Marzę, żeby Hania była samodzielna i mogła korzystać z życia. To tyle. Chcemy doprowadzić do tego, by nie była więźniem swojego ciała. O to walczymy, o tym marzymy – opowiada Adrian Błąd. Jego córka, Hania, wskutek komplikacji przy porodzie, ma poważne problemy neurologiczne. Zaburzenia ruchu, zaburzenia wzroku, zaburzenia mimiki twarzy. W rozmowie z nami piłkarz GKS-u Katowice w przejmujący sposób opowiada o chorobie swojej córki, rehabilitacjach, reakcji środowiska piłkarskiego. A my ze swojej strony zapraszamy do wzięcia udziału w licytacjach i zbiórce, z których środki zostaną przekazane na dalszą rehabilitację Hani. Linki znajdziecie w tekście i na naszej stronie.

Chcę tylko, by Hania nie była więźniem swojego ciała…

ZBIÓRKA DLA HANI BŁĄD

LICYTACJE KOSZULEK DLA HANI BŁĄD

Cała ciąża przebiegała normalnie, wszystkie badania były perfekcyjne. Nie było mowy o tym, że cokolwiek się dzieje źle. Sytuacja zaczęła się przy samym porodzie. Najpierw informacja, że się zaczęło. Pojechałem od razu do szpitala. Na sali porodowej spędziliśmy kilka godzin.

Nie wiem, czy to wymknęło się lekarzom spod kontroli… Hania była trzy razy owinięta pępowiną. Nie podjęto decyzji o cesarskim cięciu, wyciągano ją na siłę, przy pomocy urządzenia, które miało wyciągnąć dziecko za główkę.

Tak naprawdę trwało to pięć, może sześć minut. I ta chwila całkowicie zmieniła życie człowieka.

Jest masakra. Te sześć minut spowodowały niedotlenienie. Mózg zaczął obumierać. I dlatego u Hani w główce są takie rozległe zmiany neurologiczne.

Byłeś przy tym porodzie?

Tak. Jeszcze załapałem się na moment, gdy można było dostać na to pozwolenie. Jak rozmawiamy z żoną, to wszystko trwało tyle, jakby było jedną sekundą. Wszystko wydarzyło się tak nagle. Akcja, nerwowe wyciąganie…

Nie dochodziło do nas to, co się dzieje. Po porodzie nie podali żonie dziecka. Od razu zobaczyli, że coś jest nie tak. Hania od razu była reanimowana. Po reanimacji włożono ją do inkubatora i zawieziono z Katowic do Zabrza na intensywną terapię. Zobaczyłem Hanię w zasadzie tylko w inkubatorze, gdy wyjeżdżała z sali. Później przez miesiąc nie mogliśmy widzieć naszego dziecka, bo przez pandemię nie mogli nas wpuścić do szpitala. Wszystko odbywało się telefonicznie. Codziennie dzwoniliśmy na intensywną terapię wypytywać, jak się Hania czuje.

Po porodzie i reanimacji, Hania została poddana hipotermii na 72 godziny, co miało spowodować lepszą regenerację płuc. Zareagowała w miarę pozytywnie, bo jest z nami dzisiaj. Mogło być tak, że by już jej z nami nie było. Przez miesiąc nie mieliśmy żadnej możliwości kontaktu z dzieckiem. A wiadomo, że dla noworodka kontakt jest bardzo istotny, szczególnie z matką. Nam to zostało zabrane.

Dla was też chyba taki kontakt był bardzo istotny. Nagle nie wiesz, co będzie z twoją córką, a tu nawet nie możesz jej zobaczyć. Jak wy sobie z tym poradziliście?

Walka toczyła się o to, czy Hania w ogóle z tego wyjdzie. Ze szpitala cały czas dostawaliśmy informacje, że dziecko jest w ciężkim stanie i walczy o życie. Gdy przez miesiąc lekarz mówi ci tylko takie rzeczy, ciężko dopuścić do myśli, że jest inaczej. Zwłaszcza, gdy jej nie widzisz, nie wiesz, jak się zachowuje, jak reaguje. To było dla nas bardzo ciężkie. Nie potrafiliśmy sobie nawet wyobrazić, co się z nią dzieje.

Jak wyglądał zabieg hipotermii?

Hania była włożona do specjalnej komory, gdzie jest obniżona temperatura. Jej płuca i głowa lepiej reagują dzięki temu na bodźce. To miało pomóc zwłaszcza w tym, żeby Hania mogła zacząć samodzielnie oddychać. Na początku, wiadomo, funkcjonowała z włożoną rurką. Lekarze mówili, że wkładają ją na 72 godzin, a potem mieli ocenić, jak zacznie sobie radzić. Na szczęście Hania zaczęła samodzielnie oddychać. Ale wiadomo, że powikłania po tym wszystkim, co się wydarzyło, są bardzo mocne. Na dzień dzisiejszy Hania ma 8,5 miesiąca, a jej rozwój jest oceniany na 1,5 miesiąca. Hania nie ma mimiki twarzy. Jedyna emocja, jaka występuje na jej twarzy, to płacz.

