post Przemysław Michalak

Opublikowane 22.10.2020 11:51 przez

Przemysław Michalak

Przemysław Macierzyński mając 16 lat i 116 dni zadebiutował w Ekstraklasie jako zawodnik Lechii Gdańsk. Stał się pierwszym chłopakiem z rocznika 1999, który zagrał w polskiej elicie. Ciągu dalszego jednak nie było, a jego kariery wcale nie przyspieszyło pójście do juniorów Benfiki Lizbona. Dziś wciąż dość młody napastnik (21 lat) próbuje się odbić w III lidze w barwach Warty Gorzów Wielkopolski. Opowiada nam o swoich błędach – sodówce, imprezach, naruszeniu nietykalności sędziego, naiwności. Mówi też, kto w Benfice najbardziej mu imponował, a kto sprawiał wręcz odwrotne wrażenie. Zapraszamy. 

Komu będziesz kibicował w meczu Lech – Benfica?

Lechowi. Od małego jestem kibicem „Kolejorza”, jako dzieciak jeździłem z tatą i braćmi na jego mecze. Wszytko grzecznie, na sektorach rodzinnych. Mieliśmy 150 kilometrów w jedną stronę, więc od czasu do czasu można było się wybrać. Po wyjechaniu z domu siłą rzeczy zdarzało się to rzadziej.

Jak wspominasz pobyt w Benfice?

Spędziłem w niej półtora roku, z czego grałem przez rok. Pierwszą rundę straciłem, nie zdążyli mnie zgłosić i tylko trenowałem. Potem zacząłem grać, najczęściej chodziło o drużynę U-19. Piękne przeżycie. Zawsze, gdy młodsi pytają, jak tam było, to chwalę sobie tamten okres. Wiele się nauczyłem i nie żałuję tego wyjazdu.

Wyjeżdżałeś głównie po naukę czy od razu celowałeś w pierwszy zespół?

Jechałem z nastawieniem, że kiedyś zagram w pierwszym zespole. Wiedziałem, że trafiam tylko na wypożyczenie, więc tym bardziej byłem zmobilizowany. Wiadomo jednak, jak trudno się przebić w Benfice, konkurencja jest olbrzymia. Pozostała mi satysfakcja, że nieraz trenowałem z seniorami. Kiedyś to sobie liczyłem, wyszło mi około piętnastu takich treningów. Najczęściej chodziło o jakieś zajęcia w niedzielę, gdy w sobotę grała liga. Brali wtedy po 4-5 z akademii i czasami się załapywałem.

LECH SPRAWI NIESPODZIANKĘ I WYGRA Z BENFIKĄ? TOTOLOTEK PŁACI PO KURSIE 6.81

Kto ci najbardziej imponował?

Semedo, który do niedawna był Barcelonie czy nadal grający w Benfice Pizzi. Lindelof na stoperze miał niesamowite wyprowadzenie piłki. Wydawało się, że zaraz musi stracić, a on i tak z tego wychodził i jeszcze dawał celne podania przez dwie linie. Ich przeciwieństwem był Raul Jimenez. Myślałem sobie: – Co to w ogóle jest za gość? Praktycznie nie biegał, wyglądał, jakby miał na wszystko wywalone i nic mu się nie chciało. A teraz chwilami przecieram oczy ze zdumienia, oglądając jego super gole dla Wolverhampton w Premier League.

Gdy już zacząłeś występować w juniorach, to jak ci szło?

Dobrze. Zadebiutowałem tuż przed Bożym Narodzeniem, wreszcie załatwiono wszystkie formalności. Strzeliłem dwa gole, wygraliśmy 5:1. Później wyjechałem na święta do Polski. Pozwolili mi. U nich liga gra praktycznie na okrągło, nie mają normalnej przerwy. Po powrocie musiałem walczyć o skład. Raz wchodziłem z ławki, raz grałem od początku. Nie mogłem złapać serii w pierwszym składzie. Parę bramek jeszcze zdobyłem, łącznie chyba siedem. Szkoda, że nie udało mi się zadebiutować w Młodzieżowej Lidze Mistrzów. Na te mecze często brali gości przebijających się już w pierwszej drużynie i co najwyżej łapałem się do samej osiemnastki.

