Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Serbska maszyna do strzelania goli. Dusan Vlahović nie przestaje zadziwiać

Michał Kołkowski

Autor:Michał Kołkowski

12 grudnia 2021, 08:57 • 10 min czytania 5 komentarzy

21 lipca 2016 roku Zagłębie Lubin niespodziewanie wyeliminowało po serii rzutów karnych Partizan Belgrad w 2. rundzie eliminacji do Ligi Europy. W ekipie Piotra Stokowca wystąpił wtedy Krzysztof Piątek, który kilka lat później wyrósł – choć niestety na bardzo krótki czas – na jedno z najgorętszych nazwisk włoskiej Serie A. Natomiast w serbskim zespole 50 minut rozegrał 16-letni Dusan Vlahović. Teraz to ten drugi błyszczy formą strzelecką na włoskich boiskach i coś nam się wydaje, że sufit ma zawieszony znacznie wyżej niż Polak. Choć jego pierwsze występy po przeprowadzce z Belgradu do Florencji, delikatnie rzecz ujmując, nie napawały optymizmem.

Serbska maszyna do strzelania goli. Dusan Vlahović nie przestaje zadziwiać

Dziś Vlahović jest liderem klasyfikacji strzelców Serie A, a z reprezentacją Serbii z pierwszego miejsca w grupie awansował na mistrzostwa świata w Katarze. Eksperci coraz częściej zestawiają go w jednym szeregu z Erlingiem Haalandem, spekulują na temat możliwego transferu do Manchesteru City. Kiedy więc nastąpił przełom, skoro jeszcze w sezonie 2019/20 napastnik zdobył zaledwie sześć goli we włoskiej ekstraklasie i był regularnie krytykowany?

Cofnąć się trzeba do grudnia 2020 roku.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Dusan Vlahović – przełamanie na Juventusie

Po jedenastu ligowych kolejkach Fiorentina zajmowała beznadziejne, 17. miejsce w tabeli, a Vlahović legitymował się zaledwie jednym zdobytym golem. Klub znajdował się w niemal całkowitej rozsypce – na początku listopada ze stanowiska trenera wyleciał Giuseppe Iachini, a w roli szkoleniowca-strażaka zatrudniono doświadczonego Cesare Prandellego, lecz bez imponujących rezultatów. Naprawdę wyglądało na to, że zespół ze Stadio Artemio Franchi może zlecieć do Serie B. – Najbardziej mnie wkurza, że straciliśmy gola w samej końcówce pierwszej połowy po tym, jak przegraliśmy trzy stykowe sytuacje w okolicach własnego pola karnego – pieklił się Prandelli po dotkliwej porażce 0:3 z Atalantą. – Ten zespół musi zrozumieć, że praca w defensywie nie przynosi wstydu. Cały sekret tkwi w tym, że cała drużyna musi bronić. My tego nie robimy. I konsekwencje są, jakie są. Musimy być agresywni – inaczej nigdzie nie dojdziemy.

14 grudnia “Fioletowi” zremisowali u siebie 1:1 z Sassuolo, a Vlahović trafił do siatki z rzutu karnego. Kilka dni później – kolejny domowy remis. Tym razem 1:1 z Hellasem, znów po trafieniu Serba z jedenastu metrów. Aż wreszcie na dwa dni przed wigilią Bożego Narodzenia ekipa z Florencji odpaliła. I to w najmniej spodziewanym momencie. Rozbiła bowiem na wyjeździe Juventus aż 3:0. Vlahović wpisał się na listę strzelców już w 3. minucie. Wreszcie z gry, nie z wapna.

Juventus 0:3 Fiorentina (14. kolejka Serie A 2020/21)

I jak już zaczęło żreć, to żre do teraz.

W sumie Vlahović w sezonie 2020/21 zdobył aż 21 bramek w Serie A, co zapewniło mu czwarte miejsce w klasyfikacji najlepszych strzelców rozgrywek. W marcu popisał się hat-trickiem w starciu z Benevento, w maju dwukrotnie ukąsił rzymskie Lazio. Z nieco pokracznego dryblasa, któremu zarzucano, iż zdecydowanie za wysoko zadziera nos, a opowieści o jego rzekomym talencie nie odnajdują potwierdzenia w rzeczywistości, Serb na przestrzeni zaledwie kilku miesięcy przepoczwarzył się w lidera Fiorentiny i jedną z gwiazd całej ligi. Co najważniejsze – nie zwolnił tempa również w bieżącej kampanii. Po siedemnastu seriach spotkań ma na koncie 15 goli, a “Fioletowi” trzymają się blisko ligowej czołówki. Niedawno po pasjonującej batalii pokonali 4:3 Milan, dla którego była to pierwsza porażka w bieżącej edycji Serie A. Vlahović raz jeszcze był wielki – zanotował dwa gole i dorzucił też do tego asystę.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Dwoma trafieniami po stronie Rossonerich odpowiedział Zlatan Ibrahimović, ale to było tego dnia za mało na Fiorentinę. Dla Vlahovicia konfrontacje z mediolańczykami zawsze mają zresztą wyjątkowy charakter, ponieważ Ibra to jego największy piłkarski idol i wzór do naśladowania.

