post Avatar

Opublikowane 26.03.2020 18:22 przez

redakcja

Zaczniemy od końca. Czyli od felietonu Pawła Zarzecznego.

Od końca, bo zasadniczo, gdy w tej skromnej rubryce umieszczałem gościnnie teksty zdolniejszych od siebie, zazwyczaj robiłem to na końcu. Skoro „Jak co czwartek… Leszek Milewski”, to wypadałoby dać najpierw coś od Milewskiego. Ale przy tym tekście czułbym się źle tak robiąc – jest za dobry, by wrzucać go gdzieś na koniec jak bonus, dodatek, deser. Pozwólcie, że tym razem moje trzy grosze wystąpią w takiej roli. 

Mam nadzieję, że wydawnictwo Buchmann się nie obrazi. Zrozumie dlaczego publikuję – wczoraj trzecia rocznica śmierci Pawła – i zwróci uwagę na to, że książkę „Mój własny charakter pisma” przypominam, jak i również przypominam fakt, że jest ona wciąż do kupienia, także w ebooku, bo tą drogą ją nabyłem, w odruchu potrzeby usystematyzowania tekstów Pawła.

Po tym przydługim wstępie zapraszam do lektury.

„DEYNA KAZIMIERZ, NIE RUSZ KAZIKA, BO ZGINIESZ”.

Żeby zacząć o nim pisać, trzeba otworzyć flaszkę.

„Jak ten twój Kaziu, jak tam Kaziu?” – te drwiny słyszałem całą młodość. Drwiny i kpiny. No bo jak to? Dla mnie najlepszy, a co starcie z ich idolem, Lubańskim, to klęska. Bo Lubański nie tylko był przystojniejszy, ale umiał się odezwać.

I mecze Legia – Górnik. My, warszawiacy, zawsze w plecy. Dwie drużyny być może najlepsze w Europie, a ta z Zabrza zwykle lepsza.

Nie zapomnę śniadania, to był jakiś 1972 rok (nie sprawdzam, ale tak było, pora popołudniowa). Siedzimy przy radiu (telewizora nie mamy), gdy zaczyna się mecz. Ja kontra hanysy z własnego domu. No i zaczyna się mecz. Ja przeciw siostrom, Legia vs Górnik.

1:0 Gadocha!

Biegam wokół stołu, ścigany nienawiścią…

1:1. Lubański. „I gdzie twój Kaziu?”.

2:1. Gadocha! – wpadam w ekstazę… I jestem bity po łbie, gdy…

2:2. Lubański.

2:3. Lubański.

2:4. Szołtysik.

2:5. Lubański…

Płakałem całą noc. To było kolejne upokorzenie Kazia. I nawet jak w tym samym roku wygrywał mistrzostwo olimpijskie i strzelał nie cztery, ale dziewięć goli, pytali mnie: „No, gdzie ten twój Kaziu?”. Jak prowadził Polaków do trzeciego miejsca na świecie, oni znowu pytali: „Gdzie ten Kaziu?”. I tak jak te pizdy – słowo uprawnione – zewsząd gwizdy. Jak w Chorzowie, gdy lud prosty wygwizdał najlepszego piłkarza wszech czasów, bo strzelił tylko jedną bramkę, z rożnego, dającą awans…

Niewdzięczność i hańba, ja to jako kibic przeżywałem razem z Kaziem. Bo kochałem kogoś, kogo Polska – poza Warszawą – odrzuciła. Warszawa zawsze była inna. I Kazio mógł stawać na głowie, a i tak było pytanie: „Gdzie ten Kaziu…?”. „Deyna Kazimierz, nie rusz Kazika, bo zginiesz” – tak śpiewała Warszawa. I była w błędzie. Bo zginął Kazik! Oddajmy głos Kazimierzowi Górskiemu, który ocenił Kazimierza Deynę jako najbardziej utalentowaną, ale i najbardziej tragiczną postać w polskiej piłce:

„Nie trzeba było znawstwa, by na pierwszy rzut oka rozpoznawać w Kaziu geniusza, który z piłką robi wszystko i wie o niej wszystko. Powołałem go na swoje pierwsze zgrupowanie kadry w 1971 roku. Zanotowałem w zeszycie, że jest to piłkarz klasy światowej. Kazik potwierdził te przypuszczenia w stu procentach. Chadzał własnymi ścieżkami, lubił dobrą zabawę i kobiety (kto ich nie lubi?), ale nie miałem z nim kłopotów. Ciężko pracował na treningach i na boisku. Z pozoru kręcił kółeczka i przetrzymywał piłkę. Ale tylko on umiał zmieniać tempo gry, przenosić jej ciężar z jednej strefy do drugiej, odszukać najlepiej ustawionego partnera lub samemu zakończyć akcję. Mimo, że był małomówny, miał posłuch. Był urodzonym liderem. Ale jak każdy geniusz, był słabo rozumiany przez otoczenie.