Jakieś znajomości z portugalskiego epizodu pozostały?

Sporadycznie popiszę na Instagramie z chłopakami z mojego rocznika – na przykład z Florentino, który poszedł teraz do Monaco czy Gedsonem Fernandesem, wypożyczonym z Benfiki do Tottenhamu. Ale żadna trwała znajomość nie pozostała.

Czysto życiowo jak sobie poradziłeś?

Rodzice nie chcieli, żebym wyjeżdżał za granicę. Podobne obawy mieli, gdy jako 13-latek przechodziłem do SMS-u Łódź. Sądzili, że jestem za mały, że sobie nie poradzę, ale jakoś ich przekonałem. Powiedziałem: – Mamo, daj szansę, jeśli się sparzę, to najwyżej wrócę. Na szczęście wracać nie musiałem. Co do Benfiki, na początku trenowałem z drugim zespołem, w którym był Paweł Dawidowicz. Złapaliśmy kontakt, ułatwił mi aklimatyzację. Klub załatwił lekcje angielskiego. Po roku się go nauczyłem, a pod koniec pobytu chodziłem już na portugalski. Przydało się, żeby pochwalić się paroma słówkami przed braćmi Paixao, gdy wróciłem do Lechii. Na co dzień rozmawiałem z nimi po polsku, dobrze sobie radzili.

Wróciłeś z konieczności czy z własnego wyboru?

Prezes Mandziara przyjechał po mnie do Lizbony. Porozmawialiśmy z prezydentem Benfiki i zdecydowaliśmy, że lepiej będzie wrócić do kraju. Prezes obiecał, że dostanę poważniejszą szansę w Ekstraklasie i będę zbierał minuty. Pojechaliśmy na obóz do Turcji. Usłyszałem, że jaki kontrakt sobie podczas niego wywalczę, taki dostanę. No i dostałem na trzy i pół roku. Z graniem niestety wyszło inaczej. Raz siedziałem na ławce w meczu ligowym u trenera Owena. Potem przyszedł Piotr Stokowiec i wylądowałem w rezerwach.

To co poszło nie tak? Musiał być jakiś powód, skoro dopiero co klub związał się z tobą na długi czas, a później szybko zostałeś zepchnięty na boczny tor.

Wiązano ze mną wielkie nadzieje, ale… zawsze było mnie pełno. Znajdowałem się w nieodpowiednim czasie w nieodpowiednim miejscu. Żałuję, że nie potrafiłem odpuścić i zostawić kolegów. Za dużo imprezowałem, odbiła mi sodówka i to przeważyło. Nie będę panu ściemniał, że trener ot tak mnie nie lubił czy coś.

Imprezowy tryb życia zaczął się dopiero w Gdańsku czy już w Portugalii?

Bardziej po powrocie do Polski. Nigdy nie miałem do czynienia z większymi pieniędzmi, a po podpisaniu nowej umowy zacząłem fajnie zarabiać i mówiąc wprost, odwaliło mi.

REMIS LECHA Z BENFIKĄ? KURS 4.80 W TOTOLOTKU. WYGRANA BENFIKI – KURS 1.46

I zaczął się twój zjazd.

Różne rzeczy się na siebie nałożyły. Pojechałem na mecz Lechii w CLJ i doznałem poważnej kontuzji. Całą kostkę miałem rozwaloną, rozerwane więzadło i torebka stawowa. Leczenie trwało cztery miesiące. Potem poszedłem do zarządu Lechii i sam poprosiłem o wypożyczenie. Z menadżerem uznaliśmy, że to będzie najlepsze rozwiązanie. Musiałem wreszcie złapać rytm w seniorskim graniu. Po powrocie miałbym znów walczyć o skład w Lechii.

