Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Nowy pomocnik Brighton, Kabak w Liverpoolu i powroty z Championship – okienko transferowe w Anglii

Jan Piekutowski

Autor:Jan Piekutowski

02 lutego 2021, 14:10 • 9 min czytania 3 komentarze

Chociaż 30 dni zimowego okienka transferowego było równie pasjonujące co starcie Stali Mielec ze Śląskiem Wrocław, to jego ostatni dzień wynagrodził nam trudy z nawiązką. Deadline Day w Anglii przyniósł nam kilka zaskakujących rozwiązań. Niektórzy się cieszą, inni zgrzytają zębami, bo rośnie im kolejny rywal do wyjściowego składu. 

Nowy pomocnik Brighton, Kabak w Liverpoolu i powroty z Championship – okienko transferowe w Anglii

Anomalią, którą siłą rzeczy musimy zaznaczyć, była bezczynność Kamila Grosickiego. Zwykle zaczynał się dla niego najbardziej intensywny dzień w roku. A wczoraj nic. Chillerka, utopia przed telewizorem. Polak zamiast szukać minut w Championship, Turcji lub Ligue1, gdzie kilka klubów zażarcie o niego walczyło, postanowił zostać w West Bromwich Albion. Przed nim zadanie niełatwe, bo musi mierzyć się nie tylko z kilkom rywalami (beniaminek ściągnął Roberta Snodgrassa), ale też niechęcią ze strony trenera.

Na szczęście dla kibiców znacznej części drużyn Premier League, ich kluby wykazały się nieco bardziej wzmożoną aktywnością. Dziury w obronie – i to dwiema łatami! – starał się zakryć Liverpool, Brighton wyciągnęło wonderkida z Ameryki Południowej, a na Goodison Park zawitał był kumpel z szatni Artura Boruca.

Kolejne osłabienie Marsylii

Gdyby Stade Vellodrome opuścił jeszcze Duje Caleta-Car, Arek Milik mógłby zacząć zastanawiać się, co on najlepszego zrobił. Marsylia na boisku prezentuje się koszmarnie, kibice zaatakowali klubową bazę, ich najlepszego obrońcę chciał Liverpool, Nemanja Radonjić trafił do Herthy, a przecież jeszcze Morgan Sanson zasilił Aston Villę. No nie wyglądało to najlepiej.

Na szczęście Francuzi nie ugięli się, odrzucili ofertę The Reds, która rzekomo opiewała na 23 miliony euro i koniec końców trzeba było żegnać się jedynie ze wspomnianym Serbem oraz 26-letnim pomocnikiem. Chociaż “jedynie” to nie jest najbardziej trafne sformułowanie – Sanson był jednym z ciekawszych zawodników całej Ligue1. Dla The Villans będzie cennym nabytkiem.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Chociaż nie jest powiedziane, że od razu trafi do wyjściowej jedenastki. Pozycja Douglasa Luiza oraz Jacka Grealisha jest niepodważalna. Ross Barkley świetnie wprowadził się do składu, a John McGinn doskonale uzupełnia się z pozostałymi zawodnikami. Francuz ma zatem problemy i to jeszcze zanim wyszedł z bloków startowych. Ale nie powinien się szczególnie martwić.

Barkley jest jedynie wypożyczony z Chelsea, która może nie chcieć pozbywać się Anglika. Douglas Luiz ma zapisaną kwotę odkupu, którą Manchester City prawdopodobnie aktywuje latem, przygotowując pomocnika do zastąpienia Fernandinho. Biorąc pod uwagę takie okoliczności, Sanson prędzej czy później stanie się istotnym elementem układanki Deana Smitha. Umiejętności na pewno ma.

 W tym sezonie Ligue1 ma wyższą średnią asyst na mecz niż Dimitri Payet, czy wspomniany Radonijć. Ustępuje nieco starszemu koledze pod względem wykreowanych szans, ale z drugiej strony bardzo często udziela się w defensywie, co czyni z niego uniwersalnego piłkarza.

Sam Dean Smith nie kryje, że Sanson może być bardzo przydatny w kontekście gry na różnych pozycjach:

“Ma zdolność do podawania i tworzenia okazji. Jest również w stanie przebić się przez linię pomocy rywala, bo dysponuje odpowiednią dynamiką. Będziemy mieli z niego pociechę – to hybrydowy piłkarzy, który może grać na 6, 8 i 10”. 

