post Michał Kołkowski

Opublikowane 07.07.2020 16:43 przez

Michał Kołkowski

Charakterystyczne okulary, ekscentryczne stroje, nietypowa fryzura. Edgar Davids na przełomie wieków był jednym z najbardziej rozchwytywanych piłkarzy wśród wszelkiej maści marketingowców. Przede wszystkim jednak cieszył się reputacją doskonałego środkowego pomocnika. Louis van Gaal nazywał go „Pitbullem”, z kolei Marcello Lippi określił go „jednoosobowym silnikiem drużyny”. Davids faktycznie zasłynął przede wszystkim jako zawodnik Ajaksu oraz Juventusu. To w tych klubach święcił największe triumfy, zdobywał krajowe i europejskie trofea. Tam zapracował na reputację bestii środka pola. Paradoksalnie jednak, bardzo emblematyczny dla bogatej kariery Holendra jest jego pobyt w Barcelonie. Krótki, ledwie półroczny. I w sumie… nie uświetniony żadnym spektakularnym sukcesem.

– Davids wskrzesił Barcelonę – pisał Sid Lowe z brytyjskiego Guardiana w marcu 2004 roku. – Niebezpieczny Holender w pojedynkę wprowadził swoją nową drużynę z powrotem do ligowej czołówki.

Kryzys

Początek sezonu 2003/04 przyniósł na Camp Nou rewolucję i to w zasadzie na każdej z możliwych płaszczyzn. Przede wszystkim – doszło do zmiany prezydenta klubu. Końca dobiegło niedługie panowanie Joana Gasparta, który został zapamiętany jako jeden z najmniej sprawnych prezydentów w dziejach klubu. Gaspart wcześniej przez lata działał ze znakomitymi rezultatami jako wiceprezydent Barcy, ale tuż po przejęciu samodzielnej władzy przyszło mu przełknąć straszliwe upokorzenie z rąk odwiecznych rywali z Madrytu. Przebiegły prezydent Realu, Florentino Perez, wykradł mu bowiem Luisa Figo, wówczas jednego z najlepszych piłkarzy globu, noszącego niekiedy opaskę kapitańską Barcelony. No, może określenie „wykradł” nie jest najbardziej fortunne, ponieważ „Królewscy” pobili światowy rekord transferowy, by przechwycić Portugalczyka. Ale w  wymiarze prestiżowym ta transakcja była dla Katalończyków naprawdę bolesna.

Gaspart żalił się potem, że został oszukany. Przez zawodnika, przez jego agenta, a przede wszystkim przez Pereza. Działania prezydenta Realu określał jako „mroczne” i „podłe”. Może i było w tym zresztą trochę racji, aczkolwiek dla większości kibiców gabinetowe zawiłości nie miały przecież najmniejszego znaczenia. Przekaz był jasny: Gaspart oddał Figo do Realu. – Nigdy nie wybaczę Figo odejścia do Realu Madryt. On to wie. To był ruch zdradziecki. Podstępny i bezprawny. Dokonany pod osłoną nocy. Podpisano dokument z przedstawicielem Figo, gdy ten wciąż był związany kontraktem z Barceloną – wściekał się Gaspart w audycji COM Radio.

– Uważałem, że w Barcelonie nie traktowano mnie uczciwie – powiedział Portugalczyk w rozmowie z FourFourTwo. – Nie byłem opłacany tak wysoko, jak na to zasługiwałem. To prawda, że kiedy już się porozumiałem z Realem, działacze Barcy jednak chcieli zapłacić mi tyle, ile żądałem. Była szansa, by odwołać transfer, ale stało się to za późno. Nie chciałem, żeby mój agent miał kłopoty i odszedłem do Madrytu. (…) Najpierw był moment gniewu. A potem… Potem wszystko stało się nagle rzeczywistością.

