Karol Podliński w rok wspiął się z trzecioligowej Legionovii przez pierwszoligowego Radomiaka do ekstraklasowego Zagłębia Lubin. 24-letni napastnik opowiada nam o początkach i podążaniu śladem Łukasza Teodorczyka, nieudanych testach w Legii Warszawa, wejściu do seniorskiej szatni w Mławiance czy też zwątpieniu, gdy musiał cofnąć się do Legionowa, żeby wskoczyć na trampolinę do kariery. Zapraszamy.

Podliński: Gdy cofałem się do trzeciej ligi, były momenty zwątpienia
Jest 2013 rok, Łukasz Teodorczyk debiutuje w reprezentacji Polski i strzela bramkę za bramką dla Lecha Poznań, a Karol Podliński strzela 18 goli dla Wkry Żuromin. Myślałeś wtedy, że chcesz być jak Teo?

Stare czasy! Pamiętam, że gdy byłem w Żurominie, to o Łukaszu Teodorczyku było bardzo głośno. To chłopak stąd, jeździliśmy z gimnazjum na mecze Polonii Warszawa, w których grał. Była chęć tego, żeby się wybić, podążyć jego śladem. To była może nie inspiracja, ale dowód na to, że nawet będąc w małej miejscowości, można osiągnąć coś więcej. Dla Żuromina, dla Wkry to, że Łukasz stamtąd wyszedł i osiągnął sukces w piłce, sporo znaczyło. Trenerzy pokazywali nam, że można i warto próbować.

Porównywano was? Warunki fizyczne macie podobne, można pomyśleć, że Wkra ma taśmę do produkcji wysokich napastników.

Faktycznie. Być może porównywano naszą posturę czy grę, ale nie zapamiętałem takich sytuacji. Ja też nie pochodzę dokładnie z Żuromina tak jak Łukasz, tylko z mniejszej miejscowości — Jonne.

Od czego zaczęła się twoja przygoda z piłką?

Właśnie od Wkry, bo to za sugestią jej trenera poszedłem do gimnazjum do Żuromina. W podstawówce jeździłem do innej Wkry, Wkry Bieżuń, to było obok. Tam stawiałem pierwsze kroki, ale debiut w juniorskich rozgrywkach to już Żuromin.

Czyli późno zacząłeś treningi.

Tak, to nie było jak teraz, że dzieci w wieku 5-6 lat zaczynają coś kopać w akademiach. W rodzinnej miejscowości grałem z chłopakami, to oczywiste, ale pod opieką trenera znalazłem się późno. Dlatego też dość późno trenerzy mogli u mnie coś poprawiać, profilować. Z jednej strony trochę tego żałuję, być może gdybym od najmłodszych lat był w systemie szkolenia, wyglądałoby to trochę inaczej.

Pierwsza pozycja?

Napastnik, dziewiątka. Od samego początku tak było, nie było większych roszad. W juniorach trochę bramek strzelałem.

Miałeś wzorce sportowe w domu?

Brat był w juniorach Wisły Płock. Jego kariera nie potoczyła się tak, jak chciał, ale lubiliśmy grać w piłkę. Nie byliśmy zafiksowani, ale my we dwójkę wyglądaliśmy najlepiej. Tata w klubie nie grał, nikt z rodziny też. Brat też był napastnikiem.

To musiała być rywalizacja jak u Inzaghich.

Przyznam szczerze, że nie. Mamy sporą różnicę wieku — cztery lata. Kiedy brat był w trampkarzach, ja byłem sporo mniejszy, więc nie mogłem z nim rywalizować bezpośrednio. Ale na pewno brat zapalał taką lampkę, że chciało się być lepszym od niego.

Dość szybko zauważyła cię Legia Warszawa. Zostałeś zaproszony na testy, gdy miałeś 16 lat.

