post Jakub Białek

Opublikowane 25.03.2020 21:02 przez

Jakub Białek

Druga dziesiątka naszego rankingu najbarwniejszych postaci polskiej piłki w XXI wieku. Co przygotowaliśmy dla was tym razem? Faceta, który zrobił z Kielc europejską stolicę mody. Lakiernika, który został dyrektorem mistrzowskiego Lecha. Dwóch wybitnych polskich komentatorów. Bandę Świrów i faceta, który nie chciał mieć pobieranej krwi, a na boisku kręcił rekordy w pokonanym dystansie.

MIEJSCA 91-100 – KLIK!

MIEJSCA 71-80 – KLIK!

90. BANDA ŚWIRÓW

Uznaliśmy, że musimy zawrzeć w tym rankingu kogoś ze słynnej „Bandyy Świrów”, jednej z barwniejszych ligowych ekip ostatnich lat. Ale kogo? Ojrzyńskiego jako lidera? Kuzerę? Korzyma? Małkowskiego? Vukovicia? Lisowskiego? Stano?

No nijak nie idzie wybrać, nikt nie wybija się z tej paczki jakoś szczególnie, więc żołnierze Ojrzyńskiego będą bohaterem zbiorowym. Kielecka jazda na tyłkach stała się inną dyscypliną sportu. Zbiór ligowców po przejściach skazywanych na spadek, który zagrał na nosie piłkarskiej Polsce, a ich losy śledziliśmy jak w serialu na KoronaTV.

Czy brakuje dziś takich szatni? Oj, bardzo. Piłkarze Korony potrafili wstawić się za kibicami, których kielecka policja wyłapywała po cywilu na trybunach i wręczała zakazy stadionowe za przeklinanie. Vuković grzmiał do dziennikarzy, że stadion to nie teatr, a Zbigniew Małkowski pobiegł interweniować do policjantów, którzy zamknęli kibiców na sektorze.

Korzym? Wodzirej, wiecznie uśmiechnięty, związany do tego stopnia, że gdy w meczu z Jagiellonią doznał paskudnego złamania nogi, pojechał założyć gips i… wrócił na stadion. To on z megafonem w ręku rozpoczynał słynną przyśpiewkę:

– Banda Świrów!!!
– Auu!!!
– Chuligani!!!
– Auu!!!
– Koroniarze!!!
– Auu!!! Auu!!! Auu!!!

Kuzera? Stonowany, wiele w życiu przeżył, bardzo szanowany. Stano? Obrońca, którego Ojrzyński z braku laku posłał na atak i ten odwdzięczył się dwoma bramkami w jednym meczu. Golański? Barwny, ciągnący zespół na boisku. Kiełb? Ulubieniec kibiców. Szczytem oddania dla klubu był wówczas Vuković, który po wyleczeniu kontuzji zrzekł się całkowicie wysokiego kontraktu – uważał, że nie dojdzie już do wysokiej formy, więc nie chce oszukiwać klubu.

Na boisku szło im bardzo dobrze (w szczytowej formie piąte miejsce w lidze), a i poza kamerami potrafili hucznie pobawić się w swoim gronie.

89. DARIUSZ SZPAKOWSKI

– Ze stadionu Wembley wita Dariusz Ciszewski! – przedstawił się kiedyś Dariusz Szpakowski podczas jednej z transmisji. A skoro potrafisz pomylić się nawet we własnym nazwisku, możesz pomylić się… absolutnie we wszystkim.

Szpakowski to legenda, bez dwóch zdań. Jego głos towarzyszył nam przy wszystkich dużych imprezach reprezentacji w ostatnich latach, kojarzymy go z przegranymi mundialami, kojarzymy z ciemnymi czasami piłki za Beenhakkera czy przed erą Engela. Potrafi sprzedać emocje, dysponuje świetnym głosem, no, generalnie – wiele razy włosy nam na rękach stawały, gdy słuchaliśmy „Szpaka”.

Na przykład podczas słynnego monologu w meczu ze Słowenią.

Niestety – Szpakowski zostanie zapamiętany głównie przez babole, które swoim fachu popełnia z częstotliwością Thomasa Dähne. Potrafił w jednym meczu widzieć na boisku Szawiego, Czawiego i Ksawiego, Pujola i Puziola, Maskerano, Maszczerano i Marszczerano. Mylił Messiego z Maradoną, Senegal z Singapurem, Salamona z Salamanem i Salomonem, nazywał Zielińskiego Robertem, a Lewandowskiego Piotrem, Błaszczykowskiego Jakubowskim…

No, a to tylko wierzchołek góry lodowej.

