post Avatar

Opublikowane 10.06.2020 10:26 przez

redakcja

O restauracji, którą jeszcze niedawno prowadził w Warszawie z Michałem Kopczyńskim. O Legii, straconym czasie i gorącej głowie, która sprawiła, że jest dziś w innym miejscu, niż mógłby być. O „teście dużej dłoni” Józefa Młynarczyka. O Alberto Cifuentesie, który miał go ściągnąć do Cadiz CF, a sam zostaje legendą tego klubu i o Angelu Perezie Garcii, którego może trudno było nazywać trenerem, ale pozytywnym człowiekiem już tak. O tym, jak lekarz klubowy ze łzami w oczach mówił mu, że według niego ma białaczkę. I rzecz jasna o wielu innych rzeczach. Zapraszamy na barwną rozmowę z Jakubem Szumskim, podstawowym bramkarzem Rakowa Częstochowa. 

***
W obliczu pandemii koronawirusa wiele wywiadów zaczyna się od pytań o zdrowie. Ja chciałbym zapytać o coś innego, ale z tego samego powodu – jak biznes? 

Korzystam z pomocy dla przedsiębiorców, nie ma tragedii. Mówię tutaj o prowadzeniu jednoosobowej działalności. 

Ale z tego co słyszałem, działasz też w innej branży, która wpadła w spore tarapaty. Podobno prowadzisz restaurację na warszawskim Powiślu. 

Musimy już używać czasu przeszłego. Robiliśmy to wspólnie z Michałem Kopczyńskim, ale się nie udało. Zamknęliśmy, a raczej sprzedaliśmy pod koniec zeszłego roku, więc w zasadzie jest to pewne szczęście w nieszczęściu. Gdybyśmy jeszcze się wstrzymali, mielibyśmy dziś jedno zmartwienie więcej. Teraz skupiam się na piłce. 

Skąd w ogóle taki pomysł na inwestycję? 

To od wielu lat było jedno z moich marzeń. Nie byłem do tego świetnie przygotowany, ale pojawiła się okazja, by stworzyć takie miejsce, więc skorzystałem. Skończyło się i bez sukcesu, i bez tragedii. Ale przyznam, że taki dodatkowy stres na pewno nie pomaga, gdy grasz w piłkę. 

Może trzeba było jeszcze spróbować z Magdą Gessler? 

Nie było takiego pomysłu, nie wiem, jak się zaprasza panią Magdę. Nie żałuję, bo został bagaż doświadczeń, który na pewno przyda się w przyszłości. I tu postawiłbym kropkę. 

Jasne. Za to w tym piłkarskim biznesie jest u ciebie chyba lepiej niż kiedykolwiek wcześniej. 

Zdecydowanie. 

Z drugiej strony, kurczę, masz już 28 lat. Łapiesz się na myśleniu o tym, dlaczego tak późno? 

Dość często. Mam wrażenie, że całkiem niedawno miałem 20 lat i przechodziłem do Piasta Gliwice. Nie wiem, kiedy to minęło. W tym czasie zaliczyłem tylko trzynaście występów w Ekstraklasie. No śmieszny bilans. Z drugiej strony akurat wśród bramkarzy wiele mamy przykładów piłkarzy, którzy wskakiwali późno, będąc jeszcze starszymi niż ja, a robili bardzo fajne kariery. To sprawia, że wiem, iż nie mam prawa narzekać – mogło dojść do tego jeszcze później lub nigdy – tak, jak w wielu innych przypadkach. 

Fajny przykład widziałeś z bardzo bliska. Jakub Szmatuła w zasadzie do 34. roku życia przegrywał rywalizację z kim popadnie, a później był najlepszym bramkarzem w lidze, został wicemistrzem i mistrzem Polski. 

Tak. Gdy przychodziłem do Piasta, jedynką był Darek Trela, ja najczęściej jeździłem na ławkę, a Kuba był u trenera trzecim wyborem. Ale był cierpliwy, nie wywoływał konfliktów, nie dążył za wszelką cenę do zmiany klubu. Życie mu oddało. To doskonały przykład dla mnie i dla młodszych bramkarzy, którzy mają gorące głowy. Ja miałem bardzo gorącą. 

Mocno przeszkadzała? 

Myślę, że gdyby nie ona, mógłbym dziś być w trochę innym miejscu. Gdy porównuję się do bramkarzy z dawnych reprezentacji juniorskich, mogę powiedzieć, że miałem duży talent. Problemem było jednak to, że myślałem, iż coś mi się z tego powodu należy. Że – na przykład – jak przesiedzę rundę na ławce, to na pewno dlatego, że ktoś mnie nie lubi lub jest w tym inne drugie dno, więc muszę koniecznie odejść. Nie robiłem wielkich głupot, afer, bo nie jestem tego typu człowiekiem, ale często obrażałem się na rzeczywistość. Wtedy wydawało mi się, że tego czasu jest strasznie mało, a dziś, choć minęło osiem lat, mam wrażenie, że ciągle jest go sporo. Nauczyłem się cierpliwości. 

