Spośród szesnastu rozegranych w ostatnich dwóch dniach meczów Ligi Mistrzów, piętnaście odbyło się bez udziału publiczności. Nawet państwa dość liberalnie podchodzące do obostrzeń koronawirusowych, stadiony pozostawiają puste, niezależnie od tego, jak doniosłą okazją jest mecz europejskich pucharów. Grecja, Francja, Ukraina, oczywiście Niemcy czy Anglia – hymn Ligi Mistrzów niósł się po trybunach echem niezagłuszonym choćby przez symboliczne grupki fanów. 

Piętnaście pustych stadionów i oprawa

No i był też mecz w Krasnodarze, gdzie hymn Champions League wysłuchało ponad 10 tysięcy widzów, którzy z flagami i dopingiem wspomagali swoich ulubieńców w meczu z Sevillą.

Rosja. Węgry. Białoruś. Ostatnie szańce bronią lub broniły jeszcze niedawno świat futbolu przed ostrym stwierdzeniem: fanów nie ma. Ale nie da się jednocześnie krytykować tych, którym aktualnie na trybunach hula wiatr. Europa bowiem nie do końca zapomniała o kibicach, wręcz przeciwnie – cały czas kombinuje, jak tu uchylić zamknięte na cztery spusty furtki stadionowe.

***

Niektórzy, zwłaszcza na początku rozpisywania planów powrotu do futbolu podczas wiosennego lockdownu, kreślili katastroficzne wizje. Świat piłki nożnej teraz dopiero zauważy, jak wielkie możliwości otwiera wyzbycie się tej lokalnej narośli, jaką są fanatycy na trybunach. Pesymiści już widzieli nowy wspaniały świat, gdzie na miejscach dawnych kibiców ustawia się manekiny, wcześniej zakupione przez wiernych fanów z Azji czy USA. Doping puszcza się z taśmy. Raz na zawsze kończy się z niepokornymi przyśpiewkami, z pirotechniką, rasizmem, transparentami UEFA=MAFIA. Sektory, te niezajęte przez tekturowe postacie czy spersonalizowane lalki, przykrywa się wielkoformatowymi planszami sponsorskimi.

Dziś już wiadomo, że były to kompletnie bezpodstawne obawy, a tęsknocie kibiców za stadionami może się równać wyłącznie tęsknota stadionów za kibicami.

Nawet te najmocniej skomercjalizowane ligi, gdzie wpływy ze sprzedaży biletów to ułamek tego, co klub zarabia na transmisjach telewizyjnych czy sprzedaży gadżetów na całym świecie, tęsknią za swoimi lokalsami. Wystarczy włączyć dowolny mecz, od polskiej I ligi, przez Bundesligę czy Premier League, aż po prestiżowe międzynarodowe rozgrywki. Okrzyki trenera Tułacza podczas meczu Puszczy Niepołomice to fajna odskocznia od normalności, ale jednak od Niepołomic po Londyn – mecz bez kibiców smakuje inaczej. Gorzej. Jest po prostu wybrakowany.

Dostrzegają to dziennikarze, dostrzegają to piłkarze, trenerzy, biznesmeni, sponsorzy – właściwie każdy, kto chłonie futbol. Obecnie posiadamy zaledwie protezę prawdziwego sportu. Nigdy w życiu byśmy jej nie oddali, to nasza gwarancja psychicznej równowagi w szalonym świecie. Ale jednocześnie wiemy, ze nie zastąpi prawdziwej kończyny.

Dlatego coraz więcej państw kombinuje i – co tu kryć – sprawdza, jak radzą sobie ci, którzy stadionów do końca nie zamknęli.

Najciekawszy przykład to bez żadnych wątpliwości Węgry.