„Figo był tchórzem, który mnie zdradził”

Joan Gaspart

Co gorsza, pieniądze zarobione na sprzedaży Figo przeznaczono na wzmocnienia, które albo nie wypaliły wcale, albo udały się najwyżej połowicznie. Efekt tego wszystkiego był wręcz opłakany. Barcelona, która w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych mogła uchodzić za największą piłkarską potęgę Starego Kontynentu, dekadę później stała się zaledwie czwartą siłą hiszpańskiej ekstraklasy. W sezonie 2002/03 przez moment zanosiło się nawet, iż Blaugrana uwikła się w walkę o utrzymanie. Katastrofa. Tym bardziej bolesna, że jednocześnie „Królewscy” święcili triumfy. Dziewiąty raz w swojej historii sięgnęli po Puchar Mistrzów.

Odejście Gasparta było w takich okolicznościach naturalną koleją rzeczy. Prezydent regularnie zmieniał trenerów, szukał kolejnych wzmocnień. Kombinował jak umiał, ale jego chaotyczne posunięcia tylko pogarszały i tak wystarczająco niewesołą sytuację.

Zimą odsądzany od czci i wiary Gaspart podał się więc do dymisji. 15 czerwca 2003 roku wybory na nowego szefa klubu wygrał natomiast jego imiennik, Joan Laporta. Socio numer 27 869. Laporta przedstawił bardzo konkretny i ambitny plan odbudowy klubu. Poczynając od gruntownej przebudowy jego struktur i odświeżenia kadry dyrektorskiej, poprzez nową strategię odnośnie współpracy ze sponsorami, a kończąc na przemeblowaniu kadry pierwszego zespołu. I dzisiaj już wiemy, że jego prezydentura okazała się wielkim sukcesem. Barca powróciła na szczyt tak w kraju, jak i w Europie, zyskując miliony nowych fanów we wszystkich zakątkach Ziemi. Jednak pierwsze miesiące kadencji Laporty niekoniecznie zapowiadały pasmo sukcesów. Przeciwnie – wyglądało na to, że końca kryzysu nie widać.

Edgar Davids z koszulką Barcelony.

Laporta, wzorem wspomnianego Florentino Pereza, również zbudował narrację swojej prezydenckiej kampanii wokół zapowiedzi gigantycznego transferu. Sęk w tym, że Perez swoją przedwyborczą obietnicę spełnił. Dał słowo, że wydrze Figo z Camp Nou i tak właśnie uczynił, rozpoczynając tym samym swój galaktyczny projekt. Tymczasem Laporta poprzysiągł elektorom, że ściągnie do stolicy Katalonii jedną z największych gwiazd angielskiej Premier League, Davida Beckhama. – Idea była taka, żeby znów umiejscowić Barcę w centrum zainteresowania. Tak ze sportowego, jak i medialnego punktu widzenia – wyjaśniał po latach Laporta. – Manchester United na każdym meczu towarzyskim zarabiał wówczas dwa miliony euro. My? Najwyżej trzysta tysięcy. Musieliśmy sprawić, by każdy dzieciak w Singapurze czy Tokio chciał nosić koszulkę Barcelony, a nie Manchesteru United.

Nic z tego jednak nie wyszło. Beckham również wylądował w Madrycie, a Barcelonie nie pozostało nic innego, tylko zadowolić się transferem Ronaldinho. – Jeśli mam wybierać między Beckhamem a Ronaldinho, po stokroć stawiam na Anglika. Cała Azja zakocha się w nas z jego powodu. Brazylijczyk jest tak brzydki, że pogrążyłby naszą markę – kpił Perez. Można sobie wyobrazić przyjemniejszy początek prezydentury niż przegranie z najzajadlejszym wrogiem wyścigu o podpis upragnionego zawodnika.

Kadrowe przetasowania

W klubie doszło do prawdziwej rewolucji kadrowej. Poza wspomnianym Ronaldinho, na Camp Nou trafili także Ricardo Quaresma i Rafael Marquez. Przede wszystkim rozpoczęto jednak oczyszczanie szatni z zawodników, których uznano za niepasujących do koncepcji nowego trenera, którym mianowano Franka Rijkaarda. Z zespołu odeszli więc Frank de Boer, Juan Roman Riquelme, Roberto Oscar Bonano, Philippe Christanval, Patrik Andersson, Fabio Rochemback czy Geovanni. A i tak było pewne, że to ledwie zapowiedź kolejnych pożegnań.