Strzeliłem wtedy 18 bramek dla Wkry, to dlatego. Pamiętam, że byłem na testach przy ul. Obrońców Tobruku, tam później trenowałem w liceum. To było fajne uczucie, że ktoś się zainteresował. Ale tak naprawdę to było dwa dni testów, nie wyszło. Wtedy pojawiła się opcja dołączenia do UKS-u Białe Orły i pójścia do liceum w Warszawie, gdzie trenowali szkoleniowcy z MPZN-u. Chodziliśmy do szkoły, a potem raz, dwa razy dziennie trenowaliśmy pod ich okiem. Dużo się tam nauczyłem, to był już wyższy poziom. Trochę żałowałem, że trafiłem tam dopiero w liceum, bo niektórzy byli w tej szkole już od gimnazjum i mocno się rozwinęli.

RAPHAEL ROSSI – OD KRZYWEGO BOISKA W NON-LEAGUE DO PORTUGALSKIEJ EKSTRAKLASY

W UKS-ie byłeś jednak krótko, bo w wieku 18 lat trafiłeś do seniorów Mławianki.

Fizycznie wyglądałem trochę inaczej niż rówieśnicy. Miałem widocznie lepsze warunki, pewnie dlatego tak szybko wciągnęli mnie do seniorów. Bardzo dobrze mnie tam przyjęto, może też dlatego, że byłem z okolic, do Mławy miałem 40 kilometrów. Bramki po treningu, zbieranie i pompowanie piłek było, wiadomo, ale nie stałem z boku dlatego, że „młody”. Nie było też żadnych nacisków. Pamiętam, że w Mławiance grał wtedy Mariusz Walczak, który występował tam od zawsze. Zahaczył nawet o czasy, gdy Mława miała klub w starej drugiej lidze (obecna pierwsza – przyp.). Był już chyba grubo po 30-stce, ale widać było, że potrafił grać w piłkę i dawał mi cenne rady, starał się pomóc. Też grał w ataku.

Jakie miałeś wtedy podejście do piłki?

Różne. Zawsze chciałem grać, dążyłem do tego, żeby się rozwijać, dotrzeć wysoko. Ale też nie było tak, że olewałem przez to szkołę. Na przykład, zanim poszedłem do Znicza Pruszków, chciałem normalnie zdać maturę. Miałem już dość przenosin, bo najpierw byłem rok u Warszawie, potem była Mława i gdy Mateusz Stryjewski przeszedł z Mławianki do Znicza i pojawił się temat, żebym do niego dołączył, nie chciałem trzeci raz zmieniać szkoły, wolałem poczekać. Traktowałem to tak, że szkoła też jest ważna, trzeba ją skończyć. Ale sodówki nie miałem, w sumie nigdy. Może bardziej załamanie, gdy nie szło, że może lepiej poszukać stabilnej pracy, bo z tej piłki to nic nie będzie.

Karol Podliński i Piotr Krawczyk świętują gola dla Legionovii

Karol Podliński i Piotr Krawczyk świętują gola dla Legionovii

W Mławiance dało się utrzymać z piłki?

Nie, nie utrzymałbym się z tego. Drobna wypłata wpadała, dla mnie — jak na tamten czas — było to wystarczające. Ale miałem dobre warunki, bo załatwili mi mieszkanie w bursie szkolnej za darmo, miałem tam też posiłki. Stamtąd było blisko do klubu, więc niczego mi nie brakowało.

Trafiłem na takie zdanie w lokalnej prasie: „Tajemnicą poliszynela jest fakt, że napastnik długo w Mławie już nie zagości. Trener Adam Fedoruk właśnie został trenerem III-ligowych rezerw Lechii Gdańsk, a dyrektorem sportowym tamtejszego klubu jest Marek Jóźwiak, menedżer Podlińskiego”.

Były takie pomysły, był taki temat. Nie do końca pamiętam już, czemu ten transfer nie doszedł do skutku. Co do Marka Jóźwiaka – zacząłem z nim pracować już wtedy, gdy kończyłem gimnazjum w Żurominie. Po części dzięki niemu znalazłem się na testach w Legii, a potem w szkole MZPN. Dzięki niemu też trafiłem do Mławy, bo pan Marek grał kiedyś w Mławiance, znał się z Adamem Fedorukiem.

Okres w Zniczu traktujesz jako zmarnowany czas? W wieku, w którym wspomniany na wstępie Teodorczyk zostawał królem strzelców Młodej Ekstraklasy i debiutował w najwyższej lidze, dopiero przebijałeś się na zapleczu.

