post leszek.milewski

Opublikowane 17.08.2020 12:29 przez

leszek.milewski

O tym, jak Shearer przyszedł wymienić się na koszulki i o arbitrze, który po meczu Spartaka z Legią wyjeżdżał z Moskwy bogatszy o dwa futra. Jaka egzotyczna liga zabiegała o Leszka Pisza. Dlaczego doskonałe warunki przygotowań przed ćwierćfinałem Ligi Mistrzów z Panathinaikosem… mogły Legii zaszkodzić. Niebawem rozpoczną się boje Legii w eliminacjach Champions League – z tej okazji rozmowa ze Zbigniewem Mandziejewiczem, który w pamiętnej edycji 95/96 w barwach mistrza Polski rozegrał wszystkie mecze.

***

Panie Zbigniewie, jak to było z tą koszulką Alana Shearera?

Po meczu na Łazienkowskiej podszedłem i spytałem czy nie wymienilibyśmy się koszulkami. Powiedział, że nie, bo komuś obiecał czy coś takiego. Wspomniał, że wymienimy się w Anglii. Myślałem, że może tak powiedział na odczepnego. Na Blackburn zremisowaliśmy 0:0, ja schodzę do szatni, a tu podchodzi Shearer. Wymieniliśmy się, potem poszedł do angielskiej telewizji udzielać wywiadu. Facet na dużym poziomie, po takich drobnych rzeczach poznaje się klasę. No i wspaniały piłkarz, ale my wtedy nie baliśmy się nikogo. Tworzyliśmy zespół na boisku, ale też poza nim. Tam w Legii z każdym można było konie kraść.

Pan zagrał jednak już rok wcześniej w eliminacjach, kiedy w Splicie Hajduk wygrał 4:0.

Zagrałem w tym meczu na własne życzenie i własną odpowiedzialność, bo dopiero wchodziłem w trening po operacji. Hajduk miał wtedy więcej doświadczenia. Wzmocnili się przed eliminacjami bardzo mocno. Można popatrzeć, ilu tam było reprezentantów, a nawet że wyszli wtedy z grupy i zagrali w ćwierćfinale.

My, po mistrzostwie, z takim składem – może poczuliśmy się za mocni. Może zgubiło nas to, co później IFK, gdzie Szwedzi mówili po wylosowaniu nas, że spokojnie mają już grupę, a awans zapewnią sobie już w Polsce. Tam grali reprezentanci Szwecji, choćby Ravelli, młody Blomqvist, który potem poszedł do Manchesteru United. Dobra drużyna, ale trzeba mieć zawsze pokorę do przeciwnika. Nikt jeszcze na gębę meczu nie wygrał – zawsze trzeba wygrać na boisku.

A u was jakie były nastroje po wylosowaniu Szwedów?

Silne, ale bez przesadnej pewności siebie. Graliśmy natomiast w tamtych czasach dużo prestiżowych sparingów w Niemczech, Francji, Włoszech. Pamiętam mecz z Lyonem, z Augsburgiem, z Auxerre. To były bardzo ważne przetarcia, choć tylko mecze towarzyskie, ale na własnej skórze przekonywaliśmy się, że nie jesteśmy gorsi, że gramy na europejskim poziomie. Zwycięstwa w lidze – choć ta liga była wtedy całkiem mocna – jednak mogą wprowadzić fałszywe przekonanie o własnej sile.

Pamiętam nawet mecz z Galatasaray, gdzie tamtejszy niemiecki trener, Holmann, prosto po sparingu chciał kupować Jacka Zielińskiego. Wygraliśmy z nimi 3:0, a Jacek, wiadomo jaka to była klasa. Te mecze procentowały. Nie patrzyliśmy na nazwiska, kto gra w IFK. Chcieliśmy wygrać i tyle.

Rewanż z IFK był o tyle ciekawy, że w składzie nie było Leszka Pisza, co podobno w szatni wzbudziło konsternację.

Taką trener podjął decyzję taktyczną i koniec. Człowiek się tego na pewno nie spodziewał. Dochodziły jednak słuchy, że Leszka chcą połamać. Graliśmy też na mniejszym stadionie, nie tym głównym – chcieli wziąć nas do młyna. Myśleli, że mniejsze boisko i trybuny tuż przy murawie będą ich atutem, że się może wystraszymy dopingu. A jaki polski piłkarz po tym, co działo się wówczas na trybunach w naszej lidze, mógł się bać zagranicznych trybun?

Manewr taktyczny się sprawdził, Leszek wszedł i zagrał wspaniale. My otoczyliśmy go ochroną. Mieliśmy taką zasadę, że jak kogoś z naszych kopali, to drugi oddawał. Jak ktoś specjalnie kopnął Leszka, to następny kolega meldował się w tego gościa. Pokazywał, że nogi nie odkładamy. Nigdy poszkodowany nie oddawał, bo to większe ryzyko kartki. Nikt nie pękał, wszyscy byliśmy jak palce jednej dłoni.