Viktor Orban obecnie rządzi w dość niezwykłych okolicznościach stanu wyjątkowego – może swobodnie omijać parlament, wydając specjalne dekrety. Ten stan jest już u bratanków solidnie przetestowany, trwa nie od wczoraj i właściwie sprawdza się ani lepiej, ani gorzej niż systemy przyjęte w innych państwach Europy. Dziś Węgry już dołączyły do grona państw, gdzie stadiony pozostają zamknięte, ale trudno tu nie dopatrzyć się charakterystycznego dla Orbana „kumatego” spojrzenia na kwestie czysto piłkarskie.

Pierwsze, dość drastyczne obostrzenia, to przecież pierwsze dni listopada. Węgry miały już m.in. godzinę policyjną, dość twarde ograniczenia w handlu i usługach, zakaz zgromadzeń, wyłączone restauracje czy hotele. Ale stadiony jeszcze przez dwa tygodnie normalnie przyjmowały kibiców. Dzięki temu na meczu Ligi Mistrzów przeciw Juventusowi, Puskas Arena w Budapeszcie zapełniła się 20 tysiącami fanatyków Fradi.

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, stadion i tłum

Fot. FradiMob

Chwilę później, 8 listopada, na obiekt zdołało się jeszcze wcisnąć blisko trzy tysiące fanów, gdy Ferencvaros opędzlował u siebie Mezokovesd. Niestety, Orbanowi zabrakło dosłownie paru dni, by pozwolić jeszcze swoim rodakom na wspólne świętowanie awansu na Euro 2021. Jeszcze pięć dni przed meczem z Islandią, który miał przesądzić o tym, kto zagra na przyszłorocznym turnieju, normalnie prowadzono sprzedaż biletów. Na trybunach miało zasiąść około 18 tysięcy ludzi, decyzję o tym, że to jednak zbyt duże ryzyko, podjęto dosłownie kilkadziesiąt godzin przed pierwszym gwizdkiem.

Biorąc jednak pod uwagę, że Orban od początku swoich rządów futbol stawia na bardzo wysokim miejscu listy priorytetów – można się spodziewać, że być może jeszcze w tej edycji europejskich pucharów, kibice Ferencvarosu będą mogli powrócić na stadion. Zresztą, mówimy o człowieku, który postawił obiekt na 4 tysiące widzów, akademię i bazę treningową z prawdziwego zdarzenia, w swojej rodzinnej miejscowości. Nie byłoby w tym może nic dziwnego, gdyby nie to, że Felcsut to mieścinka niewiele większa od naszej Niecieczy.

Nie po to Puskas Academy awansowała do węgierskiej elity i kwalifikacji europejskich pucharów, żeby teraz rodzinny Felcsut nie mógł się rozkoszować grą swojej dumy na żywo.

Trochę szydzimy, ale mimo wszystko – te Węgry jakoś przywracają nam wiarę, że to wszystko nie potrwa długo.

Orban, ze swoim piłkarskim fiołem, jest tylko jeden, ale przecież kibiców mniej lub bardziej zagorzałych znajdziemy w polityce tysiące. Oni wszyscy też tęsknią za rozśpiewanymi trybunami i zwyczajnym futbolowym klimatem.

Ten ostatni możemy znaleźć właściwie już tylko w Rosji. Białoruś już w czasie lockdownu była traktowana jako ciekawostka – więc zapoznaliśmy się dogłębnie z jej sceną kibicowską. Facet wkraczający w środku pierwszej fali koronawirusa z harmonią na trybuny to świetny obrazek i sympatyczny folklor, ale delikatnie rzecz ujmując – jednak nie tego szukamy. Węgry się zamknęły. Serbia się zamknęła.

Zostaje wspomniany na wstępie Krasnodar, ale i drużyny moskiewskie czy Zenit Sankt Petersburg.

Zenit, który do tego stopnia dba o zachowanie pozorów normalności, że z ostatniego domowego meczu Ligi Mistrzów uczynił prawdziwe ultrasowskie święto.

Na stadionie w Petersburgu zameldowało się ponad 20 tysięcy widzów. Mecz z Lazio oczywiście miał normalny, głośny doping, fanatycy wykreślili do tego efektowną sektorówkę, która zakryła całą trybunę za bramką. Dorzucili do tego specjalny klip, trochę „making of”, trochę uzupełnienie jej treści.