Nie ma transmisji, podczas której „Szpak” nie zaliczy „Szpaka”. Ileż to razy krzyczał nazwisko strzelca, gdy za chwilę okazywało się, że uderzał jednak ktoś inny. Ile razy widział na boisku kogoś, kto siedział już na ławce. Wymowa nazwisk to już w ogóle wolna amerykanka. Nie chcieliśmy w ten sposób zapamiętywać jednej z komentatorskich legend, ale niestety – w tym rankingu przedstawiamy osoby barwne, a Szpakowski był jakiś głównie wtedy, gdy cała Polska miała z niego bekę.

88. GRZEGORZ KRYCHOWIAK

Jedni mówią, że to najlepiej ubrany polski piłkarz, inni podśmiewają się z jego stylówek. Nie da się jednak ukryć – Krychowiak ubiera się niestandardowo. I to głównie dzięki swoim stylówkom „Krycha” znajduje się w tym rankingu.

A więc pozwolimy sobie na małe the best of (źródło: Instagram Grzegorza Krychowiaka):

Poza tym? Barwne historie o Krychowiaku dotyczą głównie jego obsesyjnego podejścia do profesjonalizmu. W sklepach wyszukuje tuńczyka, który ma jak najmniejszą zawartość tłuszczu. Śpi po dwanaście godzin, wszystko podporządkowuje regeneracji. Po finale Ligi Europy w Warszawie zamiast wyjść na miasto poszedł o szóstej na basen, gdzie spotkał go Adam Nawałka. Uśmiech wywołuje jego charakterystyczny francuski akcent, ale w wywiadach zachowuje absolutną poprawność polityczną.

87. TOMASZ BANDROWSKI

Może nie jest to strzał oczywisty, bo pewnie znaleźlibyśmy kilku ligowych chłopków-roztropków, którzy byliby bardziej wdzięcznym materiałem do anegdot. Ale stwierdziliśmy, że w tym rankingu przyda się ktoś ponadprzeciętnie inteligentny, który po części wyprzedzał swoje czasy, a po części wywoływał zdziwienie na twarzach kolegów swoimi niecodziennymi rytuałami.

„Bander” miał bowiem bardzo specyficzne podejście do odżywiania. Popytaliśmy kilku osób i nikt nie bardzo potrafi powiedzieć jaką konkretnie Bandrowski prowadził dietę, natomiast każdy mówi: – Tomek zawsze jadł jakoś inaczej niż wszyscy.

W Lechu jako jedyny nie korzystał z izotoników i shotów witaminowych przygotowanych przez człowieka odpowiedzialnego za suplementacje. Zawsze nosił swój bidon. Nie, nie z drinkiem – nie pił, nie palił, nawet nie tykał kawy. Mierziło go nawet zwykłe pobieranie krwi w klubie – kręcił na to nosem. Uważał, że to zaburza mu regenerację i w ogóle to niepotrzebna ingerencja w organizm.

Opowiada nam jeden z zawodników, który z Bandrowskim dzielił pokój na wyjeździe: – Wiódł strasznie zdrowy tryb życia. Do tego stopnia, że nie akceptował wokół siebie żadnej elektroniki. Uważał, że fale źle wpływają na samopoczucie. Nie brał na wyjazdy telefonu ani laptopa, mnie też zabraniał korzystania z wszelkich sprzętów. Spaliśmy wtedy na trzydziestym piętrze w hotelu i bardzo się zdziwiłem, kiedy kazał mi… wystawić komórkę przez okno a komputer schować do łazienki. To i tak był kompromis, bo wcześniej proponował, żebyśmy oprócz tego spali przy otwartym oknie – a był luty – bo potrzebuje zdrowej energii. Laptopa schowałem, a telefon opatuliłem w ręczniki, przykleiłem taśmami i jakoś wytrzymał.