ATALANTA WYGRA Z HELLASEM? KURS: 1,87 W FUKSIARZU!

Porównania do weterana z Milanu początkowo trochę Serbowi ciążyły. Zresztą po części z jego winy – we włoskich mediach krążyły bowiem opinie, jakoby Vlahović zdecydowanie zbyt prędko poczuł się graczem światowego formatu. Miał nawet samego siebie tytułować “serbskim Ibrą”. Ta buńczuczność była trochę groteskowa, gdy w Serie A notował długie serie występów bez gola na koncie. Dzisiaj jednak podobne porównania już nie wzbudzają rozbawienia. Tym bardziej że kolejni trenerzy Fiorentiny – Montella, Iachini, Prandelli, a obecnie Vincenzo Italiano – podkreślają szalone wręcz zamiłowanie Vlahovicia do ciężkiej harówy na treningach. Serb, podobnie jak jego idol, jest na co dzień tytanem pracy. – Bramki tylko dodatkowo go mobilizują – chwalił swojego podopiecznego Italiano. – Nie mogę się doczekać, by zobaczyć go na treningu, kiedy w lidze trafi do siatki. Od razu wiem, że będzie pracował jeszcze mocniej.

Na razie w grze Serba widać jeszcze pewne braki. Nie do końca potrafi wykorzystać swoje doskonałe warunki fizyczne (190 centymetrów wzrostu) w fizycznej walce z obrońcami. Pod tym względem mógłby się wiele nauczyć od Zlatana, czy choćby od Edina Dżeko. Jednak Vlahović w błyskawicznym tempie eliminuje kolejne mankamenty ze swego futbolowego warsztatu, a jego potencjał widoczny jest gołym okiem. Napastnik Fiorentiny prezentuje zdumiewającą wręcz dynamikę, biorąc pod uwagę jego wzrost. Dysponuje bardzo mocnym uderzeniem, jest ruchliwy. No i ma – ujmijmy to – osobowość gwiazdy.

Z jednej strony tkwi w nim pozytywna bezczelność, przekonanie o własnej wartości. Z drugiej – nie gwiazdorzy na treningach. Chętnie wykonuje polecenia taktyczne. To wpoił mu Prandelli – napastnik musi pracować dla zespołu, jeśli chce, by zespół pracował na niego.

Dusan Vlahović – perełka z Belgradu

Niesamowity potencjał Vlahović zdradzał właściwie od zawsze. Praca pracą, ale to nie jest ten przypadek piłkarza, który drogę na szczyt musiał sobie wydrapywać pazurami pośród bardziej uzdolnionych kolegów. Biły się o niego wszystkie belgradzkie kluby – jako junior zanotował epizodzik w OFK Belgrad, potem trafił na chwilkę do Crvenej zvezdy, aż wreszcie wylądował w akademii Partizana, z którym podpisał kontrakt w 2014 roku. Już po paru miesiącach działacze zaproponowali mu profesjonalną umowę. W wieku zaledwie szesnastu lat zadebiutował w serbskiej ekstraklasie, stając się najmłodszym piłkarzem w historii “czarno-białych”. Niedługo potem ustanowił kolejny rekord – został najmłodszym graczem, który wystąpił w derbowej konfrontacji Partizana z Crveną zvezdą.

W sezonie 2015/16 regularnie grywał ogony, łapał doświadczenie na najwyższym poziomie ligowym. Zdobył jednego gola, więc w sumie bez szału, ale jak serbskie media podsumowały to trafienie? “Poznajcie nowego Ibrahimovicia – napisał jeden z portali. Już wtedy!

I jak ten chłopak miał nie poczuć się wyjątkowym?

Partizan Belgrad 3:2 FK Radnik (28. kolejka serbskiej Superligi 2015/16)

Jest dość ciekawym splotem okoliczności, że w ekipie Partizana grał wtedy także (zresztą z zupełnie niezłym skutkiem) 30-letni Waleri Bożinow. Bułgar, którego swego czasu uznawano za niesamowitą perełkę i wróżono mu gigantyczną karierę w Serie A, gdzie debiutował jako nastolatek i grał między innymi dla Juventusu, Fiorentiny czy Parmy. Pokładanych w nim nadziei Bożinow nigdy wprawdzie nie zdołał spełnić, to temat na oddzielną opowieśc, ale zbudował w Italii szeroką sieć kontaktów. Pozostał między innymi w przyjacielskich relacjach z Pantaleo Corvino – dyrektorem sportowym, który ściągnął go do Lecce i pozwolił mu na rozwinięcie skrzydeł w Italii, a potem przez lata pracował dla Fiorentiny. W 2017 roku tenże Corvino odwiedził Belgrad, aby negocjować transfer utalentowanego obrońcy – Nikoli Milenkovicia. Wówczas Bożinow podpowiedział Włochowi, by rzucił też okiem na pewnego rosłego napadziora.

