzykuje zderzenie się ze słupkiem, co rzuci się do ratowania akcji defensywnej i zaryzykuje rozdarcie koszulki. Prawdziwy wojownik, ale i artysta, piłkarz absolutnie kluczowy dla układanki Pepa Guardioli.

Declan Rice

Jeśli miało się znaleźć miejsce dla jakiegoś stricte defensywnego pomocnika, to najlepiej uhonorować tę pozycję graczem West Hamu. Tym samym Rice wygrał konkurencję z Rodrim, Fabinho czy N’golo Kante, co już świadczy o jego klasie. Od części z nich grał regularniej wybiegał na boisko, od części – co tu dużo kryć – prezentował się po prostu lepiej. Na szczególną uwagę zasługuje rozwój, który w wypadku angielskiego pomocnika jest widoczny gołym okiem.

Rice to już nie tylko maszyna do przecinania podań rywala, ale też chłopak, który potrafi rozegrać. Coraz więcej pewności jest widoczne w jego grze – częściej decyduje się na ryzykowne zagranie, częściej zabiera się z piłką i wygrywa kolejne metry dla drużyny.

Londyńczycy w 2021 stanowią jedną z największych niespodzianek, a 22-latek stał się ich niekwestionowanym liderem. Żaden inny piłkarz The Hammers nie wyróżnia się tak mocno na tle całej ligi, nie oferuje podobnej Rice’owi regularności. Chłopak od czarnej roboty, ale jednocześnie perełka – coraz trudniej dziwić się ochoczym ofertom, wysyłanym na Stadion Olimpijski, które mogą sięgnąć nawet 100 milionów funtów.

Bruno Fernandes

Jedna z największych zagwozdek. Od stycznia do maja – 12 wypracowanych bramek, bardzo dobry wynik, gwiazda ligi. Od meczu z Leeds United w tym sezonie – cień samego siebie. Ostatecznie trudno jednak przejść obok wcześniejszych wyczynów Bruno Fernandesa i zignorować to, jak bardzo dominował nad całą Premier League.

Jasne, wpływ na dorobek Portugalczyka miały w znacznym stopniu osławione rzuty karne, których Manchesterowi United odgwizdywano tuziny. Niemniej spłycanie tylko do nich występów pomocnika jest naprawdę miernym pomysłem. W gruncie rzeczy nie było w ekipie Czerwonych Diabłów zawodnika ważniejszego, a jakby na tę sprawę nie spojrzeć, mówimy o wicemistrzach Premier League.

Paradoksalnie zjazd Bruno nastąpił w tym momencie, gdy United stało się mocniejsze na papierze. Przyjście Cristiano Ronaldo nie tylko wymogło na nim grę głębiej, ale też pozbawiło statusu nieformalnego lidera. Nadal mamy do czynienia z piłkarzem wybitnym, lecz w ostatnim okresie wyjątkowo mocno schowanym za fasadą bardziej znanego rodaka. Nie ulega jednak wątpliwości, że 27-latek jeszcze wyjdzie z cienia i ponownie zaszokuje całą angielską ekstraklasę. Liczby – jak na tak krytykowanego zawodnika – ma naprawdę dobre.

Mohamed Salah

Jeśli miejsce Rubena Diasa w plebiscycie Złotej Piłki było błędem, nie sposób nie powiedzieć tego samego o Salahu. Egipski napastnik zajął tam siódme miejsce. Niby nieźle, ale wyprzedził go Kante oraz Cristiano Ronaldo. Pierwszy nie grał dość często z powodu kontuzji, w wypadku drugiego ciężko znaleźć element, w którym byłby od Salaha lepszy. Najważniejsze jest jednak to, że zawodnik Liverpoolu głosy dziennikarzy zdaje się mieć w głębokim poważaniu i gra jeszcze lepiej.

W tym sezonie jest najlepszą wersją samego siebie, lecz już końcówka rozgrywek 2020/21 była w jego wykonaniu bardzo dobra. Egipcjanin trafił do siatki dziewięć razy, wrzucając na rozkład WHU, Manchester City, Leicester City, Arsenal czy Manchester United. To już robiło wrażenie, a przecież teraz wyniki te są przez Salaha jeszcze wyśrubowane.