Pamiętam tamtą jesień jako intensywny czas – granie co trzy dni, bywało, że problem był ze zorganizowaniem treningów. Czasem tylko wracałem do domu, żona robiła przepiórkę rzeczy i znowu autokar, znowu samolot, znowu hotel.

To była życiowa forma Leszka Pisza?

Na pewno. Leszek rządził tak na boisku, jak i w szatni. Kapitan przez duże „K”. Umiał rozładować atmosferę, umiał zmobilizować. Budował atmosferę. Miał też wtedy Leszek ciekawą propozycję wyjazdu – do Japonii, gdzie liga bardzo się rozwijała i sporo płaciła, grali tam nawet reprezentanci Brazylii.

Źródło: „Piłka Nożna”, numer 24 z 1994 roku

A kto pana zdaniem był najbardziej niedocenianym zawodnikiem tamtej Legii?

Może Maciek Szczęsny. Radek Michalski. Jacek Zieliński. To były rewelacyjne postacie, mające miejsce w historii Legii, polskiej piłki, ale chyba i tak niedoceniane. Natomiast całą tamtą jedenastkę można było brać w ciemno, zawsze natomiast jest tak, że prasa kreuje pewne postacie i ich popularność.

Ciekawi mnie postać Andrzeja Kubicy, który zagrał w Lidze Mistrzów, potem zrobił niezłą karierę, bywał za granicę królem strzelców, ale jakoś się w Legii nie odnalazł.

My wiedzieliśmy, że Andrzej potrafi grać, ale nie pasował do nas pod względem taktycznym. Graliśmy szybką piłkę – Andrzej wolał piłkę przetrzymać, kiwnąć. Tak często się zdarza, że mamy dobrego piłkarza, ale akurat nie pasuje do systemu gry. Gdzie indziej jest bardziej dopasowany do niego i to wygląda lepiej. Dlatego trzeba zawsze dobrze się zastanowić: dlaczego temu piłkarzowi nie wyszło ostatnio? Przyczyny wcale nie muszą być takie, że jest słaby – Andrzej na pewno nie był.

Atmosferę budują zawsze wyniki, ale u was nie tylko.

Zawsze dużo przed treningiem przyjeżdżało się na kawę. Mieliśmy też swoje zawody w szatni – podbijanie piłki o ścianę raz lewą, raz prawą nogą, prostym podbiciem. Leszek był rekordzistą. Poza tym, wiadomo, nie będę zdradzał tajemnicy, że jechało się do Garażu. Kto chciał piwo wypić to wypił, ale też byli tacy, co jechali na herbatę, ale posiedzieć z nami. Rzadko się natomiast mówi – w Garażu było bardzo dobre jedzenie! To też sprawiło, że tam lubiliśmy chodzić.

W książce „Kowal. Prawdziwa historia” wspominane jest, jak Leszek Pisz z Markiem Jóźwiakiem zgolili panu wąsy. Trzeba się było mieć na baczności w tamtej szatni?

Odmłodniałem w jedną noc o dziesięć lat. Żarty to norma, trzeba mieć do siebie dystans. Na pewno nie byłem na nich zły.

Na pierwszym meczu z Rosenborgiem, wygranym pewnie, niosła was ta pewność po wygranym dwumeczu, czy jednak podejście do meczu w grupie było inne?

Pełny stadion, nasi kibice… Powtórzę: my się nie baliśmy żadnego zespołu, szczególnie w Warszawie. Chcieliśmy atakować, chcieliśmy wygrywać, zdobywać bramki. Ale wiedzieliśmy też, że to ciężka praca do wykonania – trzeba zrobić trzy punkty, to potem będziemy odpoczywać.

Dość kontrowersyjny z perspektywy jest natomiast mecz w Moskwie. Sędzia wyjechał stamtąd z dwoma futrami.

Byliśmy jednak nowicjuszem w Lidze Mistrzów i nie ma co ukrywać, w Moskwie sędzia nas skrzywdził. I w kwestii karnego, i różnych innych sytuacji. Graliśmy uważam, że bardzo dobry mecz. Po moim strzale Rosjanin wybił piłkę z linii. Trafił Marek Jóźwiak. Gdyby nie arbiter, byłby przynajmniej remis. U siebie też z Rosjanami przegraliśmy nieszczęśliwie. Jedyny mecz, gdzie faktycznie zagraliśmy źle, to Rosenborg. 0:4. Można mówić, że mieliśmy dobre okazje przy stanie 0:0, no ale jednak 0:4 nic nie tłumaczy.

Dziurawy bak, zapowietrzone hamulce. Złoty polonez to był dramat – przeczytaj inny wywiad z piłkarzem tamtej Legii, Ryszardem Stańkiem

Mecze z Blackburn chyba jednak najbardziej zapadły w pamięć: żadnej straconej bramki, cztery punkty na mistrzu Anglii.