Niewiele brakowało, a do Barcelony przeniósłby się również 18-letni Cristiano Ronaldo. Jorge Mendes zaproponował młodego Portugalczyka działaczom Blaugrany, ale ci zapłacili zbyt wielkie pieniądze za Quaresmę, by stać ich było na jeszcze jedną perełkę ze szkółki Sportingu. Laporta powiedział: „pas”.

Wspomnianego Rijkaarda na stanowisko szkoleniowca Barcelony rekomendował osobiście legendarny Johan Cruyff, którego rad Laporta zawsze uważnie i chętnie wysłuchiwał. Zresztą to właśnie otwarte i zdecydowane poparcie Cruyffa prawdopodobnie zapewniło mu elekcję. Runda jesienna sezonu 2003/04 udała się jednak Blaugranie nader przeciętnie. Po obiecującym wejściu w sezon, podopieczni Rijkaarda zaczęli notorycznie gubić punkty, a katalońskie media uznały trenera za winowajcę tego stanu rzeczy. Zarzucano mu chybione eksperymenty taktyczne i bazowanie wyłącznie na przebłyskach geniuszu Ronaldinho, który późną jesienią nabawił się urazu.

Na początku grudnia osłabiona Barcelona zupełnie się rozsypała. Najpierw przerżnęła w absolutnie kompromitującym stylu 1:5 z Malagą, a potem oberwała u siebie od Realu Madryt w „Klasyku”. Posada Rijkaarda zawisła na włosku.

Malaga CF 5:1 FC Barcelona (14. kolejka La Ligi 2003/04).

FC Barcelona 1:2 Real Madryt (15. kolejka La Ligi 2003/04).

Real Madryt zwyciężył na Camp Nou 2:1, a holenderski szkoleniowiec Barcy został wręcz rozsmarowany przez dziennikarzy. Walono w niego jak w bęben. Oskarżano go o tchórzostwo, ponieważ w El Clasico postawił na zaledwie dwóch typowo ofensywnych piłkarzy w wyjściowej jedenastce. – Byłem wtedy w Barcelonie od sześciu miesięcy, a dziennikarze w nagłówkach już nazywali mnie tchórzem – żalił się Rijkaard. – Wytknęli mnie palcem i powiedzieli: „winny”. Oskarżyli mnie, że przestraszyłem się Realu i zagęściłem środek kosztem siły ognia. Czy mnie to oburzyło? Nie. W kolejnych meczach jeszcze mocniej zadbałem o środkową strefę.

„Pirania” w katalońskim stawie

Właśnie w środku pola Rijkaard dostrzegał największe problemy swojego zespołu. Uważał, że drużynie brakuje tam odpowiedniego balansu. Piłkarza, który nie tylko odwali swoją robotę w destrukcji, ale popracuje również za innych. Wypruje z siebie żyły, asekurując partnerów. Kiedy otwarte zostało zimowe okno transferowe, szkoleniowiec Barcy zgłosił zarządowi zapotrzebowanie na defensywnego pomocnika.

I wtedy na scenie pojawił się Edgar Davids.

30-letni Holender po sześciu sezonach spędzonych na Stadio delle Alpi stracił miejsce w wyjściowej jedenastce Juventusu na rzecz Stephena Appiaha i straszliwie cierpiał z tego powodu. Nie był bowiem przyzwyczajony do przesiadywania na ławce rezerwowych. Dla zawodnika tak dumnego jak on, utrata zaufania trenera stanowiła niewyobrażalną wręcz potwarz. Davids miał naprawdę mocno rozbuchane ego. Świadczy o tym anegdotka przytoczona przez Carlo Ancelottiego, który współpracował z holenderskim pomocnikiem w Juve.