Wstyd to przypominać, ale poza stadionem Legii wygwizdywany był wszędzie. I to polska publiczność, w Chorzowie, zmusiła go do zakończenia reprezentacyjnej kariery. Po meczu z Portugalią, w którym właśnie strzał Deyny z rzutu rożnego dał Polsce awans do finałów mistrzostw świata. Deyna był niemal całe życie samotny. Kiedy stracił majątek w chybionych inwestycjach, załamał się, zaczął pić. Zostawili go i najbliżsi – żona, syn. Tragiczny koniec nie był trudny do przewidzenia. To, że zginął po pijanemu i to, że miał w kieszeni zaledwie 50 centów. Kilka tygodni przed tragedią widzieliśmy się po raz ostatni, gdy powołałem go do reprezentacji Polski oldbojów. Nie zawiódł, był prawdziwym kapitanem, a w meczach ze Związkiem Radzieckim i Włochami strzelił dwie kapitalne bramki. Pożegnał się z drużyną przepięknie!”.

***

Nigdy z nim nie rozmawiałem, wyjechał. Aż raz propozycja, bym zebrał reprezentację… Zdobyłem telefon do San Diego. Najpierw mnie olał. „Mam dobre życie. Otwieram okno i skaczę do basenu”. Dzwonię na okrągło i namawiam: że zapłacę za przelot, pobyt, spotka się z kumplami. I tak rzucam: „Drużyna musi mieć swojego kapitana!”. I on odpowiedział mnie, dzieciakowi: „Tak, kapitan musi być!”. I przyjechał, a przy dzieleniu koszulek powiedział od razu:

– Dycha jest moja.

A byli Szarmach, Lato, Lubański… Jednak to on był „dychą”.

Koledzy powyjeżdżali, został sam. No nie, byłem ja i Romek Hurkowski, i Robert Gadocha. Przez kilka dni żyliśmy jak bracia, w melanżu. Kazik nie miał zdrowia, upijał się po dwóch drinkach. Chodził elegancko, biała koszula i garnitur, ale mówił, że nie ma dokąd wracać – w Ameryce żona wyrzuciła go z domu, w Polsce boi się wojska, bo jest oficerem, i nie wiadomo co go czeka, może mundur… Namawiałem go do powrotu, grał zresztą jak młody bóg, i nie brakowało mu rozumu, ale… skapitulował, poddał się.

Moim zdaniem – piłem i rozmawiałem z nim jako ostatni – wszyscy go zdradzili. Nie ci na trybunach, tych miał gdzieś. Ci najbliżsi. Musiałem dorosnąć, by coś takiego zrozumieć.

***

Kaziu Deyna. Geniusz. Stokroć zdolniejszy od Bońka, od Laty, od każdego na świecie (może poza Beckenbauerem i Cruyffem na mundialu) – już samo towarzystwo nobilituje. Najwybitniejszy gracz w dziejach Legii. Z nią dwukrotny mistrz Polski, półfinalista Pucharu Mistrzów. Mistrz Olimpijski i król strzelców w Monachium w 1972 (jako pomocnik, 9 goli!). Medalista mistrzostw świata, gdzie pokazał kunszt arcymistrzowski i dowodził drużyną biało-czerwonych. A wcześniej bohater z Wembley. Oficer Wojska Polskiego. Wierny jednym barwom, dopóki w 1979 roku, już na futbolową emeryturę, nie wyjechał do angielskiego Manchesteru City. Tyle to wówczas znaczyło, co dziś Manchester United.

Pochodził ze Starogardu Gdańskiego. „Urodzony pomocnik”, orzekli trenerzy. Nikt się nie pomylił w tej ocenie. Choć miał też wady – lenił się, koledzy musieli za niego biegać. Nie był szybki. Ale szybko myślał. Z rzutów wolnych trafiał dokładnie tam, gdzie chciał. I z karnych. Był pozbawiony nerwów. Jego strzały, wtedy jeszcze wykonywane ciężką, skórzaną piłką, nabierały nieprawdopodobnej rotacji. Nie było na nią mocnych. I to nie były kopnięcia w lidze. Nie, w niej nawet nie zwykł się przemęczać.