Tam było gorąco, Maciek Szczęsny dwa razy wyciągał niemożliwe sytuacje. Uratował nas. Natomiast zostaliśmy zaskoczeni przez angielskich kibiców. Gdy Blackburn odpadło, klaskali, dziękowali swoim za grę, ale też docenili naszą charakterną grę.

Co by nie mówić, trzeba zwrócić uwagę, że tamta drużyna miała silne wszystkie formacje. Bardzo dobry bramkarz, bardzo dobra obrona, bardzo dobre boki pomocy, środek, atak. Tak to powinno funkcjonować. Słabe punkty szybko zostaną na tym poziomie obnażone.

Różne historie krążą o Januszu Romanowskim, ale chyba nie można odmówić tego, że do Ligi Mistrzów faktycznie byliście przygotowani na tyle optymalnie, na ile to możliwe. Tak pod względem składu, finansów, jak i tych wspomnianych przez pana wyjazdów.

To prawda. Zespół mocny, wzmacniany. Załatwiani mocni sparingpartnerzy. Finanse… Po awansie usiedliśmy radą drużyny z panem Romanowskim do stołu. I było OK, wszystko dogadane. Pieniądze wypłacano w klubie, a wiadomo jakie były wtedy nominały. Jak ktoś nie miał w co schować, to brał zrywkę i wiózł to do banku. Spotykaliśmy się w jednej kolejce.

Jedyne, czego nie mieliśmy, to boisk. Jeździliśmy więc za granicę. Paradoksalnie w kluczowym momencie… to się zemściło. Całą zimę, po wyjściu z grupy i wylosowaniu Panathinaikos, graliśmy na równiutkich włoskich murawach. A potem wracamy. W Polsce wielkie opady śniegu, mróz skuł murawę na Łazienkowskiej. Sypana na to sól w ogromnych ilościach, nawóz i nie wiadomo co jeszcze. Smród niewyobrażalny, gnojówa nie boisko. Grekom to pasowało, bo wiedzieli, że lepiej będzie się na takim boisku bronić, a my u siebie byliśmy bardzo mocni. Całe jednak przygotowania do tego meczu… co po tym, że wypracuje się dobrą grę, jak na tym nie dało się grać? Może właśnie jakbyśmy zostali w Polsce, trenowali na trudnej murawie, na mrozie, byłoby to naszym atutem?

A co myśleliście po samym wylosowaniu Panathinaikosu – to nie był najtrudniejszy możliwy rywal, wygrali dość sensacyjnie swoją grupę.

Ale wiedzieliśmy, że będzie ciężko. Natomiast ten dwumecz był dość specyficzny, kontrowersyjny. O boisku u nas już mówiłem. A wyjazd… Wiem jak kibice odbierają zasłanianie się arbitrami. Nikt nie lubi wymówek. Ale też są takie sytuacje, gdy pewne rzeczy są ewidentne. Po czasie okazało się – co wiadomo z bardzo dobrze poinformowanych źródeł – że rosyjski sędzia, który sędziował rewanż w Grecji, od tygodnia mieszkał na jachcie prezesa Panathinaikosu. Można obejrzeć ten mecz uważnie pod tym kątem, a nie tylko czerwonej kartki Jałochy. Jak w dziesiątkę z taką drużyną prowadzić atak pozycyjny? Gonić wynik?

To, czego często brakuje polskim drużynom, to konsekwencja. Odnieśliście sukces, a potem drużyna się rozpadła. Tymczasem można było coś zbudować – taki Rosenborg w tamtych latach był bywalcem Ligi Mistrzów.

Zaczęła się niestety wojna między działaczami, panem Romanowskim i panami z wojska. Zostaliśmy podzieleni. Wojsko miało prawa do jedenastu zawodników, pan Romanowski podobnie. Dwie drużyny w jednej szatni. My byliśmy monolitem, ale gdzieś to też na nas wpływało. Zaczęły się podejrzenia: a może ten gra więcej, bo są naciski z góry? Nie było pewności, ale gdzieś sam fakt, że tak można było myśleć, pokazywał jak to się psuło.

Jak dobrze płaciła Legia? Później szedł pan do ligi austriackiej, miał porównanie na tle europejskich średniaków.

Odchodziłem do Steyr w wieku 36 lat. W Legii budowano nowy zespół, chciano świeżej krwi. Natomiast w Austrii płacili jednak lepiej niż w Legii. Można nawet spojrzeć, że wtedy wielu Polaków tam wyjeżdżało. Ostatnio byłem w Linzu, rozmawiałem z tamtejszym dyrektorem sportowym – kiedyś graliśmy przeciwko sobie. Mówi, że dziś nie ma na to szans.

Największe sukcesy odniósł pan rzecz jasna z trenerem Janasem, ale jeszcze załapał się by zobaczyć z bliska warsztat Janusza Wójcika. Jak go pan wspomina?

