Reklama

Strączek zdaje egzamin, Stal wiceliderem

redakcja

Autor:redakcja

18 czerwca 2020, 21:01 • 5 min czytania 7 komentarzy

Rafał Strączek ostatni mecz od pierwszej minuty w I lidze rozegrał dwa lata temu. Przyjął wtedy cztery bramki od Podbeskidzia i na długo mógł zapomnieć o grze na tym poziomie. Jeszcze zeszłej jesieni w barwach Motoru opędzał się przed napastnikami Jutrzenki Giebułtów i Stali Kraśnik. W minionej kolejce wskoczył awaryjnie do składu za kontuzjowanego Wrąbla i dzisiaj przyszedł czas na poważny, dziewięćdziesięciominutowy test.

Strączek zdaje egzamin, Stal wiceliderem

Test został zdany na szóstkę, choć okazał się trudniejszy, niż ktokolwiek mógł się spodziewać. Stal całą drugą połowę grała w dziesiątkę, a Strączek kilkukrotnie ratował gospodarzy. Co więcej, w doliczonym czasie gry… powinien mieć kluczowe podanie przy bramce. Mecz marzenie, w dużej mierze dzięki niemu Stal zdobyła trzy punkty i zameldowała się na pozycji wicelidera.

PREZENT ZE STRONY GOŚCI

Po ofensywnych popisach Stali w Tychach spodziewaliśmy się, że u siebie ze Stomilem od pierwszej minuty będą starali się pokazać trochę boiskowego bajlando. Z drugiej strony trener Majewski ustawił olsztynian dość wysoko, zgodnie z ofensywną filozofią, na którą ma przestawiać Stomil.

A tu ani z jednej, ani z drugiej strony. Cały pierwszy kwadrans – bez celnego strzału.

Stomil chciał, ale nie dawał rady. Ofensywa klejona na klej w sztyfcie. Irytował chaotycznością w tym fragmencie Carolina, który zanotował na przykład akcję, w której przyjmował na cztery razy, a mimo to wyszedł za boczną linię. Sobczak dał się zapamiętać głównie żółtą kartką za gadanie. Najlepiej wyglądał Hinokio, który potrafił odebrać na 20. metrze, wejść w pole karne z dryblingiem, uderzyć. Ale widział też sporo, dokładnie dogrywał i cały czas był pod prądem. Wyraźnie w tym meczu pokazał też, że pracuje nad grą w tyłach – na pewno w szykach obronnych nie statystował.

Reklama

Stal miała więcej do powiedzenia, ale trudno nazwać to koronkowym graniem. Próbował szarpać po lewej stronie Prokić. Ale więcej było w tym właśnie szarpania niż grania. Inna sprawa, że gdyby w tej sytuacji piłkę podał mu Żyro, zamiast iść samotnie na trzech, Prokić miałby sam na sam.

Źródło: Ipla.TV

Okazję do strzelenia bramki i tak miał Prokić najlepszą, gdy po wrzutce Maka uderzył głową z trzech metrów, ale Skiba sobie znanym sposobem – w praktyce pajacykiem z piłki ręcznej – zdołał to odbić nogą. Poza tym mógł się w Stali podobać strzał Nowaka z dystansu. Strzelał też groźnie z szóstego metra Mak głową i chyba w tej okazji powinien lepiej przymierzyć.

Szans niewiele, sporo kopania się po czole.

Pierwsza połowa powoli dobiegała końca, wydawało się, że Stomil dowiezie remis do szatni. A tutaj Skiba, do tej pory jeden z najmocniejszych punktów Stomilu, pozwolił się zaskoczyć… prosto z kornera. Wkręcał Nowak, Skiba ewidentnie źle obliczył tor piłki, nie podejrzewając, że będzie aż tak podkręcona. Piłka wpadła mu za kołnierz, odbiła się od wrytego w linię Strausa i wpadła do siatki. Chyba nie na tym polega pilnowanie słupka. Nowakowi należą się wysokie noty za spryt, ale jednak nie da się ukryć: był w tym element prezentu.