Codziennie robimy rehabilitację. Żona poświęca Hani praktycznie 24 godziny na dobę. Jeździmy do fizjoterapeutów na wszelkie zabiegi, ale do tego dochodzi praca w domu. Tak jak piłkarz musi dbać o siebie przez całą dobę, tak samo teraz musimy dbać o nasze dziecko. Stosujemy metodę Vojty. Zabiegi przeprowadzamy po 3-4 razy dziennie w domu. Walczymy o zdrowie Hani. Nikt z lekarzy nam nie powie, co będzie za rok, dwa, trzy, cztery czy pięć. Wszystko jest uzależnione od tego, jak ona samodzielnie będzie się rozwijać. Rehabilitacja ma pomóc, ale wszystko wyjdzie z czasem.


Cofając się momentu, gdy Hania była przez miesiąc w szpitalu – były podczas tego okresu kryzysowe momenty?

Chyba nie. Po hipotermii, gdy została wyprowadzona, zaczęła sobie w miarę radzić. Miała na pewno problem z jedzeniem. Hania ma duże napięcie mięśniowe. Cała twarz była napięta, nie przyjmowała smoczka, więc Hania nie mogła samodzielnie jeść. Była karmiona przez sondę. To też miało na nią negatywny wpływ. Gdy przez miesiąc dziecko jest na sondzie, trzeba poświęcić dużo czasu, by dojść do sytuacji, że zacznie jeść z butelki. Po tym miesiącu została przetransportowana z Zabrza do Świętochłowic, gdzie żona mogła już iść do niej do szpitala. Tam się zaczęło wszystko od nowa. Żona musiała ją przyzwyczajać do butelki, co naprawdę nie było łatwe. Gdy dziecko jest karmione przez sondę, traci nawyk ssania, odruchy „chcę dostać mleko”.

Jak wygląda ta metoda Vojty, o której wspomniałeś?

Żona śmieje się, że to „ucisk-wycisk”. W ciele ludzkim są miejsca, które jak się dotyka, to one bodźcują. To ogólnie bardzo nieprzyjemne dla dziecka. Dotyka się je na przykład między żebrami, w różnych pozycjach. A dziecko jest napięte, musisz układać je w różne pozycje, bo ono samo, wiadomo, nie ułoży się jak dorosły człowiek. To dla niej bardzo nieprzyjemne. Ale podobno ta metoda jest najbardziej skuteczna. Zobaczymy z czasem, jak wyjdzie. Wiele osób mówiło nam, żebyśmy się nawet nie zastanawiali, a od razu działali. Tak robimy.

Dochodzi do tego terapia wzroku. Hania widzi, ale tak naprawdę nie wie, co widzi. Wodzi wzrokiem za zabawkami, ale na badaniach wyszło, że jej się to wszystko może zlewać. Do końca nie wiadomo, czy ona w ogóle nas rozpoznaje. Do tego komora normobaryczna z tlenem i inne rehabilitacje. Troszkę tego jest. A zobaczymy, co będzie w następnych miesiącach. Wiele ludzi się mnie pyta:

Jaką kwotę zbieracie, na co wam potrzebne?

Odpowiadam, że to tak naprawdę studia bez dna. Bo ta rehabilitacja nie jest na miesiąc-dwa. Ona będzie potrzebna przez całe życie. Czas pokaże, w jakim stopniu Hania będzie jej wymagać, czy do tego będą potrzebne sprzęty rehabilitacyjne.

Jak wygląda teraz wasz typowy dzień?

Chodzę na treningi, więc wszystko jest na barkach mojej żony, która poświęca Hani 24 godziny na dobę. Wstajemy, przed jedzeniem Hani jest rehabilitacja, potem Hania je, potem znowu i tak się to zapętla. Jeśli nie ma Vojty w domu, to jedziemy do fizjoterapeutki. Mamy też panią, która przyjeżdża do nas do domu na drugą metodę rehabilitacyjną, Bobatha. To metoda bardziej rozciągająca. Raz w tygodniu jest jeszcze terapia wzroku. Żona ma kalendarz i musi prowadzić notatki, bo tego jest tyle, że ciężko ogarnąć, by czegoś nie zapomnieć.

Trening to teraz dla ciebie jak odpoczynek, co?

Troszkę można tak to określić.

Jakie są rokowania dla Hani? Jej życie jest w jakiś sposób zagrożone?

Żaden lekarz nam takiej gwarancji nie da. Nikt nam nie powie, że za rok, po ciężkiej rehabilitacji, będzie dobrze. Są różne przypadki. Neurolog mówił nam, że jego pacjentka już chodziła do liceum, było wszystko fajnie, nagle rozbolała ją głowa i okazało się, że nie ma jednej półkuli mózgu. To są masakryczne przypadki. Nikt nam nie da gwarancji, bo nie wiemy, jak się zachowa mózg Hani.

Mózg dziecka we wczesnych latach jest plastyczny. Jego pozostałe części mogą przejąć funkcje, których Hania obecnie nie ma. Liczymy na to. Nie wiem, co będzie za rok. Czy Hania będzie potrafić samodzielnie się poruszać, czy będzie potrzebny wózek. Walczymy o to, żeby dać jej jak najlepszą rehabilitację, żeby była w stanie samodzielnie funkcjonować. A co z tego wyjdzie – to dla nas czarna magia.