Wójcik umiał zrobić atmosferę, podpompować młodszych zawodników. Zawsze chciał wygrywać, każdy mecz. Paweł Janas dobrze znał piłkarską szatnię. Wiedział kiedy dokręcić śrubę, a kiedy akurat szatnia potrzebuje oddechu. No i jeszcze był trener Lucjan Brychczy. Wielka piłkarska klasa. Jak graliśmy w dziadka, nigdy nie wchodził do środka. Albo jak trenował bramkarzy, nawet takich jak Maciej Szczęsny i Zbigniew Robakiewicz, przecież świetnych.

Maciek, piłka w lewo.

I tam poszła, i Maciek nic nie mógł zrobić.

Robak, piłka w prawo.

I tam poszła, nie dawał rady. Niesamowite umiejętności. Nie dziwiło, ze jak Puskas szedł do Realu, powiedział: chcę, żebyście sprowadzili też „Kiciego”. Ale nie było wtedy rady, PRL nie wypuszczał zawodników.

Pan jak na obrońcę strzelał sporo bramek, czy w Śląsku, czy w Legii. Miał pan jakiś sekret skuteczności pod bramką rywala?

Nawet bym chętnie sprawdził statystyki ile tego było, ale faktycznie, w lidze jeśli chodzi o obrońców bywałem w czołówce. Takie miałem zadanie przy stałych fragmentach gry. Najważniejszy jest tajming. Trzeba wiedzieć kiedy ruszyć, w którym momencie. Do tego przeczytać grę – jak kto się ruszy.

Natomiast miałem przyjemność grać z wieloma zawodnikami, którzy wspaniale dorzucali, więc zawsze było łatwiej. Leszek Pisz, Grzesiu Lewandowski, Jacek Bednarz, a w Śląsku Ryszard Tarasiewicz czy Mirek Pękala. O, Mirek to był wspaniały piłkarz. Lewa, prawa noga. Charakter do gry. Super kapitan, rewelacyjny zawodnik. Powinien zrobić karierę na Zachodzie, ale wiadomo jak wtedy było z wyjazdami. Niestety zawsze będziemy się zastanawiać jak by to było – czy te talenty, których w lidze mieliśmy mnóstwo, w praktycznie każdej drużynie, nie zahamowane zostały tymi problemami wyjazdowymi. Tam mogli zrobić kolejny krok w rozwoju.

Pan miał kiedyś ciekawą propozycję z Zachodu?

Jak grałem w Śląsku to przyszła propozycja z Nancy. Dawali za mnie 250 tysięcy marek. Wszystko dogadane, mój kontrakt trzyletni też. Francuzi przylecieli na lotnisko w Poznaniu – wrocławskie było remontowane – nikt z Wrocławia nawet nie wysłał do nich auta. Po prostu krzyknęli nagle pół miliona marek. No i sprawa się rozeszła.

W Śląsku spędził pan aż dziesięć lat. Co pan wspomina jako najprzyjemniejszego?

Przede wszystkim to, że tu dostałem szansę gry w pierwszej lidze, tu grałem przed wspaniałymi kibicami, tu spotkałem też świetnych piłkarzy i kolegów. Mówiłem o Mirku Pękali, a przecież Rysiu Tarasiewicz, Waldek Prusik, Paweł Król… Każdy gdyby mógł wyjechać w dowolnym momencie jak to ma miejsce dzisiaj kto wie jak daleko by zaszedł. Ale taka to była liga. Co mecz, to jakieś mocne postacie, w każdej drużynie. Tu Okoński, tam Ogaza, tu bardzo mocny Widzew ze Smolarkiem…

Skarb Kibica „Tempo”, wiosna 1988.

Który z piłkarzy ligowych lat osiemdziesiątych był najtrudniejszy do upilnowania pana zdaniem? Może wspomniany „Okoń”, król dryblingu?

Niby tak, ale nic mu nie ujmując, mieliśmy na niego patent. Stefan Machaj bardzo dobrze sobie z nim radził. Dla mnie – Jasiu Furtok. Rewelacyjny. Silny, sprytny, skuteczny. Cała ofensywa Furtok-Kapica-Koniarek była bardzo groźna. Albo jak Darek Dziekanowski miał swój mecz, wtedy było bardzo ciężko go zatrzymać.

Z takich talentów zawsze wspomina się Dariusza Marciniaka, z którym grał pan w Śląsku. Niech pan powie – faktycznie był tak wielkim talentem, czy to zostało troszkę rozdmuchane?

Skąd. Już jako nastolatek był niesamowity. Miał kiwkę, że szedł między dwóch trzech, a piłka zostawała przy jego nodze. Miał niesamowity „klej” w grze. No i smykałkę do bramek.

