post Melodroma

Opublikowane 26.04.2020 20:09 przez

Melodroma

Jest prawdą powszechnie znaną, że jedynym, czego utalentowany piłkarz o paskudnym charakterze potrzebuje, jest dobra kariera. Albo umierasz jako złoczyńca, albo grasz w piłkę wystarczająco długo, żeby stać się bohaterem – pisze w swoim najnowszym dziele Melodroma

Wiele lat później, stojąc na jedenastym metrze naprzeciw Edwina van der Sara, Francesco Totti przypomniał sobie to odległe popołudnie, kiedy ojciec zabrał go z sobą do obozu Cyganów, żeby pokazać mu, jak wygląda łyżka. Stanowiło to coś w rodzaju objawienia, choć El Greco nazwałby to ekstazą świętego Franciszka. Był to najważniejszy dzień w życiu Francesco – dzień, który ruszył ziemię i położył podwaliny pod całą jego piłkarską tożsamość, choć nigdy się pewnie nie zdarzył. Podobno Totti zagrywał piętą najwięcej razy w historii futbolu [1], ale przez kilka lat liczyło się tylko cucchiaio: łyżka, którą nabierał bramkarzy.

Był jak cywilizowana wersja Antonio Cassano – lobował wszystko, co nie zdołało uciec na drzewo. Ofiarą najsłynniejszego cucchiaio padł w półfinale Euro van der Sar [2], gigantyczny Holender sięgający głową niemal do poprzeczki, a przy okazji kawał bramkarza. Totti uprzedził kolegów, że będzie strzelać podcinką i wziął rozbieg zapowiadający, że kopnie z tzw. całej pizdy. Oszukany myszostwór z Voorhout rzucił się w kierunku słupka i mógł tylko obserwować, jak delikatnie uderzona piłka przelatuje obok niego na takiej wysokości, że zatrzymałby ją postawiony na środku linii bramkowej worek ziemniaków. [3]

W finale od wygranej dzieliło Włochów niewiele – gdyby wytrzymali minutę, na tarczy wróciłaby Francja. Mecz już dogorywał, a razem z nim Francuzi, gdy jednobramkowe prowadzenie zapewnione przez Marco Delvecchio zostało zniwelowane przez Sylvaina Wiltorda, który w 93. minucie pośpieszył z odpowiedzią. W dogrywce złotą bramkę zdobył Trezeguet i jedynym, co Totti zabrał do domu, był tytuł zawodnika meczu i jakiś gówno warty srebrny medal. Miał na koncie dwadzieścia trzy lata na życiowym ringu i wydawało się, że to dopiero początek wybitnej kariery. Potem się okazało, że nawet srebrny medal był dobry, bo oprócz niego zdobył jeszcze tylko dwa poważne [4]: za wygranie Serie A w następnym roku i za mistrzostwo świata w 2006, gdy udało się wziąć rewanż na Francji.

Uczucie z 2 lipca 2000 zdołał w ciągu swojej kariery poznać dość dobrze. Dziewięciokrotnie zostawał wicemistrzem Włoch – jeśli doliczyć do tego pięć przegranych finałów Coppa Italia i trzy w Superpucharze, to łącznie z Euro 2000 Totti osiemnaście razy był w czymś drugi, co pokazuje, że nazywanie akurat Fabrizio Ravanellego srebrnym lisem było pomyłką.

I to wszystko w jednym klubie.

Wyjątkowość Tottiego nie kończyła się na byciu jedną z najbardziej znanych bandier w czasach zdominowanych przez piłkarskich globtroterów. Stanowił coraz rzadszy przypadek czegoś, co we Włoszech nazywa się tifosi-giocatori: kibiców, którzy zostali piłkarzami. Żeby z rodzinnego domu dostać się do klubu swoich marzeń, musiał jedynie wsiąść na Vespę, minąć Termy Karakalli i kilkanaście minut jechać nabrzeżem Tybru. Gdy podpisywał profesjonalny kontrakt, mógł założyć tę samą koszulkę Giuseppe Gianniniego, w której
uczęszczał na Stadio Olimpico.