Więc dlaczego kibice, poza Warszawą, go nie lubili? Bo jego zahamowania brali za wyniosłość. Jego wstyd – za butę. Nikt go nie rozumiał. Był postacią faktycznie tragiczną. Grał, żył, pił. Zginął ponad 20 lat temu. 1 września 1989 roku w San Diego, gdy z ogromną siłą wjechał w prawidłowo zaparkowaną na poboczu autostrady ciężarówkę. Najprawdopodobniej zasnął za kierownicą. A najpewniej nie miał też siły, żeby żyć. Bez pieniędzy, wyrzucony przez żonę z domu, bez jakiejś wyobrażalnej przyszłości. Wspomina Mariola Deyna, małżonka: „Dwa dni przed jego śmiercią spotkaliśmy się na kolacji. Obiecywał, że się zmieni. Prosił o jeszcze jedną szansę. Powiedziałam mu, że dam mu tę szansę, jeśli przestanie pić i zacznie się leczyć i pracować”.

Już nie zdążył.

Można nie wiedzieć, że Deyna grał z nr 9. Ale trudno nie wiedzieć, że dla Warszawy jest i pozostanie legendą. Bo świetnie grał, bo tragicznie i młodo zginął – jak sławni poeci, malarze, gitarzyści. Tego nie zabierze nikt. Mitu. W Warszawie powstaje nowoczesny stadion Legii. Trudno o bardziej godnego patrona. No bo Brychczy? Nie ten pułap. Górski? Akurat nie z Legią zdobywał sukcesy, z nią nie potrafił. Może Deyna? „Nie wiem czy to jest najodpowiedniejsza kandydatura”, mówił Mariusz Walter, gdy pytamy właściciela Legii o Kazia. Mówi to z troską, jak człowiek odpowiedzialny za kluczowe decyzje dla klubu. No bo jak to tak – pijak patronem?

Entuzjastą jest za to prezes Legii, Leszek Miklas. I ubolewa, że grób tak wybitnego Polaka znajduje się niemal na końcu świata, w kalifornijskim San Diego, gdzie w tamtejszych Soccers „Kaka” kończył karierę. Miklas zapala się do odwiecznego pomysłu, by sprowadzić ciało śp. Kazimierza do ojczyzny. Wysyła nawet zapytanie, do właściwych firm. Odpowiedź: ekshumacja zwłok to 10 tysięcy dolarów, transport – 6 tysięcy. Legia zapłaci. Legia weźmie na siebie wszystkie koszty sprowadzenia – nie trzeba nawet przepraszać za wyrażenie – swej relikwii.

Al choć tego pragnęliby kibice i prezesi, rodzina Deyny się nie zgadza. Pani Mariola wyszła za mąż za Szkota, nazywa się teraz McCullen. Przeszła zawał i miała dość pytań o Kazimierza. Telefonów na ogół nie odbierała. Na pytanie o miejsce pochówku byłego męża odpowiadała: „Kiedyś Kazimierz był własnością narodu. Teraz jest tylko mój i mojego syna”. To o mogile w El Camino Memorial Park, gdzie spoczywa piłkarz niebywały, niepowtarzalny, niezwykły i niezapomniany. Ale w końcu spoczął w Alei Zasłużonych, tam gdzie inni moi ukochani z młodości. Tuż obok najwybitniejszych z wybitnych – Niemen, Kaczmarski, Górski, Zapasiewicz. I jak siostra zapyta znowu „A gdzie ten twój Kaziu”, odpowiem jak Szpakowski: „W Alei Zasłużonych!”.

***

Najciekawsza drużyna, w jakiej Deynie zdarzyło się zagrać, spotkała się jednak nie na boisku, ale na planie sensacyjnego filmu „Victory”. Piłkarze z alianckiego obozu jenieckiego zagrali w nim o życie z Niemcami. A obok Deyny między innymi Pele, Bobby Moore i… Sylvester Stallone jako bramkarz. Stallone Deynę zapamiętał. Przyjechał do San Diego na pogrzeb, wysłuchał ulubionych piosenek Kazia w wykonaniu Elvisa Presleya: „It’s Now or Never, Can’t Help Falling in Love”. Nie było nikogo z Polski. Nie było nikogo z Legii. Ten człowiek, który wygrywał dla milionów, umierał sam. Zostawiając żonę i syna z długami, w potwornej biedzie.

1 września 1989. 26 lat temu. To najbardziej tragiczna rocznica polskiej piłki. Bo nigdy już nie będzie takiego piłkarza jak Kazimierz Deyna, tak bezlitośnie najpierw wygwizdywanego, a potem zapomnianego. Tego samego, o którym śpiewano: „Deyna Kazimierz. Nie rusz Kazika, bo zginiesz”. Tymczasem poza Legią zginęła nasza pamięć. Dlatego sprowadzenie zwłok tego wielkiego Polaka do ojczyzny jest naszym obowiązkiem. I uhonorowanie jego imieniem stadionu Legii Warszawa. Tak nam dopomóż Bóg! Nawet jeżeli uważa się czasem, że nie jest to najodpowiedniejsza kandydatura. Bo lepszej od Kazia zwyczajnie nie ma. I nie będzie.