Dla mnie wymowne, że jak już byłem trenerem w Pomeranii Police, to wziąłem go do siebie. Co on wtedy wyprawiał w III lidze… Graliśmy też w Pucharze Polski. Przeszliśmy Groclin i Lech, dotarliśmy do ćwierćfinału. Strasznie chciała go Pogoń Szczecin. Później graliśmy z Polonią Darka Wdowczyka, która szła na mistrzostwo. I oni, najlepsi wtedy w kraju, też o Darka pytali. Nie przypadek.

W Policach nieszczególnie chcieli Darka, poręczyłem za niego. Brałem przeznaczone dla niego pieniądze i przekazywałem je  bezpośrednio jego żonie. On skupiał się na piłce. Ale jak prezes zobaczył, że można by Darka sprzedać, podpisali jakiś nowy kontrakt, potem to, tamto… Pogubił się. Miał papiery na zostanie wielkim piłkarzem, takie jest moje zdanie.

Trafił pan do Śląska z małego klubu, ta kariera nie była oczywista.

Jestem wychowankiem BKS Bolesławiec, może małego klubu, ale który miał trochę „gwiazd”. Był tu pierwszoligowy boks, mocne podnoszenie ciężarów. Piłkarsko – stąd pochodził Maculewicz. Natomiast gdy wziął mnie Śląsk, byłem akurat w wojsku w Żaganiu. Zagraliśmy sparing, strzeliłem dwie bramki. Postanowili zaryzykować.

Rzeczywiście pan w wojsku normalnie musiał służyć, czy gra w Żaganiu coś ułatwiała?

Normalnie, od rana się wstawało, pracowało, a wcześniej było kotem. To były czasy, gdy do przysięgi żołnierz – jak to się mówiło – nie oddychał. Szkoła życia. Tylko po południu szło się potrenować w piłkę. Dopiero w Śląsku już była specjalna kompania sportowa, oddelegowany byłem do internatu, miałem się skupić tylko na sporcie.

Był pan zawodnikiem wyjątkowo długowiecznym – jeszcze w wieku 38 lat grał w Ekstraklasie w barwach GKS-u Katowice.

Wtedy, w GKS-ie, trenerem zostawał Marek Koniarek, z którym grałem w Steyrze. Namówił mnie. Ale akurat zbiegło się sporo złych rzeczy. Raz, że miałem bardzo duży kamień na nerce. Bolało, zgłaszałem się do lekarza, nie potrafili tego wykryć choć robiłem wiele badań. Później też na remontowanej autostradzie wyjechała mi Tatra – zjechałem na pobocze, a tam akurat ścięte przy remoncie drzewo. Wypadek.

Poważny?

Miałem pęknięty obojczyk, pod kolanem zeszła skóra. Łącznie założono mi 58 szwów.

I dalej pan grał, GKS to nie był koniec kariery.

Do dziś gram! Co prawda w oldbojach, ale trzeba się nabiegać za 35-letnimi młodzieniaszkami. Dobrze funkcjonuję.

Tęskni się zawsze byłym piłkarzom za boiskiem – pan na nim pozostaje, ale to jednak nie ta stawka.

Człowiek robił to zawsze. Piłkę kochał. W pewnym momencie tego nie ma. Zabrane. Koniec. Tęskni się nawet za tym stresem. Teraz, jak trenuję, to inaczej się taki mecz przeżywa. Bardziej się przeżywa oglądając z boku niż grając na boisku.

Coś by pan zmienił w swojej karierze, gdyby dostał drugą szansę?

Myślę, że swoje szanse i tak wykorzystałem. Wyszedłem z niższej ligi, wcale nie musiałem trafić do ekstraklasy. Uważam, że tutaj jest potencjał polskiej piłki. Gdzieś tam, w niższych ligach, są talenty, które czekają aż ktoś ich dostrzeże. Oczywiście, Legia chce grać w Lidze Mistrzów – musi ściągać bardzo dobrych zawodników, także zagranicznych. Ale wierzę, że są tam perełki do wyłuskania.

Jak pan widzi szanse Legii w pucharach w tym sezonie?

Jestem dużym optymistą. Transfery są rozsądne, a wydaje się, że Vuković jest kimś, kto będzie umiał ich wkomponować, uczynić z nich kolektyw.

Przydałby się dzisiejszej Legii obrońca Zbigniew Mandziejewicz?

Na pewno powalczyłbym o miejsce w składzie.

Leszek Milewski

Fot. NewsPix

Fot. NewsPix

Opublikowane 17.08.2020 12:29 przez

leszek.milewski

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 15
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Placzul
Placzul

Legia kręciła w Polsce a Legią kręcili w europie. Proste. Z tym, ze Legia w Posce dużo bardziej musiała kręcić niz kręcono Legią w europie.