Już będąc w Rakowie, gdy bronił Michał Gliwa, nie było mowy o jakichkolwiek fochach, co pewnie wszyscy mogą potwierdzić. Włącznie z Michałem, z którym bardzo się lubimy. Nie chcę używać dużych słów, bo na razie nic wielkiego jeszcze nie zrobiłem – po prostu zagrałem kilkanaście meczów w Ekstraklasie – ale myślę, że prędzej życie odda ci coś wtedy, kiedy masz właśnie taką pozytywną postawę. Do tego poza sferą mentalną, zwłaszcza w Rakowie, nauczyłem się bardzo dużo, jeśli chodzi o czysto bramkarskie czy taktyczne umiejętności. Nawet do momentu mojego pierwszego meczu w Ekstraklasie jesienią cały czas utrzymywałem, że to był dla mnie bardzo dobry ruch, niczego nie żałowałem.

Chciałbym jeszcze umiejscowić tę twoją gorącą głowę w konkretnym kontekście. Mówimy o czasach Legii, z której bardzo chciałeś odejść? 

Nie doceniałem tego, że to w młodym wieku jest świetne miejsce do rozwoju nawet wtedy, gdy nie grasz. Ale ten sam błąd popełniałem później w Piaście, gdzie też nie łapałem się do składu. Na treningach powinien dawać jeszcze więcej, żeby zmienić hierarchię, a nie zawsze tak było. 

Podobno zamiast do Gliwic mogłeś trafić do Celtiku, ale nie chciałeś jechać na testy. 

Może powiem tak – wielokrotnie sprawdzałem prognozę pogody w innych krajach, a nawet to, jak wysoki płaci się w nich podatek. A potem nikt nie dzwonił.

Wspomniałeś o młodzieżowych reprezentacjach. W kadrze Marcina Dorny, która wydawała się mocna, byłeś pierwszym wyborem. Czułeś się nadzieją polskiej piłki? 

Już wcześniej sobie to wszystko rozkminiłem! Szybko zacząłem trenować z pierwszą drużyną Legii i mimo różnicy wieku nie czułem, żebym od kogokolwiek odstawał, a to działało na wyobraźnię. Myślałem sobie wtedy tak: „w trakcie Euro 2012 będę miał 20 lat, więc może jeszcze nie, ale na następny mundial pewnie już pojadę – jako trzeci, ale będę w kadrze”. W ramach ciekawostki przypomnę, że ta prognoza się nie sprawdziła. I to niekoniecznie dlatego, że reprezentacja nie dostała się wtedy na mistrzostwa. 

W kadrze Dorny wielką nadzieją się już nie czułem. Byłem wtedy rezerwowym bramkarzem Piasta, co trochę sprowadza na Ziemię. Fajnie, że trener ciągle mi ufał, choć nie grałem w klubie, być może dzięki temu kompletnie nie przepadłem, bo o to nietrudno przy wejściu w wiek seniora. Na kadrze zawsze trochę odżywałem, a wiem, że nie brakowało głosów, iż trener powinien mnie odstawić, skoro regularnie nie bronię.

A może to po prostu był słaby rocznik? Tomasz Ptak, z którym rywalizowałeś w młodzieżowce, chyba już nie gra zawodowo w piłkę. Filip Bednarek wraca do Lecha, ale kariery w Holandii nie zrobił. W orbicie zainteresowań był wtedy też Konrad Forenc. No, bez szału. 

Był jeszcze Michał Szromnik, który z Arki pojechał do Szkocji, oraz Rafał Leszczyński, który w tym czasie dostał powołanie do pierwszej kadry. Z dzisiejszej perspektywy rzeczywiście można powiedzieć, że nikt wielkiej kariery nie zrobił i trudno to porównać do komfortu wyboru, który teraz miał selekcjoner młodzieżówki, ale też nie jest tak, że wszyscy przepadliśmy. Nie mam poczucia, że broniłem tylko dlatego, iż nie było kogo wystawić. Dużo do powiedzenia miał trener Józef Młynarczyk i musiałem sprostać jego wymaganiom, które są dość wysokie. 

Musiałeś przejść „test dużej dłoni”? Słyszałem, że kiedyś skreślił Bartłomieja Żynela zaraz po przyjeździe na zgrupowanie – podczas przywitania, właśnie ze względu na niezbyt przekonujący uścisk. 