Z całego zestawienia ma najlepszy wynik w klasyfikacji kanadyjskiej. 35 trafień w samej lidze w ciągu niespełna roku. Wszystko w trakcie 40 występów. Trudno wyobrazić sobie lepszego zawodnika w Premier League w owym czasie, bo taki po prostu nie istnieje. Jeśli jest gość, który naprawdę potrafi samodzielnie zdecydować o losach spotkania, to biega on w koszulce The Reds.

Harry Kane

Udział w 21 trafieniach w tym roku. Lepiej niż taki Bruno Fernandes, a jednocześnie obecność Kane’a tutaj rodzi mnóstwo wątpliwości. Wszystko przez wzgląd na fatalny obecny sezon, bo nawet jak Anglik budzi się z zimowego snu, to i tak są w odniesieniu do niego liczne wątpliwości. Przy tym wszystkim trudno wskazać innego napastnika – lub fałszywą „dziewiątkę” – który dawałby tyle co Kane.

Jeśli spojrzymy na liczby, które w tym roku wykręcił Michail Antonio, Kane okaże się lepszy. To samo w wypadku Jamiego Vardy’ego, który zaliczył niezwykle rozczarowującą końcówkę poprzedniego sezonu. Phil Foden również nie wydaje się na tyle przekonującą kandydaturą, zaś Diogo Jota grał po prostu zbyt mało – mnóstwo jego boiskowego czasu pożarła kontuzja. Kane broni się zatem wynikami, broni się też kruchością swojej konkurencji. Przede wszystkim broni się jednak umiejętnościami.

Bo chociaż od odejścia Jose Mourinho Anglik nie gra już aż tak zjawiskowo, a jego zmagania się z pozycją numer „dziesięć” są często rozczarowujące, to wciąż mówimy o facecie, który umie strzelać gole. Od stycznia do maja aż 14 razy pokonywał bramkarza rywali. Do tego dorzucił cztery asysty i chyba można mu wybaczyć dyspozycję do połowy tego sezonu. Tym bardziej, że z Liverpoolem były przebłyski dawnego Kane’a.

Heung-min Son

Niech was nie zwiedzie ta przyjazna twarz, Koreańczyk potrafi być naprawdę bezpardonowym rywalem. Jednocześnie jest kolejnym wątpliwym gościem w tym zestawieniu, bo wiele osób widziałoby w jego miejscu Sadio Mane. W gruncie rzeczy postawienie na piłkarza Liverpoolu nie byłoby żadną kontrowersją. Zarówno on jak i Son bronią się liczbami.

Senegalczyk:

  • 7 goli i asysta w sezonie 2021/22
  • 5 goli i 5 asyst od stycznia do maja

Koreańczyk:

  • 7 goli i 2 asysty w sezonie 2021/22
  • 6 goli i 5 asyst od stycznia do maja

Różnica jest iluzoryczna, ale, mimo wszystko, wskazuje na Sona. I nie ma co kryć, to była główna przyczyna wyboru zawodnika Tottenhamu. Bo chociaż samym londyńczykom wiedzie się niezwykle przeciętnie, to Son zazwyczaj dawał konkret, ciągnął zespół za uszy także wtedy, gdy Harry Kane wpadł w największy dołek formy w swojej dotychczasowej karierze.

Kogo jeszcze warto docenić?

To generalnie nie był łatwy wybór. Do samego końca zastanawiałem się nad dwoma zawodnikami Tottenhamu, Rudigerem, Ricem, Bruno Fernandesem. Dlatego warto choćby wymienić tych piłkarzy, którzy też zaliczyli kozacki rok, ale z różnych względów ostatecznie tu nie trafili: Jamie Vardy (Leicester City), Sadio Mane (Liverpool), Phil Foden (Manchester City), Virgil van Dijk (Liverpool), Gabriel (Arsenal), Joel Matip (Liverpool), Reece James (Chelsea), Thiago Silva (Chelsea), N’golo Kante (Chelsea), Kevin De Bruyne (Manchester City), Michail Anotnio (WHU).

18. kolejka Premier League – jak radzili sobie Polacy?

Tym razem będzie wręcz błyskawicznie, bo z uwagi na przełożone mecze Premier League mogliśmy na boiskach oglądać tylko jednego Polaka. Jakby tego było mało, Mateusz Klich został zdjęty już w przerwie? Czy słusznie? Tutaj pojawiają się spore wątpliwości. Pomocnik naprawdę nieźle wypadał na tle faworyzowanego Arsenalu, można się nawet pokusić o stwierdzenie, że był najlepszym graczem Leeds w tym sektorze boiska.