Nie, absolutnie. Gdy tam przyszedłem, Znicz Pruszków grał w pierwszej lidze. Traktowałem to wtedy jako sukces: wyszedłem z małej miejscowości, dotarłem na taki poziom. To była cenna nauka, w pierwszej rundzie nie grałem w ogóle. Dopiero po pół roku zaliczyłem sześć czy siedem spotkań. Musiałem dojrzeć, przeskok z czwartej do pierwszej ligi był spory. W drugiej lidze grałem już więcej.

Cały czas było wokół ciebie trochę szumu. Polecano cię wyżej, a jednak w Zniczu się nie przebiłeś, trafiłeś tylko do trzeciej ligi.

Znicz już mnie u siebie nie widział, ja też czułem, że stanąłem w miejscu. Kiedy zobaczyłem ofertę z Legionovii, stwierdziłem, że to może być mój ostatni moment, ostatnia szansa. To wtedy był ten moment zwątpienia, o którym mówiłem. Widziałem, że to tylko trzecia liga, ale czułem, że mogę się tam odbudować. W jakimś względzie to tam się ukształtowałem, zacząłem wykorzystywać swój potencjał — mówię tu o wzroście i sile. Dużo dało mi to, że praktycznie zawsze grałem od pierwszej minuty. To mi dało pewność siebie, w meczach rozwijasz się szybciej niż podczas treningów. Trener Marcin Sasal też obiecał mi, że gra będzie opierała się na tym, żebym utrzymywał piłki z przodu, wygrywał pojedynki. To był krok w tył, ale potem były dwa kroki do przodu.

Twoim kolegą był Piotr Krawczyk, ale tylko przez chwilę, bo po sezonie odszedł do Górnika Zabrze.

To też pokazało, że jeszcze nic straconego. Że nawet z trzeciej ligi można trafić do Ekstraklasy. Wtedy też zacząłem współpracę z Kamilem Burzcem, który na pewno pomógł mi w wielu aspektach. Z Legionovią awansowaliśmy do drugiej ligi i było trochę… dziwnie. Uważaliśmy, że graliśmy dobrze w piłkę, ale przegraliśmy jeden mecz, potem drugi, głupie błędy, sytuacje i ciężko było się z tego odgrzebać, podnieść. Miałem też świadomość, że ode mnie mogą zależeć wyniki drużyny i brałem to do siebie, gdy nie strzelaliśmy bramek.

PIOTR KRAWCZYK: GÓRNIK TO ŻYCIOWA SZANSA

Żałowałeś trochę, że dwie bramki na Widzewie strzeliłeś akurat przy pustych trybunach? Uciszyć pełny stadion w Łodzi — to byłoby coś.

Nie, ale ten moment mnie podbudował, bo właśnie wtedy się przełamałem i dostałem motywacyjnego kopa.

Jak trafiłeś do Radomiaka?

Po sezonie w Legionowie pojechałem na testy do Zagłębia Lubin. Nie zdecydowano się na mnie, a ja stwierdziłem, że dobrze byłoby spróbować chociaż szczebel niżej. Było kilka tematów, ale Radomiak był najbardziej konkretny. Widziałem, że byli przed rokiem w barażach, Kamil mówił mi, że mogę się tam rozwinąć. Trener Dariusz Banasik powiedział mi, że pamięta mnie ze Znicza Pruszków, mimo że się tam nie spotkaliśmy. To dało mi poczucie, że skoro trener wie, kim jestem, to nie trafiam tam przez przypadek.

Karol Podliński w barwach Radomiaka

Trener Banasik umie napompować zawodnika? Często wcielałeś się w rolę jokera.

Ma ciekawe podejście. Już w debiucie strzeliłem bramkę, znowu Widzewowi. Wiadomo, że każdy zawodnik chce zaczynać wszystkie mecze w pierwszym składzie, ale nie obrażałem się na decyzje trenera, bo widziałem, że będę dostawał szanse i trener ma plan.

Zimą miałeś dylematy? Walczyłeś z Radomiakiem o awans, ale dostałeś ofertę z Ekstraklasy „na już”.