Oslizgly Stokowiec
Oslizgly Stokowiec

dobra, nie płacz

Blizbor
Blizbor

Dlaczego zawsze, ale to zawsze, kurwa ich mać, w wywiadach byłych polskich piłkarzy słychać tylko wymówki? Och, murawa na Łazienkowskiej była chujowa? I Panathinaikosowi to pasowało? Przecież taki prosty piłkarski fakt – murawa jest dla wszystkich taka sama. Wiem, typowy piłkarski slogan, no ale… taka jest, kurwa, prawda. Przyjechali z Włoch, gdzie grali na dywanach i im smród własnej murawy zaczął przeszkadzać, no kurwa, trzymajcie mnie…

zbiru
zbiru

Pana grala na zero i takie klepisko im pasowala, Legia musiala atakowac , a taki plac to calkowicie uniemozliwial.

Ziutekziutek9@gmail.com

Popieram, zawsze jestem na tak z ewidentną prawdą, tym bardziej, że tyle jest łapek na….. nie.

JebaćPIS
JebaćPIS

Legionista narzekający na pracę sędziów brzmi tak samo poważnie, jak polityk PiS narzekający na stronniczość mediów.

JebaćPO
JebaćPO

Znowu zapomnieli wyłączyć prądu w zakładzie psychiatrycznym?

JebaćPIS
JebaćPIS

Gdyby tak było, nie mógłbyś napisać swojego komentarza

Michal Sz
Michal Sz

Mandziejewicz narzeka na sędziów, dobre. Szkoda że nie opowiedział jak przepierdalał mecze, choćby z Górnikiem, po którym Janas odstawił go od składu.

Kriso
Kriso

Furtok – Kapica – Koniarek? Nigdy nie było takiego ataku, Kapica to ciut wcześniejsza epoka. Chodziło Panu zapewne o Mirosława Kubisztala.

Rozbawiony
Rozbawiony

Spoko wywiad. Zabrakło mi wątku reprezentacji. Pozdrawiam wszystkich kibiców.

danek.michalowski@gmail.com

Kapitalne te Twoje wywiady. Dzięki!

afrousa
afrousa

To były dziwne czasy. Z jednej strony ogladanie Legii i czekanie na wolne w wykonaniu Leszka Pisza. Z drugiej szkoda że to były takie czasy, sperzedawanie meczy, brak możliwości wyrwania się z tej ligi. Wielu z tych graczy pewnie zrobiłoby wieksze kariery. Z drugiej, dzisiaj wyjeżdża każdy kto przez pół rundy kopnie piłke prosto. Wtedy wyjeżdżali naprawde kozacy przez co liga miała więcej piłkarzy potrafiacych grac w piłkę.

Gniotek
Gniotek

Taki fajny, długi wywiad ciekawy… a jak słyszę „Mandziejewicz”, zawsze mam przed oczami tę rękę w 89 minucie meczu z Górnikiem Zabrze po dwóch golach Pisza wyrównujących stan meczu. To był moment pozbycia się złudzeń przez małego łebka zajaranego swoim zespołem. Możesz być z siebie naprawdę dumny – zrobiłeś rzeczywiście coś, co inni będą pamiętać do końca życia… mogę zapomnieć finały Ligi Mistrzów, a ta porażka jest jednym z najważniejszych wspomnień mojego dzieciństwa, czymś, co mnie kształtowało. Jedyne, co chciałbym Ci dziś powiedzieć, to „D Z I Ę K U J Ę” i „W Y P I E R D A L A J”.

Sławek
Sławek

Zabrakło pytania o mecz Mandziejewicza w Legii z Górnikiem w Zabrzu w 1996 roku gdzie niczym siatkarz zagrał piłkę ręką w polu karnym w nie groźnej sytuacji i sprokurował rzut karny i w konsekwencji gol i przegraną 2:3. Tą przegraną Legia pozbywała się przewagi na Widzewem i w konsekwencji przegrała mistrzostwo Polski w 1996 roku. Dlaczego tak zrobił ? Przecież to był sabotaż w tym meczu. Pamiętam jednak i dobre mecze „Mandzi” jak dwie bramki w meczu z Rakowem i mistrzostwo Polski w 1995 roku. Zabrakło choćby debiutu w kadrze choć grali w niej o wiele słabsi.

Weszło
21.09.2020

Jagiellonia skorzysta na pucharach Piasta?

Zakończenie ligowego weekendu nie musi być wcale smutne. A kiedy na boisko wychodzą piłkarze Jagiellonii, w której meczach w tym sezonie padło już 13 bramek, na pewno tak nie będzie. W dodatku Jagiellończycy mierzą się z Piastem Gliwice, czyli naszym eksportowym klubem, więc emocje będą gwarantowane. A my spróbujemy coś na tym ugrać w Totolotku! […]
21.09.2020
Weszło
21.09.2020

Wilczek strzela Brondby, Przybyłko z dubletem, szalony weekend w Championship | STRANIERI

Weekend bez bramek Polaków? Takiego od dawna już nie uznajemy. Do gry wróciły już wszystkie najsilniejsze ligi świata, włącznie z Bundesligą i Serie A, więc na boiskach mamy coraz więcej biało-czerwonych akcentów. Powody do uśmiechu są jednak zwykle takie same, bo każdy się spodziewa, kto błysnął w ten weekend w Europie i na świecie. Niemniej […]
21.09.2020
Weszło
21.09.2020