Podobnie było z Paolo Maldinim, choć jego lojalność jest chwalona nieco na wyrost – siedmiokrotnie został mistrzem Włoch i grał w ośmiu finałach najważniejszego europejskiego pucharu, z których pięć wygrał. [5] Z Milanu, z którym zdobył 25 trofeów, nie było już chyba za bardzo dokąd iść, bo wyżej był tylko Księżyc.

Roma to wielki klub, prawdopodobnie czwarty największy we Włoszech – ale Milanowi z tamtych lat może co najwyżej potrzymać Tyskie, jak tamten będzie lać za garażem. W ostatniej dekadzie giallorossi nie zdobyli ani jednego trofeum i dopiero po przejęciu klubu przez amerykański holding zaczął się agresywny rebranding z tournée po USA i kampanią marketingową za każdym z mórz. Wcześniej klubem rządzili rodowici rzymianie: najpierw przez piętnaście lat Franco Sensi, a potem jego córka Rosella. W tamtej epoce AS Roma była rodzinnym biznesem, a Tottiego, rzymianina od siedmiu pokoleń, nazywano członkiem rodziny. Jeśli filmy nauczyły nas czegoś o strukturze włoskich rodzin, to na powitanie był pewnie całowany w oba policzki, ale w razie samobója w derbach na horyzoncie majaczyła kula w tył głowy i wieczność spędzona w podbudowie filara pod autostradą.

Nic dziwnego, że nie chciał opuszczać takich cieplarnianych warunków. Niczego nie musiał zmieniać, mógł być tym samym wyśmiewanym przez wszystkich złotym chłopcem Wiecznego Miasta, u którego wrażenie umysłowej ociężałości potęgował jeszcze sposób mówienia – nigdy nie nauczył się porządnie wysławiać po włosku, przez całą swoją karierę nie wyzbył się mocnego rzymskiego dialektu, który budził wesołość na północy kraju. Po co miałby to zmieniać? Zawsze był przede wszystkim rzymianinem – a to dla mieszkańców Wiecznego Miasta największy przywilej ze wszystkich.

Długą i dziwną drogę przebył Francesco Totti. Z chłopaka, który przeczytał tylko Małego Księcia (“książki nie są dla mnie, po pięciu stronach się nudzę”), mocno nierozgarniętego (“carpe diem? niestety nie znam angielskiego”), powoli zmieniał się w kogoś, kogo zaczęto doceniać. Został ambasadorem UNICEF-u (nie takim jak FC Barcelona, tylko prawdziwym) i mocno zaangażował się w dobroczynność: wyszydzany z powodu legendarnej wręcz głupoty zebrał dowcipy na swój temat i wydał w postaci książki, jako niechętny celebryta (do końca kariery pozostał dość nieśmiały przed kamerami) wziął ślub z telewizyjną gwiazdeczką. Zysk z obu przedsięwzięć przekazano na cele charytatywne.

Mówi się, że nikt nie jest większy od klubu. Totti był.

Już po kilku latach w drużynie było widać, że to najwybitniejszy piłkarz, jakiego kiedykolwiek mieli. Rósł i rósł tak długo, aż przyćmił wszystkich i dla wielu kibiców Roma zaczęła się od niego. Był większy od każdego z trenerów i do końca kariery usiłował robić to, na co miał ochotę. Oczywiście ciężko pracował, inaczej nie dograłby do swoich czterdziestych urodzin, ale w głębi duszy wciąż był niesfornym gówniarzem, o którym potem mówiono, że nadszedł z północy, od Porta Metronia.