Poszedłeś do drugoligowego Gryfa Wejherowo i nie nagrałeś się.

W pierwszych czterech meczach wystąpiłem. Wszystko się posypało przez czerwoną kartkę z Siarką Tarnobrzeg. Walczyliśmy o utrzymanie, przegrywaliśmy, poniosło mnie. Szarpnąłem sędziego za rękę, więc naruszyłem jego nietykalność cielesną i zostałem wyrzucony z boiska. Dziś pewnie nawet bym się nie odezwał. W drodze powrotnej koledzy nawet nie robili mi złudzeń: będę zawieszony na długo, to nie będą dwa mecze. Skończyło się na sześciu kolejkach pauzy. Poszedłem do Gryfa na jedną rundę, czekało nas 13 spotkań, a ja prawie połowę ominąłem przez tę kartkę… Wtedy doszło do mnie, że jest źle, że coś mnie omija. Siadło mi to na głowę, miałem doła, to był ciężki okres w moim życiu. Czułem, że czeka mnie pożegnanie z Lechią. I tak się stało. Niepowodzenie w Wejherowie przeważyło szalę odnośnie moich losów w Gdańsku. Po tamtej rundzie rozwiązaliśmy kontrakt za porozumieniem stron.

Potem spędziłeś rundę w trzecioligowych rezerwach Miedzi Legnica.

Przez pierwsze mecze nie mogłem grać. Byłem w trakcie rozwiązywania kontraktu, Miedź musiała załatwić, żeby Lechia zrzekła się ekwiwalentu. Później zaliczyłem kilka występów i trafiłem na pewnego agenta, który mówił, że chce mi pomóc pójść wyżej. Wiedziałem, że do pierwszego zespołu Miedzi się nie przedostanę. Słyszałem, że z akademii w ogóle nikogo nie biorą i tak dalej. A ten agent nawinął mi makaron na uszy, zaufałem mu i wyszło tak, że zostałem bez klubu.

Przejście do Warty Gorzów Wielkopolski było aktem desperacji?

W pewnym sensie tak. Lepiej grać dla Warty w III lidze, niż nie grać wcale.

I jak ci idzie?

Rozegrałem siedem meczów, jednego gola strzeliłem. To moje pierwsze występy po pół roku samych treningów indywidualnych. Pojawił się ten koronawirus, niższe szczeble nie funkcjonowały normalnie. Przez miesiąc trenowałem w Starogardzie Gdańskim w III lidze, miałem tam podpisać kontrakt, ale nie dogadaliśmy się. Wróciłem do domu, ćwiczyłem samemu, aż zadzwonili z Gorzowa, że jest możliwość pójścia do nich. Zgodziłem się, innych ofert i tak nie było. Wcześniej mogłem wyjechać do łotewskiej ekstraklasy, ale pensja byłaby taka, że w zasadzie musiałbym jeszcze dokładać, żeby tam wyżyć. Zobaczymy, co przyniesie przyszłość. Cały czas pracuję, żeby iść do przodu. Mamy w Warcie super trenera, który ciekawie prowadzi zajęcia i rozumie zawodników. Jestem zadowolony, walczymy na noże w każdym spotkaniu, udało nam się wyjść z dołka.

Wspominałeś o imprezowym trybie życie. To już definitywnie za tobą?

Tak, jestem już świadomy popełnionych błędów. Żałuję niektórych spraw z przeszłości. Wiem, jakim byłem piłkarzem i jakie były oczekiwania. Nie zadbałem o to, żeby je spełnić i jestem tu, gdzie jestem.

Kiedy przyszło opamiętanie?