Można? A jak, można. W ostatniej kolejce ligowej na ośmiu stadionach najwyższej rosyjskiej ligi zasiadło łącznie blisko 40 tysięcy widzów. To zresztą też wynik dostosowywania taktyki do występujących okoliczności. Jak podaje portal EuroNews, kibicom Spartaka władze Moskwy ograniczyły możliwości oglądania meczów domowych poprzez dodatkową redukcję dostępnych miejsc. Dlaczego? Bo pierwsze obostrzenia zignorowano, liczebność publiki przekraczała wyznaczone limity.

Zenit na takie problemy jak dotąd nie narzeka, nie narzeka też z pewnością Gazprom, sponsor zarówno klubu, jak i rozgrywek Ligi Mistrzów. Normalna atmosfera na spotkaniach tego turnieju, nawet gdy chodzi o mecz z trzeciego szeregu, jakim jest bój Lazio z Zenitem, to coś bezcennego. Przypominajka, że my tu jeszcze wszyscy wrócimy.

Jesteśmy dalecy od stwierdzenia, że rosyjska wyrozumiałość wobec kibiców to rządowa pokazówka, mająca przykryć choćby problemy służby zdrowia.

W Europie już nie ma właściwie miejsca na takie domysły, skoro sąsiedzkie kraje są w stanie wdrażać kompletnie różne strategie walki z koronawirusem. Rosjanie uznali, że te kilkanaście tysięcy kibiców na ogromnych stadionach nie pogorszy sytuacji i w tym postanowieniu się trzymają. Zresztą, te kraje, które obecnie mierzą się z problemem pustych trybun, regularnie zasypują naukowców i badaczy kolejnymi zleceniami. Te najnowsze ustalenia to angielska robota, Boris Johnson, premier Wielkiej Brytanii, mniej więcej nakreślił założenia, które mają być wprowadzane już w przyszłym tygodniu.

Anglia planuje na początku powrót maksymalnie 4 tysięcy widzów na każdym ze stadionów – w regionach, w których sytuacja pandemiczna będzie najlepsza. Trochę na wzór naszych stref czerwonej, żółtej i zielonej, Anglicy będą mieć „tier” 1, 2 oraz 3. Stadiony zlokalizowane w miejscach, gdzie zakażeń będzie najwięcej, nadal pozostaną puste. Poza tym jednak tam, gdzie kibice wrócą na trybuny, będą panowały dość twarde zasady regulujące ich pobyt na sektorach. To jednak znamy doskonale ze stadionów Ekstraklasy, dystans społeczny, dezynfekcja, maseczki – Anglia prochu na pewno nie wymyśli.

Traktuje to jako punkt wyjścia – powiedział Sean Dyche, menedżer Burnley, który jako pierwszy miał okazję skomentować nowe wytyczne na konferencji prasowej. – Mamy nadzieję, że szybko uda się poszerzyć tę liczbę miejsc. Tęskniliśmy za naszymi kibicami.

Założenie jest proste – wpuszczać ludzi i sprawdzać, czy rozegranie meczów z udziałem kibiców nie przyczynia się do skoku zakażeń w regionie. Nie jest też wielką tajemnicą, że Anglia chce ratować w ten sposób całkiem spore przedsiębiorstwa, jakimi są dziesiątki klubów na poziomach Championship, League One czy League Two. O ile Premier League przez kryzys przeszła w miarę suchą stopą, o tyle zespoły z niższych lig walczą o przetrwanie. Dla nich wpuszczenie na trybuny jakiejkolwiek grupy kibiców, to możliwość uregulowania choć części narastających zaległości.

Czy to także prognoza dla reszty Europy?