Być może było to niecodzienne i specyficzne, ale Bandrowski wydolność miał kosmiczną. W jednym z meczów przebiegł ponad 14 kilometrów, analitycy Lecha przecierali oczy ze zdumienia, bo to był wówczas wynik na poziomie ścisłej czołówki zawodników z Ligi Mistrzów. Później „Bandrowi” przydarzył się uraz, w Jagiellonii już nie odzyskał dawnego blasku. Odciął się od świata mediów, dzisiaj ponoć działa trochę w menadżerce.

86. JAKUB BŁASZCZYKOWSKI

Nie jest to postać kontrowersyjna, nie krąży o nim worek anegdot. Ale jednak – to symbol, którego nie sposób nie umieścić w tym rankingu. Idealny materiał na idola, autorytet dla dzieciaków. Facet z trudną historią, który z buta wszedł do panteonu legend Wisły Kraków.

– To nie jest zły pomysł – odpisał Jarosławowi Królewskiemu, gdy ten zaproponował zrzutkę na ratowanie Wisły Kraków. No i dorzucił swoje 1,33 miliona. To historia, która wciąż wydaje się niewiarygodna – piłkarz z uznanym nazwiskiem zainwestował swoje pieniądze w ratowanie byłego klubu i zgodził się grać za 500 złotych, a przecież mógł znaleźć sobie solidny zagraniczny klub i kasować pensję z sześcioma zerami. Co więcej, Kuba chciał pożyczyć te pieniądze bez odsetek, a gdy dowiedział się, że prawo tego zakazuje, za wartość odsetek kupił bilety dzieciakom z domów dziecka. Nic dziwnego, że o jego pięknym geście mówiono na całym świecie. 

Legenda. To nie pierwszy raz, gdy pomógł Wiśle, już latem 2018 roku – gdy ważyły się losy tego, czy „Biała Gwiazda” w ogóle będzie grać przy Reymonta – pożyczył klubowi milion. W Wiśle spędził ledwie dwa sezony, ale zakochał się w niej (z wzajemnością), co potwierdzał na każdym kroku. Nawet świętując mistrzostwo w Dortmundzie, prezentował wiślackie symbole. Żegnając się z trybunami w Krakowie, pokazał kibicom koszulkę z napisem „jeszcze tu wrócę”. 

Słów na wiatr nie rzucił. Był ogromnie szanowaną postacią także w Niemczech, można zaryzykować wręcz stwierdzenie, że żaden inny polski piłkarz nie doczekał się nigdy takiego uwielbienia na zachodzie. Gdy odchodził z BVB, zalała go niespotykana dotąd fala podziękowań opatrzonych hashtagiem #DankeKuba. Wielu kibiców nie rozumiało tej decyzji klubu z Dortmundu, atakowało władze, skrytykował ją nawet Kevin Grosskreutz, inny z symboli trybun.

Żaden inny piłkarz nie ma tak hojnego serca jak Kuba, o czym świadczy fundacja „Ludzki Gest” i liczna pomoc w kolejnych akcjach charytatywnych. Ale sam Kuba nie chce chwalić się swoją dobroczynnością, więc i my w tym rankingu to uszanujemy.

85. WOJCIECH LUBAWSKI

Kolejna wspominka z Kielc, tym razem w wersji komediowej. Wojciech Lubawski, były prezydent miasta i jego próby sprzedaży Korony Kielce. Tak, to ten sam prezydent, który stwierdził, że Kielce są polską stolicą mody. Urząd Miasta został zapytany w oficjalnym piśmie o wyjaśnienia:

– Kto jest autorem koncepcji/wizji/hasła Kielc jako stolicy mody?

– Kielce jako stolica mody jest określeniem propagowanym przez Prezydenta Kielc gdyż tak on uważa.

Bezbłędne! Ten sam Lubawski przez kilka lat próbował sprzedać Koronę Kielce, ale jakoś tak mu nie wychodziło, choć co rusz czytaliśmy publiczne deklaracje – to już za chwilę, to już za momencik, do maja wszystko będzie sprzedane! W międzyczasie Korona co pół roku ciągnęła kroplówki od miasta, na co oburzali się miejscowi radni. Sesje zawsze były gorące, a podczas jednej z nich – gdy ważyły się losy klubu – obóz prezydenta wytoczył największe działo: – Kasa jest potrzebna, bo interesuje się nami sama AS Roma!