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Patrząc na kwotę transferu – 14 milionów funtów, oczywistym jest, że The Villans zrobili świetny interes. Latem za 26-latka Marsylia wołała ponad dwa razy tyle. Nie ma co kryć – z nim Arek Milik miałby znacznie łatwiejsze życie.

Niechciany przez Sousę

Kolejny transfer z Ligue1, który zasilił klub z Premier League, jest znacznie skromniejszy. Beniaminek Fulham, ściągnął na wypożyczenie Josha Maję, obecnie reprezentującego Bordeaux. Dla nas jest to o tyle ciekawe, że Nigeryjczyk (urodzony w Anglii) nie tylko był jednym z głównych bohaterów serialu “Sunderland ‘Til I Die”, ale też tym piłkarzem, na którego nie chciał stawiać Paulo Sousa.

Jakiś czas temu tak pisaliśmy o wojażach Portugalczyka jako szkoleniowca Żyrondystów: “Gdy przejmowali [Amerykanie – przyp.red.] władzę trzy lata temu, obiecywali, że podstawą Bordeaux będą młodzi zawodnicy. Tymczasem szkoleniowiec szedł swoją drogą. Kounde wyjechał do Hiszpanii, zaś w ataku najczęściej biegał nie perspektywiczny Josh Maja, ale 35-letni Jimmy Briand.”

Działo się tak mimo tego, że wychowanek Czarnych Kotów dawał podstawy ku temu, by częściej na niego stawiać. Był energiczny, znacznie bardziej ruchliwy niż podstarzały Briand, wydawał się również pewniejszy pod bramką rywala. Nie potrafił się jednak w Bordeaux zadomowić i postanowił wrócić do Anglii.

Wraca też na samo Craven Cottage, bo chociaż do Sunderland wychował go piłkarsko, to pierwsze szlify zbierał właśnie z Fulham. W tym momencie wydaje się być odpowiednim człowiekiem w odpowiednim czasie, bo chociaż Scott Parker znacznie poprawił defensywę, jego drużynie brakuje klasowego napastnika. Mitrović zawodzi, Kamarę wypchnięto z klubu. Maja ma zatem szansę, by dokończyć kilka spraw.

Starzy znajomi

Podobnie sprawy mają się z zawodnikami, którzy albo wracają do Premier League, albo wracają pod skrzydła byłch menadżerów. Joshua King trafił z Bournemouth do Evertonu, zaś Jesse Lingard zasilił West Ham United. Oba transfery są dość – ujmijmy to w ten sposób – unikatowe.

BOURNEMOUTH POKONA SHEFFIELD WEDNESDAY? KURS NA WISIENKI: 1,51 W EWINNER!

Chociaż wiele osób dziwiło się, dlaczego Norweg nie został w angielskiej ekstraklasie od razu po tym, jak Bournemouth zostało relegowane, ten sezon rozwiewa kilka wątpliwości. King był bowiem tragiczny – nie potrafił strzelić ani jednej bramki w Championship, trafiając jedynie w Pucharze Anglii. Swojego ostatniego ligowego gola wbił 26 lipca 2020, gdy trafił przeciwko… Evertonowi. W tym samym meczu zanotował jeszcze asystę, a jego klub rozbił The Toffees aż 3:1.

Być może wrażenie, które wówczas 29-latek zrobił na Carlo Ancelottim jest tak silne, że doświadczonego włoskiego szkoleniowca trzyma aż do teraz. O Kinga zabiegało kilka innych klubów, lecz napastnik Bournemouth był zdecydowany na przenosiny na Goodison Park. Przekonała go osobista interwencja trenera Evertonu.

King ma zatem masę do udowodnienia, ale i tak pozostaje pod tym względem za Lingardem. Sprowadzenie Anglika do West Hamu United raczej nie ucieszyło fanów Młotów. Zawodnik Manchesteru United stał się raczej memem, potrafił zanotować niemal cały rok bez zdobycia bramki lub zanotowania asysty. A jednak David Moyes chciał go u siebie.

