To już oficjalne: miesiąc miodowy Roberta Kasperczyka w Ekstraklasie się skończył. To znaczy, skończył się już jakiś czas temu, ale teraz nie można mieć do tego najmniejszych złudzeń. Zwycięstwa z Legią i Górnikiem na otwarcie rundy były imponującym startem, ale od tamtej pory?
Przypomnijmy wyniki Podbeskidzia od trzeciego meczu 2021 roku.
– 1:1 z Cracovią (wyjazd)
– 1:1 z Jagiellonią (dom)
– 0:1 z Rakowem (w)
– 2:2 z Lechią (d)
– 1:2 ze Stalą Mielec (w)
– 0:2 z Wartą (w)
Mecze bardzo różne, bywały dobre fragmenty, bywało, że Podbeskidzie grało rzetelnie w tyłach, ale bardzo niepokojące dla kibiców Górali muszą być dwa ostatnie mecze, bowiem to przecież porażki z innymi beniaminkami. W tak ważnych dwóch spotkaniach nie zrobić ani jednego punktu – to może podłamać zespół.
Co więcej, Robert Kasperczyk na konferencji prasowej zauważył, że znowu Podbeskidzie ciągną na dno błędy indywidualne (transkrypcja za WP Sportowe Fakty): – Było jasne, że ten kto zdobędzie gola, odniesie zwycięstwo. Niestety popełniliśmy dziecinny błąd i to on spowodował, że gospodarze otworzyli wynik. Dokonaliśmy kolejnych zmian, ale co najbardziej zatrważające, popełniliśmy jeszcze jeden błąd przy naszym stałym fragmencie. W efekcie poszła kontra i zrobiło się 0:2.
Tyle dobrego, że teraz przerwa na kadrę. Spokój i praca u podstaw – to przyniosło skutek podczas przerwy zimowej. Zobaczymy, czy Kasperczyk znowu znajdzie odpowiedź na problemy bielszczan.
Fot. FotoPyK