Gdy pojawiła się oferta z Zagłębia Lubin, to długo się nie zastanawiałem. Byłem tutaj, widziałem, jaki to klub, jaka jest baza i otoczka, spodobało mi się to. Już wtedy rozmawialiśmy z menedżerem, że szkoda, że się nie udało, ale może jeszcze tu wrócę. Wiosną przeskok był spory, ale myślę, że sobie z nim poradziłem. Zacząłem od razu grać, nie odstawałem od innych, pomogłem drużynie. Być może nie strzeliłem wielu bramek, ale traktowałem to jako dobry początek.

Bardzo porozbijałeś obrońców Radomiaka na treningach? Będą chcieli się zemścić?

Wiadomo, że moja gra polega na tym, że lubię być w kontakcie z obrońcami. Było zaangażowanie, ale bez złośliwości, więc zemsty chyba nie będzie! Ogółem dobrze wspominam okres w Radomiu, z niektórymi chłopakami nadal mam dobry kontakt. Fajnie, że się z nimi zobaczę, fajnie, bo dzięki Radomiakowi trafiłem tutaj. Dariusz Banasik to świetny człowiek i trener. Cieszyłem się, że udało się awansować w dobrym stylu. Na pewno jakąś cegiełkę w tej rundzie, w której grałem w Radomiu, dołożyłem. To było dla mnie bardzo udane pół roku — na boisku, w drużynie. Same superlatywy, żadnych zastrzeżeń.

Jak dziś patrzysz na swoją karierę? Już nie musisz się martwić o to, czy klub załatwi bursę za darmo.

Podchodzę do tego na spokojnie, bez chaosu. Mam nadzieję, że nikt nie powie, że jestem dzisiaj kimś innym niż kiedyś, że się zmieniłem — negatywnie. Teraz muszę jeszcze poprawić skuteczność, pracuję nad tym. Śmieję się, że czasami wyglądam jak defensywny napastnik, od brudnej roboty. Nadal jestem młody, więc to, jak się rozwijam, jest teraz kluczowe.

CZYTAJ TAKŻE:

Zagłębie Lubin – Radomiak Radom. Typy, kursy bukmachera Fuksiarz.pl

SZYMON JANCZYK: Dzisiejszy mecz to gratka dla typujących. Zarówno za zwycięstwo gospodarzy, jak i gości Fuksiarz.pl oferuje kurs powyżej 2.50. Teoria Ekstraklasy podpowiada, że skoro Radomiak nie przegrał od sześciu gier, a ostatnie trzy wygrał, dziś przełamie się Zagłębie. Moim zdaniem radomianie nie poddadzą się tak łatwo i jeszcze przed przerwą trafia do siatki. Radomiak over 0,5 gola w 1. połowie – kurs 2,13 w Fuksiarz.pl.

ROZMAWIAŁ SZYMON JANCZYK

fot. Newspix

Suche Info
06.10.2022

Wszystkie wyniki czwartkowych meczów Ligi Konferencji

FC Balkani przeszli do historii swojego kraju. Są pierwszym klubem z Kosowa, który wygrał mecz w fazie grupowej europejskich pucharów. Pokonali na wyjeździe turecki Sivasspor, strzelając gola w doliczonym czasie gry! W „polskiej” grupie Villarreal rozbił Austrię Wiedeń.  Jak wyglądał czwartkowy dzień z Ligą Konferencji? Villarreal nie pozostawił żadnych złudzeń i bezlitośnie skarcił Austrię Wiedeń za fatalne błędy w obronie. Hiszpanie wygrali pewne 5:0, a klasycznym hattrickiem w drugiej połowie […]
06.10.2022
Suche Info
06.10.2022

Wszystkie wyniki czwartkowych spotkań Ligi Europy

Betis Sevilla pokonał na wyjeździe AS Romę, Manchester United nie miał łatwej przeprawy z Omonią Nikozja na wyjeździe. Szymański strzelił gola w starciu z duńskim FC Midtjylland. Jak wyglądał czwartkowy dzień z Ligą Europy? Hitem trzeciej serii gier Ligi Europy było starcie AS Romy z Betisem Sevilla. Podopieczni Jose Mourinho jako pierwsi wyszli na prowadzenie za sprawą Paulo Dybali w 34. minucie po rzucie karnym. Jeszcze przed przerwą wyrównał Guido […]
06.10.2022
Weszło
06.10.2022