Rehabilitacje są potrzebne właśnie teraz, bo można najwięcej uratować?

Tak. Jak mówię – pierwszy rok-dwa-trzy są u dziecka o tyle istotne, że przez tę plastykę mózgu, gdy dziecko się dopiero rozwija, można mu pomóc na różnych płaszczyznach. To kluczowy moment dla niej, dlatego nie możemy niczego nie zaniedbać. Musimy wykorzystać wiedzę, specjalistów. Najważniejszy okres przed nami. Walczymy, by dać Hani jak najlepsze warunki, by mogła samodzielnie funkcjonować.

Z jakimi jeszcze powikłaniami musi się mierzyć Hania? Mówiłeś o problemach z mimiką, wzrokiem i poruszaniem się.

Jest podatna na padaczkę. Jest w grupie bardzo wysokiego ryzyka. Na dziś przyjmuje lek zabezpieczający ją przed napadami, na razie ich nie stwierdzono. Poza tym wszystkie funkcje fizyczne są, nie wiem jak to określić, na bardzo ubogim poziomie. Hania nie jest niczym zainteresowana – zabawkami czy czymkolwiek. Na całe szczęście zaczyna pomału wodzić wzrokiem. Gdy się do niej coś mówi, zaczyna zwracać na nas uwagę, koncentrować wzrok. Jakaś malutka poprawa na pewno jest. Wcześniej było tak jakbyś… trzymał lalkę. Wiem, brzydko to zabrzmiało, ale tak to wyglądało. Trzymając własne dziecko czułem się, jakbym trzymał żywą lalkę.

Czuje się w takich momentach w ogóle radość z bycia ojcem?

Myślę, że tak. W sumie to śmieszny i dziwny moment, pierwszy raz zobaczyłem Hanię przez okno.

Przez okno?

Ze względu na pandemię. W szpitalu dali mi dziecko przez okno, tak jakbym kupił je na targu. To było moje pierwsze spotkanie z nią.

Stałeś pod szpitalem i dostałeś je z sali?

Tak. Nie mogłem wejść do szpitala. Myślałem, że to się nie dzieje. Troszkę to śmieszne. Ale cóż, gdy z dnia na dzień widzimy u Hani leciutką poprawę, jakąkolwiek, bardzo nas to cieszy. Zdawaliśmy sobie sprawę, że nie będzie to łatwe i przyjemne. Każdy jej jakikolwiek postęp – choćby to, że zaczęła sama jeść z butelki – to dla nas wielka radość. Wiemy, że zmierza to w jakimś kierunku, a nie stoimy w miejscu.

Gdy żona była z Hanią w szpitalu, proponowali nam dożywianie przez rurkę. Brzydko to zabrzmi, ale lekarzom jest wtedy łatwiej, nie trzeba się męczyć z dzieckiem, poda się pokarm przez rurkę i dziecko się rozleniwia. Tylko że później lekarze nie są z dzieckiem w domu, a my. Całe szczęście, żona się nie zgodziła. Powiedziała, że będziemy walczyć o to, żeby samodzielnie jadła. Po prostu rozleniwili byśmy dziecko. Nie robiłaby postępów. Sami postanowiliśmy, że się nie damy. Takie jedzenie z butelki naprawdę cieszy. Żona rozszerza jej dietę o marchewkę czy cokolwiek innego, Hania zaczyna pomalutku to przyjmować. To też takie małe rzeczy, które naprawdę dają radość. Jeśli miałbyś dziecko w domu z rurką, sam widok byłby nieprzyjemny. A gdy samodzielnie zaczyna przyjmować pokarm, jest to dobrym prognostykiem w jej rozwoju.

Przez pandemię nie mogliście widzieć Hani przez miesiąc, podawaliście sobie dziecko przez okno, jakieś jeszcze komplikacje były? Nie wiem, zdarzyły się sytuacje, gdy lekarz czy fizjoterapeuta nie chcieli was przyjąć?

To śmiesznie zabrzmi, ale jak idziesz prywatnie, to wszyscy cię przyjmą.

No tak.

Więc raczej z tym nie było problemu. Na badania umawiane przez NFZ byśmy czekali, czekali i nie wiem, czy byśmy się doczekali. Jak jest możliwość skonsultowania się z jakimś lekarzem, to od razu umawiamy się prywatnie. Dla nas czas jest bardzo ważny. Każdy miesiąc jest dla Hani bardzo istotny.

Przez całą ciążę nastawiasz się, że będzie dobrze. Nagle się okazuje, że nie jest dobrze. I jeszcze nie widzisz przez miesiąc swojego dziecka. Pojawiają się pytania „dlaczego akurat nas to spotyka?”.