Wierzę, bo też w trakcie pierwszego przywitania usłyszałem: – Jak ty to łapiesz?! 

A trener sam ma taką chochlę, że gdy podaje ci rękę, to uścisk jest tak konkretny, że kilka palców może nie wytrzymać! Uratowało mnie chyba tylko to, że dzięki treningom z pierwszym zespołem Legii miałem opanowany ulubiony chwyt trenera Młynarczyka, przy którym małe dłonie nie odgrywają większego znaczenia. 

Jeszcze a propos tej młodzieżówki – kto zrobił zdecydowanie mniejszą karierę, niż powinien?

W zasadzie wszyscy poza Arkiem Milikiem i Piotrkiem Zielińskim, oni wskoczyli na poziom światowego topu. Trochę tragicznym przypadkiem jest Michał Żyro, któremu kontuzje nie pozwoliły się rozwinąć, ale cały czas trzymam kciuki, że jeszcze wróci na swój dawny poziom. Poza tym, jako bramkarz zawsze lubiłem grać z Rafałem Janickim. 

Niepopularna opinia. 

Szczególnie u was! Natomiast z perspektywy bramkarza trudno mu było wtedy coś zarzucić. Nie odstawał choćby od Marcina Kamińskiego, który nazbierał trochę meczów w Bundeslidze i pierwszej reprezentacji. W tej kolejce spotykamy się z Rafałem na boisku, więc mam nadzieję, że akurat teraz nie wróci do tamtej dyspozycji. 

Legia to dla ciebie temat jak każdy inny czy pytania zaczynają już irytować? 

Zależy. 

Na przykład pytania o brak choćby debiutu. Siedziałeś na ławce u kilku trenerów, od Skorży aż do Jozaka, a i tak się nie udało. 

Nigdy, w całej karierze, nie wszedłem na boisko z ławki w trakcie meczu, co jest dla mnie o tyle ciekawe, że – jak już ustaliliśmy – sporo czasu na niej siedziałem. Nie miałem szczęścia w postaci jakiegoś nieszczęścia konkurenta. 

Co mogę powiedzieć? Szkoda mi tego, bo urodziłem się i wychowałem zaraz obok stadionu Legii, więc było to jedno z moich marzeń. Miałem to na wyciągnięcie ręki, a jednak się nie udało. 

Wracając do pytania – nie jest tak, że nie mogę się z tym pogodzić i irytują mnie pytania. Legia to ważny punkt w moim życiorysie, więc siłą rzeczy jest punktem zaczepienia dla rozmówców, choć tak naprawdę nawet trudno nazywać mnie byłym piłkarzem warszawskiego klubu. 

A na Transfermarkcie masz zapisane dwa mistrzostwa i trzy Puchary Polski. 

Mam zapisane, ale ich nie mam. To tylko ikonki. Bawiłem się na tych wszystkich fetach, bo byłem częścią drużyny i – nie ukrywajmy – od dziecka Legii kibicuję, ale to nie smakowało nawet tak, jak pojedyncza wygrana w Ekstraklasie, gdy jesteś na boisku. Zupełnie inny rodzaj emocji. 

W Piaście Gliwice czułeś się w pewnym momencie gnojony? 

W pewnym momencie tak. To była kompletnie irracjonalna sytuacja. Nie miałem szans na grę, w klubie był Kuba Szmatuła, ściągnięto Dobrivoja Rusova, do tego przez chwilę był Alberto Cifuentes, a dojść miał jeszcze Rafał Leszczyński, więc chciałem odejść. Naturalna kolej rzeczy, nie miałem o to żadnych pretensji – tym bardziej, że straciłem pół roku przez kontuzję. Prezes Piasta uznał jednak, że powinienem pójść na wypożyczenie, choć nie mam pojęcia, skąd taka wizja. Najpierw zostałem zesłany przez niego do rezerw, a później zarządził mi treningi indywidualne. W środku lata, w samo południe, przy 35 stopniach na sztucznej murawie. Minimum dwie godziny. 

Co za przypadek. 

Na szczęście trener bramkarzy z akademii na tyle czuł tę sytuację, że pierwszą godzinę tylko się rozciągaliśmy. Chowaliśmy się, by nie było nas widać z okna prezesa. 

Z czego to wynikało? 

Wydaje mi się, że z tego, iż ówczesny prezes nie miał pojęcia o piłce. Usłyszał gdzieś o Klubie Kokosa, ale coś mu się chyba pomyliło. Z reguły takie rzeczy robi się przecież po to, by zmusić piłkarza do tego, żeby odszedł i zrzekł się pieniędzy. Ja chciałem dokładnie to zrobić i odejść za darmo. 