***

PS. Ale miałem kiedyś prawdziwy dzień pomsty.

Znów radio, słucham wyników, wczesne popołudnie, mecz z Zabrza…  Legią. Chodzę smutny, niewesołe wieści… Siostry coś widzą: „Co tam Pawełku, pewnie znów Legia, Kazio, w dupę dostaliście!”. Ja płaczę! One włączają telewizor (już mamy) na Wiadomości. Lecą te różne bzdury, czekamy na sport. Dwie siostry, ciotki – hanyski – i ja, zapłakany… „A teraz wiadomości sportowe”. Spiker mówi:

„W najważniejszym meczu kolejki Górnik Zabrze przegrał z Legią Warszawa 0:5. Wszystkie gole padły w ciągu piętnastu minut…”.

Uciekałem aż na podwórko. I to była moja odpowiedź na to pytanie: „I gdzie ten Kaziu?”. Kazia zdradzili w życiu wszyscy, z rodziną włącznie. Poza nami, fanami. Mam takie zdjęcie: ja, młody kierownik reprezentacji, a obok dwaj wspaniali piłkarze przy butelkach – Deyna i Gadocha. Jak w niebie! To zdjęcie dałem synowi i proszę: „Daj mi je na nagrobku. ja, Deyna i Gadocha”. Pada pytanie: czy to aby stosowne? Odpowiadam najrozsądniej jak potrafię: „Na całym świecie ludzie wieszają wizerunku bogów w miejscach swojego pożegnania. A Deyna i Gadocha to byli moi bogowie. To dla nich marzyłem i dla nich płakałem, do dziki Nim poznałem jak tragiczne życie jest udziałem najlepszych”.

***

A co tam moim okiem?

A Ronaldinho. I jego zjazd w kierunku meczów więziennych, gdzie gra z niby takim samym uśmiechem, ale jednak nie z takim samym.

Z tym, że o Ronaldinho felieton już pisałem. Duży. W nocy przed sylwestrem, chyba do piątej rano. Poniosło mnie wtedy, bo to Ronaldinho, jeden z ważniejszych dla mnie w piłkarskiej mitologii. Nie chcę robić tu festiwalu cytatów, ale:

Wiem, że Messi i Ronaldo strzelili o milion goli więcej, wiem, że był zastęp piłkarzy regularniejszych, mających znacznie dłuższe „okienko wielkości”. Takich, którzy idąc nocą do garażu muszą uważać by nie zabić się o jakiś Puchar Świata, mistrzowską paterę albo jeden z tuzina przykurzonych superpucharów. Nie zmienia to jednak faktu, że nikt nigdy nie zrobił na mnie większego wrażenia niż Ronaldinho u szczytu. To było coś zupełnie innego, coś, czego nie widziałem ani wcześniej, ani później. Mówimy o piłkarzu, który wyciągał królika z kapelusza w co drugim kontakcie z piłką. O piłkarzu, który miewał efektowniejsze przyjęcie niż inni bramki życia.

Dziś mógłbym co najwyżej dopisać post scriptum, bo wtedy jeszcze jakoś się trzymał, nie było aż tak wyraźne, że w wieku zaledwie 40 lat – kilka dni temu urodziny – trafi do aresztu, a po koncie bankowym nawet nie tyle będzie hulać wiatr, co skrupulatni wierzyciele.

Tylko czy należało się spodziewać czegoś innego? Był na szczycie świata, jeden z ostatnich – jeśli nie ostatni – wyrwanych jak z innej epoki, niespecjalnie przejmujący się fizycznością, powrotami do defensywy, gegenpressingiem, taktycznymi ryzami i w zasadzie całą nowoczesną piłką – pewnie przesadzam, ale wiecie o co chodzi, wszystkie niedomagania potrafił przykryć techniką i wizją. Szczyt formy miał przez to krótki, może nawet króciutki biorąc pod uwagę niszczycielską regularność Messiego, Ronaldo, ale też choćby Lewandowskiego. Pamiętam jak naciął się na Ronaldinho zakochany w nim po dziecięciu Silvio Berlusconi.

Niemniej nie było żadną tajemnicą, że najszerszy, najszczerszy, najbardziej beztroski uśmiech w historii futbolu, nie dotyczy tylko boiska, względnie: nie bierze się tylko z boiska.

Myślę, że u tych wielkich, którzy potem tracą wszystko, jak Ronaldinho, jak Iverson, czy nasze gwiazdy, z omawianym przez Pawła Deyną na czele, pojawia się jeden zasadniczy błąd myślenia: niewiara, że może być znacznie  gorzej, bo przecież do tej pory zawsze było tak dobrze, i jakoś to dalej się potoczy, jakoś to będzie. Nie mieści im się w głowie, że Takim Sławom może ułożyć się źle. I pewne koła ratunkowe uciekają bezpowrotnie, moment, w którym dało się wypracować bezpieczny grunt, mija.