To nie jest łatwe. Ale z drugiej strony tłumaczę sobie, że poddać się też nie możesz. Jeśli rozłożylibyśmy ręce, sami byśmy sobie zaszkodzili. Nie jest to dla nikogo łatwa sytuacja. Jesteśmy tylko ludźmi. Szczególnie, że cała ciąża przebiegała bardzo dobrze, badania były OK, nic nie wskazywało, że coś się może wydarzyć. Dlaczego nas to spotkało? Tego nie wiemy. Po prostu nas to spotkało. Teraz musimy z tym żyć i walczyć. To ciężkie pytanie.

Podejrzewam. Ale pewnie pomogło ci to, że jesteś kojarzony jako piłkarz, któremu charakteru na boisku nie brakuje.

Na pewno pomogło mi to, że w klubie fajnie zareagowano. Zwykle gdy wydarzy się tragedia rodzinna, mówią „idź na tydzień na urlop, uporządkuj swoje sprawy i wróć”. A tu było na odwrót. Nie było czegoś na zasadzie „odpocznij i radź sobie sam z tym”, było raczej „grasz normalnie, my ci pomożemy”. Cała Gieksa – i szatnia, i sztab, i klub – jest bardzo pomocna. A to, co się dzieje teraz wokół Hani, to już w ogóle przechodzi ludzkie pojęcie.

W jaki sposób szatnia i klub ci pomagają?

Każdy z chłopaków dokłada swoją cegiełkę do licytacji. Na przykład Zbyszek Wojciechowski zna się bardzo dobrze z Łukaszem Piszczkiem i poprosił go o koszulkę z autografem. Małe rzeczy, ale naprawdę bardzo ważne. Wielu chłopaków samodzielnie zaangażowało się w zbiórkę. Jako klub tak samo – pełne wsparcie. Choćby promowanie tych licytacji. Małe rzeczy, a jakby je złożyć w całość wychodzi wielka pomoc.

Jakbyś nie mógł przyjechać na trening, bo trzeba coś zrobić z Hanią, zostanie to odebrane w klubie ze zrozumieniem?

Tak. Trener Górak też jest bardzo rodzinnym i charakternym człowiekiem, więc rozmowy są konkretne. Gdyby nagle wypadło, że trzeba jechać z Hanią do szpitala czy na jakąś konsultację na drugi koniec Polski, mógłbym to zrobić. Jeden dzień bez treningu nikomu nie zaszkodzi. A w obecnej sytuacji wszystko jest zrozumiałe. Dlatego też mówię o pomocy ze strony klubu. Klub mógłby nie wyrazić zgody, a jest pełne wsparcie. Odczuwam je na co dzień. Jestem za to wdzięczny i zawsze będę. W ciężkiej sytuacji ludzie jednak pomagają.

W jaki sposób wyrzucić takie rzeczy z głowy, gdy jesteś na boisku?

Ciężko o tym nie myśleć przed treningiem, przed meczem. Zwłaszcza, gdy szatnia jest zaangażowana w pomoc tobie, nie jesteś w stanie tych tematów omijać. Wydaje mi się, że jak już wychodzisz na boisko, pojawia się adrenalina, nie myślisz o tym. Nagle jesteś w innym świecie. Dochodzą emocje, przeciwnik, piłka. Starasz się skoncentrować na meczu. Na razie chyba w miarę dobrze mi to idzie. Nie zauważyłem, żebym był nieobecny, żeby głowa była gdzieś indziej. Ale jesteśmy tylko ludźmi, dochodzą emocje, adrenalina, staram się sobie z tym radzić.

Czyli to, co w domu, żadnego przełożenia nie ma.

Nie wiem, ciężko mi to określić, należałoby spytać trenera! Jeżeli kopałbym się po czole, to bym nie grał. Pół żartem, pół serio. Na dzień dzisiejszy jesteśmy liderem drugiej ligi, więc na razie zrobiliśmy krok milowy, by wrócić tam, gdzie byliśmy przed chwilą. Ale przed nami jeszcze troszkę tych spotkań, niełatwych. W drugiej lidze łatwiej się gra takie mecze, jak ostatnio z Górnikiem Polkowice – lider z wiceliderem. Naprawdę fajne spotkanie jak na trzeci poziom rozgrywkowy. Dużo trudniejszymi meczami są te, gdzie my gramy o awans, a ktoś o utrzymanie. Wtedy musimy pokazać swoją wyższość w tej lidze. A uważam, że pomału – choć może źle to zabrzmi – zaczynamy przerastać tę drugoligową rzeczywistość. Ale mówić sobie można, trzeba to udowodnić na boisku.

Póki co to udowadniacie, ale zdajesz sobie pewnie sprawę, że Gieksa to klub przeklęty…

No właśnie są różne opinie. Jestem tu już cztery lata. Fakt, że wynik sportowy to jedno. Wielu ludzi się mnie pyta, jak żyję z kibicami, bo kibice kiedyś wywiesili transparent „Ekstraklasa albo śmierć” i różne takie. Że za duża presja. Kiedyś po przegranym barażu w tamtym sezonie powiedziałem w wywiadzie dla TVP Sport:

Presję to ma ojciec, gdy jego dziecko jest na OIOM-ie.

Grałeś baraż wtedy, gdy Hania faktycznie była na OIOM-ie?

