Z cyklu „nieoczywiste transfery”: Jakub Arak w Rakowie

Paweł Paczul

18 lutego 2021, 20:31 • 3 min czytania

Reklama
Z cyklu „nieoczywiste transfery”: Jakub Arak w Rakowie

Raków jest konsekwentny na wielu polach. Od lat ma tego samego trenera, tenże trener wymyślił oryginalny w naszych warunkach system gry, sam klub regularnie idzie do góry. Dostrzegamy jeszcze co najmniej jedną konsekwencję – otóż Raków bierze napastników, którzy nie słyną ze zdobywania bramek. Tym razem padło na Jakuba Araka.

Od momentu awansu do Ekstraklasy klub z Częstochowy zaprosił w swoje progi:

  • Kolewa, który miał osiem goli w lidze przed transferem
  • Forbesa, trzy trafienia
  • Zawadę, siedem goli
  • Gutkovskisa, 11 sztuk

Jeszcze może te liczby tak sucho podane nie brzmią najgorzej, ale trzeba przecież pamiętać, że Kolew kompromitował się w Arce, Zawada miał właściwie jedną przyzwoitą rundę, a potem też nie odpalił w Gdyni. Z kolei Gutkovskisa nie bez powodu ekstraklasowe boiska nie widziały przez dwa sezony.

Wychodziło różnie. Kolew przepadł kompletnie i szybko wyleciał, potwierdził, że to nie gdyńskie powietrze mu szkodziło, tylko brak umiejętności. Gutkovskis pudłuje w tym sezonie regularnie. Niby ma pięć bramek, ale dwa z karnych, Ekstrastats liczy mu marne 28% wykorzystanych okazji. Zawada? Sportowo kiepściutko – jedna bramka – ale przynajmniej finansowo dobrze, bo jakimś cudem Koreańczycy wyłożyli za niego w przeliczeniu milion złotych. Najlepiej pod względem piłkarskim wypada z tego grona Forbes, który w lidze sieknął 10 sztuk, choć koniec końców odchodził do Wisły Kraków jako zawodnik rezerwowy.

Reklama

Bilans nie jest więc koszmarny, coś się ugrało, coś zarobiło, ale skoro udało się ściągnąć kozaków w postaci Tudora czy Tijanicia, to pewnie i napastnik – bez cudowania – by się znalazł. Ale nie, bo Papszun uparł się na gościa wysokiego i silnego. Niekoniecznie skutecznego.

ARAK TO ZUPEŁNIE INNY TYP ZAWODNIKA

Na to wszystko wjeżdża Arak, który owszem, nie jest skuteczny, ale też nie jest wysoki i silny. Odrósł od ziemi na 183 centymetry, trudno go kojarzyć z rozbijania defensywy przeciwnika. Prawdę mówiąc w ostatnim czasie trudno go kojarzyć z czegokolwiek. Mało grał, a sporo się leczył. Jego ostatni w miarę niezły okres przypada na sezon 2018/19, czyli dość dawno temu. Wtedy jako-tako Lechii pomagał w walce o puchary, strzelił jedną bramkę, zaliczył trzy asysty, w tym tak ważną na Lechu, gdzie Lechia wygrała 1:0 i potwierdziła spore aspiracje.

Natomiast patrząc na całokształt: będzie w Gdańsku zapomniany po tygodniu. Optymistycznie licząc. Cały jego bilans sprowadza się do 41 spotkań i tej jednej, jedynej brameczki z Miedzią Legnica.

Reklama
Owszem, grał mało, miał wspomniane kontuzje, ale mimo wszystko trudno powiedzieć, by z nielicznych szans mocno korzystał.

Wydawało się, że w wieku zaraz 26 lat czego go degradacja, a tak naprawdę zaliczył awans sportowy, bo przecież Raków jest wyżej w tabeli i ma lepsze perspektywy niż Lechia. Natomiast częstochowianie mocno potrzebowali napastnika, zostali z jednym Gutkovskisem, pojawiła się okazja, więc skorzystali. A biorąc pod uwagę, że Marek Papszun w Weszłopolskich wspominał o dwóch transferach na tę pozycję, da się założyć, że Arak będzie wyborem numer trzy. No, chyba że Raków ściągnie Kuświka, cholera wie.

Oddajmy Papszunowi jedno – czasem pudłuje na rynku, biorąc piłkarzy nieoczywistych, ale umie trafić i zawodnika odrestaurować. Najlepszym przykładem niech będzie Marcin Cebula. W Koronie synonim nieefektywności, a w Rakowie facet, który notuje porządne liczby. Trudno tego progresu nie zauważyć.

Tyle że Arak jest przypadkiem trudniejszym. Jego naturalniejszym środowiskiem wydawała się pierwsza liga, tam strzelał całkiem przyzwoicie, a w Ekstraklasie – czy to w Lechii, czy w Ruchu Chorzów – nie był goleadorem, mówiąc eufemistycznie. Ale cóż, może w Rakowie okaże się tym przyzwoitym jokerem za pewnie nieduże w skali ligi pieniądze. W nic więcej nie wierzymy. Jeśli jednak Papszun zbuduje Araka do mocniejszej roli, będzie trzeba ruszyć na poszukiwania. Paktu z diabłem, który podpisał.

Fot. 400mm.pl

Reklama
Paweł Paczul

Na Weszło pisze głównie o polskiej piłce, na WeszłoTV opowiada też głównie o polskiej piłce, co może być odebrane jako skrajny masochizm, ale cóż poradzić, że bardziej interesują go występy Dadoka niż Haalanda. Zresztą wydaje się to uczciwsze niż recenzowanie jednocześnie – na przykład - pięciu lig świata, bo jeśli ktoś przekonuje, że jest w stanie kontrolować i rzetelnie się wypowiedzieć na tyle tematów, to okłamuje i odbiorców, i siebie. Ponadto unika nadmiaru statystyk, bo niespecjalnie ciekawi go xG, półprzestrzenie czy rajdy progresywne. Nad tymi ostatnimi będzie się w stanie pochylić, gdy ktoś opowie mu o rajdach degresywnych.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Weszło