Gdy rozwiązałem kontrakt z Lechią. Poczułem,  że coś zawaliłem, że coś zaczyna mnie omijać. Spędziłem w Lechii pięć lat, zżyłem się z klubem i miastem. Było mi przykro, że musiałem odejść.

Co by się nie działo, w jednym aspekcie do historii przeszedłeś. Zostałeś pierwszym zawodnikiem z rocznika 1999, który zagrał w Ekstraklasie.

To było symboliczne wejście w ostatniej kolejce sezonu 2014/15, Lechia grała z Jagiellonią. Pierwotnie miałem wejść już w przerwie, trener Kalkowski kazał mi się intensywnie rozgrzewać, ale pod koniec pierwszej połowy objęliśmy prowadzenie i może nie chcieli tak szybko rzucać młodziaka na boisko. Było już 2:0 dla nas, skończyło się 2:4 i wreszcie w doliczonym czasie Jerzy Brzęczek mnie wpuścił. Zmieniłem Sebastiana Milę, zaliczyłem trzy kontakty z piłką i cała historia. Mimo to wspomnienie miłe.

Gdyby ktoś ci wówczas powiedział, że pięć lat później będziesz w III lidze, to…

…w życiu bym mu nie uwierzył.

Czyli co, czekać, aż wrócisz? Gdybyś był dziś w Ekstraklasie, miałbyś jeszcze status młodzieżowca.

Tak, liczę, że jeszcze się pokażę. Moje podejście do życia bardzo się zmieniło. Trenuję, pracuję i z roku na rok chcę iść coraz wyżej, aż dotrę do Ekstraklasy.

rozmawiał PRZEMYSŁAW MICHALAK

Fot. FotoPyK/Newspix

Opublikowane 22.10.2020 11:51 przez

Przemysław Michalak

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 9
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
CM711
CM711

21 lat więc i tak szybko się ogarnął jakie zrobił błędy. Jeszcze jest szansa, że nie wszystko stracone.

placek
placek

Ch**a sie ogarnal, pisze tak zeby zlapac naiwniaka na kontrakt w jakiejs 1 lidze. Z tego sie nie wychodzi, jak raz zlapiesz bakcyla latwego zycia to juz z tego nie wyjdziesz. Grosicki jest wyjatkiem potwierdzajacym regule.

Fbrd
Fbrd

Walka o awans do pierwszej drużyny->>Ciężka praca/ Imprezowanie: Wybierz jedno
Potem taki Klimala wyjeżdza do Szkocji i nie potrafi powiedzieć słowa po angielsku,Z Jagielloni która ma podpisaną umowę z badajże 2 szkołami językowymi

SmyQ
SmyQ

Kolejny, któremu przy pierwszym kontrakcie zagranicznym kompletnie odbiło. To nasze szkolenie piłkarzy, oprócz techniki i taktyki, powinno chyba najczęściej opierać się na szkoleniu głowy. Bo mam wrażenie, że poza rodzynkami takimi jak najlepszy piłkarz świata, wypuszczamy w świat głównie zapatrzonych w siebie patusów i głąbów, okazjonalnie chłopaków, którzy uginają się pod każdą presją i czekają, aż przestawi im się coś w glowie.

Mateusz
Mateusz

U Lewego nie było mowy o imprezach bo była Ania. Pytanie co by było jakby był kawalerem bez panny.

Mateusz
Mateusz

Dokładnie, ciekawe czy w jakiejkolwiek dużej akademii w Polsce w ogóle przejmują się mentalnością młodych zawodników, ich odpornością na sodówkę i stres, odpornością na pokusy i umiejętnością koncentracji na pracy, realizacji celu.
Co do pokus, mam tu na myśli bardzo duży wzrost zarobków, popularności itp. w krótkim czasie w wieku 17-20 lat, co skutkuje wpadnięciem w samo zachwyt i przerwaniem rozwoju. Potem nagle w wieku 22-25 każdy mądrzeje i stwierdza byłem głupi. Ale wtedy pociąg już odjechał zdaje się…
Przy okazji niedawnego wywiadu z Rybickim z Warty zastanawiałem się jak długo jeszcze będę czytać o zmarnowanych karierach młodych talentów, pewnie jeszcze długo…