– Jednym z pierwszych piłkarzy, z którymi rozmawiałem po objęciu stanowiska trenera Juventusu, był Edgar Davids – wspominał Carletto w swojej autobiografii. –  Bardzo mi się podobał, więc nie omieszkałem mu tego powiedzieć: „Podoba mi się twoja gra, twoja agresja, determinacja i zdecydowanie. Widać, że nigdy nie tracisz inicjatywy, że jesteś fajterem, walczakiem”. Dalej wymieniałem jego atuty. Cały czas wpatrywał się we mnie bez słowa. Zresztą „wpatrywał się” to mało powiedziane. Gapił się na mnie jak na psie gówno, w które niechcący wdepnął. Gdy wreszcie skończyłem, rzucił głęboką myśl: „Umiem też grać w piłkę”. To prawda, choć technicznie nigdy nie był najlepszy. Nie miał problemów z ciężką pracą, ale nie cierpiał biegać, musiałem więc każdego dnia wymyślać mu nowe ćwiczenia z piłką. Przypominało to trochę aplikowanie leku małemu dziecku. Jeśli po prostu podasz mu lekarstwo na łyżeczce, to je wypluje. Szanse na powodzenie rosną, jeśli ukryje się preparat w łyżeczce nutelli.

– Żeby nakłonić Edgara do zrobienia czegokolwiek, musiałem mu wyjaśniać, po co to robi i jakie będzie miał z tego korzyści. Był perfekcjonistą. Żeby nie powiedzieć, że trochę także wrzodem na tyłku – dodał Włoch.

„Trener poprosił o Davidsa w czwartek. W sobotę już mieliśmy go u siebie”

Joan Laporta, prezydent FC Barcelony w latach 2003 – 2010

Cóż – skoro Davids potrafił być „wrzodem na tyłku” jako zawodnik podstawowego składu, to co dopiero wówczas, gdy przyszło mu grzać ławę. Pewnie dlatego nieśmiałe zainteresowanie ze strony Barcelony natychmiast zamieniło się w konkretne rozmowy o wypożyczeniu pomocnika do końca sezonu. Transakcję dopięto w ciągu paru dniu. Davids zadebiutował w hiszpańskiej ekstraklasie 17 stycznia 2004 roku. Blaugrana zajmowała wówczas siódme miejsce w ligowej stawce. Miała aż dwanaście punktów straty do podium. A na której pozycji skończyła rozgrywki? Drugiej. Już z Davidsem katalońska ekipa zanotowała w lidze passę szesnastu meczów bez porażki i pomknęła w górę tabeli.

Zatrudnienie wychowanka Ajaksu pozwoliło Rijkaardowi, by w Barcelonie sięgnąć po najbardziej klasyczne ustawienie dla holenderskiego futbolu: 4-3-3. Był to strzał w dziesiątkę. Przesunięty wyżej Xavi ujawnił pełnię swoich możliwości w roli rozgrywającego, natomiast ulokowany z lewej strony boiska Ronaldinho zaczął mordować rywali swoimi szalonymi dryblingami. Davids odwalał czarną robotę, a przy okazji nieźle się sprawdzał w ofensywnej, szybkiej i kombinacyjnej grze Barcy.

Katalończycy nie zdołali zgarnąć mistrzowskiego tytułu, ten przypadł Valencii, lecz i tak finiszowali w imponującym stylu. Wiosną w pokonanym polu zostawili całą ligową czołówkę: Valencię, Deportivo la Coruna i przede wszystkim Real Madryt. Rozczarowaniem okazały się tylko trzy ostatnie kolejki rozgrywek, gdy „Duma Katalonii” dwukrotnie poległa, no i występy pucharowe. W Pucharze Króla podopieczni Rijkaarda polegli już na etapie ćwierćfinału, natomiast z Pucharem UEFA pożegnali się jeszcze o jeden szczebel wcześniej. Blaugrana nie była jednak drużyną gotową do gry na wielu frontach. Priorytet dla Rijkaarda stanowiła La Liga.