Cóż… Tak. Już teraz porównując pierwszy, wiosenny lockdown i walkę Europy z drugą falą widać dość istotne różnice. Futbol, poza nielicznymi wyjątkami jak liga czeska, nie zatrzymał się ani na moment, ba, normalnie grane były mecze reprezentacyjne, w tym te wymagające przelotów nad oceanem, do strefy CONMEBOL. Coraz częściej, gdy dochodzi do decydowania pomiędzy ostrożnością a utrzymywaniem płynności w biznesie, politycy decydują się na tę w teorii bardziej ryzykowną ścieżkę.

Poza tym rośnie przecież liczba ozdrowieńców, którzy przynajmniej przez jakiś czas są odporni. A są też i przykłady państw, gdzie pandemia po prostu wygasa. Trudno o bardziej działający na wyobraźnie przykład niż Australia. W jednym z regionów wyspy, konkretnie w Queensland, liczba zakażeń w pewnym momencie spadła do kilku przypadków dziennie. Jakie zdarzenie obrano za symboliczny koniec etapu twardych obostrzeń?

Mecz rugby z 50-tysięczną publiką, bez dystansu społecznego i maseczek.

Na razie możemy patrzeć z zazdrością, ale… możemy też chyba patrzeć z nadzieją. Normalność kiedyś wróci, jej namiastki już się pojawiają, od Rosji, przez Węgry, po Anglię. Cytując klasyka: skoro bocian może, to my też możemy.

Byle do wiosny.

Fot.Newspix

Siatkówka
05.07.2022

Druga porażka Grbicia. Polacy przegrali z Iranem

Na ostatni turniej Ligi Narodów Polacy przyjechali do Gdańska. Wcześniej w Ottawie zanotowali trzy zwycięstwa, ulegając tylko Włochom, a w Sofii nie dali szans między innymi Brazylii czy USA. W ojczyźnie mieli walczyć o wygranie fazy zasadniczej, ale zaczęli… od falstartu. Dziś w ERGO Arenie ulegli Iranowi po pięciu emocjonujących setach (25:21, 23:25, 22:25, 27:25, 7:15).  Mecze z historią Wiadomo, że gdy spotykają się Polska z Iranem, na parkiecie często dzieją się ciekawe rzeczy. […]
05.07.2022
Suche Info
05.07.2022

Trener Karabachu: „Zagraliśmy dobrze, a w rewanżu zagramy jeszcze lepiej”

Lech Poznań wygrał 1:0 z Karabachem Agdam w pierwszym meczu 1. rundy eliminacji do Ligi Mistrzów. Mimo niekorzystnego wyniku, szkoleniowiec przyjezdnych, Gurban Gurbanow, pozytywnie ocenił postawę swojego zespołu. – Przegraliśmy ten mecz, ale uważam, że zagraliśmy dobrze. Jestem przekonany, że za tydzień w rewanżu zagramy jeszcze lepiej. Przed przerwą, kiedy straciliśmy jedynego gola, na pewno nie byliśmy zespołem gorszym od Lecha. Powiedziałbym nawet, że zagraliśmy lepiej od gospodarzy – […]
05.07.2022
Weszło
05.07.2022

Van den Brom: Nie mówcie, że Ekstraklasa jest słaba

– Musieliśmy być dzisiaj odpowiedzialni w tyłach. Dlatego zagraliśmy nieco inaczej. To nie jest „mój” sposób gry w piłkę, to nie DNA klubu. Ale sytuacja była inna. Liga Mistrzów, pierwszy mecz sezonu, bardzo wymagający rywal. To wszystko razem wzięte sprawiło, że podjęliśmy decyzję o takiej grze – powiedział John van den Brom po zwycięstwie Lecha Poznań nad Karabachem (1:0). Spisaliśmy najważniejsze wątki z pomeczowej konferencji trenera Kolejorza. O samym […]
05.07.2022
Weszło
05.07.2022