Bo jakośtobędzizm, dalejsiępotoczyzm, kompromituje się każdego dnia we wszystkich możliwych dziedzinach i we wszystkich konfiguracjach życiorysów.

Leszek Milewski

Napisz do autora

Fot. Piotr Nowak/NewsPix

Opublikowane 26.03.2020 18:22 przez

redakcja

Liczba komentarzy: 12
Subscribe
Powiadom o
guest
12 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gino Lettieri vel Wunderwaffe (@icek-mordehaj)
11 miesięcy temu

Paweł Zarzeczny stał się dla tego portalu tym, kim dla wielu naszych rodaków jest Lech Kaczyński. Przedwcześnie zmarły, a po śmierci wręcz czczony i wynoszony niemal na ołtarze. Jego wyznawczy otaczają go kultem, zaś bardzo wielu pozostałych zupełnie nie rozumie tego fenomenu, bo widzieli działalność tego człowieka i słyszeli o wielu jego różnorakich zachowaniach, czy też lepiej użyć określenia „akcjach”, i dziwi ich aż tak nabożny stosunek do niego. Nie idzie mi o to, żeby pamięć Pawła Zarzecznego kalać. Zaliczam się jednak do tej grupy, która miała autentyczny problem z przyswajaniem twórczości Zarzecznego, a szczególnie tej późniejszej, gdy dominował już raczej alkoholowy bełkot. Człowiekiem może był i wspaniałym (choć wiele relacji jego znajomych raczej temu zaprzecza, w każdym razie inaczej postrzegam wspaniałych ludzi), ale dziennikarzem czy aż tak wybitnym? Bo co? Bo celowo wzbudzał kontrowersje i mówił to, co wiedział, że wywoła gównoburzę, a często w sposób wręcz chamski? Dla mnie to przede wszystkim był człowiek cholernie pokręcony. W każdym razie traki obraz tworzą te wszystkie opowieści o nim. Mentalność i profesjonalizm z poprzedniej epoki.

qdlaty81
qdlaty81 (@qdlaty81)
11 miesięcy temu

był jednym z ostatnich który miał jaja coś szczerze pisać. dziś dziennikarzem jest Twitter i ‚przepisanie Twittera bez podpisu’. Najważniejsze żeby źródło było pewne żeby pozwu nie było. Treść może nawet być nieprawdziwa, ważne że to nie dziennikarz danego pisma/portalu ją pierwszy napisał, tylko że przepisał z innego miejsca.
Smutne to trochę

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gino Lettieri vel Wunderwaffe (@icek-mordehaj)
11 miesięcy temu
Reply to  qdlaty81

Szczerze? Z pewnością. Mi bardziej jednak zgrzytała ta kontrowersyjność szukana na siłę. Jeśli Kowalski powiedział A, to Zarzeczny zawsze powiedział B. Nawet jeśli Kowalski zwyczajnie miał rację. Potwierdza to zresztą wiele opowieści jego znajomych. Zgrzytało mi też towarzyszące temu „co to nie ja” i cała ta bufonada. Tak to widziałem.

picioo
picioo (@picioo)
11 miesięcy temu

Uprzedziłeś mnie tym wpisem. Sedno. Mitoman, tak sprawny, że stado baranów uznało go za geniusza.

fan kibolkiewicza
fan kibolkiewicza (@fan-kibolkiewicza)
11 miesięcy temu

Już to wczoraj pisałem, tylko trochę ostrzej. Dziwię się, że Zarzecznemu wszystko uchodziło płazem. Przecież on robił zwykle świństwa, kolegom. Wykorzystywanie zaufania i upublicznianie prywatnych rozmów, czyichs zwierzeń? Przecież to kurwa jest podłe. Publiczne rozsmarowywanie swoich znajomych? To zwykle chamstwo a nie błyskotliwa ironia. Jak pisałem, nikt się nie chce wychylać, każdy zniewagę obraca w śmiech, żeby nie wyjść na gbura, żeby nie urazić świętości. Nikt nie krzyknie, że król jest (był) nagi.