Wyprzedzenie w tabeli madryckich Galacticos potraktowano w stolicy Katalonii jako bardzo optymistyczny rezultat.

Davids na Estadio Santiago Bernabeu do tego stopnia uprzykrzył życie Zinedine’owi Zidane’owi, swojemu byłemu partnerowi z Juventusu, że szkoleniowiec „Królewskich” zdjął Francuza z boiska na kwadrans przed końcowym gwizdkiem arbitra. Holender udowodnił, że wszystkie jego pseudonimy – „Pitbull”, „Pirania”, „Rekin” – są jak najbardziej trafione. Zdarzało mu się przesadzać, jak choćby w starciu z Atletico Madryt, gdy bezmyślnie się wykartkował. Jednak co do zasady jego agresywna postawa inspirowała pozostałych piłkarzy do zwielokrotnienia własnych wysiłków na murawie.

Deportivo La Coruna 2:3 FC Barcelona (26. kolejka La Ligi 2003/04).

Real Madryt 1:2 FC Barcelona (34. kolejka La Ligi 2003/04)

Jak widać na załączonym obrazku – uwolnienie stu procent ofensywnego potencjału Ronaldinho i Xaviego przyniosło nadzwyczaj spektakularne efekty. – Davids jest katalizatorem zmian, które uzdrowiły Barcelonę – dowodził wtedy Sid Lowe. – To całkiem istotna rola jak na zawodnika, który do klubu trafił dopiero zimą, a o którym Jorge Valdano, dyrektor sportowy Realu Madryt, powiedział: „nie jest piłkarzem galaktycznym”. Michel, były skrzydłowy Realu, a obecnie wzięty felietonista, posunął się jeszcze dalej. Stwierdził, że Davids w żaden sposób nie wpłynie na grę Barcy. Bum. Mylił się i to bardzo. Podczas gdy wszyscy zachwycają się maestrią Ronaldinho i kreatywnością Xaviego, to właśnie Davids okazuje się człowiekiem, który pozwolił zespołowi powrócić na właściwe tory. Za jego sprawą druga linia odzyskała wojowniczy charakter. Stanowi płuca tej drużyny.

„Gdy dziś przeglądam gazety sprzed lat, mogę się tylko śmiać. W 2004 roku wielu dziennikarzy naprawdę sądziło, że bez Edgara Davidsa u boku moja kariera dobiegnie końca”

Xavi

Potwierdził to sam Xavi w książce „The Barcelona Inheritance”: – Davids wprowadził do naszej szatni nową, zwycięską mentalność. Był wojownikiem. Wiedział, jak bardzo trzeba się poświęcić dla zespołu, by odnosić sukcesy. Z kolei Ferran Soriano, hiszpański publicysta, podkreśla jeszcze inną funkcję Davidsa: – Edgar bardzo cenił i szanował Rijkaarda. Za jego śladem poszli pozostali zawodnicy, nawet ci, którzy wcześniej nie byli przekonani do trenera. Gwałtowna poprawa wyników zespołu scementowała drużynę wokół szkoleniowca.

***

Ostatecznie holenderski pomocnik latem 2004 roku odrzucił ofertę definitywnego przejścia do Barcelony. Massimo Moratti, szastający forsą właściciel Interu Mediolan, zaproponował mu bowiem znacznie korzystniejsze warunki kontraktu. Rijkaard chciał rzecz jasna Davidsa zatrzymać w swoich szeregach, ale działacze Barcy nie mieli zamiaru rozbijać banku dla dla przeszło 30-letniego zawodnika. Holender po latach żałował zresztą, że połakomił się na ofertę Nerazzurrich, ponieważ jego przygoda w mediolańskim klubie nie była już tak udana jak na Camp Nou. Próbował nawet wrócić do Barcy, lecz było już za późno. Środek pola katalońskiego klubu obsadzono innymi zawodnikami.