Velde znów nie wykorzystał szansy

Zwykło mówić się, że zwycięzców się nie sądzi. Musimy dziś jednak znów pochylić się nad Kristofferem Velde, który ma za sobą kolejny bezbarwny mecz naznaczony błędami. Dostał kolejną szanse w Lechu, tym razem mając czystą kartę u nowego szkoleniowca. I szansę tę zmarnował. Nie tego spodziewano się po transferze Norwega. Sama obecność Kristoffera Velde w pierwszej jedenastce zelektryzowała kibiców Lecha Poznań. Dlaczego John van den Brom od razu chce […]
05.07.2022
Suche Info
05.07.2022

Inaki Williams będzie reprezentował Ghanę

Inaki Williams stracił nadzieję na występy w reprezentacji Hiszpanii. 27-letni napastnik Athleticu Bilbao podjął zatem decyzję, że zaakceptuje zaproszenie na zgrupowanie kadry Ghany. Williams w hiszpańskiej drużynie narodowej już wprawdzie zadebiutował, lecz tylko w spotkaniu towarzyskim. Z tego względu wciąż może sobie pozwolić na zmianę barw. Rodzice napastnika pochodzą z Ghany, a tamtejsza federacja mocno zabiegała o pozyskania gracza Athleticu. No i w końcu się udało. – Dzisiaj zaczyna się nowe […]
05.07.2022
Suche Info
05.07.2022

Andrzej Strejlau pożegnał Janusza Kupcewicza. „Na zawsze zostaniesz w sercach”

Na swoim koncie twitterowym Andrzej Strejlau pożegnał Janusza Kupcewicza. 20-krotny reprezentant Polski wczoraj nieoczekiwanie  zmarł. – Niespodziewanie odszedł do boskiej drużyny medalista mistrzostw świata, Janusz Kupcewicz. Znakomity technik i taktyk, imponował kreowaniem gry w klubach i reprezentacji oraz kolejnym pokoleniom młodzieży. Na zawsze zostaniesz, Janusz, w sercach nie tylko sportowej społeczności – napisał Strejlau. Żal po stracie przyjaciela wyraził też w rozmowie z „Faktem” Grzegorz Lato. – Cały […]
05.07.2022
Siatkówka
05.07.2022

Druga porażka Grbicia. Polacy przegrali z Iranem

Na ostatni turniej Ligi Narodów Polacy przyjechali do Gdańska. Wcześniej w Ottawie zanotowali trzy zwycięstwa, ulegając tylko Włochom, a w Sofii nie dali szans między innymi Brazylii czy USA. W ojczyźnie mieli walczyć o wygranie fazy zasadniczej, ale zaczęli… od falstartu. Dziś w ERGO Arenie ulegli Iranowi po pięciu emocjonujących setach (25:21, 23:25, 22:25, 27:25, 7:15).  Mecze z historią Wiadomo, że gdy spotykają się Polska z Iranem, na parkiecie często dzieją się ciekawe rzeczy. […]
05.07.2022
Weszło
05.07.2022

Van den Brom: Nie mówcie, że Ekstraklasa jest słaba

– Musieliśmy być dzisiaj odpowiedzialni w tyłach. Dlatego zagraliśmy nieco inaczej. To nie jest „mój” sposób gry w piłkę, to nie DNA klubu. Ale sytuacja była inna. Liga Mistrzów, pierwszy mecz sezonu, bardzo wymagający rywal. To wszystko razem wzięte sprawiło, że podjęliśmy decyzję o takiej grze – powiedział John van den Brom po zwycięstwie Lecha Poznań nad Karabachem (1:0). Spisaliśmy najważniejsze wątki z pomeczowej konferencji trenera Kolejorza. O samym […]
05.07.2022
Weszło
05.07.2022

Velde znów nie wykorzystał szansy

Zwykło mówić się, że zwycięzców się nie sądzi. Musimy dziś jednak znów pochylić się nad Kristofferem Velde, który ma za sobą kolejny bezbarwny mecz naznaczony błędami. Dostał kolejną szanse w Lechu, tym razem mając czystą kartę u nowego szkoleniowca. I szansę tę zmarnował. Nie tego spodziewano się po transferze Norwega. Sama obecność Kristoffera Velde w pierwszej jedenastce zelektryzowała kibiców Lecha Poznań. Dlaczego John van den Brom od razu chce […]
05.07.2022
Weszło
05.07.2022