Problem Tottiego polegał na tym, że nie zakończył kariery w odpowiednim momencie jak choćby Zidane, który już dawno musiał wrócić do pracy, kiedy Francesco wciąż miał swoją pierwszą. Trwał i trwał, wbrew logice, upływowi czasu i trochę wbrew przyzwoitości. Umiejętności wciąż miał ogromne, choć brakowało mu tego efekciarstwa gibkich pawianów młodego pokolenia – nawet pod koniec kariery niemal nie tracił piłki, ale biegać już mu się nie chciało. Jeśli Roma miała coś ugrać (a pod wodzą Rudiego Garcii zaliczyła rekordowe dziesięć wygranych z rzędu w pierwszych dziesięciu meczach i wydawało się, że to jest TEN sezon – oczywiście nie był), to rewelacyjny technik, który lubił tulić piłkę i posyłać te swoje zabójcze podania, musiał odejść.

Nie chciał się pogodzić ze zmniejszeniem swojej roli w drużynie, zwłaszcza w ostatnim sezonie. Ostatecznie pokłócił się ze Spallettim [6] i wypluł to w telewizji, prostolinijny jak zawsze. Podniosły się głosy, że Totti powinien skończyć karierę z godnością, nie szargać swojego dziedzictwa – ale o żadnym szarganiu nie mogło być mowy. Upływ czasu nie miał z tym nic wspólnego, Totti od zawsze miał mroczną stronę, po prostu grał tak długo, że w oczach postronnych zamienił się w półboga. Dla ludzi niezainteresowanych tracącą na popularności Serie A przez lata z powodzeniem funkcjonował obok głównego nurtu futbolu, oddalony od Ligi Mistrzów, Gazpromu i Laysów, aż pokrył się patyną i został posągiem.

A prawda była taka, że zawsze miał swoje demony. Z wiekiem trochę się utemperował, ale nie został beznamiętnym androidem w typie Iniesty, który nigdy nie kopnął nikogo, kto nie byłby mały, okrągły i pozszywany ze świńskiej skóry. Spora część pokazanych mu kartek (a tych zgromadził chyba więcej niż asyst) była za dyskusje z sędziami, ale popularny il capitano nie był wzorowym obywatelem piłkarskich boisk, jak Valerón czy Raul. Mówimy tu o pierdolonych mięśniach i człowieku, który nie wahał się ich użyć: ożenił Keowna z łokciem, kopnął Balotellego, opluł Poulsena – a pewnie i nieraz zdeptał trawnik albo zgasił peta na czyimś oku.

Łobuz kocha najmocniej, ale samego łobuza kochać już trochę trudniej. W przypadku Tottiego mówimy oczywiście o braku miłości w skali globalnej, bo Rzym nie darzył takim uczuciem nikogo od czasów Alberto Sordiego, na którego pogrzeb przyszło milion ludzi [7]. Kibice Lazio też go kochali – tylko długo o tym nie wiedzieli. Dopiero gdy zbliżał się koniec jego kariery, uhonorowali go transparentem o najlepszym wrogu [8].

W reprezentacji zdobył zaledwie 9 goli w 57 meczach, ale tam był jednym z wielu, głównie zresztą grywał za napastnikiem, od strzelania byli inni. Ze swoich zadań Totti się wywiązywał, o czym świadczą 23 asysty (a byłoby jeszcze więcej, gdyby tylko pewnego feralnego letniego wieczoru Alessandro Del Piero zjadł kolację i miał siłę kopnąć w bramkę) i po jednym medalu z dwóch największych imprez. Ciekawe, że piłkoszał, w który tak często wpadał w barwach Romy, w reprezentacji go omijał – z boiska został usunięty tylko raz, w pamiętnym meczu przeciwko Korei.

W meczach klubowych obejrzał nawet więcej czerwonych kartek niż Zidane. Było widać, że Roma to jego mała ojczyzna i w jej imię był gotów odpalić łokieć, bułę i kołowrotek [9] – do obrażania Wiecznego Miasta miał taki stosunek jak inny Franciszek. Dla Rzymu wszystko.