Corvino od razu zrozumiał, że musi do Fiorentiny przywieźć obu Serbów.

TORINO ZWYCIĘŻY Z BOLONIĄ? KURS: 2,32 W FUKSIARZU!

– Łatwo nie było, ponieważ Vlahović już wtedy wzbudzał spore zainteresowanie opowiadał Corvino w rozmowie z “La Gazzetta dello Sport”. – Borussia Dortmund i Atalanta pilnie go obserwowały, w grze był również Arsenal. Ale w końcu wygrałem. I przekonałem samego zawodnika, że Fiorentina to właściwy kierunek dla niego. A w klubie jakoś wyjaśniłem wszystkim, że warto zainwestować półtora miliona euro, mimo że chłopak nie mógł od razu przenieść się do Florencji z uwagi na to, iż nie posiadał unijnego paszportu. Sceptyków tego ruchu było w Fiorentinie wielu. Po pierwsze z uwagi na koszt przedsięwzięcia, a po drugie ze względu na przepisy. Vlahović zajął przecież w naszej kadrze jedno z miejsc dostępnych dla graczy spoza Unii.

– Dużą rolę w przygotowaniu transferu odegrał agent Dusana, ale kluczowa była opinia rodziców, którym podobała się nasza propozycja. Kiedy dopięliśmy transfer, mama Dusana powiedziała, że sprowadzam do Florencji następcę Gabriela Batistuty. Odpowiedziałem, że wolałbym, aby to był nowy Luca Toni. Choć prawdę mówiąc widzę w nim cechy obu tych zawodników. Z Gabrielem łączy go niezwykła determinacja, a z Lucą instynkt snajpera – dodał Corvino.

Dusan Vlahović – wielki transfer tuż, tuż

Jako się rzekło, trochę potrwało nim Vlahović w pełni potwierdził, iż rzeczywiście jest zawodnikiem szytym na miarę tak mocnej ligi jak Serie A. Trudno się jednak temu dziwić, skoro w jego karierze wszystko toczyło się jak dotąd aż tak szybko. – Wszystko zaczęło się w szkółce Atina, gdzie chodziłem pograć w piłkę jak wielu innych siedmiolatków z mojej dzielnicy. Trener szybko przydzielił mnie do grupy ze starszymi chłopcami. Partizan obserwował mnie kiedy byłem jeszcze dziesięciolatkiem. A wiadomo, jak to jest. Partizanowi się nie odmawia – przyznał piłkarz. – Nie mam jednak nic do ukrycia. Zagrałem również dla Crvenej zvedy. Działacze tego klubu byli niezwykle wytrwali, namawiali mnie miesiącami, bym spróbował swoich sił w ich akademii. Nie chcieliśmy się zgodzić z uwagi na przywiązanie do Partizana, ale w końcu mój tata uznał, że zaakceptujemy zaproszenie na jeden z turniejów młodzieżowych.

Tutaj możecie rzucić okiem na początki “młodego van Bastena”:

popisy młodego Dusana Vlahovicia

Vlahović zdaje się być już zawodnikiem gotowym do kolejnego kroku w karierze.

Wprawdzie Fiorentina w sezonie 2021/22 radzi sobie w Serie A zupełnie nieźle, lecz serbski super-snajper potencjałem przerasta swoją drużynę. Potwierdził to w jednej z wypowiedzi nawet trener Vincenzo Italiano. – Czasami drużyna nie zapewnia mu odpowiedniego wsparcia, ale on i tak zdobywa bramki – ekscytował się szkoleniowiec. Sam Dusan podkreślił natomiast, iż cieszy go przejście na system gry z jednym napastnikiem. Wcześniej ekipa z Florencji często grała w ustawieniu 3-5-2. Obecnie Vlahović jest centralną postacią ofensywy “Fioletowych”. Tylko w 2021 roku ma on już na koncie 32 ligowe trafienia w 40 występach, co stanowi rekord klubu i zarazem drugi wynik w Europie po Robercie Lewandowskim (40 bramek).

