Kozacy i badziewiacy. Miał być hit, a wyszło takie… trudno powiedzieć. I to w porywach

redakcja

Autor:redakcja

26 kwietnia 2021, 12:01 • 3 min czytania

Kozacy i badziewiacy. Miał być hit, a wyszło takie… trudno powiedzieć. I to w porywach

„Dzień dobry, nazywam się Marcos Alvarez. Oto moje CV. Tak, w poprzednim sezonie strzeliłem 13 goli i zaliczyłem trzy asysty na poziomie 2. Bundesligi, kolejne trafienie dorzuciłem w Pucharze Niemiec z RB Lipsk. Próbkę tego, co potrafię, dałem zresztą przed chwilą – gol i asysta w wygranym 2-1 meczu z Pogonią Szczecin to chyba niezłe przywitanie, prawda?”. 

Reklama

BADZIEWIACY

Nie ma co się czarować – prawda. Marcos Alvarez zrobił na polskich boiskach świetne pierwsze wrażenie. Na początku sezonu był murowanym kandydatem na gwiazdę ligi i kogoś, kto poprowadzi Cracovię do fajnych rzeczy. Jednak dziś, na finiszu sezonu, brzmi to wszystko mniej więcej tak abstrakcyjnie jak, dajmy na to, powoływanie Mateusza Matrasa do reprezentacji Polski.

A przypomnijmy jeszcze jeden aspekt tej opowieści – w tym samym czasie do Poznania trafiał Mikael Ishak, inny napastnik z zaplecza ligi niemieckiej. I choć to oczywiście inaczej prowadzona kariera, tylko na podstawie sezonu poprzedzającego przenosiny do Polski można było stwierdzić, że to do stolicy Małopolski trafia piłkarz będący na fali. No bo w obliczu tych świetnych liczb Alvareza jedna bramka Ishaka dla 1.FC Nürnberg wygląda dość blado, nie? Szwed zagrał wtedy w 15 spotkaniach, część stracił przez kontuzję, ale wiele również przesiedział na ławce. Regularnie grał sezon wcześniej, ale wtedy też wypracował 6 goli i 4 asysty we wszystkich rozgrywkach. Cyferki na poziomie kolegi po fachu, który trafiał do Cracovii, zanotował w sezonie 17/18 (13 goli i 8 asyst).

Reklama
Los to figlarz, piłka to figlarz. Po sezonie w Polsce Ishaka i Alvareza za bardzo nie wypada ze sobą zestawiać.

Przy oczywiście nie zrozumcie nas źle. Gdybyśmy robili ranking najgorszych ekstraklasowych strzelb, o Alvarezie w kontekście dziesiątki nawet byśmy nie pomyśleli. To nie jest Rivaldinho, w przypadku którego na palcach liczymy udane zagrania. U byłego reprezentanta Niemiec do lat 20 liczymy mecze. Sęk w tym, że nie doliczamy do zbyt wielu. Zerknęliśmy w nasze noty i wyszło nam, że dobrze (czyli powyżej wyjściowej piątki) Alvarez zagrał pięć razy:

  • w 1. kolejce z Pogonią Szczecin,
  • w 4. kolejce z Zagłębiem Lubin,
  • w 6. kolejce ze Śląskiem Wrocław,
  • w 21. kolejce ze Śląskiem Wrocław,
  • w 26. kolejce z Wisłą Płock.

Do tego kilka występów na piątkę, czyli przyzwoitych (dokładnie cztery) i tyle. No, jeszcze w półfinale Pucharu Polski z Rakowem gość dał przyzwoitą zmianę. Gdybyśmy mówili o jakimś grajku z Bałkanów, który został wzięty na słowo honoru menago i ze średnim kontraktem – można by machnąć ręką. Mówimy jednak o kimś, kto miał być gwiazdą ligi, więc trochę nam się to nie spina.

Jeszcze jedna sprawa – być może o Alvarezie mówilibyśmy dziś w trochę innym tonie, gdyby w kluczowych momentach dźwigał presję. A ostatnio nie dźwignął jej zarówno przeciwko Legii Warszawa…

… jak i w Derbach Krakowa.

Oba mecze zakończyły się bezbramkowymi remisami, więc można powiedzieć, że Alvarez nie tylko zmarnował sytuacje na gola, ale też na zostanie bohaterem Cracovii. Jego gra w sobotnim meczu musiała skończyć się miejscem w jedenastce badziewiaków. Już po raz trzeci.

Na razie trudno stawiać na nim krzyżyk, ale wypadało wyrazić rozczarowanie.

KOZACY

Kozacy? Już siódmą nominację zgarnął Jakub Świerczok i w końcówce sezonu ma szansę, by dogonić piłkarza z ich największą liczbą, czyli Filipa Mladenovicia (osiem). W tym kontekście nie lekceważylibyśmy również Marcina Cebuli, który znów osiagnął bardzo wysoką formę. Dość twardym orzechem do zgryzienia była obsada bramki. Ale abstrahując od liczby i interwencji, koniec końców Mateusz Lis uratował Wiśle Kraków jeden punkt, a bez interwencji Rafała Strączka nie byłoby kompletu oczek dla Stali. Pewnie nie byłoby nawet jednego punktu.

Fot. FotoPyK

Najnowsze

La Liga

Barcelona drżała do końca, ale ma półfinał! Słaby Lewandowski

Jakub Radomski
5
Barcelona drżała do końca, ale ma półfinał! Słaby Lewandowski
Reklama

Weszło

Reklama
Reklama