PRASA. Michniewicz bliski poprowadzenia Legii

W poniedziałkowej prasie: Czesław Michniewicz blisko Legii Warszawa, historia Mateusza Klicha prowadząca go do goli w Premier League, pochwały dla Górnika Zabrze, krytyka dla Legii, echa konfliktu Kucharski-Lewandowski. Zapraszamy na prasówkę. PRZEGLĄD SPORTOWY Po 22 latach Górnik Zabrze wygrał na Legii, którą może przejąć trener Czesław Michniewicz. Czarne chmury zbierały się nad Vukoviciem od jakiegoś […]
21.09.2020
Weszło
20.09.2020

Pewna wygrana Juventusu w debiucie Pirlo, koszmarny kiks Bereszyńskiego

Andrea Pirlo może nie wszedł do środowiska trenerskiego razem z drzwiami i futryną, ale na pewno nie zasiał ziarna wątpliwości, czy nadaje się do tego zawodu. Udanie zadebiutował jako szkoleniowiec Juventusu, który nie miał najmniejszych problemów z pokonaniem Sampdorii. Niestety, swoją cegiełkę do tej porażki dołożył Bartosz Bereszyński. Polski obrońca długo – w porównaniu do […]
20.09.2020
Hiszpania
20.09.2020

Ligowy falstart Realu Madryt

Widzieliśmy już tyle meczów tego typu… Jedna drużyna, murowany faworyt, od pierwszej minuty bawi się piłeczką. Tu jakiś drybling, tam jakaś klepka, po stracie zazwyczaj od razu pressing i odzyskanie kontroli. Ale czy piłkarze tworzą jakiekolwiek groźne sytuacje? No nie, minuty mijają, blok defensywny rywali się przesuwa, w poczynania faworyta zaczyna się wdawać pośpiech oraz […]
20.09.2020
Weszło
20.09.2020

Ręka Trałki nie była ręką Boga. Lech wyszarpał wygraną w derbach

25 lat czekania na derby Poznania i jeśli mamy być szczerzy, po dzisiejszym meczu nie poczuliśmy żalu, że ta przerwa była tak długa. Od starcia Lecha z Wartą oczekiwaliśmy znacznie więcej, oczywiście głównie ze strony gospodarzy. „Kolejorz” zaliczył najmniej jakościowy występ w tym sezonie, ale paradoksalnie właśnie w nim zgarnął pierwszy ligowy komplet punktów. Wartę […]
20.09.2020
Anglia
20.09.2020

Wydaj miliony na nowych napastników, trzymaj w bramce Kepę

Żeby wyliczyć wszystkich błyskotliwych zawodników ofensywnych Chelsea, musielibyśmy zaangażować obie dłonie, a i tak mogłoby to nie wystarczyć. Już w okresie transferowej smuty klub zdołał dostarczyć paru ciekawych piłkarzy, głównie ze swojej słynnej Loan Army. Tammy Abraham, Mason Mount czy Christian Pulisic ciągnęli wózek w ciężkich czasach, więc w nagrodę w minionym okienku otrzymali pierwszorzędne […]
20.09.2020
Weszło
20.09.2020

LIGA MINUS: Górnik miażdży Legię, Vuko na wylocie?

Jak co kolejkę zapraszamy was na szaloną podróż wraz z szalonymi podróżnikami. Tym razem w świat Ekstraklasy zabiorą was Wojciech Kowalczyk, Leszek Milewski, Jakub Białek i Paweł Paczul. Jest o czym gadać! Legia dostała w trąbę, mówi się, że Vuković może wylecieć, Lech wygrał derby. No to wio! 
20.09.2020
Weszło
20.09.2020

Pożegnanie Bohara w meczu do kotleta

Jeśli chodzi o pierwszą połowę meczu Zagłębia z Cracovią, to chcemy wam powiedzieć, że to było całkiem udane lato, może nie tak ciepłe jak dwa lata temu, ale też dużo nie padało i można było korzystać z pogody. Pojeździć na rowerze, popływać, zjeść loda czy pograć w cymbergaja w nadmorskim kurorcie, zapijając kolejne punkty piwkiem […]
20.09.2020
Weszło
20.09.2020

„Wsiadłem w karetkę i wyjechałem ze stadionu”. Patologia w Olimpii Elbląg

Dzieje się, dzieje w II lidze i nie dzieje się dobrze. W Olimpii Elbląg doszło do niezłej patologii. Zaczęło się od tego, że pseudokibice przeprowadzili rozmowę motywacyjną z piłkarzami klubu po przegranym meczu z Bytovią, którą łagodzić próbował trener Łukasz Kowalski. I niestety – za kolejny cel pseudofani obrali sobie jego. W konsekwencji kolejny mecz […]
20.09.2020
Weszło
20.09.2020

Korona grała, Górnik strzelał. Beniaminek lepszy od spadkowicza

Strzały na bramkę? 20:3 dla Korony. Bramki? 2:0 dla Górnika. Kielczanie zostali kolejną ofiarą beniaminka z Łęcznej, który do ligi wchodzi w kapitalnym stylu. Owszem, ekipa Macieja Bartoszka była najpoważniejszym rywalem Górnika, jednak nie zmienia to faktu, że bilans: trzy mecze, dziewięć punktów i zero straconych bramek, wygląda lepiej niż solidnie. Nie byłoby tego sukcesu, […]
20.09.2020
Weszło
20.09.2020

LIVE: Derby Poznania. Na papierze pogrom. Na boisku wyrównany mecz!