Pobił wszystkie możliwe rekordy i trudno wyobrazić sobie kogoś, kto go przeskoczy. W Serie A strzelał 38 różnym drużynom, łącznie wbił 250 goli – przed nim na liście wszech czasów jest tylko koleżka z czasów Garibaldiego, Silvio Piola (274 trafienia), któremu cała Italia do dziś zazdrości kopyta. W przeciwieństwie do niego Totti spędził połowę kariery na dogrywaniu innym napastnikom i zgromadził sto ligowych asyst, z czego wiele na jakichś kasztanach, z którymi przyszło mu grać. Wielokrotnie proponowano mu zmianę środowiska pracy na takie, które bardziej odpowiadałoby piłkarzowi o jego umiejętnościach, ale konsekwentnie odmawiał.

Ostatnie kuszenie Tottiego miało miejsce pod koniec sezonu 2004/2005, a jego kierunek był oczywisty. Florentino Perez chciał dać Włochowi numer 10 po Luisie Figo i uczynić go najlepiej opłacanym piłkarzem świata. Pytany o rozmaite podchody wielkich klubów powiedział, że tego jednego trochę żałuje, bo nie miał okazji zagrać z Ronaldo. Stwierdził, że gdyby przeszedł wtedy do Realu, to miałby na swoim koncie trzy Puchary Mistrzów i dwie Złote Piłki.

Trudno takie deklaracje traktować poważnie, bo Królewskim po odejściu Makélélé brakowało kogoś, kto zabezpieczałby tyły, a nie kolejnego ofensywnego pomocnika. W głowie Tottiego ten odrzucony w ostatnim momencie transfer do Realu urósł pewnie do mitycznych rozmiarów, ale czy można mu się dziwić? W Madrycie grałby z Casillasem, Roberto Carlosem, Zidane’em, Ronaldo i Raulem – naraz. W jednym meczu miałby więcej graczy światowej klasy niż w ciągu dwudziestu pięciu lat w Rzymie.

Czy w Realu miałby szanse na Złotą Piłkę? Wątpię, ale w Romie nie miał na pewno, bo przez całe ćwierć wieku jego kariery La Magica zdobyła cztery trofea. Mógł sobie Totti opowiadać naokoło, że jest jednym z najlepszych piłkarzy na świecie – i może nawet nim być [10] – ale po jakimś czasie nikt go nie chciał słuchać. Takich jak on Anglicy nazywają dużą rybą w małym stawie.

Mawiają, że ryba psuje się od głowy. Tottiemu to nie groziło.

Totti – pomimo jego niezaprzeczalnej umiejętności wygrywania serenad na piłce – zawsze będzie tym boskim głupkiem, który został unieśmiertelniony w dowcipie o tym, jak na tarasie złapała go ulewa. Żona zawołała: “Chodź do środka, deszcz pada!”, na co Totti odpowiedział: “Po co, tu też pada.”

***

[1] Ciekawa statystyka swoją droga, mam nadzieję, że gdzieś tam jest jakiś analityk do zadań specjalnych, który jest oddelegowany wyłącznie do zagrań piętą.

[2] Prawdę mówiąc, to na niewłaściwym końcu najbardziej znanej – i pewnie najlepszej – podcinki Tottiego znalazł się chyba jednak Júlio César, wiecznie spuchnięty bramkarz Interu Mediolan (gość pół kariery wyglądał jakby dopiero co wyrwano mu ósemki po obu stronach), ale to był zaledwie jeden z wielu ligowych wyczynów.

[3] Na usta ciśnie się pytanie, jak Edwin van der Sar by siebie określił, skoro był nawet poniżej worka ziemniaków?


[4] Plus jeszcze jakieś dwa Puchary Włoch i dwa Superpuchary, jeśli ktoś uznaje to za poważne trofea – ja nie uznaję.


[5] Paolo Maldini wystąpił we wszystkich finałach Pucharu Mistrzów, w których Milan grał za jego czasów. W dwóch poprzednich: przegranym z Realem i wygranym z – oczywiście – Benfiką kapitanem rossonerich był jego ojciec, Cesare. Tylko jeden wymknął się rodzinie Maldinich – gdy w 1969 pokonywali Ajax, stary skończył już karierę, a młody był ultramłody, bo miał zaledwie rok.