Piast i końcówki meczów – bardzo trudny związek

Piast Gliwice w dzisiejszym meczu z Rakowem Częstochowa musiał sobie radzić zarówno bez Damiana Kądziora, jak i Kamila Wilczka. A że nawet ze swoimi największymi gwiazdami w składzie ekipa Waldemara Fornalika nie grzeszy formą, trudno było dawać jej większe szanse w tej rywalizacji. Może ujmijmy to tak – na papierze można by je porównać do pojedynku siłowego pomiędzy Grzegorzem Tomasiewiczem a Tomasem Petraskiem.  Tymczasem obejrzeliśmy wyrównany mecz. Niestety dość nudny. Tak nudny, że wśród zdarzeń, […]
06.10.2022
Suche Info
06.10.2022

Gol Sebastiana Szymańskiego w Lidze Europy [WIDEO]

Sebastian Szymański z pierwszym golem w tym sezonie Ligi Europy. Jego Feyenoord zremisował na wyjeździe 2:2 z duńskim FC Midtjylland. Reprezentant Polski otworzył wynik tego spotkania w 21. minucie. Sędziowie VAR przez kilkadziesiąt sekund analizowali tego gola, ale ostatecznie uznali, że żaden z zawodników Feyenoordu nie był na spalonym. Sebastian Szymański gives Feyenoord the lead!!!!!🇵🇱🇵🇱🇵🇱pic.twitter.com/Kd42rSw74g — Football Report 🕊☮️🌍🌎🌏 #BerhalterOut (@FootballReprt) October 6, 2022 Szymański trafił do Feyenoordu […]
06.10.2022
Inne sporty
06.10.2022

Fantastyczny handball w Kielcach. Potęga pokonana!

Trafił swój na swego – można było powiedzieć podczas oglądania meczu Łomży Industrii Kielce z THW Kiel. Obie drużyny zaprezentowały dziś w Lidze Mistrzów kapitalną piłkę ręczną. Ale tylko polski zespół miał w swoich szeregach Alexa Dujszebajewa oraz Andreasa Wolffa. Dlatego to on wyszedł z tego starcia zwycięsko. Niemiecki handball odniósł jednak dziś swoje małe zwycięstwo – bo wcześniej mistrz Bundesligi Magdeburg rozprawił się z Wisłą Orlen […]
06.10.2022
Suche Info
06.10.2022

Jak on tego nie trafił? Fatalne pudło Cristiano Ronaldo [WIDEO]

Manchester United z niemałymi kłopotami pokonał na wyjeździe Omonię Nikozję (3:2). Cristiano Ronaldo ani razu nie wpisał się na listę strzelców. Co więcej, zmarnował znakomitą sytuację do zdobycia gola. 37-letni napastnik nie przeżywa najlepszego okresu w Manchesterze United. W tym sezonie CR7 stracił miejsce w pierwszym składzie. Erik ten Hag zazwyczaj  wpuszcza go na boisko z ławki rezerwowych. W czwartkowy wieczór rozegrał pełne 90 minut, ale w tej sytuacji się nie popisał. Z kilku metrów […]
06.10.2022
Weszło
06.10.2022

Piast i końcówki meczów – bardzo trudny związek

Piast Gliwice w dzisiejszym meczu z Rakowem Częstochowa musiał sobie radzić zarówno bez Damiana Kądziora, jak i Kamila Wilczka. A że nawet ze swoimi największymi gwiazdami w składzie ekipa Waldemara Fornalika nie grzeszy formą, trudno było dawać jej większe szanse w tej rywalizacji. Może ujmijmy to tak – na papierze można by je porównać do pojedynku siłowego pomiędzy Grzegorzem Tomasiewiczem a Tomasem Petraskiem.  Tymczasem obejrzeliśmy wyrównany mecz. Niestety dość nudny. Tak nudny, że wśród zdarzeń, […]
06.10.2022
Weszło
06.10.2022

Raków przed szansą na zostanie liderem. Czy przeciętny do bólu Piast zdoła mu przeszkodzić?