Klich zaliczył aż trzy kluczowe podania – to pokazuje, że ekipa Marcelo Bielsy nie marzyła tylko o tym, by to spotkanie przetrwać. Starała się atakować, a kluczowy w tych aspektach był właśnie były piłkarz Wolfsburga. To o tyle ważne, że nawet gdy do dyspozycji wrócą inni zawodnicy argentyńskiego szkoleniowca, Klich nie powinien wylecieć z pierwszego składu. Daje argumenty, by występować tam tak regularnie jak w swoim pierwszym sezonie w angielskiej elicie.

  • Przemysław Płacheta – nie grał,
  • Jakub Moder – nie grał,
  • Łukasz Fabiański – nie grał,
  • Matty Cash – nie grał,
  • Jan Bednarek – nie grał

18. kolejka Premier League – najlepsza jedenastka

Gabriel Martinelli – Brazylijczyk jawi się jako idealne (tymczasowe) zastępstwo dla napastników, którzy nie strzelają goli. Tercet Lacazette, Nketiah i Aubameyang ma łącznie sześć trafień w lidze. Sam Martinelli ma ich już cztery i jest na najlepszej drodze do pobicia swojego życiowego rekordu oraz dorobku bardziej doświadczonych kolegów.

Przeciwko Leeds United wpisał się na listę strzelców dwa razy, ale wypada go chwalić nie tylko za skuteczność pod bramką bardzo dobrzy dysponowanego Mesliera. Martinelli ma bowiem luz, technikę i spokój, którego dawno na The Emirates nie obserwowano. Gdy podajesz mu piłkę, nie musisz się martwić, że ta zaliczy zaraz niekontrolowane odskoczenie od nogi. Gdy wystawisz mu patelnię, nie musisz się martwić, że Brazylijczyk spartoli sytuację. Daje spokój, a on w projekcie Mikela Artety jest więcej niż cenny.

18. kolejka Premier League – najgorsza jedenastka

Andy Robertson – pewne postawy trzeba po prostu piętnować. Andy Robertson grał naprawdę niezły mecz, strzelił ważnego gola, do którego złożył się w iście karkołomny sposób. Ale jego notę psują dwa wydarzenia: Szkot złamał linię spalonego przy pierwszym golu dla Spurs, a do tego próbował połamać nogi Emersonowi Royalowi. To nie miało nic wspólnego z piłką nożną, to była bezczelna bandyterka, która musiała skończyć się czerwoną kartką (aż dziw bierze, że sędzia potrzebował wsparcia VAR).

Żeby jednak nie było – w pierwszej połowie za faul na Robertsonie boisko powinien opuścić Harry Kane.

Fantasy Premier League – o czym my w ogóle mówimy?

Granie obecnie w FPL to już nie jest pudełko czekoladek. To jest coś więcej, coś jak typowanie dokładnych wyników meczów Ekstraklasy. No za cholerę nie da się wszystkiego przewidzieć, zaplanować. W tej kolejce na przykład w ostatniej chwili odwołano starcie Aston Villi z Burnley, co znacznie pokrzyżowało mi plany podboju kolejnych lig.

Swoje dołożyła też słaba dyspozycja piłkarzy, którzy ostatecznie ruszyli na boisko. Najbardziej zawiedli – rzecz oczywista – Mohamed Salah i Bernardo Silva, ale to była tak zła kolejka, że trudno się na kogokolwiek bezpośrednio gniewać. W końcu trudno było przewidzieć, że wiążące decyzje zapadną na dwie godziny przed pierwszym gwizdkiem, a z zaplanowanej dziewiątki zawodników zostanie mi zaledwie siódemka. No nie była ona szczęśliwa.

Czytaj także:

Angielski łącznik

Rozwiń

Najnowsze

Ekstraklasa

LIVE: Nabuzowany ŁKS prowadzi! Radomiak na razie nie istnieje w Łodzi

redakcja
1
LIVE: Nabuzowany ŁKS prowadzi! Radomiak na razie nie istnieje w Łodzi

Anglia

Ekstraklasa

LIVE: Nabuzowany ŁKS prowadzi! Radomiak na razie nie istnieje w Łodzi

redakcja
1
LIVE: Nabuzowany ŁKS prowadzi! Radomiak na razie nie istnieje w Łodzi

Komentarze

6 komentarzy

Loading...