Chwilę po, Hania była już w domu. Nie wszystkim się „chwaliłem”, że taka sytuacja ma miejsce. Wiedzieli najbliżsi i osoby w klubie. Wiele osób jest teraz pewnie zdziwionych, że coś takiego wychodzi.

Jeśli chodzi o Gieksę, na razie wynik sportowy nie idzie w parze z tym, co tu się dzieje. Jeśli chodzi o kibiców, otrzymujemy naprawdę mega wsparcie. W drugiej lidze potrafią jechać w tysiąc osób na wyjazd. Naprawdę nie możemy narzekać i zrzucać porażek na presję czy coś takiego. To śmiesznie brzmi. Nie widziałem, żeby ktoś kogoś zabił za to, że przegrał mecz.

Pytając o to, czy GKS to klub przeklęty, bardziej miałem na myśli sport. Choćby spadek – nie miał prawa wam się przydarzyć, a jednak się przydarzył.

Andrzej Witan do tej pory mi się śni po nocach.

Nie dziwię się.

Nawet do dziś nie wiem, jak to opisać.

Skoro jesteście klubem przeklętym, muszę zapytać – co teraz pójdzie nie tak?

Wszystko pójdzie dobrze! Po spadku doszło w klubie do zmian. Nie ma wymiany dziesięciu zawodników co pół roku, a w wielu klubach to się dzieje. Obecnie dochodzi do nas po 2-3 wartościowych zawodników. Choćby teraz przyszedł Rafał Figiel, który grał w tym sezonie w Ekstraklasie. Wchodzi do drugiej ligi i myślę, że jest bardzo wartościowym zawodnikiem. Tamten rok, gdy odpadliśmy w barażu, troszkę nam pokazał, ile jeszcze pracy przed nami i naszymi młodymi zawodnikami. Ale przez to, że dalej została ta sama ekipa, doświadczona o poprzedni sezon, jesteśmy mocniejsi niż rok temu. Dlatego śmiem twierdzić, że możemy tego już nie wypuścić.

Wróćmy do zbiórki. Jakich pieniędzy w skali miesiąca potrzebujecie?

To jest uzależnione od tego, jak skonstruujemy plan z fizjoterapeutami. Jak zliczyliśmy, na razie sama rehabilitacja to średnio około 5 tysięcy złotych. Raz coś wypadnie, raz coś dodamy. Zastanawiamy się nad pewnymi rzeczami do rehabilitacji, przy których doszłyby koszta. Na przykład siedzonko, dzięki któremu Hania mogłaby samodzielnie siedzieć. Bo przez to, że nie trzyma główki, nie jest jej łatwo siedzieć w normalnym bujaczku. Chcemy też kupić siedzenie, by można było jej podawać posiłki czy położyć zabawkę. Pomału mogą dochodzić takie większe koszta. Nie wiem, co będzie za miesiąc-dwa.

Jeśli mielibyście inne środki, moglibyście pójść w inną rehabilitację? W lepsze, skuteczniejsze metody?

Nie, to nie jest tak. Większe koszty są wtedy, jeśli na przykład okaże się, że Hania nie będzie mogła chodzić. Potrzebny wtedy będzie specjalistyczny wózek. Normalny kosztuje 3 tysiące, a specjalistyczny może kosztować 15 tysięcy. Dochodzą do tego różne rzeczy. Takie siedzonko też nie jest takie jak dla zdrowego dziecka za 500 złotych, ale musisz wydać 5 tysięcy. Koszty mogą narosnąć. Ale walczymy o to, by wystarczyła tylko rehabilitacja. Tego nie jesteśmy na dzień dzisiejszy przewidzieć. Wszystko zależy od Hani, od tego, jak sama będzie się rozwijać.

Zbieracie więc trochę środki na teraz, trochę na przyszłość?

Tak. Ogólnie to ta cała zbiórka wyszła niespodziewanie. Zgłosiliśmy Hanię do fundacji. Nagle żona dostała maila, że Hania została przyjęta i ma otworzone swoje subkonto. Udostępniłem u siebie link. Myślałem raczej o tych, którzy jeszcze nie rozliczyli się z jednego procenta, taki był cel.

A to, co się stało później… Miazga. Wiele klubów, nawet takich, z którymi nie mam nic wspólnego – nie grałem dla nich, nie mam żadnej historii z nimi związanych, może znam jedną osobę – oferują taką pomoc, że niekiedy brakuje słów, by to opisać. Niektóre kluby dzwoniły i proponowały, że są w stanie przywieźć nam sprzęt rehabilitacyjny, jeśli chcemy. Na dzień dzisiejszy środki są wykorzystywane na rehabilitację, chociaż z licytacji nie korzystamy. Na dziś mam dwie nogi, dwie ręce, jestem w stanie samą grą w piłkę zagwarantować rehabilitację. Fundusz, który zbieramy na Hanię, może być wykorzystywany na przykład na turnus rehabilitacyjny, który zaczyna się od 5 tysięcy wzwyż. Jeśli pojawią się większe koszty, pokryjemy je ze zbiórek.

Naprawdę fajnie, że wszyscy się zjednoczyli. Pokazuje to, że jesteśmy solidarnym środowiskiem.