Dziś Raków ma szansę na to, by wskoczyć na miejsce, które wielu mu wróży na koniec sezonu. Wicemistrzowie Polski nie grają w pucharach, z pucharami „męczyć się” musi Lech, Legia nie wygląda wciąż na potentata, Wisła Płock złapała zadyszkę… Wszystko wskazuje na to, że Raków ma w rękach własny los. A naprzeciw siebie ma dziś Piasta, który nie dość, że wygląda chorobliwie przeciętnie, to jeszcze może zagrać dziś bez Kądziora. Będziemy z wami szczerzy – jesteśmy już znudzeni […]
06.10.2022
Ekstraklasa
06.10.2022

Anonimowi. Zderzenie marzeń z realiami, czyli kulisy życia ekstraklasowych asystentów

Są na czołówkach sportowych gazet. I nie tylko sportowych. Nie mogą spokojnie wyjść na obiad, bo w mieście kibice zaczepiają ich na każdym kroku. Rozdają autografy, pozują do zdjęć. W pół roku potrafią zarobić tyle, ile przeciętny Polak nie jest w stanie odłożyć w dekadę. W piłce takich historii jest wiele. Nie dotyczą one jednak bohaterów tego tekstu… Schemat jest zwykle całkiem podobny: byli w Ekstraklasie, ale z niej wypadli. Zdecydowali bowiem, że są w życiu rzeczy ważniejsze. […]
06.10.2022
Weszło
04.10.2022

Jędrzejczyk słusznie wyleciał, a Raków powinien mieć rzut karny za faul na Lopezie

Czasem jest tak, że po meczach budzących emocje kibice czepiają się sędziów, którzy nie trzymali ciśnienia. Po spotkaniu Lecha Poznań z Legią Warszawa sporo głosów krytyki dotyczyło sędziego Lasyka. Ale naszym zdaniem Lasyk poprowadził ten mecz bardzo dobrze. W „Niewydrukowanej” zajmujemy się błędami kluczowymi. My wiemy, że sporo było w tym starciu żółtych kartek, głównie dostawali je piłkarze Legii Warszawa. Sęk w tym, że odwinęliśmy sobie te kartki i właściwie każda […]
04.10.2022
Weszło
04.10.2022

Czy Piast Gliwice zaliczy jeszcze kiedyś dobrą jesień?

Przed tym sezonem można było wierzyć, że Piast udanie wejdzie w nowe rozgrywki i będzie kontynuował to, co zbudował wiosną 21/22, kiedy przegrał ledwie dwa spotkania i zawędrował dość wysoko w tabeli. W przeciwieństwie do poprzednich lat nie stracił bowiem na rynku transferowym lidera tak jak wtedy, gdy odchodzili kolejno Valencia, Felix i Świerczok. Niestety: Piast jesienią znów cieniuje i obok Lechii trzeba go chyba nazwać największym rozczarowaniem 1/3 sezonu. W ostatnich […]
04.10.2022
Ekstraklasa
03.10.2022

Babol Szromnika, paździerz Śląska

Śląsk z Wartą od dwóch lat lubili sobie wzajemnie postrzelać, w ich meczach do tej pory padały średnio prawie cztery gole. Dziś jednak trudno było ostrzyć sobie zęby na bramkową kanonadę, bo jedni i drudzy od początku sezonu nie imponują skutecznością. No i do miana widowiska to spotkanie miało całkiem daleko. To jak z czekoladą i wyrobem czekoladopodobnym – obok siebie nie stały. Na pewno wiemy, kto przed meczem sobie nie wyostrzył, ale zmysłów. Na początku meczu poważny […]
03.10.2022
Liczba komentarzy: 2
Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Stanislav Levinsky
Stanislav Levinsky
10 miesięcy temu

Drogie weszlo, linkujecie do https://weszlo.com/tag/zaglebie-lubin ale jak się kliknie to przekierowuje na tag „ZAGŁĘBIE LUBLIN” i nie da się niczego przeczytać o istniejącym klubie Zagłębie Lubin. Pamiętajcie, w Lublinie jest Motor

Sancho
Sancho
10 miesięcy temu

Pamiętam drugoligowe derby z Lublinianką… 🙂