[6] Mam nadzieję, że chociaż częściowo poszło o tę niedorzeczną bródkę, którą sprawiała wrażenie, jakby Luciano Spalletti się paskudnie opluł.


[7] Może z wdzięczności za to, że udało się odpowiedzieć na jedno z wielkich pytań ludzkości, czyli “Czy nasi bohaterowie zdołają odszukać przyjaciela zaginionego tajemniczo w Afryce?”.


[8] Strzelił im 11 razy w 44 meczach, w tym w słynnym meczu pod koniec kariery, kiedy wyciągnął Romę z 0:2 na 2:2 i zrobił sobie to głupie zdjęcie. Jezu, co za gimbus, drugi Ibra się znalazł – i to zanim pierwszy się na dobre zgubił.


[9] Podobnie miał De Rossi – miły i wyważony chłopaczyna, ale nie byłby sobą, gdyby w derbach Rzymu nie wszedł wślizgiem na wysokości głowy.


[10] Pięciokrotnie wybierano go włoskim zawodnikiem ligi, a dwa razy triumfował w głównej kategorii (2000 i 2003, czyli pokonał najpierw Zidane’a, potem Nedveda i to w roku, w którym ten dostał Złotą Piłkę), w sezonie 2006/07 został też najlepszym strzelcem Europy.

MELODROMA

Opublikowane 26.04.2020 20:09 przez

Melodroma

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 17
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
stricker10
stricker10

Co to za gówniany artykuł? Streszczona kariera Tottiego, którą każdy średnio ogarnięty kibic zna doskonale, okraszone jakimiś grafomańskimi opisami.

Kysewałd
Kysewałd

Otóż to!

Ekstraklasa na golasa
Ekstraklasa na golasa

MELODROMA
Powinno być MELODRAMAT z akcentem na DRAMAT !

Tytus_Sz
Tytus_Sz

ten grafoman już kiedyś popełnił jakiś tekscik tutaj

onatS
onatS

Ja rozumiem, że niedziela wieczór, humor popsuty i depresyjny nastrój, ale to naprawdę nie jest powód żeby wrzucać takie gówno.

somi
somi

ZŁOTO, a przypisy ZŁOTO PODWÓJNE

joseph holbrooke
joseph holbrooke

spk bardzo, fajnie się czytało

sick
sick

oho, autor wysrywu znowu minusuje ze łzami w oczach nieprzychylne wpisy

Dr Kra
Dr Kra

Zajebisty tekst.

Jakub Kibolkiewicz vel Jacob Olkenbaum
Jakub Kibolkiewicz vel Jacob Olkenbaum

Oni specjalnie pozwalają mu pokazywać te swoje wysrywy żeby wkurwiać ludzi i żeby były komentarze. Przecież ten gość to jest dramat, podobno „pisze” już od kilku lat, a nikt go nie zna. Bo jest chujowy i szkoda czasu.

legendarnyuzytkowniktindera
legendarnyuzytkowniktindera

Mam pewne przypuszczenia co do personaliów autora i obawiam się, że to powszechnie dość lubiany dziennikarz tutaj. Aż dziw że mu się chce.

Pyton z Przeglądu
Pyton z Przeglądu

To nie jest żaden dziennikarz, to zwykły typek który od lat próbuje się przebić że swoim gównianym pisaniem ale nikt go nie chce. Na Facebooku ma swój profil i tam produkuje to gowno co nikogo nie obchodzi.

Jose Maria Brovario
Jose Maria Brovario

Pamiętam, kiedyś opublikowano tu tekst tego pana, jako pierwszy z serii. Tekst był żenująco grafomański i został zjechany doszczętnie w komentarzach. Serii nie kontynuowano, ludzkość odetchnęła z ulgą.
W porównaniu do tamtego, ten jest całkiem ok. Przyznam nieśmiało, że mi się go nawet przyjemnie czytało, za co pewnie zakopiecie ten komentarz w minusach 😉

Michal Sz
Michal Sz

Ten jest faktycznie lepszy niż poprzednie, ma nawet kilka fajnych momentów. Nadal to nic wybitnego, ale postępy są.