Muszę jednak podkreślić, że generalnie czas w Piaście wspominam świetnie. Poznałem w tym klubie wielu przyjaciół. 

A jak było z Angelem Perezem Garcią? Powiedziałeś kiedyś, że trudno go w ogóle nazwać trenerem i mam wrażenie, że te słowa trochę się za tobą ciągnęły. 

Tak? Nawet nie pamiętam tych słów.

To był wywiad z portalem legia.net po powrocie do warszawskiego klubu. Mówiłeś o tym, że tylko ustalał skład, a reszta działa się sama. O dziwo na początku to wychodziło. 

Na pewno wiem tyle, że nie chował urazy, bo pisał do mnie, gdy już nie pracował w Piaście. Trochę niezręcznie o tym mówić, bo trener niedawno zmarł, ale uważam, że to na swój sposób był fenomen. Przyszedł do drużyny, której wyjątkowo nie szło – przypominam, że wygraliśmy wtedy jeden z czternastu ostatnich meczów – a okazało się, że spokojnie utrzymaliśmy się w Ekstraklasie. Na początku wszyscy mieli do niego duży respekt, w końcu przychodził były piłkarz Realu, a on przed pierwszym meczem zaczął nam w szatni pokazywać grafiki, które przygotowywał w Paincie. Nad głową tygrysa był nasz herb, a zjadana przez niego antylopa była podpisana „our rival”. Wyszliśmy po tym na boisko i wygraliśmy 5-1 na Cracovii.

Najwidoczniej coś takiego było nam wtedy potrzebne. Po meczu za to mocno zdziwił się, że w autokarze nie ma żadnego piwa, a my u trenera Brosza mieliśmy taką dyscyplinę, że nikt nawet nie pytał, czy możemy. Cóż, bardzo sympatyczny pan. 

Ale o taktyce nie pogawędzisz. 

No nie. Ale bardzo zasmuciła mnie wiadomość o jego śmierci, bo pomimo tego, że u niego nie grałem, czułem, iż był to bardzo pozytywny człowiek. Chciał dla wszystkich dobrze. 

Śledzisz, co się dzieje z Alberto Cifuentesem? 

Co tydzień! 

Przypomniało mi się, że do tych rezerw byliśmy zesłani razem i okazał się świetnym gościem. Mówił, że jedzie do Cadiz, gdzie zna dyrektora sportowego, ale pociągnie jeszcze może maksymalnie jeden sezon. I że później ma obiecane, iż zostanie trenerem bramkarzy, a wtedy ściągnie do klubu mnie! Tymczasem okazało się, że dobija już do 200 meczów w barwach tej drużyny, jest kapitanem i jednym z najlepszych bramkarzy w lidze, Cadiz idzie na awans do Primera Division i generalnie chcą mu stawiać pomniki. Niesamowita historia i kolejny przykład na to, że w przypadku bramkarzy nigdy nie jest za późno. Tym bardziej, że wszyscy widzieliśmy, jak prezentował się Gliwicach. No, bez szału – myślę, że się nie obrazi. 

Trenera Latala chyba wspominasz za to trochę gorzej niż Garcię. 

Trochę głupio mi przywoływać jakieś negatywne rzeczy, bo nie grałem i ktoś może powiedzieć, że tylko dlatego to robię. On zrobił w Gliwicach wicemistrzostwo, wyjdę więc na durnia. Powiem tylko, że nie znam osoby, która miło go wspomina, ale też dużo czasu razem nie spędziliśmy. Podejrzewam, że gdybyśmy dziś mieli się minąć na ulicy, nie zwrócilibyśmy na siebie uwagi. 

W pewnym momencie, gdy byłeś graczem Zagłębia Sosnowiec, dostałeś kategoryczny zakaz uprawiania sportu. Wracam do tego, bo trochę zagadkowe były te problemy. 

Jechaliśmy na pierwszy mecz rundy wiosennej do Nowego Sącza i już w autokarze nie najlepiej się czułem. Uznałem jednak, że świeżo po okresie przygotowawczym muszę zagrać, bo były to tylko gorączka i ból gardła. Przegraliśmy 0-5…

Potem zdarzyła się sytuacja, której nikomu nie życzę. Miałem powiększone węzły chłonne. Lekarz, który robił USG, na bieżąco opisywał sytuację pani pielęgniarce, która zapisywała wynik, ale nagle zawiesił głos, poszedł po kolegę i zaczęli coś szeptać przy monitorze. Do końca dnia nikt mi już nic powiedział, zrobili tylko dodatkowe badania krwi. Następnego dnia lekarz klubowy Zagłębia, który notabene niedawno zmarł na raka, co też bardzo mnie dotknęło, bo mocno mnie wtedy wspierał, zamknął się ze mną w gabinecie i powiedział, że według nich mam białaczkę. I żebym się spakował i pojechał do Warszawy, bo oni już mi nie pomogą. 