W tej układance miejsce dla Davidsa i jego finansowych oczekiwań już się nie znalazło. Brano pewnie pod uwagę, że Holender może się okazać bombą z opóźniony zapłonem. Miał on już bowiem na swoim koncie mnóstwo ekscesów, na czele z dopingowym skandalem, oskarżeniem o pobicie partnerki oraz szeregiem awantur z kolegami z zespołu, o przeciwnikach nawet nie wspominając.

„Wrzód na tyłku”, jak to malowniczo ujął Ancelotti.

Trzykrotny mistrz Holandii, trzykrotny mistrz Włoch i zdobywca Ligi Mistrzów oraz Pucharu UEFA nie uzupełnił zatem swojego i tak imponującego dorobku o żadne hiszpańskie trofeum. Na osłodę pozostaje mu jedynie świadomość, że gdyby nie jego półroczne wypożyczenie, to powrót Barcelony na ligowy, a potem europejski tron mógłby potrwać znacznie dłużej.

Michał Kołkowski

fot. NewsPix.pl

Opublikowane 07.07.2020 16:43 przez

Michał Kołkowski

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 4
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Kuz
Kuz

Davids to byl Kocur

Kuz
Kuz

Można powiedziec, że normalnie taki Radosław Sobolewski. Stano pzdr

SmyQ
SmyQ

Świetny artykuł o świetnym piłkarzu.

Guess who
Guess who

„Barcelona, która w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych mogła uchodzić za największą piłkarską potęgę Starego Kontynentu”

Ale to tak na serio? Bo jeśli to miał być sarkazm, to ewidentnie go nie wyłapałem.

Weszło
11.08.2020

Klepali, męczyli, cisnęli, w końcu wpadło. Sevilla w półfinale Ligi Europy

Ever Banega i Lucas Ocampos. To są nasi wieczorni bohaterowie, herosi, którym ślemy życzenia i czekoladki. To oni bowiem skonstruowali jedną, jedyną bramkę dzisiejszego wieczora, dzięki której uniknęliśmy dogrywki w starciu Sevilli z Wolverhampton. 2020 rok jest paskudny i mógłby sobie odpuścić dogrywkę w Lidze Europy po 0:0 w 90 minutach. Okazał litość, co za […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

Szymon Jadczak w Hejt Parku w Dobrym Składzie! LIVE od 22.00

Coś czujemy, że kibice Wisły Kraków zajmą dziś naszą linię i rozgrzeją ją do czerwoności! Szymon Jadczak, autor książki „Wisła w ogniu”, związany zawodowo z TVN-em, będzie gościem Tomasza Smokowskiego w „Hejt Parku w Dobrym Składzie”. Program możecie śledzić w „Kanale Sportowym” oraz w Weszło.FM. Macie pytania do naszego gościa? Śmiało, telefon do studia to […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

Duży talent, ale też duży egoista. Kim jest Yaw Yeboah z Wisły Kraków?

Wisła Kraków kontynuuje zbrojenia przed nowym sezonem. Sprowadziłą już czwartego obcokrajowca w tym okienku, ale na razie nie będziemy się czepiać. Yaw Yeboah – podobnie jak Fatos Beciraj, Stefan Savić i Adi Mehremić (no, ten najmniej) – na papierze ma bowiem trochę argumentów wskazujących na to, że może być ciekawym transferem. Niewykluczone nawet, że z […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

Idioci w służbie sabotażu rozgrywek. Szkoci dostali żółtą kartkę od rządu

Tysiąc razy można mówić „słuchajcie, są takie i śmakie obostrzenia, przestrzegajcie ich”. Można wskazywać, że każde wystawianie na ryzyko integralności ligi to zagrożenie nie tylko zdrowotne, ale też i finansowe dla klubów. Do tego można rzucać przykładami, że lekceważenie koronawirusa źle się kończy. A na to wchodzi Boli Bolingoli z Celtic oraz ośmiu piłkarzy Aberdeen, […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