Kuba Buba
Kuba Buba

Dawaj teraz Alexa Del Piero !

Criticball
Criticball

Miałem kiedyś przełożonego, który mawiał – o gównianej robocie – „możesz to sobie pierdolnąć o kant betoniarki”. No i tak sobie myślę, że do tego tekstu, też by należało poszukać betoniarki…

Futbol na peryferiach
Futbol na peryferiach

https://weszlo.com/2017/11/09/szpenio-mordelas-czesc-pierwsza/ – Największa kupa jaką czytałem (a raczej próbowałem czytać).
A ten tekst który jest nade mną zajmuje zaszczytne drugie miejsce.

Weszło
24.11.2020

Juventus ratuje zwycięstwo w doliczonym czasie. Ferencvarosu, byłeś dziś kozakiem!

Trudno było odpalać mecz Juventusu z Ferencvarosem z myślą o emocjach. Raczej mieliśmy prawo wypatrywać polskich i pseudopolskich wątków, skoro naszej drużyny próżno szukać w Lidze Mistrzów – a bo Szczęsny w bramce, a bo u gości Dvali czy Lovrencsics (kapitan) w składzie. Poza tym wiadomo: Polak-Węgier dwa bratanki, toteż można było włączyć, ale bez […]
24.11.2020
Weszło
24.11.2020

Neymar nie zachwycił, ale zwycięstwo dał. PSG dalej w grze

Gdyby piłkarze Paris Saint-Germain nie wygrali dzisiejszego starcia z RB Lipsk, to ich szanse na awans do fazy pucharowej Ligi Mistrzów spadłyby bardzo drastycznie. I widać było po podopiecznych Thomasa Tuchela, że czują na sobie tę presję. Kiedy tylko udało im się wyjść na prowadzenie, właściwie natychmiastowo zaczęli się koncentrować na przeszkadzaniu rywalom. Swoje ofensywne […]
24.11.2020
Weszło
24.11.2020

Trzeci garnitur Barcelony miał twarz Martina Braithwaite’a

Kiedy na konferencji prasowej Mircea Lucescu przekonywał, że brak Leo Messiego pozytywnie wpłynie na grę obronną Barcelony, w Hiszpanii rozgorzała dyskusja. Jedni mówili, że Rumun ma rację i Blaugranie naturalnie łatwiej będzie bronić w jedenastkę niż w dziesiątkę, ale inni kontrowali, że co z tego, skoro Argentyńczyk z nawiązką defensywną indolencję odrabia w ofensywie. Problem […]
24.11.2020
Weszło
24.11.2020

Francuz Francuzowi wilkiem. Giroud ratuje Chelsea

Jeśli nie oglądaliście meczu Chelsea z Rennes, to uspokajamy, nie straciliście czasu. Mogliście spokojnie machnąć jakąś dobrą kolację na mecz PSG z RB Lipsk czy zagrać kilka meczyków w Fifę. No, co najwyżej trzy razy rzucić okiem na monitor albo poświęcić minutkę na skrót, żeby zobaczyć trzy bramki, nic więcej. Średniawka, nie ma co się […]
24.11.2020
Weszło
24.11.2020

Zagłębie samo się wypięło, a Podbeskidzie tylko na początku się opierało

Coraz ciekawiej na dole tabeli. Dźwignął się Piast Gliwice, a teraz w jego ślady poszło Podbeskidzie, które odrabiało zaległości z Zagłębiem Lubin. Bielszczanie mieli dziś nieco ułatwione zadanie, ponieważ rywal chwilami robił wszystko, żeby gospodarze mogli świętować drugie w sezonie zwycięstwo. A skoro przyjezdni sami się wypinali, to „Górale” korzystali, choć nie od razu. Lubomir […]
24.11.2020
Weszło
24.11.2020