Reklama

KURTUAZJA GOSPODARZY

Ledwo Stomil popisał się gościnnością, a tu gospodarze pokazali, że też wiedzą co to kurtuazja. 46. minuta, Bodzioch w niegroźnej sytuacji wchodzi ostro i ogląda drugą żółtą kartkę. Drugi mecz Stomilu pod wodzą Majewskiego, drugi raz duża część gry z rywalem w przewadze. Mniej czasu niż z Chojniczanką, ale umówmy się: wciąż mnóstwo.

Stomil faktycznie w minutach po kartce ruszył do huraganowego ataku. Wykazywał się wciąż Hinokio, przynajmniej póki starczyło mu sił. Dużo lepiej wyglądał na skrzydle Carolina, bo choć wciąż irytował niektórymi decyzjami – na przykład próbą lutowania za każdym razem, gdy dostał piłkę na wprost od bramki – tak pokazał niezły dorzut. Po jednym Hinokio miał doskonałą okazję. Było w grze reprezentanta Curacao sporo klasycznego jeźdźca bez głowy, ale niektórym akcjom nie można odmówić błyskotliwości. Zresztą, nawet jedno z tych jego szalonych uderzeń faktycznie mogło wpaść. Strączek wolał nie ryzykować łapania piłki lecącej w okolice poprzeczki dość dziwną parabolą i zbił futbolówkę. Dużo mądrzej grał też Sobczak, choć generalnie Stomil chyba za często decydował się na strzały z dwudziestu, trzydziestu metrów. Inna sprawa, że wstrzeliwywane w pole karne piłki rzadko coś dawały.

Strączek musiał się wykazać czy to przy wspomnianym strzale Caroliny, czy przy groźnym uderzeniu Sobczaka zza szesnastki, czy wreszcie przy najlepszej okazji Stomilu, gdy Siemaszko stanął z młodym bramkarzem Stali sam na sam. Później Strączka mniej lub bardziej groźnie testowali nawet Getinger i Bartosz. Stal w tym fragmencie praktycznie nie istniała w tyłach – próbowali szarpać Żyro z Tomasiewiczem, ale najwyżej ograniczało się to do uzyskania paru sekund. Jedyne realne zagrożenie przyszło po stałym fragmencie i główce Bartosza.

Stomil ewidentnie osłabiła fatalna zmiana Gancarczyka. W zasadzie od tego momentu siły na boisku niemal się wyrównały. Do tego trzeba dodać Hinokio, który w końcówce oddychał rękawami i huragan Stomilu się skończył. Stal jeszcze powinna wyjść na 2:0, gdy Strączek wybił długą piłkę w doliczonym czasie gry, przedłużył ją Żyro a Dadok wyszedł sam na sam. Skiba przypomniał jednak, że zawalona bramka była raczej wypadkiem przy pracy.

10 PUNKTÓW PO PRZERWIE

Różne mecze grała Stal Mielec po przerwie wywołanej koronawirusem, ale fakty nie kłamią:

– zdobyła w tym okresie najwięcej punktów,
– strzeliła najwięcej bramek (choć do spółki z trzema innymi drużynami).

Widać w tej drużynie zaplecze, skoro wskakuje Strączek i potrafi dać taki popis. A przecież są liderzy, bo choć jak na siebie słabiej zagrali Nowak i Żyro, to i tak dali drużynie dość. Nowak szczególnie wykazał się przy bramce, a Żyro toczył zacięte fizyczne boje do ostatniej minuty. I nie ukrywajmy, potrafił też zrobić różnicę ekstraklasowym cwaniactwem. Dzisiaj cała drużyna zdała test charakteru, bo być może takimi zwycięstwami, gdy jest mocno pod górkę, robi się awans.

A Stomil? Za krótko by mówić, że Majewski nadał swój styl. Jakiś zwrot w kierunku ofensywy jest, ale jak na fakt, że ze 180 minut pod Majewskim 118 grali w przewadze, jeden gol to mało imponujący wynik. Ale mocne postawienie na Hinokio już zdaje się dobrym pomysłem.

STAL MIELEC – STOMIL OLSZTYN 1:0 (1:0)

Straus 44′ (samobójcza)

Fot. FotoPyK

Najnowsze

Komentarze

7 komentarzy

Loading...