Siemanko! Niedziela, popołudnie, Ekstraklasa, a więc także nasza relacja LIVE. Dziś Ekstraklasa serwuje nam dwa mecze. Na start – Zagłębie Lubin kontra Cracovia. Na papierze to spotkanie ma wszystko, by było ciekawe. Zwłaszcza, że Cracovia jest podrażniona po dwóch wpadkach z beniaminkami i chce zdobyć wreszcie jakieś punkty na plus (bo ujemne już nadrobiła). Później […]
20.09.2020
Weszło
20.09.2020

Andrea Pirlo z wymarzonym debiutem? Juventus zaczyna sezon

Sampdoria Genua. Co przeciętny polski kibic wie o tym klubie? Ach, grali kiedyś z Legią. No i to ci od Linetty’ego i Bereszyńskiego. A właściwie już jednego z tej dwójki, bo były pomocnika Lecha zameldował się już w Torino. Między innymi dlatego Juventus nie powinien mieć dzisiaj problemów ze spraniem rywala. Przed Andreą Pirlo okazja […]
20.09.2020
Weszło
20.09.2020

Czy Warta Poznań strzeli kiedyś gola w Ekstraklasie?

Warta Poznań nie tylko nie strzela goli, ona nawet nie tworzy sobie zbyt wielu okazji bramkowych. I co więcej – nie jest to stan, który nas jakoś wyjątkowo zaskoczył. O ile w pierwszym meczu z Lechią Gdańsk udawało im się jeszcze coś wykreować, o tyle w dwóch kolejnych spotkaniach Zieloni ewidentnie grali na bezbramkowy remis. […]
20.09.2020
Weszło
20.09.2020

Timo Werner poprowadzi Chelsea do zwycięstwa z Liverpoolem?

„The Blues” kontra „The Reds” czyli ligowy klasyk w Premier League. Na takie spotkania długo się czeka, choć akurat w tym sezonie niekoniecznie znalazło to swoje zastosowanie, bo przecież mamy dopiero drugą ligą kolejkę. Niemniej szykuje nam się ciekawe starcie, bo wzmocniona Chelsea potrzebuje trampoliny, żeby lepiej wejść w sezon. Zresztą przekonujące zwycięstwo przyda się […]
20.09.2020
Weszło
20.09.2020

Turysta Remy, leniuch Stolarski, czyli krótka rzecz o kompromitacji

To będzie opowieść o dwóch takich, co skompromitowali się z Górnikiem Zabrze. Pierwszy bohater maczał palce przy trzech bramkach przyjezdnych z Zabrza, prezentując całą gamę niekompetencji. Od złego ustawienia, przez krycie na radar, po pilnowanie pustej przestrzeni. Dosłownie wszystko, co tylko najgorsze może zrobić obrońca, wyłączając samobója. Drugi bohater zaś pokazał, że jest niezwykle konsekwentny […]
20.09.2020
Weszło
20.09.2020

Z Wojciechowskim do Barcelony, trałkowanie i pirania Leo. Sceny z kariery Łukasza Trałki

Ojciec zabierał go na mecze Stali Mielec, Józef Wojciechowski zabierał go prywatnym samolotem na El Clasico. Razem z Paulinho pokonywali w Pucharze Polski zawsze groźny Start Otwock. Poznał od środka szalony świat Antoniego Ptaka, zapisał się w ligowym kolorycie trałkowaniem, w Lechu poznał rozegrał więcej meczów niż Czesław Jakółcewicz czy Teodor Anioła. Łukasz Trałka od […]
20.09.2020
Weszło
20.09.2020

Lech rozbije Wartę w derbach Poznania? Atrakcyjne kursy na pewną wygraną „Kolejorza”

Derby miasta, na których kibice siedzą na trybunach obok siebie? W Poznaniu to możliwe. Ekstraklasa serwuje nam dziś pierwsze od lat spotkanie dwóch największych, wielkopolskich klubów – Lecha oraz Warty. Czy Poznaniacy, którzy będą chcieli odpocząć po boju z Hammarby, zaliczą wreszcie pierwsze w sezonie zwycięstwo? A może Warta powtórzy niespodziankę sprzed lat? Typujemy ten […]
20.09.2020