Happy Hours w TOTALbet! Zgarnij podwójne losy do Kasomanii

Niczego nie lubimy tak, jak drugiej sztuki gratis, wiadomo. TOTALbet przygotował więc kapitalną promocję dla wszystkich graczy. Obstawiając Ligę Mistrzów u tego legalnego bukmachera możemy zgarnąć losy do loterii Kasomiania. I to nie jeden, a dwa! Dobrze, a co w tej Kasomanii możemy wygrać? Nowiutke Porsche Cayman, czyli chyba warto. Sprawa jest prosta. W 4. […]
24.11.2020
Weszło
24.11.2020

Przybyłko i spółka zaczynają grę o tytuł. Czy Polak jest już gwiazdą MLS?

Osiem bramek, sześć asyst w trwającym sezonie MLS. W minionym piętnaście bramek, cztery ostatnie podania. Kacper Przybyłko to bez wątpienia jedna z czołowych postaci Philadelphii Union, która z pozycji mistrza sezonu zasadniczego przystępuje dziś w nocy do gry o zwycięstwo w całych rozgrywkach. 27-letni Polak miał udział przy 1/3 bramek zdobytych przez rewelację rozgrywek. Czy […]
24.11.2020
Weszło
24.11.2020

Kozacy i badziewiacy. Raz na rok to i kura pierdnie, ale w przypadku Prikryla liczymy na więcej

Jakiś czas nas tu nie było, ale pora wrócić do wybierania kozaków i badziewiaków. Winni jesteśmy wam jeszcze zestawienie z dziewiątej kolejki, ale tu do rozegrania wciąż pozostały dwa mecze, dlatego najpierw lecimy z dziesiątą serią gier, którą wczoraj szczęśliwie udało się domknąć. Dlatego zanim zapytacie, gdzie do jasnej cholery Conrado, pamiętajcie, że w piątek […]
24.11.2020
Weszło
24.11.2020

Cracovia nie powinna dostać rzutu karnego za rękę Pekharta

Trudno nie pogubić się w interpretacjach zagrań ręką we własnym polu karnym. Poszczególne wytyczne do odgwizdywania rąk nachodzą na siebie, czasami wręcz wzajemnie się wykluczają i trudno czasami załapać, czy ręka na godzinie trzeciej ułożona naturalnie powiększa obrys ciała, czy jednak trzeba zwrócić uwagę na miejsce zagrania piłki. I jak co tydzień w Niewydrukowanej Tabeli […]
24.11.2020
Weszło
24.11.2020

Bezrobocie, oczekiwanie na telefon i Petr Cech. Przypadki Edouarda Mendy’ego

Złośliwe życzenia powodzenia od menadżera, który obiecywał mu znalezienie klubu w Anglii. Bezrobocie. Zapisanie się do Urzędu Pracy. Myśli o zakończeniu kariery. Tak sześć lat temu wyglądała rzeczywistość Edouarda Mendy’ego. Później też nie było kolorowo. Przegrywał rywalizację w drugiej drużynie Marsylii, przebijając się praktycznie od zera i nie licząc na nic wielkiego. Ale przebił się. […]
24.11.2020
Weszło Extra
24.11.2020

Papierosy, kobiety i szachy. Michaił Tal – pokrętne losy „Czarodzieja z Rygi”

Jeśli szukać piłkarsko-szachowych analogii, Michaił Tal był dla gry królewskiej kimś takim, jak Ronaldinho dla futbolu. Żadnego z nich nie można nazwać najwybitniejszym zawodnikiem w historii dyscypliny. Są w czołówce, jasne, lecz nie na szczycie rankingów wszech czasów. Znajdą się gracze skuteczniejsi od nich, a także bez porównania bardziej utytułowani. Posiadający więcej rekordów w swoim […]
24.11.2020
Weszło
24.11.2020

Wielki bunt? Piłkarze pytają EA Sports: kto wam pozwolił na nas zarabiać?