Sytuacja nie była jednak aż tak poważna, prawda? 

Gdy lekarz mi to mówił, sam miał łzy w oczach. Musiałem pojechać do Warszawy, żeby zrobić biopsję. Otrzymałem duże wsparcie ze strony Legii, bo dzięki klubowi mogłem liczyć na opiekę, którą trudno otrzymać z ulicy, nawet prywatnie. Na szczęście okazało się, że miałem mononukleozę z białaczkowymi objawami. Skończyło się na dwutygodniowym strachu, choć to też nie jest zbyt przyjemna choroba dla sportowca – wejście po schodach męczy tak, jak ciężki trening. 

A w trakcie tych dwóch tygodni myślałem, że moim ostatnim meczem w życiu będzie 0-5 na Sandecji. Z całym szacunkiem, ale jak to w ogóle brzmi?!

Śmiejesz się, więc już to przetrawiłeś.

Mam wrażenie, że zawsze podskórnie czuje się takie rzeczy i ja też koniec końców wiedziałem wtedy, że to nie będzie nic poważnego. Albo po prostu nie zdążyło do mnie dotrzeć to, co mogła dla mnie oznaczać inna diagnoza. 

Czyli nie dorabiamy do tego ideologii, że w obliczu takich problemów mogłeś na pewne sprawy spojrzeć z dystansem, przez co był to dla ciebie punkt zwrotny i mocniej doceniłeś to, co masz? 

Nie powiem, że to po mnie spłynęło, ale nie przesadzałbym. Czasami wracam do tego myślami, ale życia mi to nie zmieniło. Na pewno po powrocie do treningów czułem się jak dziecko, które znów dostało ulubionego cukierka. Szkoda tylko, że zagrałem jeszcze w dwóch meczach, złamałem palec i miałem po sezonie. 

Usłyszałeś kiedyś, że jesteś zbyt grzeczny, zbyt poukładany jak na bramkarza? Nie chcę mówić o tym micie, że golkiper i lewoskrzydłowy koniecznie muszą mieć coś z głową, bo inaczej przepadną, ale wydaje mi się, że długo pokutowało u nas przeświadczenie, że coś w tym jest. 

Myślę, że to taka opinia z zewnątrz. Jeśli ktoś dzielił ze mną szatnię, to raczej nie powie, że jestem za grzeczny. Zgodzę się natomiast z tym, że mniej inteligentni piłkarze mają łatwiej, gdy mówimy o radzeniu sobie z presją. Oczywiście nie chcę nikogo krzywdzić taką opinią, ale mam nadzieję, że wszyscy zrozumieją, o co mi chodzi. Taki gracz mniej analizuje, po prostu wychodzi i gra, łatwiej mu przełożyć trening na mecz. A rozkładanie wszystkiego na czynniki pierwsze, pewna świadomość stawki i konsekwencji, czasami potrafi blokować. Wtedy ważną role odgrywa doświadczenie, które na pewno przychodzi wraz z kolejnymi sezonami.

Dzisiaj gracie o górną ósemkę. Wiem, że zaraz powiesz mi, iż wierzycie i wszystko jeszcze może się zdarzyć, ale wydaje mi się, że okaże się, iż na własne życzenie z tej ósemki się wypisaliście.

Na własne życzenie mamy trudną sytuację, ale jeszcze wszystko jest możliwe i nie mówię tak tylko dlatego, że wypada. Jeśli zdobędziemy sześć punktów, to prawdopodobnie się w tej ósemce znajdziemy – wszystko jest w naszych rękach. Ścisk jest spory, ale inni powinni pogubić punkty. Zgodzę się, że brakuje nam doświadczenia jako drużynie. Pewnie wszyscy ze środka tabeli mogliby teraz rozłożyć sezon na czynniki i wskazać mecze, które zaważyły na tym, że nie są wyżej. Ale kurczę – nas naprawdę stać na to, żeby grać o więcej niż tylko o ósemkę. 

Rozmawiał MATEUSZ ROKUSZEWSKI

Fot. FotoPyK

Opublikowane 10.06.2020 10:26 przez

redakcja

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 8
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
SmyQ
SmyQ

.

tumblr_m9xwkgrhoz1qh89jro1_500.jpg
Gggghh
Gggghh

Tak z ciekawości. Czy kiedyś był z kimś wywiad, kto nie narzekał i nie żałował że zrobił tak, a nie inaczej? Że głową, że tamto, koledzy bla bla i że teraz byłby gdzie indziej. Kurwa każdy jeden mądry teraz. Ale to chyba geny nasze.

seven
seven

a Ty jak masz?