Twoj stary
Twoj stary

„Imprezowy tryb życia zaczął się dopiero w Gdańsku czy już w Portugalii?
Bardziej po powrocie do Polski (…) po podpisaniu nowej umowy zacząłem fajnie zarabiać”

Odbiło mu PO powrocie do Bulandy, nie ZAGRANICO. Czytajcie ze zrozumieniem zamiast mędrkować bez sensu.

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gino Lettieri vel Wunderwaffe

„BARDZIEJ po powrocie do Polski.” Pouczasz o czytaniu ze zrozumieniem, a sam tego nie robisz.
Cytowane zdanie oznacza, że po powrocie do ojczyzny się rozkręcił, ale już w Portugalii musiało się coś się dziać. Nie na taką skalę, ale jednak.

John Droos
John Droos

Trochę jak w przypadku Grabary śmieszy mnie samozachwyt piłkarzy którzy nic nie osiągneli. Świadczy to przede wszystkim o braku sportowych ambicji.

Weszło
26.11.2020

Basałaj: „Maradonów było dwóch. Podwójna osobowość, podwójne życie”

– Wydaje mi się, że trudno dziś znaleźć piłkarza o takiej złożonej osobowości. Maradonów było dwóch. Podwójna osobowość, podwójne życie. Myślę, że go to męczyło. Prezes Boniek mówił, że za każdym razem, jak się spotykali, prywatnie był przemiłym człowiekiem, fantastycznym i pełnym ciepła rozmówcą. Może to zderzenie z mediami, z namolnymi kibicami, z całą globalną […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

Puchacz i gra w defensywie? To na razie nie jest dobrana para

Tymoteusz Puchacz kapitalnie zaprezentował się w ostatnim spotkaniu Ligi Europy przeciwko Standardowi Liege. Nie tylko zapisał na swoim koncie dwie asysty, ale całkowicie zdominował lewą stronę boiska. Swoją aktywnością, dynamiką, wydolnością. Wszędzie było go pełno. Powszechne stały się głosy, że Jerzy Brzęczek powinien powołać lewego obrońcę Lecha Poznań na zgrupowanie reprezentacji Polski. A potem przyszedł […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

Puchary, korupcja i przekręcanie nazwisk. Raymond Goethals, rewolucjonista z Belgii

– Nie marudź, graj! – pokrzykiwał do swoich piłkarzy Raymond Goethals w szatni, na treningu oraz na meczu. Charakterystyczny, brukselski akcent wystarczał, żeby zawodnik brał się w garść i wracał do pracy. Bez znaczenia, czy był to Alen Boksić, Paul van Himst, Rob Rensenbrink, czy Arie Haan. Szacunek do trenera miał każdy. Ciężko było go […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

Maradona miał osobowość dużego dziecka. Czasem widziałem łzy w jego oczach

– Miał osobowość dużego dziecka i chyba do końca takim dużym dzieckiem pozostał. Czasem widziałem prawie że łzy w jego oczach. Albo może nie prawie, czasem to wręcz dosłownie. Taką bezradność – ciągle kopią, faulują, no dlaczego oni to robią? Dlaczego zabierają mi tę zabawkę, czyli piłkę, w sposób nieprzepisowy? Było to momentami rozbrajające. Michel […]
26.11.2020
Weszło Extra
26.11.2020

Marcin Kikut: Gdybyśmy ograli Bragę, dotarlibyśmy do finału Ligi Europy

Dekadę temu Lech Poznań zapisał jedną z piękniejszych kart w historii swoich występów w europejskich pucharach i jak na razie jedną z dwóch najpiękniejszych jeśli chodzi o polskie kluby na międzynarodowej arenie w XXI wieku. Wielki udział w tamtych sukcesach miał Marcin Kikut, który dziś znajduje się zupełnie poza piłką, skupiając na biznesie hotelarskim. Wspominamy […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