Kamil Glik wraca do Serie A. Benevento z ambicjami na coś więcej niż utrzymanie

Cztery pełne sezony we Francji. 167 występów pod herbem Monaco. Mistrzostwo kraju i trafienie do jedenastki dekady klubu z księstwa. I wreszcie nadszedł czas, by powiedzieć „dziękuję”. Kamil Glik odchodzi z Monaco i wraca do Włoch, gdzie podpisał kontrakt z beniaminkiem Serie A – Benevento. Tym razem ekipa „Czarownic” nie chce jak meteoryt przelecieć przez […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

Koronawirus decyduje o tym, z kim Legia zmierzy się w eliminacjach

Potencjalni rywale Legii w I rundzie eliminacji do LM jeszcze nie zagrali swojego meczu, a już dowiedzieliśmy się, z kim  zmierzy się polska drużyna. Podopieczni Vukovicia unikną starcia z zawsze mocną Dritą Gnjilane. W zasadzie formalnością jest, że wynik meczu rozstrzygnie koronawirus. Obie ekipy miały wyjść na boisko jeszcze dzisiaj. Dwie godziny przed meczem UEFA […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

Śląsk reaguje na głupotę. I brawo!

Trochę zżymaliśmy się w ostatnich dniach na zachowanie klubów, które lekko zgłupiały w związku z koronawirusem. Były proste błędy ludzkie, był brak zdrowego rozsądku, były braki w kompetencjach. Ale skoro krytykujemy, to warto też pochwalić, bo nie wszyscy temat mają w nosie. Śląsk Wroclaw bardzo poważnie podszedł do naszych wczorajszych doniesień i odsunął od treningów […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

Odejście Jóźwiaka – nie „czy”, a „kiedy”. Co z Sykorą, Moderem i Klupsiem?

Dziwne są to tygodnie dla fanów Lecha Poznań. Z jednej strony – do klubu przyszło już czterech piłkarzy, dwóch z nich jest naprawdę obiecujących. Ale z drugiej strony – wątpliwości kibiców budzi fakt, że za żadnego Kolejorz nie musiał płacić. Kasa w kontekście poznaniaków jest dość ważna, bo jest kluczowym czynnikiem wpływającym dla to, że […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

Michniewicz: Niektórzy w wieku Kapustki marzą o wyjeździe, on już wraca z bagażem doświadczeń

– U nas graliśmy w ustawieniu bez skrzydłowych, 4-3-1-2, grał jednego ze środkowych pomocników, czasem dziesiątkę, pod napastnikami. Grywał też jako skrzydłowy, ale ja bym go widział w środku. Ma świetny przegląd pola, bardzo dużo widzi, swobodnie operuje piłką, fajnie się z piłką w tłoku obraca. U trenera Nawałki grał na skrzydle, ale chyba trochę […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

Zmęczeni średniactwem. Pogoń chce czegoś więcej

Pogoń Szczecin to niechlubny fenomen. Mają siódme miejsce w tabeli wszech czasów Ekstraklasy, przed Widzewem Łódź, Śląskiem Wrocław, Cracovią. Rozegrali w elicie aż czterdzieści osiem sezonów. Od lat sześćdziesiątych może z przerwami, ale w każdej dekadzie zaznaczając swoją obecność w polskiej piłce. Przy tym NIGDY NIC nie wygrali na najwyższym szczeblu. Tyle lat, ani jednego […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

Tworek: Nie możemy być jak ćmy, które parzą się lecąc do światła

Warta Poznań awansowała do Ekstraklasy jako zespół… braku wiary. Braku wiary z zewnątrz. Celem Warty przed startem sezonu absolutnie nie był awans, a przed decydującymi barażami eksperci rzadko kiedy stawiali na piłkarzy trenera Piotra Tworka. Mimo że to oni przystępowali do nich jako trzecia siła pierwszej ligi. Wiary za to nie brakowało w zespole. I […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