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gino Lettieri vel Wunderwaffe

Każdy w życiu czegoś żałuje. W życiu sportowca, w jego ścieżce kariery, wiele razy pojawiają się dylematy i nie dziwota, że wielu tego, czy tamtego żałuje i nie chodzi mi o użalanie się nad sobą lub narzekanie (bywa), ale zwykłe życiowe rozważania.

Kcramsib
Kcramsib

Prosta sprawa: piłkarze którzy osiągnęli prawdziwe sukcesy (czyli coś więcej niż parę meczów w naszej pseudo e-klasie) mają zwykle lepsze rzeczy do roboty niż udzielanie wywiadów… reszcie zostało narzekanie.

pep pep
pep pep

Nie wiem jak w kontekście bramkarzy z roczników tamtej młodzieżówki można było pominąć Wojciecha Pawłowskiego. Do Ekstraklasy wszedł z przytupem . Zdecydowany nr 1 pod względem potencjału (ale jakości być moze długo też nawet jak tkwił we Włoszech bez gry ) , tyle że najbardziej spektakularnie przepadł (też niedefinitywnie) Pawłowski sekowany był przez by Dornę tak samo jak Dragowski, tyle że o ile w pierwszym przypadku mogło wyjśc na jego, to ten drugi zdyskwalifikowal Dornę jako selekcjonera.

KrzychuWu
KrzychuWu

Można by go do Legii dać po tym sezonie, by uczciwie z Cierzniakiem powalczyli, a za te 2 lata by miejsce dla bodajże Muzyka się zrobiło, czy jak ten młody się tam nazywa.

Mara Lucas
Mara Lucas

CUD WCIĄŻ ZDARZYŁ SIĘ:
Po roku zerwanego małżeństwa mój mąż opuścił mnie i dzieci i poszedł z inną kobietą, miałem ochotę popełnić samobójstwo, ponieważ zostawił nas na 3 lata bez niczego, byłem emocjonalnie przygnębiony i płakałem całą noc. Dzięki rzucającemu czary o imieniu Dr Ogundele. Pewnego wiernego dnia, gdy przeglądałem Internet, natknąłem się na kilka zeznań na temat dr Ogundele, ludzie zeznali, że przywrócił ich kochanka Ex w ciągu 24 godzin, niektórzy zeznali, że przywraca macicę, leczy raka i niektórym leczy choroba itp. Skontaktowałem się z nim w sprawie pomocy w przywróceniu męża, a on powiedział mi po swojej pracy, że mój mąż wróci w ciągu 24 godzin, ku mojemu największemu zaskoczeniu mój mąż wrócił po 24 godzinach, tak jak powiedział i prosił o wybaczenie , co za cud. Dr Ogundele kazał mi zeznawać, że ludzie znają go bardziej. Dlatego dzielę się tutaj swoją prawdziwą historią życia, nazywam się Mara Lucas. Jestem z Barcelony, Hiszpania. Możesz skontaktować się z Dr Ogundele z jego numerem telefonu lub wysłać wiadomość na WhatsApp lub Viber Chat: +27638836445.

Hiszpania
29.11.2020

Alaves skończyło z remisami i pokonało Real Madryt

W trwającym sezonie pojęcie stabilizacji formy jest dla Realu Madryt zupełnie obce. Gdy już się wydaje, iż po dobrym spotkaniu – jak na przykład na Camp Nou – zacznie się rozkręcać, to niespodziewanie zostaje sprowadzony na ziemię. Ostatnie dwa mecze były dużymi rozczarowaniami – klęska 1:4 z Valencią i zaledwie remis 1:1 z Villarrealem, choć […]
29.11.2020
Weszło
29.11.2020

No i odfrunął. Wisła zwolniła Skowronka

Porażka z Zagłębiem Lubin przesądziła los Artura Skowronka. Dwie godziny po meczu trener „Białej Gwiazdy” został zwolniony. Zostawia klub na dwunastym miejscu w Ekstraklasie. Czy ta decyzja jest słuszna? Cholera wie, czas pokaże. Natomiast obawiamy się, że jeśli wiślacy chcą wydźwignąć się z problemów, to potrzebne tam są dużo głębsze zmiany niż sama zmiana trenera. […]
29.11.2020
Weszło FM
28.11.2020