Mój klub, którego jestem wychowankiem, Zagłębie Lubin, wypuścił ostatnio koszulkę na 75-lecie z dedykowanym nazwiskiem Błąd. Takie małe rzeczy, a robią niesamowity efekt. Bardzo dużo klubów zaoferowało pomoc. Nawet poprzez same koszulki, które ciągle do nas spływają. Teraz graliśmy na Lechu Poznań i dostałem cztery koszulki do licytacji. Miłe rzeczy. Choć nie jestem w żaden sposób związany z tymi klubami, same wychodzą inicjatywą, wsparciem. Jesteśmy chyba mocnym środowiskiem. Potrafimy pomóc drugiej osobie, bezinteresownie. Nie pozostawiamy nikogo samemu.

Chcesz w jakiś sposób podziękować tym wszystkim osobom?

Chyba nie ma na to słów. Każdemu, kto do mnie dzwoni, dziękuję osobiście. Ale można też podziękować teraz. Ciężko jest opisać słowami to, jakie wsparcie dostaję. Jest mi bardzo miło, całe środowisko zareagowało na tę sytuację. Jesteśmy z żoną bardzo wdzięczni, że możemy liczyć na te wszystkie osoby. Słowa nie są w stanie tego wszystkiego opisać. Jakbym miał każdemu z osobna dzisiaj podziękować, to musiałbym napisać z czterysta listów. Bardzo mi miło.

Jak chciałbyś, by wyglądały przyszłe miesiące Hani?

Marzę, żeby była samodzielna i mogła korzystać z życia. To tyle. Chcemy doprowadzić do tego, by nie była więźniem swojego ciała. O to walczymy, o tym marzymy.

Rozmawiał JAKUB BIAŁEK

ZBIÓRKA DLA HANI BŁĄD

LICYTACJE KOSZULEK DLA HANI BŁĄD

Suche Info
18.08.2022

Papszun: Sędziowanie było dziś skandaliczne

Raków Częstochowa ograł dziś Slavię Praga 2:1, ale w spotkaniu nie zabrakło kontrowersji. Sędziowie w kilku przypadkach pomylili się na korzyść czeskiej drużyny. Marek Papszun odniósł się do kwestii sędziowania podczas konferencji pomeczowej: – Sędziowanie było skandaliczne. Trzeba być ślepym, żeby dostrzegać te „spalone” przy mijankach, wydumane faule, kiedy Ivi mógł wychodzić sam na sam. Brak VAR-u jest niepojęty. To absurd. Delegaci potrafią się przyczepić […]
18.08.2022
Suche Info
18.08.2022

Lech już prowadzi. Znów trafia Velde [WIDEO]

Lech Poznań właśnie rozgrywa mecz z F91 Dudelange i już prowadzi 1:0. W 6. minucie Kolejorz zdobył pierwszą bramkę w tym spotkaniu. Autorem gola był Kristoffer Velde, który w tegorocznych eliminacjach do europejskich pucharów zaliczył już trzecie trafienie. Wcześniej zdobywał po golu w meczach rewanżowych z Vikingurem i Karabachem Agdam. Tym razem bardzo przytomnie zachował się w polu karnym. Wykorzystał bierność rywali i zaskoczył bramkarza gości. Wcześniej zmarnował […]
18.08.2022
Weszło
18.08.2022

Oni centrostrzałem, Raków Lopezem i Tudorem

To nie był typowy dzień w pucharowej robocie. Raków tym razem stracił gola. Po raz pierwszy w tegorocznych eliminacjach. Po raz drugi – biorąc pod uwagę mecz, bo jednostkowo: czwarty – jego bramkarz musiał wyciągać piłkę z siatki. Mimo to ekipa Marka Papszuna ugrała dobry wynik ze Slavią Praga. 2:1. Ale czy na tyle dobry, by nie mieć obaw przed rewanżem? No cóż – niekoniecznie. Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że „Medaliki” powinny wyciągnąć z tego […]
18.08.2022
Suche Info
18.08.2022

Złodzieje zabrali zegarek Robertowi Lewandowskiemu, ale już został odzyskany

Skradziono zegarek Roberta Lewandowskiego, ale już został odzyskany. Przed dzisiejszym treningiem reprezentant Polski doświadczył przykrego zdarzenia. Pod ośrodkiem treningowym FC Barcelony dwójka złodziei zabrała Robertowi Lewandowskiemu zegarek, ale sprawców zamieszania udało się złapać i odzyskano wartościowy przedmiot. Podobno wartość tego zegarka wynosi około 70 tysięcy euro. „Sport” podał informacje, że Polak wyruszył za sprawcami samochodem i policja zapewniła piłkarzowi bezpieczeństwo. „Mundo Deportivo” dodaje, […]
18.08.2022
Suche Info
18.08.2022

Spektakularne trafienie Iviego Lopeza [WIDEO]