Jest to o tyle ciekawe, że Szkot – kiedy jeszcze prowadził Czerwone Diabły – nie chciał na Lingarda stawiać. Wypożyczył Anglika do Birmingham City, Brighton oraz Leicester i koniec końców nie zagrał u niego ani minuty. Teraz prawdopodobnie się to zmieni, tym bardziej, że ściągnięto go za drobną opłatą, lecz patrząc na skład West Hamu i to, w jakim stylu budowana jest drużyna, można się podrapać w głowę.

Nowy rywal dla Kuby Modera

Nieco więcej sensu ma natomiast ruch, który wykonało Brighton. Na The Amex zawitał Moises Caicedo z ekwadorskiego Independiente del Valle. Pomocnik uchodzi za jeden z największych talentów piłki latynoamerykańskiej i miały o niego walczyć takie marki jak Chelsea, Manchester United i Real Madryt. Coś jednak musi być na rzeczy, skoro 19-latek ostatecznie zasilił Mewy.

Być może jednak przez chłopaka przemawiał rozsądek, bo przebić się do składu wyżej wymienionych drużyn byłoby znacznie ciężej, niż w przypadku Brighton. Tak czy inaczej, to transfer w 100% obliczony na przyszłość, bo mówi się, że Ekwadorczyk trafi najpierw do drużyny rezerw, gdzie będzie zbierał niezbędne szlify. Ma jednak na to trochę czasu, bo w ekipie Grahama Pottera powoli szykuje się zmiana pokoleniowa.

Anglik dysponuje całym zastępem zawodników, którzy systematycznie zbliżają się do drugiego brzegu rzeki – Adam Lallana ma 32 lata, Davy Propper 29, Pascal Gross 29. Jasne, nie ma co z nich robić piłkarskich emerytów, lecz patrząc na dotychczasową tendencję Pottera, bardziej prawdopodobne jest, że w za dwa lata wyfruną z klubu, niż będą grali w podstawowym składzie.

Dla Kuby Modera Caicedo może być jednak problematyczny. Jasne – Polak kosztował więcej, jest na ten moment bliżej pierwszego składu, lecz musi wykorzystywać każdą daną mu szansę, bo za plecami czai się przedstawiciel jednej z nielicznych pozytywnych stron Brexitu.

Czystka w Arsenalu

Gdyby Mikel Arteta był nastolatkiem z ciętym językiem, który kończy toksyczny związek, mógłby powiedzieć tylko: “Śmieci same się wyniosły”. Arsenal opuścił Sead Kolasiniać (Schalke), Mesut Ozil (Fenerbahce), Skhordan Mustafi (Schalke), zaś z Sokratisem rozwiązano kontrakt. Wszyscy – w większym lub mniejszym stopniu – mieli z hiszpańskim szkoleniowcem na pieńku i wykonywali krecią robotę. Tym razem okazało się jednak, że łatwiej wyrzucić niepotrzebnych graczy, niż zwalniać trenera.

W gruncie rzeczy żaden z nich już nie oferował Kanonierom niczego. Pobierali wysokie (albo gargantuiczne) tygodniówki, przesiadywali na trybunach, a gdy grali, to włosy rwał nawet Zinedine Zidane. Do tego nastawiali szatnię przeciwko Artecie, więc pozbycie się ich, może otworzyć kolejny rozdział w historii pracy 38-letniego menadżera.

ARSENAL OGRA WOLVERHAMPTON? KURS: 2,16 W TOTOLOTKU!

Tym bardziej, że w zamian otrzymał Martina Odegaarda, czyli gościa, który na The Emirates będzie chciał coś udowodnić. Uniwersalność Norwega może być niezwykle przydatna, szczególnie w kontekście zastąpienia Ozila przez Smitha-Rowe’a. Chociaż Arsenal ściągnął go na wypożyczenie bez opcji wykupu, to niewykluczone, że jeśli pewien Francuz pozostanie trenerem Realu Madryt, londyński klub po 22-latka sięgnie w bardziej zdecydowany sposób. Szczęśliwie dla nich, klubowa kasa zwolniła sporą sumę.

Ilu piłkarzy potrzeba, by zastąpić jednego Virgila Van Dijka?