Mecze, mecze i jeszcze więcej meczów – niedziela w Weszło FM

Niedziela w radiu Weszło FM będzie zdominowana przez relacje z meczów, które pozwolą Wam być na bieżąco nawet jeśli nie macie możliwości oglądania spotkań w telewizji. Rozpoczniemy jednak standardowo od „Dwójki bez sternika” czyli naszego poranka, w którym przywitają Was Monika Wądołowska i Adam Kotleszka. Pojawi się sporo opowieści różnej treści oraz podsumowań sobotnich wydarzeń. […]
28.11.2020
Weszło
28.11.2020

Najpierw trzeba pozwolić Wiśle strzelić gola. A później to już z górki

Wisła Kraków w ciągu ostatniego miesiąca trzykrotnie wychodziła na prowadzenie. Z Lechią – przegrała. Z Wartą – przegrała. I gdy dzisiaj strzeliła gola po prezencie Zagłębia przez myśl przeszło nam, że to może taka taktyka lubinian. Podpuść, skasuj. No i wyszło. Genialny plan Seveli! Ale tak poważnie – krakowianie mieli ten mecz w garści, a […]
28.11.2020
Włochy
28.11.2020

Panie Pirlo, coś tu nie gra. Glik zatrzymuje Juventus

Cristiano Ronaldo na urlopie, więc zdawało się, że Kamil Glik może odetchnąć z dużą ulgą. Okazja do zatrzymania turyńskiej ekipy bez jej najlepszego piłkarza piechotą przecież nie chodzi, okoliczności nad wyraz sprzyjające. Benevento skrzętnie próbowało ten fakt wykorzystać, Wojciech Szczęsny nie mógł na bezrobocie narzekać. Efekt? Łupanka Inzaghiego triumfuje nad nijakością Pirlo – ależ to […]
28.11.2020
Weszło
28.11.2020

Typowy Śląsk na wyjeździe? Nie, bo zwycięski

Śląsk Wrocław i mecz wyjazdowy – to nie brzmi jak idealny plan na sobotnie popołudnie. W zasadzie nie brzmi to jak dobry pomysł na spędzenie czasu niezależnie od terminu spotkania i okoliczności, bo ekipa Vitezslava Lavicki w delegacjach sobie po prostu nie radzi. I stawiamy dolary przeciwko orzechom, że nie poradziłaby sobie również dzisiaj gdyby […]
28.11.2020
Inne sporty
28.11.2020

Polacy w Ruce na poziomie – dwóch na podium, wszyscy w drugiej serii

Ruka to nie jest przesadnie ukochane przez polskich skoczków miejsce. Nikt z naszych reprezentantów nie zdołał tam jeszcze wygrać, tylko sześć razy widzieliśmy Polaków na podium. Do dziś. Tej pierwszej statystyki co prawda zmienić się nie udało – bo poza zasięgiem był Markus Eisenbichler – ale do listy podiów dopisali się i Piotr Żyła, i […]
28.11.2020
Weszło
28.11.2020

Ojrzyński sprząta, choć dziś miał łatwiej – Jagiellonia oprotestowała drugą połowę

Czy mieliśmy specjalne oczekiwania względem meczu Stali z Jagiellonią? No niezbyt. Pierwsi ostatni mecz wygrali może nie przed zaborami, ale jednak dość dawno temu, drudzy raz wygrywają, raz przegrywają, nie ma w tym żadnej ciągłości i większego planu, chyba że uznamy za ciągłość przestawienie wajchy na porażki. Nic więc dziwnego: mieliśmy wątpliwości. A tutaj psikus, […]
28.11.2020
Niemcy
28.11.2020

Klasyczne „podpuść i skasuj”

Przez moment kibice oglądający dzisiejsze starcie VfB Stuttgart z Bayernem Monachium mogli zastanawiać się, czy na pewno odpalili właściwy kanał. Bramkarz Bawarczyków w niczym nie przypominał herosa regularnie wymienianego w gronie zawodników typowanych do podium Złotej Piłki. Ofensywna siła mistrza Niemiec gdzieś wyparowała, a w tyłach dochodziło do takich napadów paniki, jakie monachijczykom się zwyczajnie […]
28.11.2020
Inne sporty
28.11.2020

Tyson kontra Jones – kabaret starszych panów pod specjalnym nadzorem?