Raków Częstochowa rozgrywa właśnie mecz ze Slavią Praga w ramach 4. rundy el. do Ligi Konferencji UEFA. W 29. minucie Ivi Lopez zaprezentował po raz kolejny próbkę swoich umiejętności. Najpierw zdecydował się na drybling, a następnie uderzył w długi róg bramki strzeżonej przez Alesa Mandousa. Po chwili bramkarz czeskiej drużyny musiał wyciągać piłkę z siatki. W tym momencie Raków prowadzi u siebie 1:0. Ivi Lopez jest niesamowity #RCZSLP […]
18.08.2022
Suche Info
18.08.2022

Legia Warszawa rozpoczęła sprzedaż koszulek retro

Legia Warszawa rozpoczęła sprzedaż koszulek retro, które są ukłonem dla kibiców lubiących klimat lat 90. W komunikacie zamieszczonym przez klubowe media Legii możemy przeczytać: – Trykoty są odwzorowaniem koszulek meczowych z lat 90. – od kroju, poprzez kolory, fakturę i wykończenia. Modele koszulek zostały wybrane przez kibiców w głosowaniu. Do sprzedaży trafiły koszulki domowe na wzór tych z sezonów 93/94 i 95/96 oraz wyjazdowe z sezonu 95/96. Inicjatywa stołecznego klubu […]
18.08.2022
La Liga
13.08.2022

Mrożek, papież i Lewandowski. Jak i dlaczego Barcelona kocha Polskę?

Pisarze, artyści i ludzie teatru. Religia, show telewizyjne i język. Katalonię, a w szczególności Barcelonę, łączy z naszym krajem wiele, nawet jeśli nie mieliśmy o tym pojęcia. Robert Lewandowski trafił do miejsca, w którym „Polak” brzmi równie dumnie, co nad Wisłą. Camp Nou, najsłynniejszy stadion całej Katalonii. Tysiące ludzi na trybunach zbiera się, żeby powitać przybysza z Polski. Zna go cały świat, ale oni, mieszkańcy Barcelony i okolic, mieli na tyle szczęścia, że wybrał właśnie […]
13.08.2022
Ekstraklasa
22.07.2022

Semedo: Noga wygięła mi się tak, że koledzy płakali. Do mnie dotarło to dopiero w szpitalu

Futbolu uczył się w Sportingu, jednej z najlepszych akademii w Portugalii. Grał w najgorszej drużynie na Cyprze, która nie wygrała ani jednego meczu, a sezon później został MVP ligi, notując 15 bramek i 15 asyst. Przed potencjalnym transferem doznał koszmarnej i – jego zdaniem – głupiej kontuzji. O pokrętnych ścieżkach kariery piłkarza, najpiękniejszym miejscu na mapie Portugalii, zjebkach od starszyzny w Championship i reprezentacji Republiki Zielonego Przylądka, która czerpie siłę z zawodników wyszkolonych […]
22.07.2022
Weszło Extra
18.07.2022

Konoplanka: Marcelo, Ramos, Dani Alves? Kiwałem każdego!

Czy posiada czarny pas w karate? Dlaczego nie ogląda meczów piłki nożnej? Czy Ekstraklasa jest słabą ligą? Jak to możliwe, że nie pamięta nazwisk swoich kolegów z Cracovii? O co ma żal do Grzegorza Krychowiaka? Jak Ever Banega korzystał ze swojego mózgu? Dlaczego Leon Goretzka rusza się jak RoboCop i nie poradziłby sobie w Hiszpanii? Dlaczego bał się Unaia Emery’ego? Czy Juande Ramos miał rację, kiedy krzyczał: „Czternaście milionów? Konoplanka wart jest […]
18.07.2022
Weszło
18.07.2022

Pirania. Historia Piniego Zahaviego

Pini Zahavi nie wie, czym są sentymenty. W świecie futbolu nie dzieli ludzi na przyjaciół i wrogów. Wokół siebie dostrzega jedynie aktualnych, byłych lub przyszłych kontrahentów. Dlatego w topowych klubach zdają sobie sprawę, że najlepiej zacisnąć zęby i żyć z nim w zgodzie. Mają świadomość, że Pini Zahavi daje, by odebrać. I odbiera, by dać. W 2017 roku to właśnie on przeprowadził transfer Neymara z Barcelony do Paris Saint-Germain, a pięć lat później zaserwował Katalończykom na srebrnej […]
18.07.2022
Weszło
14.07.2022

„Dzika” Zachód w Kołobrzegu. Wszystkie absurdy Kotwicy [REPORTAŻ]

Istnieje taki klub na północy Polski, gdzie wszystko odbywa się na opak. Gdzie podpisując kontrakt, musisz liczyć na dobrą formę, bo „jeśli nie grasz, umowa przestaje obowiązywać”. Gdzie jednego dnia prezes wmawia piłkarzom, że symulują kontuzje, by następnego zesłać ich do rezerw. Gdzie piłkarz z pękniętą czaszką leczy się na Śląsku, ale nagle, na kaprys prezesa, musi rzucić wszystko i wrócić kilkaset kilometrów. Gdzie klub przegrywa wszystkie rozprawy […]
14.07.2022
Weszło Extra
07.07.2022

Caryca z Zabrza. Czy Górnik służy do wygrywania wyborów?