Chociaż żarty na temat wkręcania żarówki przez określoną liczbę osób, są prawdopodobnie jednymi z najgorszych na świecie – umieścilibyśmy je gdzieś pomiędzy facetem przebranym za babę, a skrajnie zniewieściałym homoseksualistą, to poniekąd dobrze oddają charakter transferów Liverpoolu.

The Reds ściągnęli ostatniego dnia okienka transferowego dwóch piłkarzy. Dwóch środowych obrońców. Dwóch po to, by miał kto z Virgila Van Dijka grać.

No i jeszcze za Fabinho, Matipa i żeby Jordan Henderson mógł wrócić do pomocy. Krótko mówiąc: Klopp potrzebował nowych defensorów jak tlenu i otrzymał jego podwójną dawkę. Szkopuł tkwi w tym, że to nie są najbardziej ekskluzywne wybory.

O Bene Daviesie pisaliśmy dla was już wczoraj i konkluzja była jedna – Liverpool nie straci pod względem finansowym, ale jeśli idzie o aspekt sportowy kwestia ta nie maluje się już tak różowo. Nie dość, że 25-latek jest piłkarzem Preston North End, to jeszcze w tym przeciętnym klubie Championship gra jeden z gorszych sezonów, nie zawsze występując w pierwszej jedenastce.

Drugim klepniętym piłkarzem jest Ozan Kabak i tutaj znowu dokonano transferowego majstersztyku. Obrońcę Schalke wypożyczono na pół roku za totalne grosze, a co więcej, Liverpool nie ma obowiązku wykupu Turka. Jeśli się nie sprawdzi, to bez żadnych sentymentów zostanie odesłany do Niemiec. Jeśli nie zawiedzie, zostanie na Anfield. Nie ma co ferować wyroków, ale patrząc na jego postawę w ostatnim czasie, więcej postawilibyśmy na opcję numer dwa.

Jakiś czas temu uchodził on za jeden z największych talentów Bundesligi, lecz teraz sytuacja nieco się zmieniła. 20-latek rozczarowuje (średnia not na SofaScore – 6.53), lecz nie jest to specjalnie trudne w takim klubie jak Schalke. Obrońca dostosował się poziomem do tego, co prezentuje cała drużyna z Zagłębia Ruhry. Talent jednak posiada i być może jest on jedynie przykryty warstewką kurzu. Jeśli ktoś ma posiadać odpowiednią ściereczkę do polerki, to właśnie Jurgen Klopp.

LIVERPOOL STRACI GOLA Z BRIGHTON? KURS: 1,70 W SUPERBET!

Nie będzie jednak nadużyciem, jeśli stwierdzimy, że w obu transferach Liverpool ryzykuje. Finansowo się obronią, ale czy obaj defensorzy nie zostaną zweryfikowani przez boisko? Prawdopodobnie przekonamy się już bardzo niedługo. Kontuzjami swymi The Reds mogliby poruszyć z posad niebo.

To oczywiście nie wszystko, bo kluby zasilili także: Willian Jose (Wolverhampton), Okay Yokuslu (WBA), Amad Diallo (Manchester United), Jean-Philippe Mateta (Crystal Palace), Charlie Austin (QPR), Conor Hourihane (Swansea City), Joe Willock (Newcastle United), czy Ainsley Maitland-Niles (WBA).

Fot. Newspix

Angielski łącznik

Rozwiń

Najnowsze

Anglia

Anglia

Pochettino o wypominaniu drogich transferów Chelsea: – To irytujący problem

Kamil Warzocha
2
Pochettino o wypominaniu drogich transferów Chelsea: – To irytujący problem
Anglia

“Auty nie są seksowne”, ale Puszcza ma to gdzieś. O niedocenianym elemencie piłki

Szymon Piórek
11
“Auty nie są seksowne”, ale Puszcza ma to gdzieś. O niedocenianym elemencie piłki
Anglia

Znamy ćwierćfinalistów Pucharu Anglii. Emocje do samego końca w 1/8 finału

Paweł Wojciechowski
0
Znamy ćwierćfinalistów Pucharu Anglii. Emocje do samego końca w 1/8 finału

Komentarze

3 komentarze

Loading...