Znaków zapytania i wątpliwości nie brakowało od samego początku, ale wygląda na to, że już w sobotę dojdzie do skutku jeden z najbardziej absurdalnych bokserskich projektów od dawna. W nocy polskiego czasu kibice będą mogli jeszcze raz obejrzeć w ringu Mike’a Tysona (50-6, 44 KO), który spotka się z Royem Jonesem (66-9, 47 KO). Na […]
28.11.2020
Anglia
28.11.2020

Szarpali, szarpali, aż wyszarpali. Brighton urywa punkty Liverpoolowi

Mieli piłkarze Brightonu rzut karny. Mieli kilka naprawdę dobrych, szybkich akcji, które zaowocowały groźnymi okazjami strzeleckimi. Wreszcie – mieli również trochę szczęścia, gdy arbiter anulował gola Mohameda Salaha, bo VAR dopatrzył się milimetrowego spalonego Egipcjanina. Ale długo w dzisiejszym starciu „Mew” z Liverpoolem wszystko wskazywało na to, że gospodarze nie zdołają przekuć tych sprzyjających okoliczności […]
28.11.2020
Weszło
28.11.2020

Konrad Jałocha uczy jak obronić się przed Bruk-Betem

Nie wygrałeś od czterech meczów. Bez czystego konta od pięciu. Jedzie na teren lidera, trochę podrażnionego stratą punktów w środku tygodnia. W dodatku rywal ma najlepszego strzelca obecnych rozgrywek. Na co możesz liczyć? Na bramkarza, jeśli jest nim Konrad Jałocha. I tak się szczęśliwie dla GKS-u Tychy złożyło, że ten gość stał akurat między słupkami […]
28.11.2020
Weszło
28.11.2020

LIVE: Zagłębie wygrywa w meczu „futbolu na nie”

No i zaczynamy sobotę z naszą ekstraklasową piłeczką. Generalnie jak tak patrzymy na dzisiejsze zestawienie meczów, to fajerwerków nie ma. Dwóch beniaminków gra u siebie, więc może będą jakieś niespodzianki. Śląsk gra na wyjeździe, więc… no, wiadomo co. A dzień skończymy sobie patrząc na to, czy Zagłębie się odkuje i wreszcie wygra jakiś mecz. Ponadto […]
28.11.2020
Weszło
28.11.2020

Piasecki i Roginić – w I lidze strzelby, w Ekstraklasie ławka

Pokrętne są losy pierwszoligowych snajperów w Ekstraklasie. W poprzednim sezonie Fabian Piasecki udowodnił, że mimo słabego epizodu w Legnicy, bramki strzelać potrafi. Korona króla strzelców, kilka naprawdę dobrych występów, nos do odnajdywania się w polu karnym – wszystko się zgadzało. Ale po przeskoku półkę wyżej już tak kolorowo nie jest. Podobnie zresztą, jak u Marko […]
28.11.2020
Weszło
28.11.2020

Loska: „Odleciałem. Przekonałem się, jak to jest, gdy zaczynasz bujać w obłokach”

13 meczów, 34 punkty, ledwie sześć bramek straconych. Bruk-Bet Termalica Nieciecza ma się czym chwalić. Wygląda na to, że tym razem rzeczywiście chce wrócić do Ekstraklasy, a nie tylko o tym mówić i odgrywać rolę faworyta. Natomiast Tomasz Loska zaznacza: spokojnie, pokora. Bo on wie, że z wysokiego konia można dość boleśnie spaść. Zapraszamy na […]
28.11.2020
WeszłoTV
28.11.2020

STAN FUTBOLU. Henriquez, Dobrasz, Rokuszewski, Kowalczyk

Zapraszamy na kolejny odcinek „Stanu Futbolu”. Dzisiaj program poprowadzi Adam Kotleszka, a jego gośćmi będą: Luis Henriquez (były piłkarz Lecha Poznań), Dawid Dobrasz (dziennikarz Głosu Wielkopolskiego) , a także Wojciech Kowalczyk i Mateusz Rokuszewski. Startujemy o 11:15. 
28.11.2020
Weszło
28.11.2020

Maciej Domański – bez niego ofensywa Stali Mielec nie istnieje

Sześć punktów w dziesięciu spotkaniach, ostatnie miejsce w tabeli. Położenie Stali Mielec jest wysoce niekomfortowe, ale byłoby jeszcze gorsze, gdyby nie miała w swoich szeregach Macieja Domańskiego. To jeden z niewielu piłkarzy beniaminka, którzy jak na razie mogą spojrzeć sobie w lustro i powiedzieć, że robią wiele, aby utrzymać zespół w Ekstraklasie. Ba, nikt w […]
28.11.2020
Weszło
28.11.2020

Gytkjaer: Nie żałuję odejścia z Lecha, Monza będzie wielka

W sobotniej prasie Christian Gytkjaer opowiada o swoim odejściu do Monzy, Gerard Badia mówi o meczach z Legią, jest też sylwetka Iwo Kaczmarskiego, a w Magazynie Lig Zagranicznych historia silnej relacji Franka Lamparda z Jose Mourinho. PRZEGLĄD SPORTOWY Legia w poprzednim sezonie nie wygrała z Piastem żadnego z trzech meczów. Teraz chce się przełamać. Wygląda […]
28.11.2020