Trzymajmy się tego, że liczy się wynik, a Lech go ma

Najgorszy możliwy rywal do wylosowania. Przewaga w jakości i doświadczeniu międzynarodowym. Faworyt dwumeczu. Prawie każdy zgadzał się z tymi komentarzami przed starciem Lecha Poznań z Karabachem Agdam. Dawno minęły czasy, w których na przeciwnika z Azerbejdżanu mogliśmy patrzeć lekceważąco i z poczuciem wyższości. To już nie wróci. Boisko potwierdziło, że Karabach jest naprawdę dobrą drużyną, którą trudno będzie wyeliminować. Jest to jednak do zrobienia. Lech Poznań – Karabach 1:0. Jakość piłkarska po stronie […]
05.07.2022
Ekstraklasa
05.07.2022

Radomiak otrzymał ofertę za Karola Angielskiego. Sprzedaż coraz bliżej

Karol Angielski w przyszłym sezonie nie zagra w Ekstraklasie. Radomiak Radom otrzymał właśnie konkretną ofertę transferową za swojego napastnika, który wkrótce przeniesie się do ligi tureckiej. Polski klub pobije dzięki temu rekord, jeśli chodzi o kwotę ze sprzedaży zawodnika. Zgodnie z tym, o czym informowaliśmy kilka dni temu, Karol Angielski jest coraz bliższy odejścia z Radomiaka Radom. Tureckie media przekazały, że zawodnik jest już dogadany z tamtejszym Sivassporem. […]
05.07.2022
Tenis
05.07.2022

Navratilova, Graf i Świątek. O wielkich tenisowych seriach zwycięstw

Iga Świątek w sobotę przegrała z Alize Cornet w III rundzie Wimbledonu i zakończyła swoją serię wygranych meczów z rzędu na 37. To wielkie osiągnięcie, najlepsze w XXI wieku. Nie łapie się jednak nawet do… dziesięciu najlepszych serii w historii ery open (od 1968 roku). W dodatku Martina Navratilova, przewodząca tej klasyfikacji, zaliczyła kiedyś 74 wygrane spotkania z rzędu. Dwa razy więcej od Igi. Druga Steffi Graf – chronologicznie „najnowsza” […]
05.07.2022
Liczba komentarzy: 4
Subscribe
Powiadom o
guest
4 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Poznanski raper Peja
Poznanski raper Peja(@poznanski-raper-peja)
1 rok temu

Chcącemu nie dzieje się krzywda. 🙂

kuter
kuter
1 rok temu

Volenti non fit iniuria.

Sewer
Sewer
1 rok temu

Nie zgodzę się że wpływy z dnia meczowego są ułamkiem budżetu. Kluby potrafią zarobić kilka mln euro na dniu meczowym. 17 kolejek u siebie plus puchary może zrobić z tego 50mln euro profitu w sezonie

damianoitaliano
damianoitaliano
1 rok temu

Politycy, biznesmeni, a w szczególności telewizje mówiły, że tęsknią za kibicami, a w głowie mieli tylko profity z wykupowania abonamentów, oszczędności w obstawianiu meczów policją itd. Grubo się przeliczyli, bo przeciętny kibic z browarem w ręku w dupie ma oglądanie padaki typu ekstraklasa w telewizji i nie zamierzał abonamentu wykupować, a jak już oglądali jakiś pojedynczy mecz to na streamie albo w tvp, bo akurat leci jakiś ”darmowy” mecz. Na ekstraklasę chodzi się dla atmosfery kibicowskiej, posiedzieć z kumplami a nie na wirtuozerie defensywy Podbeskidzia. W Premier League podobnie (byłem, widziałem) kibice idą do pubów napić się piwa pośpiewać, na stadionie pół tej atmosfery nie ma co w pubach, tam się ultrasi przeniesi z nowobogackich stadionów, sky sports wykupują azjaci.