Rzutem na taśmie pojawił się na sesji rady wydruk maila, w którym Roma miała niby potwierdzać, że chętnie przytuliłaby Koronę. Tak, władze miasta kolportowały teorię, że Koronę przejmie za chwilę Roma i dlatego trzeba jej przyznać gotówkę (by nie upadła tuż przed takim dealem!). I oczywiście zupełnym przypadkiem jest to, że włosi zainteresowali się polskim klubiem akurat przeddzień burzliwego głosowania na Radzie Miasta.

Z „rozmów” z Romą nie wyniknęło oczywiście nic, a sam Lubawski tłumaczył to w swoim uroczym stylu: – Podobno z Włochami tak się robi interesy. (…) Oni od początku mówią to samo, tylko nie mogę się z nimi spotkać.

No, byli tak zajebiście zainteresowani Koroną, że przez kilka miesięcy nie potrafili się spotkać, nawet mimo faktu, że prezydent Kielc – jak deklarował w mediach – zakupił już bilety lotnicze do Włoch.

Ale to i tak nie najbardziej komiczna historia z inwestorem, na którą zaprosił nas Lubawski. Pewnego razu w klubie zwołano konferencję prasową z tajemniczym panem w jeansowej kurtce. Imię, nazwisko, funkcja? Nie można mówić. Podano mediom tylko to, że to przedstawiciel jakiegoś inwestora, który jest szalenie poważnie zainteresowany Koroną. Szczegółów brak. Ale spokojnie, to już prawie ostatnia prosta! Istna farsa. Często, gdy trzeba było wyżebrać kasę z miasta, wyciągano z kapelusza jakichś tajemniczych inwestorów, z którymi kontakt cudownie się urywał.

Ale byli też inwestorzy, którzy istnieli naprawdę. Na przykład ci z Senegalu. Wojciech Lubawski roztaczał wtedy bajkowe wizje: – Byłem świadkiem tego, jak w Senegalu padła inicjatywa, aby wszystkie mecze Korony puszczane były w senegalskiej telewizji. Canal+ jest francuski więc oni znajdą wspólny język. Można dać się ponieść wyobraźni i przypuszczać, że przybędzie nam 15 milionów widzów, bo dla nich futbol to religia.

15 milionów widzów, czyli cały naród w jednym momencie ruszałby do domów i włączał mecze Korony z Wisłą Płock. No… śmiała teza. Lubawski w końcu zaufał Senegalczykom, ale tych przerosło zrobienie przelewu za zakup klubu. I cała historia zaczęła się od nowa.

Jedną z osób, która wraz z Lubawskim poszukiwała inwestora, był Tomasz Chojnowski, ówczesny prezes klubu, który finalnie wylądował w prokuraturze. Jak sam się chwalił w wywiadzie dla sporteuro.pl, wpadł na pomysł, by zapytać Calvin Kleina, czy nie chce przygarnąć Koronki. Bo wiecie, w herbie Kielc są litery CK („Civitas Kielcensis”), więc to na pewno, hehe, dobry pomysł. No i prezes klubu osobiście zadzwonił do sekretariatu amerykańskiej firmy odzieżowej i zaproponował sekretarce takie rozwiązanie. Ta przekazała sprawę wyżej, przez jakiś czas wyczekiwano na to, jak Calvin Klein zareaguje na taki pomysł.

Namówić się go nie udało. Nawet mimo faktu, że Kielce to miasto mody.

84. MATEUSZ BOREK

Skromny redaktor z Dębicy, który ma wyjebane na frajerskie gadki. Smakosz i entuzjasta życia. Najlepszy biceps polskiego dziennikarstwa sportowego. Głos wielkich meczów reprezentacji Polski w XXI wieku, głos hitowych starć Ligi Mistrzów. Prawdziwa bestia studia telewizyjnego. Niektórzy twierdzą, że półtoragodzinny program nagrałby sam – bez gości, bez pytań, bez tematu przewodniego. Inni twierdzą, że to totalnie nieporozumienie – Borek poprowadziłby trzygodzinny program i puściłby jeszcze dogrywkę ekstra.

Sam lubi podkreślać swoje korzenie – pochodzi z Dębicy, do Warszawy przyjechał jako dziewiętnastolatek. Rodzice nauczyli go, że w życiu trzeba dużo czytać, mieć dobre buty i ładne zęby. Jako nastolatek dorobił się na… hurtowej sprzedaży koszul. Jeździł od Krakowa do Lublina wespół z kolegą, sprzedawał ładne ciuchy, by samemu chodzić w jeszcze lepszy garniturach. Sam mówi, że przez pewien czas musiał kalkulować wydatki na obiady, by mieć za co zaprosić w weekend dziewczynę do kina. Ale podczas handlu koszulami narobił się tyle, że kupił sobie 500 par majtek i wyrzucał je po jednym założeniu, bo nie miał w mieszkaniu pralki.