COVID-19 także w pierwszej lidze. Sandecja Nowy Sącz już w izolacji

Wygląda na to, że koronawirus w polskiej piłce rozsiadł się wygodnie w fotelu i zapina pasy. Po serii zachorowań w Ekstraklasie, która dotknęła już czterech klubów – a nawet pięciu, bo zakażenie, choć dzięki ostrożności klubu w mniejszym stopniu, dotknęło także Górnika Zabrze – przyszedł czas na jej zaplecze. Pierwszoligowcy zgodnie z zaleceniami Komisji Medycznej […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

Sytuacja niecodzienna: mistrz porządnie dozbrojony

Artur Boruc z AFC Bournemouth. Bartosz Kapustka z Leicester City. Josip Juranović z Hajduka Split. Dwaj solidni ligowcy, Filip Mladenović z Lechii Gdańsk i Rafael Lopes z Cracovii. A to wszystko przy bardzo nieznacznych, może nawet symbolicznych osłabieniach – bo jeśli chodzi o kluczowych piłkarzy, sprzedany został jedynie Radosław Majecki. Legia Warszawa w tym okienku […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

Piłkarz totalny. O pierwszym sezonie Ronaldo w Interze

Inter chce wygrywać Scudetto i Ligę Mistrzów, ale w starym odpowiedniku Ligi Europy, Pucharze UEFA, też ma zacne tradycje. W latach dziewięćdziesiątych wygrywał go trzykrotnie, ostatni raz z Ronaldo w składzie. Ronaldo, który był wówczas zdecydowanie najlepszym piłkarzem na świecie, Ronaldo, który przenosząc się do Nerazzurri drugi raz bił transferowy rekord świata, Ronaldo, nie tylko […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

Polski mecz nie był tylko sloganem. Szymański i Augustyniak wchodzą z buta w sezon w Rosji

Takie rozpoczęcia sezonu to my lubimy. Pierwsza kolejka ligi rosyjskiej jeszcze się nie skończyła, a Sebastian Szymański już zdołał wyrównać swój wynik w klasyfikacji kanadyjskiej z poprzedniego sezonu. Jak do tego doszło? Otóż mecz Dynama Moskwa z Uralem Jekaterynburg okazał się „polski” nie tylko ze względu na samą obecność na murawie naszych graczy. Szymański, a […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

Czwarty polski klub z koronawirusem. Tym razem Pogoń Szczecin

Start rozgrywek Ekstraklasy coraz bliżej, a tymczasem występują coraz większe komplikacje. Właśnie okazało się, że mamy czwarty przypadek koronawirusa w polskim klubie. Gdzie tym razem? W zachodnio-pomorskim, czyli w szczecińskiej Pogoni. Zakażony jest jeden, ale to wystarczyło, żeby drużyna została skierowana na kwarantannę. O sprawie poinformował sam klub, który opublikował na swojej stronie komunikat. Dowiadujemy […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

Król strzelców II ligi zagra szczebel wyżej? Dwa kluby zainteresowane Michałem Bednarskim

Na polskim rynku transferowym nic się nie zmienia – większość klubów szuka napastnika, więc ci, którzy strzelają sporo, mają rozgrzany telefon. Tak też jest w przypadku Michała Bednarskiego, który w poprzednim sezonie został królem strzelców drugiej ligi w barwach Górnika Polkowice. Wiele wskazuje na to, że zawodnik ostatecznie trafi na zaplecze Ekstraklasy. W najwyższej lidze […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

„Legia chciała ukryć zarażenie i twierdziła, że wszyscy są zdrowi”

– Mieliśmy przypadek pozytywnego testu na obecność koronawirusa, ktoś chciał to ukryć i grać, bo twierdzi, że wszyscy są zdrowi. Są procedury, które jasno mówią, jak trzeba funkcjonować, kiedy ktoś jest chory. Nasz Zespół Medyczny wysłał do klubów dokładne wytyczne. Każdy odpowiedzialny i mądry klub zrobił piłkarzom, trenerom i pracownikom badania przed pierwszym treningiem. W […]
11.08.2020