Pedro
Pedro (@pedro)
11 miesięcy temu

Incepcja, cytat w cytacie 🙂

tss
tss (@tss)
11 miesięcy temu

Oczywiście jak to u Pawki dwie bzdury gołym okiem widoczne. Legia i Górnik najlepsze w Europie na początku lat 70tych… Aha, ok. Nawet dobry moment, świeżo po rankingu top100 drużyn powojennych, wystarczy spojrzeć na przełom 60/70. City pod koniec lat 70tych jak MU na początku XXI wieku? No tak, ligowe miejsca 8,2,4,15,17 dobitnie to pokazują. Tak, jak napisali inni komentujący – bufonada, trolling, swobodny stosunek do faktów. Takie to było pisarstwo Zarzecznego.

fachowiec
fachowiec (@fachowiec)
11 miesięcy temu
Reply to  tss

Żaden polski klub nigdy nie należał do europejskiego topu. Najbliżej tego miana mogli być Widzew (powtarzalność w eliminowaniu angielskich drużyn) i Górnik (finał europejskiego pucharu). Legia miała przebłysk w postaci wyeliminowania St. Etienne w 1970, wtedy to była naprawdę mocna ekipa, ale to tylko epizod. Później przez ponad 20 lat nie umiała wygrać polskiej ligi, ani nie wyeliminowali nikogo mocnego z pucharów, więc z czym do ludzi.

Pawian Szeliga
Pawian Szeliga (@jamistrz)
11 miesięcy temu

Kapowałem ludzi na Facebooku

Travis
Travis (@travis)
11 miesięcy temu

Panie Leszku zrób Pan sobie przerwę od pisania.

GooDOMaDOM
GooDOMaDOM (@goodomadom)
11 miesięcy temu

Panie Leszku czy tylko na tyle Pana stać? Znów słabo. Bardzo słabo.

fachowiec
fachowiec (@fachowiec)
11 miesięcy temu

Wklejam inny, mało znany felieton śp. Pawła Zarzecznego. Napisany po meczu Vetra Wilno – Legia. Kilka lat przed tym, zanim zaczął przedstawiać się jako przyjaciel kiboli.

„Zarzeczny: Legia? Tragedia!

To, co zobaczyłem w Wilnie, właściwie nie wymaga mojego komentarza. Dzicz, hołota, śmietnik – to i tak najbardziej uprzejme słowa pod adresem kibiców Legii, którzy ośmieszają swój klub.

Zero, to jakieś trzy zera za mało. Obciach. Wstyd. Legia to wioska, wioska typowo dziadowska. Mnie szczególnie przykro to pisać. Urodziłem się koło Legii, chodziłem na setki jej meczów i jeździłem na setki wyjazdów, dowodziłem w tym klubie kompanią sportową, stworzyłem klubową kronikę, a nawet pisałem do „Naszej Legii”. Ale dziś jest mi totalnie nieprzyjemnie. Bandziorki (bo do bandytów jednak im nieco brakuje, to są generalnie gnoje zafajdani) psują naszą wspólną legendę. Najbardziej popularny klub w Polsce. Najbardziej znany w świecie. Ja na to nie pozwalam. Śpiewajcie sobie: „Zarzeczny kondon”. A ja będę pisał, żeście smutni i przegrani debile. No bo w końcu nawet na Litwie jedziecie na wstecznym. Jaki był wynik do przerwy???

Szkoda mi Legii, tak jak szkoda mi było Wisły, kiedy straciła dwa najpiękniejsze lata przez jednego matoła ze scyzorykiem. Zgadzacie się na to?

Ja nie zgadzam się absolutnie!!! I w tym meczu na dwie bramki już żeście kretyni przegrali. Własny honor. Zdobądźcie się chociaż – macie w końcu swoje Stowarzyszenie Kibiców – na głośne słowo: „Przepraszam!” Przeproście ludzi normalnych! Mnie również!

Paweł Zarzeczny

P.S. Za odpowiednie wynagrodzenie oferuję szefom Legii pozbycie się hołoty z trybun. Załatwię to w miesiąc. Chodzenie na Legię znów będzie zaszczytem. Tak jak było w latach mojej młodości. Skończcie z amorami i oprawami. Tu liczy się tylko futbol!”

Kanał Sportowy
01.03.2021

WESZŁOPOLSCY LIVE – Szysz, Kuzdra, Flis, Djurdjević


01.03.2021
Weszło
01.03.2021

Panie Frankowski, to był cyrk

Pochwaliliśmy sędziów za to, że w dwóch z czterech ostatnich kolejek nie popełnili rażących błędów. No i się zemściło. Sędzia Frankowski w Zabrzu urządził kabaret i pozwolił zawodnikom Górnika na skopanie Luquinhasa. Z kolei sędzia Stefański w Białymstoku dopatrzył się zagrania ręką Augustyna, wyrzucił go z boiska i pomógł Piastowi w wygraniu tego spotkania.  Zaczniemy […]
01.03.2021
Hiszpania
01.03.2021