Słynie z dobrych relacji z piłkarzami. I nie ma co się dziwić, że lepiej zakumplował się z szalonym Piotrem Świerczewskim czy ekstrawaganckim Mariuszem Piekarskim niż ze spokojnym Aleksandrem Kłakiem. Do popkultury wprowadził kilka kultowych haseł. „Presję to ma pielęgniarka w szpitalu czy matka z czwórką dzieci”, „a może on jest słaby *tutaj*?”, „masz jaja, wyjdź, pokaż”. Człowiek, który widział wszystko, poznał wszystkich i skomentował wszystkie mecze. Już samo przez siebie mówi fakt, że to on zamykał bankiet Liverpoolu po zdobyciu Ligi Mistrzów w 2005 roku. Zresztą niewiele brakowało, a na ten finał by się spóźnił – razem z operatorem pojechał do Trabzonu na nagrywanie reportażu o Mirosławie Szymkowiaku. Pobyt się przedłużył, wizytatorzy pospali, na lotnisku uratowała ich popularność „Szymka”.

Dziś Borek w telewizji sprawia wrażenie faceta, którego z równowagi nie wytrąciłoby trzęsienie ziemi, strzelanina za ścianą czy pole dance w wykonaniu Scarlett Johansson. Ale w przeszłości omal nie pobił Radosława Osucha. Przywołajmy tę legendarną anegdotę z książki „Stan Futbolu”:

Tego samego dnia Osuch miał jeszcze dwa starcia. Pierwsze z Mateuszem Borkiem, dość zabawne. Borek przyszedł w marynarce, która miała wyhaftowany napis, zawierający litery „s”, „p”, „k” i coś tam jeszcze. Radek na dzień dobry spytał: – Co tu masz napisane? S. P. K. Sparks. Nawet cię nie stać na własną marynarkę? Wszystko musi ci Sparks kupować?

Raymond Sparks był brytyjskim agentem, z którym Osuch miał na pieńku od czasu transferu Artura Boruca z Legii do Celticu. Borek Sparksa znał.

– Co powiedziałeś, kurwa? – zagotował się Mateusz.

– Że ci Sparks kupuje marynarkę, frajerze – odparł Osuch.

– Nie mów do mnie frajerze, kurwa. Wiesz, co znaczy słowo „frajer”? Wiesz co to znaczy? Jeszcze raz powiesz do mnie „frajerze”, kurwa, jeszcze raz powiesz, to cię zajebię – Borek nie zawsze posługuje się piękną, telewizyjną polszczyzną.

– Zmiataj stąd, frajerze.

– Kurwa, kurwa, tylko nie „frajerze” ! Zajebię cię!

Na to Osuch wyciąga telefon i na oczach wściekłego Borka gdzieś dzwoni.

– Halo, Anitka? – zwraca się słodko do żony. – Słuchaj, kotku. Proszę cię, powiedz to, co zawsze mówisz, żeby mnie powstrzymać, bo stoi tu przede mną ten frajer Borek w marynarce, którą dostał od Sparksa, i ja zaraz użyję krav magi, no i niewykluczone, że go wtedy zabiję i będę miał kłopoty.

Oczywiście do bójki nie doszło, ale co koguciki poskakały, to ich. Cała ta wymiana uprzejmości trwała zresztą znacznie dłużej, pewnie z pół godziny, co i raz ktoś wychodził, wracał, znowu się straszyli, znowu padało „tylko nie frajerze” i znowu był telefon do żony.

83. SEBASTIAN MILA

Najbanalniej byłoby posnuć w tym miejscu opowieść o golu strzelonym reprezentacji Niemiec, okrasić to kilkoma zgrabnymi metaforami, podkreślić ludzkość bohatera, którego chciała wtedy nosić na rękach cała Polska. Ale Sebastiana ze szczytu zna każdy. A anegdoty znane przez wszystkich są najnudniejsze. Zatem opowiedzmy historie z czasów Sebka, a nie pana Sebastiana.