W 170-tysięcznym mieście znajduje się klub, na którego mecze potrafi przyjść 23 tysiące kibiców. Zaangażowanych, wielopokoleniowych, pamiętających ogromne sukcesy Górnika Zabrze. To kibice są grupą społeczną, na której najłatwiej wygrać wybory samorządowe. Górnik Zabrze jest od 2011 roku miejskim klubem. Jego strata z ostatnich lat wynosi 133 miliony złotych. Dlaczego miasto utrzymuje klub, który jest nierentowny? Górnik Zabrze jest trawiony przez notoryczne problemy finansowe. W 2014 roku […]
07.07.2022
Liczba komentarzy: 20
Subscribe
Powiadom o
guest
20 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Miltiadis
Miltiadis
1 rok temu

Po tak prowadzonej akcji porodowej skończyłbym zapewne w areszcie z zarzutami co najmniej ciężkiego pobicia. Bardzo współczuję i trzymam kciuki

Pisowska morda zdradziecka.
Pisowska morda zdradziecka.
1 rok temu

Napiszcie do fundacji tzw. Pro-life. Oni ponoć się troszczą o dzieci. Zaznaczam „ponoć” bo zdziwicie się odpowiedzią

Ksiądz pedofil
Ksiądz pedofil
1 rok temu

pro-lify minusują. jak zwykle mocni tylko w gębie

Bobby
Bobby
1 rok temu

Lecz się gdzie indziej

Tralalala
Tralalala(@tralalala)
1 rok temu

Czytając tę rozmowę, właśnie o tym pomyślałem. Widzę, że nie ja jedyny i uprzedziłeś mnie z tym komentarzem. +1.

Amber Mozart
Amber Mozart
1 rok temu

Da się wpłacić bez licytacji? Bo w sumie koszulek mi nie trzeba a też mam córeczkę Hanię

Michał Kołkowski
Michał Kołkowski(@m-kolkowski)
1 rok temu
Reply to  Amber Mozart
zenek_ze_wsi
zenek_ze_wsi
1 rok temu

Dziękuję za podanie adresu, dzięki czemu mogłem opłacić godzinę rehabilitacji. Wiem co czuje A. Błąd bo 26 lat temu w podobnej sytuacji straciłem jedną z dwóch córek bliźniaczek. Druga sama teraz rehabilituje bo jest fizjoterapeutką i masażystką.

Patryk
Patryk
1 rok temu

Ja wpłaciłem 200 zł na tye było mnie stać. Mam nadzieję, że więcej osób wpłaci!

Mambo Namber Fajf
Mambo Namber Fajf
1 rok temu

W którym szpitalu w Katowicach?

Morfeusz
Morfeusz
1 rok temu

Całe Mickiewicza z Lubina, tutaj gdzie się wychowales trzyma za całą rodzinkę kciuki. Dużo zdrówka dla Hanii!!!!

napalony na kurwiszona
napalony na kurwiszona
1 rok temu

Jak chcecie pomoc to dawac nr konta do dokonania wplat w kraju jak i za granica Podajecie ze istnieje subkonto fundacji Prosze o podanie danych

Donald Trump Mexico
Donald Trump Mexico
1 rok temu

Brawo dla Wesżło za tę akcję. Nie pierwszą zresztą.

napalony na kurwiszona
napalony na kurwiszona
1 rok temu

Mala uwaga Nr konta dla wplat krajowych i zagranicznych powinien byc umiejscowiony pod kazdym artykulem dotyczacym Hani

Grzegorz
Grzegorz
1 rok temu

Bardzo współczuję. Mój syn urodził się 6 kwietnia 2020. Też widziałem po raz pierwszy po kilku dniach.

Stanowskiii! Dalej będziesz bezmyślnie popierał to co wyprawia MZ?

Kesper
Kesper
1 rok temu

Wpłaciłem grosik mimo tego, że Pana Adriana kojarzę z Arki czyli wroga Lechii. W takiej sytuacji nie mają znaczenia klubowe niesnaski. Zdrowia dla córeczki !

Karol Wadowicki
Karol Wadowicki
1 rok temu

Oczywiście stanowski który gówno by zjadł dla reklam do pisu nie zająknie się słowem o 2 miliardach rocznie na kurwizję z których została okradziona Hania i jej podobne dzieci…

Janson
Janson
1 rok temu

Ciekawe czemu cicho siedzą kowidiańscy debile piszący o ciężko chorych znajomych, którzy źle się czuli?

Jacek
Jacek
1 rok temu

Jednego nie rozumiem. Dlaczego Kedziora nie da mu jednej pensji i odpisze od podatku wplaty charytatywnej? Narod nie jest bogaty, a zwykle rodziny biedniejsze przez pandemie. Przeciez mogliby to zrobic po cichu i zrzucic sie na to. Rozumiem, ze nie musza i sami pracuja na swoje pieniadze, ale czlowiek, ktory zarabia tyle siana tygodniowo ma czyste sumienie dajac koszulke i wiedzac, ze pomoga ludzie, ktorzy sami potrzebuja?

koli
koli
1 rok temu

zabrzmi dziwnie, ale mam bardzo silne przeczucie, że będzie dobrze!