Kontrakt Serba z Fiorentiną wygasa po sezonie 2022/23 i jest więcej niż prawdopodobne, że nie zostanie przedłużony. Jesienią tego roku prezydent Rocco Commisso chciał uczynić z napastnika najlepiej opłacanego piłkarza w dziejach klubu, lecz agenci Vlahovicia nie przystali nawet na tak intratną propozycję. Są przekonani, że w którymś z topowych klubów Starego Kontynentu ich klient zarobi jeszcze więcej. Commisso nie ukrywał gigantycznego rozgoryczenia tą sytuacją. Na klubowej stronie Fiorentiny pojawiło się nawet jego oficjalne oświadczenie, odsłaniające kulisy negocjacji.

– Kiedy przybyłem do Florencji, złożyłem kibicom pewne przyrzeczenie. Obiecałem, że będę działał transparentnie, a nie mam w zwyczaju łamać słowa. Dlatego chciałbym przedstawić fanom odpowiedź na pytanie, które dręczy ich od dłuższego czasu. Pytanie o nowy kontrakt Dusana Vlahovicia. Jak wiecie, Fiorentina złożyła temu zawodnikowi bardzo korzystną ofertę przedłużenia umowy. Otrzymałby najwyższe wynagrodzenie w historii Fiorentiny. Wielokrotnie podwyższaliśmy naszą ofertę, by sprostać wymaganiom Dusana i jego otoczenia. Mimo naszych starań, porozumienia nie udało się osiągnąć. Osobiście pracowałem nad tym, by rozwiązać sprawę z korzyścią i dla klubu, i dla piłkarza. To również nie przyniosło efektu – pisał Commisso.

LAZIO WYGRA Z SASSUOLO? KURS: 2,55 W FUKSIARZU!

W swoich medialnych wypowiedziach szef Fiorentiny był jeszcze bardziej bezpośredni. Zarzucał agentom piłkarza chciwość, porównał przypadek Vlahovicia do historii Gianluigiego Donnarummy. – Nie podoba mi się, że jestem stawiany pod ścianą. W Ameryce agentom przypada część zarobków reprezentowanego zawodnika, ale nie zarabiają prowizji z transferów. Tymczasem ja jestem trzymany w szachu przez ludzi, którzy chcą wielkiego transferu za wszelką cenę – wściekał się Commisso. – Przypominam, że Dusan wciąż jest zawodnikiem Fiorentiny. W temacie transferu należy rozmawiać z klubem, nie z agentami.

Amerykanin może się jednak wściekać, lecz realia transferowego rynku są jakie są. Jeśli Fiorentina nie zdecyduje się wkrótce przehandlować Vlahovicia, latem 2023 roku może go stracić za darmo. Tak jak Milan stracił wspomnianego Donnarummę. W tej chwili działacze z Florencji wyceniają swojego gwiazdora na 70 milionów euro. Co jest naturalnie sporą kwotą, ale zainteresowanych brakować nie będzie. Mówi się o Manchesterze City, Bayernie czy Juventusie.

– Juventus? Niech on tam nie idzie – doradza Antonio Cassano. – Moim zdaniem powinien wybrać Manchester City i pracować z Pepem Guardiolą. Przy jego potencjale wystarczy rok, a wzniesie się na ten sam poziom co Erling Haaland. Jestem o tym przekonany.

CZYTAJ TAKŻE:

fot. NewsPix.pl

Za cel obrał sobie sportretowanie wszystkich kultowych zawodników przełomu XX i XXI wieku i z każdym tygodniem jest coraz bliżej wykonania tej monumentalnej misji. Jego twórczość przypadnie do gustu szczególnie tym, którzy preferują obszerniejsze, kompleksowe lektury i nie odstraszają ich liczne dygresje. Wiele materiałów poświęconych angielskiemu i włoskiemu futbolowi, kilka gigantycznych rankingów, a okazjonalnie także opowieści ze świata NBA. Najchętniej snuje te opowiastki, w ramach których wątki czysto sportowe nieustannie plączą się z rozważaniami na temat historii czy rozmaitych kwestii społeczno-politycznych.

Rozwiń

Najnowsze

Ekstraklasa

Pankov: To głupie, ale Molde nie było lepszym zespołem od nas

wstellmach
13
Pankov: To głupie, ale Molde nie było lepszym zespołem od nas
Liga Europy

Zalewski z decydującą jedenastką, Sparta Praga z comebackiem [WYNIKI 1/16 LE]

redakcja
0
Zalewski z decydującą jedenastką, Sparta Praga z comebackiem [WYNIKI 1/16 LE]

Piłka nożna

Ekstraklasa

Pankov: To głupie, ale Molde nie było lepszym zespołem od nas

wstellmach
13
Pankov: To głupie, ale Molde nie było lepszym zespołem od nas
Liga Europy

Zalewski z decydującą jedenastką, Sparta Praga z comebackiem [WYNIKI 1/16 LE]

redakcja
0
Zalewski z decydującą jedenastką, Sparta Praga z comebackiem [WYNIKI 1/16 LE]

Komentarze

5 komentarzy

Loading...