Hasło: „Leo, why? For money” znamy chyba wszyscy i nikt specjalnie mu się nie dziwi. Wiadomo, że każdy chciałby zarabiać na wszystkim, co robi. Dlatego fakt, że Zlatan Ibrahimović upomniał się o swoje, także dziwić nie może. O co chodzi? O burzę, którą Szwed wywołał jednym wpisem w social mediach. „Ibra” zapytał EA Sports, jakim […]
24.11.2020
Weszło
24.11.2020

Tworek: – Nie jesteśmy zespołem, który nic nie umie i tylko wolą walki zdobywa punkty

– Musieliśmy się dostosować. Na zapleczu graliśmy wyżej, zamykaliśmy rywali, ale tam nie ma takiej jakości, jeśli chodzi o budowanie akcji przez obrońców. Zakładając pressing, zmuszaliśmy do wybicia i zbieraliśmy te drugie piłki. Byliśmy na połowie przeciwnika i mogliśmy przejść do ataku. W Ekstraklasie obrońcy potrafią grać od tyłu i jeżeli zrobimy coś źle, to […]
24.11.2020
Weszło
24.11.2020

Podbeskidzie wreszcie ma bramkarza, szanse na utrzymanie rosną

Podbeskidzie na początku sezonu nie gra najbardziej badziewnej piłki w lidze, zdecydowanie nie. Często nawet w przegranych meczach patrzyło się na ten zespół dość przyjemnie. Być może bielski beniaminek dysponuje najsłabszymi obrońcami, choć ci ze Stali Mielec chcieliby w tym temacie podyskutować. Bez wątpienia jednak do niedawna to właśnie „Górale” mieli najgorszych bramkarzy w całej […]
24.11.2020
Weszło
24.11.2020

Rozmawialiśmy między sobą: kurde, jak to możliwe, że tych punktów nie ma?

– Graliśmy osiem meczów, mieliśmy dwa punkty. Ale czy graliśmy słabo? Nie, mieliśmy dobre spotkania, tylko nie strzelaliśmy bramek. Taka jest piłka. Wczoraj nie zagraliśmy najlepszego meczu w sezonie. To nie był jakiś nasz super mecz. Ale była koncentracja w defensywie, do tego byliśmy skuteczni i jest zwycięstwo. Tak to jest. Możesz grać bardzo, bardzo […]
24.11.2020
Weszło
24.11.2020

Szymonowicz: – Futbol uratował życie 90% piłkarzy

– Jestem zdania, że futbol uratował życie 90% piłkarzy. On jest przepustką dla znacznej części zawodników do lepszego życia. Ja mam 25 lat i gdybym miał to wszystko stracić, byłby problem, żeby się odnaleźć i musiałbym pokombinować – mówi szczery Dawid Szymonowicz z Cracovii w ankiecie „Weszło z Butami”. Zapraszamy na zapis naszej rozmowy. Zanim […]
24.11.2020
Weszło
24.11.2020

Krzysztof Stanowski – Dziennikarskie Zero #2

Co w drugim odcinku „Dziennikarskiego Zera” Krzysztofa Stanowskiego? – Włodzimierz Szaranowicz i Adam Małysz – Marcin Najman, życie i twórczość – Bayer Full i brudne, chińskie majteczki – Hipokryzja Stanowskiego. Zapraszamy! 
24.11.2020
Weszło
24.11.2020

Boniek: Wybrałem opcję spokojną, czyli Jurek dalej prowadzi kadrę

We wtorkowej prasie Zbigniew Boniek mówi o reprezentacji i selekcjonerze, Gergo Lovrencsics wspomina pobyt w Lechu, Dominik Furman opowiada o pobycie w Turcji, a Ivi Lopez nie ukrywa swoich dużych ambicji.  PRZEGLĄD SPORTOWY Rozmowa ze Zbigniewem Bońkiem o Jerzym Brzęczku i ostatnich wydarzeniach wokół reprezentacji Polski. (…) Piłkarze narzekali na kiepski styl już w trakcie […]
24.11.2020