Bartomeu zatrzymany, policja w biurach. Dzieje się w Barcelonie

Być może żaden gol zdobyty przez piłkarzy Barcelony w tym sezonie nie ucieszył kibiców Dumy Katalonii tak bardzo, jak dzisiejsze wiadomości o zatrzymaniu Josepa Marii Bartomeu. Były prezydent klubu stał się w pewnym momencie w Katalonii wrogiem publicznym numer jeden, doprowadzając Barcę do wizerunkowego i finansowego kryzysu. Dziś służby weszły do biur Barcelony i zajęły […]
01.03.2021
Niemcy
01.03.2021

Wielkie czystki w Schalke. Poleciały głowy całego pionu sportowego

Schalke Gelsenkirchen to jedna wielka stajnia Augiasza. Piłkarze tworzą sobie przed meczem komitet delegacyjny, który ma wymusić zwolnienie kolejnego już trenera. W ich mniemaniu nie ma odpowiednich kompetencji. W sobotę zaś oni wykazali się „profesjonalną” postawą i zebrali oklep 1:5 od VFB Stuttgart. Reakcja klubu? Już w niedzielę pożegnał się z trenerem Christianem Grossem. Podziękowano […]
01.03.2021
Weszło
01.03.2021

Dlaczego Cracovia może spaść z ligi?

Tak, Cracovia może spaść z ligi. Tabela nie kłamie. Jesienią wydawałoby się to totalnie absurdalne. Zimą tak samo. Ba, jeszcze na starcie ligowej wiosny potraktowalibyśmy to jako czystą fantastykę. Ale teraz, widząc obraz nędzy i rozpaczy ekipy Michała Probierza, odnosimy wrażenie, że Cracovia autentycznie może zlecieć z Ekstraklasy i to z niemałym hukiem. Jasne, że […]
01.03.2021
Weszło
01.03.2021

Dzwońcie do Rivaldo i Zahovicia. Niech naprostują synków jak po wywiadówce

W linii ataku jedenastki badziewiaków syn Rivaldo i syn Zlatko Zahovicia. Trzecim do grania w tej szalonej formacji Żan Medved, któremu brakuje tylko, żeby nazywał się Nedved i był synem legendy Juventusu. Tak czy siak, zestawienia najgorszych piłkarzy kolejki warto wysłać do dwóch dawnych legend piłki, a ci powinni przyjechać w reakcji do Polski jak […]
01.03.2021
Weszło
01.03.2021

Nie taki poniedziałek nudny, jak go malują. Typy na mecze w Premier League i LaLiga

Niby w czołowych ligach tylko dwa mecze. Niby nie są szczególnie ciekawe, bo żadne z nich nie rozegra się bezpośrednio na szczycie Premier League ani LaLiga. Niemniej, mogą to być starcia, które okażą się wiążące dla ostatecznego układu tabeli, a także dla losów szkoleniowców tych drużyn.  Tak czy owak, postanowiliśmy przejrzeć, co w swojej ofercie […]
01.03.2021
Weszło
01.03.2021

Jaja ze stali Dusana Tadicia. Jak rozpoznać kozaka?

Trudno o bardziej satysfakcjonującą rzecz w futbolu niż gol w doliczonym czasie gry na wagę punktów. No chyba, że strzelasz tego gola w meczu lidera z wiceliderem. Po rzucie karnym. I po tym, jak rywal cisnął ci przed wykonaniem tego karnego od „pizd”. Dusan Tadić pokazał, że ma jaja ze stali. Wiadomo – bez kibiców […]
01.03.2021
Weszło
01.03.2021

Ligowy peleton. Będzie szarpanina o czwarte miejsce?

Nie chcemy powiedzieć, że już nikt poza Legią, Pogonią i Rakowem nie włączy się do gry o medale, bo to jest Ekstraklasa. Widzimy załamanie formy Pogoni, pamiętamy, że Raków wciąż ma swoje kłopoty. Analogicznie nie chcemy powiedzieć, że do gry o spadek nie włączy się już nikt poza Podbeskidziem, Cracovią i Stalą. Natomiast gdy patrzymy […]
01.03.2021
Blogi i felietony
01.03.2021

Erik Cikos: Wisłę Kraków mam w sercu do dziś. Z Hyballą mogą wrócić na szczyt

Erik Cikos dekadę temu został mistrzem Polski z Wisłą Kraków a teraz może… zdobyć Puchar Polski. Z Puszczą Niepołomice. Czy w Małopolsce naprawdę wierzą, że pierwszoligowe „Żubry” mogą sięgnąć po trofeum? W wywiadzie z nami obrońca opowiada nie tylko o pucharowej przygodzie, ale także o tym, jak świętowali tytuł w Krakowie, kto był liderem w […]
01.03.2021
Weszło Extra
01.03.2021