Lechu, musisz. O przedłużenie szans na awans

To jest ten moment. Moment, kiedy tegoroczna pucharowa przygoda Lecha nie skręci w klasycznym dla polskiej piłki kierunku. Powalczyli. Pokazali się. Zagrali dobrze mecze. Ale, ostatecznie, przegrali, nie awansowali. My wiemy, że jest jeszcze Benfica, że Rangersi mają najlepszą formę od lat. Ale sensacje to też sól futbolu. Aby zapracować na możliwość zrobienia sensacji, trzeba […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

Wygrana Lecha, precyzja Ishaka | TYPY I KURSY NA LIGĘ EUROPY

Dla piłkarzy Dariusza Żurawia nadchodzi czas odpowiedzi. Przed Lechem Poznań mecz, który może zadecydować o tym, czy ekipa z Wielkopolski zakończy grupę na trzecim, czy na czwartym miejscu. Zresztą – nieczego Lechowi nie odbierajmy. Kto wie, może zwycięstwo w Belgii doda im jeszcze chęci na walkę o awans. W każdym razie na mecz ze Standardem […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

Na Maradonę wszyscy czekali. Czułem jego boską aurę wielkości

– Jedno rzucało mi się w oczy: on zawsze przychodził ostatni. Wszyscy stali już w tunelu, czekali, ale kiedy szedł, to widać było, że nadchodzi coś wyjątkowego. Ktoś wielki, jedyny w swoim rodzaju. Byli przy nim ludzie, czy to masażysta, czy to rehabilitant, czy to ktoś jeszcze. Pokrzykiwał, wychodził, emanował aurą wielkości. Wyróżniał się. Pamiętam […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

„Panowie, tak nadmuchaliśmy ten balon, że całe miasto uwierzyło, że pokonamy Barcelonę”

Historia polskiego futbolu pełna jest meczów, które Kazik Staszewski sprawnie uchwycił niegdyś pod chwytliwym stwierdzeniem: „Gdyby nie słupek, gdyby nie poprzeczka…”. Jednym z najsłynniejszych spotkań z tej kategorii zdecydowanie jest rewanżowe starcie Lecha Poznań z FC Barceloną w Pucharze Zdobywców Pucharów 1988/89. „Kolejorz” miał wówczas wymarzoną okazję, by wyrzucić Katalończyków z rozgrywek. Choć w ich […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

Super Kurs w Superbet! 30.00 na wygraną Lecha z Liege!

Legalny bukmacher Superbet wraca z kolejną odsłoną mega promocji dla nowych graczy. W Superbet za wygraną Lecha Poznań ze Standardem Liege dostaniemy kurs 30.00! Jak skorzystać z tej oferty? Już wyjaśniamy. Żeby wziąć udział w promocji, trzeba po pierwsze założyć konto w Superbet. Potem wpłacamy na nie minimum 50 PLN, zaznaczamy zgody marketingowe i formalności […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

PRASA. Pożegnanie i wspomnienie Diego Maradony

Polskie media żegnają dziś Diego Armando Maradonę. W prasie znajdziemy sporo wspomnień o Argentyńczyku. – Beznadziejna akcja, jakiś baran podał mi na głowę – mi na głowę! – bo już nie wiedział, co zrobić, a ja skoczyłem i podstawiłem rękę. Mówiłem, że to była ręka Boga, ale to była ręka Diega. Zwędziłem nią Angolom portfel. […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

40 mgnień Diego Maradony. „Ludzie zabijają się, by pocałować moje buty”

