Stal Mielec… Wisła Płock… Poniedziałek 18:00…

redakcja

Autor:redakcja

08 lutego 2021, 11:34 • 4 min czytania

Reklama
Stal Mielec… Wisła Płock… Poniedziałek 18:00…

Czasami jest tak, że z góry wiecie, że w danej sytuacji nie wydarzy się – jak w komedii Koterskiego – nic śmiesznego. Impreza organizowana przez kumpla-przegrywa w piwnicy, randka w kinie na komedii romantycznej, na której punkcie oszalała druga połówka, szybka kolacja w przydrożnym barze przy trasie E7. Idziesz i wiesz, że nic cię nie zaskoczy. Że to niezbyt istotny element twojego życia, generalnie – strata czasu.

I dokładnie takie wrażenie mamy, widząc, co na dzisiejszy wieczór przygotowała dla nas Ekstraklasa. Żeby nie było, że narzekamy dla samego narzekania – chętnie się miło zaskoczymy. Aczkolwiek ta chęć nie jest podparta zbyt wieloma logicznymi argumentami. Stal Mielec podejmuje Wisłę Płock w poniedziałek o 18:00. Czy coś w ogóle jeszcze trzeba dodawać?

Pewną przesłanką mówiącą za tym, że może jednak dziś nie będzie tak źle, jest ścisk, jaki zrobił się w dole tabeli. Przed sezonem myśleliśmy, że fakt jednego spadkowicza trochę zabije nam emocje w końcówce stawki. Wyobrażaliśmy sobie scenariusz, w którym jedna drużyna nagle zaczyna odstawać i cała walka o utrzymanie traci sens.

Ale już teraz możemy powiedzieć, że do niczego takiego raczej nie dojdzie. Wystarczy rzucić okiem, jak ciasno jest w tym sektorze tabeli.
  • 11. Wisła Płock – 19 punktów
  • 12. Wisła Kraków – 17 punktów
  • 13. Warta Poznań – 17 punktów
  • 14. Cracovia – 16 punktów
  • 15. Podbeskidzie Bielsko-Biała – 15 punktów
  • 16. Stal Mielec – 14 punktów

Dla porządku faktograficznego – tyle samo punktów, co „Nafciarze”, ma Lech Poznań, lecz mimo wszystko uznajemy to za chwilową dewiację, która zaraz zakończy się szybszym bądź powolniejszym marszem w górę. W dole tabeli jest ciekawie. Żadna z ekip nie może pozwolić sobie na stratę punktów. Podbeskidzie się ogarnęło i nie jest już parodią defensywnej piłki. Warta ciągle trzyma jakiś poziom i jest w stanie urywać punkty. Wisła Kraków za Hyballi wygląda co najmniej obiecująco. Cracovia może i dołuje, ale przecież ma – na tle rywali – jakościowych zawodników.

Reklama

Dlatego mamy pewność, że i Stali, i Wiśle będzie dziś bardzo, bardzo zależało na punktach. Gdyby Stal była trochę skuteczniejsza, w meczu ze Śląskiem Wrocław powinna przywitać wiosnę zimę kompletem oczek. Abstrahując już od faktu, że na tamten mecz nie dało się patrzeć, generalnie mielczanie – od kiedy mają w swoich szeregach Leszka Ojrzyńskiego – są na krzywej wznoszącej.

Na poparcie tej tezy, garść faktów:
  • przegrali tylko jeden mecz ligowy na sześć (wcześniej sześć na dziewięć),
  • notują średnią 1,5 punktu na mecz (wcześniej 0,55)
  • wygrali z Legią,
  • tracą 1,33 gola na mecz (wcześniej 2,22)

Już teraz Leszek Ojrzyński wykręcił więcej punktów niż jego poprzednik, a przecież wciąż przepracował mniej meczów. Stal też – wygląda na to – wzmocniła się zimą. Pewnym odkryciem może być Albin Granlund, którego obecność sprawia, że lewonożny Flis nie będzie już musiał pomykać na prawej stronie. Zaczął nieźle – włączał się do ofensywy, dublował pozycję środkowego napastnika, z tyłu baboli nie popełniał. De Amo – gdy już wejdzie do drużyny – na papierze też ma wszystko, by dać radę. Jankowski wydaje się być też wzmocnieniem szytym na miarę. Co do Kolewa, wolelibyśmy przemilczeć sprawę, bo przecież znamy logikę Ekstraklasy – a mówi ona tak, że rosły napastnik, który przez 2,5 roku strzelił dwa gole, sieknie pewnie ze cztery bramki.

Nie napiszemy więc, że Stal jest w gazie, ale Stal na pewno jest znacznie lepsza niż na początku sezonu. W gazie za to wydaje się być Wisła Płock, która wygrała trzy mecze z rzędu, co jest pewną nagrodą za cierpliwość wobec trenera. Pod koniec sezonu w klubie na poważnie rozważano, czy misja z Sobolewskim na pokładzie dalej ma sens. Wyczekano moment, no i okazało się, że płocczanie potrafią punktować – na deski położyli Lechię, Podbeskidzie i Zagłębie. Wiadomo – ręce na kołdrę i tak dalej, mimo to trudno nie docenić tego przełomu.

Reklama
Fot. FotoPyK

Dzisiejszy mecz ma też pewien pozaboiskowy kontekst. Leszek Ojrzyński prowadził Radosława Sobolewskiego w Górniku Zabrze w sezonie, gdy ten spadał do pierwszej ligi. Sobolewski wówczas przez większą część wiosny nie był zdolny do gry. Przed meczem, Leszek Ojrzyński wbił mu szpileczkę na konferencji prasowej: – Współpraca słabo wyglądała. Radek jako piłkarz myślał już chyba o trenerce i było to nieprofesjonalne podejście, bo piłkarz zawsze powinien myśleć o tym, że jego pierwszą rolą jest gra na boisku i wykonywanie poleceń.

Smaczku sytuacji dodaje fakt, że to Sobolewski przyszedł na miejsce Leszka Ojrzyńskiego. Choć pamiętamy, jaka była sytuacja – trener sam musiał zrezygnować z prowadzenia Wisły z powodów osobistych. Sam wspomina zresztą utrzymanie „Nafciarzy” jako najtrudniejszą misję w swojej karierze. Miał na nią dziewięć meczów, zaczął od czterech wygranych z rzędu i rzutem na taśmę uratował ligę dla Płocka. A teraz jest na dobrej drodze, by to samo zrobić w Mielcu.

Fot. FotoPyK

Reklama

Najnowsze

Ekstraklasa

Misiura ma kolejny problem. Piłkarz nie zagra do końca sezonu

Jan Broda
0
Misiura ma kolejny problem. Piłkarz nie zagra do końca sezonu
Ekstraklasa

Widzew nie wpuści kibiców Górnika. Powodem rozwalone kible

Jan Broda
14
Widzew nie wpuści kibiców Górnika. Powodem rozwalone kible

Weszło