Grzesik: Pracowałem na zmywaku, żeby nie pożyczać od rodziny

Jan Grzesik w wywiadzie z nami mówi zarówno o pozytywnych momentach swojej kariery, jak i tych gorszych chwilach. Np. o grze w Nadwiślanie Góra, gdy łączył piłkę z pracą na zmywaku. – Pierwsza wypłata wyszła na czas, ale później zaczęły się kłopoty. A człowiek musi z czegoś żyć. Żona zapracowywała się – tak trzeba to […]
01.03.2021
Weszło
01.03.2021

Ten, w którym wreszcie ktoś rzucił PSG rękawicę

Mimo zwycięstwa 4:0 nad Dijon, PSG nie może być pewne swego. Ba! W ligowej tabeli wyprzedza ich Lille, które zremisowało ze Strasbourgiem. Tuż za plecami czai się też Olympique Lyon oraz Monaco. Oba te kluby dzieli od aktualnych mistrzów kolejno jeden oraz dwa punkty. W końcu we francuskiej lidze szykują się nam emocje związane z […]
01.03.2021
Weszło
01.03.2021

Jacek Klimek: Stal ma 56 osób na kontraktach przy pierwszej drużynie

Jacek Klimek, który niedawno został prezesem Stali Mielec, w wywiadzie z nami zdradza kulisy funkcjonowania beniaminka Ekstraklasy. – Mamy 56 osób na kontraktach przy pierwszej drużynie. Te kontrakty, o których mowa, to tylko pierwszy zespół i sztab pierwszego zespołu.  To kilkunastu ludzi, którzy posiadają podpisane kontrakty, trenują, ale nie są brani pod uwagę pod względem […]
01.03.2021
Weszło
01.03.2021

Augustyniak, Krychowiak, Helik, Kędziora, Milik, Lewy… Weekend polskich goli | STRANIERI

Polscy piłkarze w ligach zagranicznych mają za sobą udany weekend. W Rosji bramkę, która spokojnie aspiruje do miana gola weekendu zdobył Grzegorz Krychowiak, a Rafał Augustyniak poprawił to dubletem. W Niemczech strzelał Robert Lewandowski, a we Francji Arkadiusz Milik. Nawet Tomasz Kędziora i Michał Helik sieknęli po brameczce, więc naprawdę było co oglądać. Kto jeszcze […]
01.03.2021
Weszło
01.03.2021

PRASA. Tułacz: Puszcza nie ma skautingu. Dodatkową robotę wykonują trenerzy

– Mieliśmy pomysł na wielu, ale dziś to pieniądze decydują. Czasem dwa tysiące złotych przeważa o wyborze innego klubu. A ilu dobrych zawodników odeszło? Maciek Domański jest dziś w ekstraklasie, ale trafił do niej za późno, grali u nas Karol Niemczycki, Dawid Abramowicz, Krzysiek Drzazga, Maksiu Sitek, Wiktor Żytek odszedł do aspirującego do ekstraklasy GKS […]
01.03.2021
Weszło
28.02.2021

Milik zapala świeczkę w ciemnym tunelu

Arkadiusz Milik wrócił do gry i od razu strzelił gola z karnego. Fajnie. Naprawdę fajnie. Szczerze cieszymy się, bo im bliżej do Euro, tym częściej wypatrujemy oznak, że kluczowi reprezentanci znajdują się w formie. W przypadku 27-letniego snajpera jest to też o tyle ważne, że ostatnie klubowe pół roku spędził poza murawą. Trafienie z Lyonem […]
28.02.2021
Włochy
28.02.2021

Milan wygrał z Romą i tym samym uciekł spod toporka

AS Roma robiła dziś wszystko, by przypadkiem Milan nie stracił szans na mistrzostwo. W pierwszej odsłonie jej obrońcy rozłożyli czerwony dywan przed atakującymi ekipy z Mediolanu, jednak Zlatan i jego koledzy nie chcieli skorzystać z uprzejmości gospodarzy. Pudłowali na potęgę. Sprawdzali wytrzymałość słupków i poprzeczki. Z bramkarza rywala robili bohatera. Cały czas podawali tlen rzymianom […]
28.02.2021
Weszło FM
28.02.2021

Poniedziałek z Weszło FM! Co w ramówce?

Poniedziałek na Weszło FM rozpoczniemy od „Dwójki bez sternika” z Wojtkiem i Łopatem, a zakończymy Hyde Parkiem z Weszłopolskimi! Co jeszcze przygotowaliśmy w programie? Szczegóły poniżej. 7-10: „Dwójka bez sternika” O poranku przywitają was Wojciech Piela i Michał Łopaciński. Panowie porozmawiają o Ekstraklasie, Premier League, koszykówce i skokach narciarskich! Połączą się także z Rafałem Kotem. […]
28.02.2021