Był postacią wielką. Barwną. Niejednoznaczną. Upadłą. 40 mgnień z życia Diego Maradony. W reprezentacji zadebiutował w wieku szesnastu lat. Czy jest lepszy dowód na skalę talentu, jakim został obdarzony? Prawdopodobnie nie. Powołanie dostał po czterech miesiącach w dorosłej piłce. Debiutować przyszło mu na słynnej La Bombonerze w meczu z Węgrami. Gładko wygranym – skończyło się 5:1, […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

Najdłuższy skok bez spadochronu

Oglądaliście kiedyś retransmisję meczu ukochanej drużyny, znając już niekorzystny dla niej wynik? Przez 90 minut towarzyszy ci wyłącznie myśl, że skończy się źle. Chwilami może się wydawać, kurczę, a gdyby jednak udało się oszukać los? Ale to złudzenie. Miraż. Od początku jest jasne – na końcu nie ma niczego dobrego, na końcu są ból i […]
26.11.2020
Weszło
25.11.2020

Jaki dzień, taki mecz

25 listopada 2020 na zawsze zostanie zapamiętany jako bardzo smutny dla wszystkich fanów futbolu na całym świecie. Jeśli ktoś zdecydował się obejrzeć rywalizację Atletico Madryt z Lokomotiv Moskwa, mógł wpaść w jeszcze bardziej melancholijny nastrój. Puste krzesełka na Wanda Metropolitano, ogromna ulewa i przejmująca minuta ciszy ku czci zmarłego Diego Armando Maradony. W tym momencie […]
25.11.2020
Weszło
25.11.2020

Albo jesteś Lewandowski, albo jesteś Szoboszlai

To nie był prosty mecz dla Bayernu. RB Salzburg notorycznie atakował bramkę Bawarczyków, zagrażając gospodarzom nawet wtedy, gdy ci prowadzili już 3:0. Być może nawet by zdołali uszczknąć z tego spotkania jeden punkt, no ale ekipa z Monachium miała Lewandowskiego, a Austriacy Szoboszlaia. Widzicie różnicę? Pewnie tak.  Nic lepiej nie zobrazuje tego meczu niż dwie […]
25.11.2020
Weszło
25.11.2020

Atalanta odżyła i zdobyła Anfield. W grupie D jeszcze będzie ciekawie

– Czy nadal jesteście liderami? – pytały dziś włoskie media, a to pytanie adresowane było do magików z Bergamo. Papu Gomeza, Josipa Ilicicia czy Duvana Zapaty. Podstawy ku temu zdecydowanie były, bo w listopadzie La Dea nie wygrała żadnego meczu, remisując z beniaminkiem ze Spezii, czy przyjmując piątkę od Liverpoolu. Jak odpowiedzieli na to liderzy? Najlepiej, jak potrafili. Papu […]
25.11.2020
Weszło
25.11.2020

Liga Mistrzów głupoty

Bolesne, trzybramkowe oklepy od CSKA Moskwa, Ajaksu Amsterdam i PSG. Trochę mniej dotkliwe, ale jednak porażki z Juventusem, ponownie CSKA, Manchesterem City i Szachtarem Donieck. Do tego remis 3-3 z Legią Warszawa i trzy wygrane (z Legią, APOEL-em Nikozja i FC Brugge), ale tylko jedna, z Belgami, w ostatnim czasie. Ta wyliczanka to wyniki Realu […]
25.11.2020
Weszło
25.11.2020

„Dziękuję. Za wszystko. Na zawsze”. Świat żegna Maradonę

Niestety. Rok 2020 nie zna granic, jest chory i tyle dobrego, że za miesiąc z okładem będzie już tylko przeszłością. Natomiast dzisiaj jeszcze trwa i zadał kolejny cios. Zabrał nam Diego Maradonę. Żegna go cały piłkarski świat. Neapol, w którym powiedzieć, że jest „uwielbiany”, to jak nie zabrać głosu. Jest tam bogiem. Nápoli. pic.twitter.com/V5MebJAJP1 — […]
25.11.2020