Na „dzień dobry” w szatni Lechii Gdańsk jako nastolatek usłyszał, że na masaż ma się nie pchać, bo masażyści zajmują się panami piłkarzami, a jemu co najwyżej mogą posmarować maścią nogę, gdy nabije sobie siniaka. W Dyskobolii nosił nie tylko sprzęt, ale i walizki. I to niekoniecznie swoje, a… córki prezesa Drzymały, bo właściciel Groclinu na każdego zgrupowanie zabierał cała swoją ferajnę. A przecież Drzymałowie nie będą nosić własnych waliz – ta przyjemność przypadała w udziale drużynowej młodzieży.

W Grodzisku miał trudne początki. Drzymała miał nawet mówić do Bobo Kaczmarka, że ten ściągnął mu do zespołu konia trojańskiego. Mila o tej rozmowie nie wiedział, żył w błogiej nieświadomości. Wreszcie trener zawołał go na pogaduchę:

– Sebastian, po co cię tutaj ściągnąłem?

– Żebym się rozwijał.

– No właśnie. A na razie to ty się rozwijasz, ale finansowo.

Podczas jednego z pierwszych zgrupowań w reprezentacji Polski został skierowany do pokoju z Krzysztofem Ratajczykiem. „Rataj” – kawał chłopa, z twarzy zabijaka, raczej oschły wobec obcych. Trenerem kadry był wówczas Zbigniew Boniek i selekcjoner kazał pozostawiać piłkarzom otwarte drzwi do pokojów, bo miał robić im wizytacje. Mila siedział w pokoju i był kłębkiem nerwów. „Rataj” – luzik, wyszedł na balkon pogadać z żoną przez telefon. Żona zapytała go o to, z kim jest w pokoju. A ten spokojnie odparł: – A nie wiem, z jakimś młodym.

Miał to szczęście, że w swojej karierze trafiał na zabijaków. W Dyskobolii przyszło mu grać m.in. o boku Radosława Sobolewskiego. Taktyka – klarowna, dwóch pomocników obok siebie, w linii. Sebastian nieco z lewej, „Sobol” lekko z prawej Zaczyna się mecz, piłka w moim kierunku – wyskakuje Sobol, głowa. Druga akcja – Sobol przede mną wślizgiem. Trzecia, Sobol wybiega i wyjaśnia. Czwarty raz, piłka do mnie, Sobol wbija się i zagrywa.

– Sobol, daj mi grać w piłkę!

– Nie wpierdalaj się, jak maszyna pracuje.

W ŁKS-ie do pionu ustawił go raz Ensar Arifović, silny zadziora. Niektórzy powiedzieliby – typowy Jugol. Kawał kabanosa, nieco surowy technicznie, ale mecz potrafił wybiegać. Tenże Arifović miał pretensję do Mili o jakąś źle zagraną piłkę. Nie w tempo, albo niedokładnie – mniejsza o to. Obaj zaczeli dyskutować, z czasem coraz bardziej podniesionymi głosami. Ensar w końcu spuentował porażająco spokojnym tonem:

– Dobra. To teraz ci wpierdolę.

Na szczęście Sebastiana – nie wpierdolił.

82. RADOSŁAW MAJDAN

Był w „Tańcu z Gwiazdami” „Barze”, „Mamy cię!”, u Szymona Majewskiego, trzykrotnie u Kuby Wojewódzkiego, w „Azji Express”, w „Milionerach”, nawet w „Tomasz Lis na żywo” czy programie Ewy Drzyzgi, miał swoje reality show „Iron Majdan”, był w Warsaw Shore, zagrał w czterech teledyskach i trzech serialach, miał swój zespół muzyczny, ma własną linię perfum, miał sesję w CKM-ie, na Pudelku gościł pewnie z tysiąc razy. Bohater dwóch głośnych związków – z Dodą i z Małgorzatą Rozenek.

Celebryta pełną gębą. Na boisku nigdy nie zyskał tak dużej popularności jak w brukowcach, gdzie niektórzy nazywają go „polskim Beckhamem”. Media go lubią i wydaje się, że jest to miłość odwzajemniona. Majdan czuje się przed kamerą tak swobodnie, że czasem zapomina o jej istnieniu. Jak w tym kultowym wywiadzie.

„Aaa… No… Aha… To przepraszam państwa”.

Jego celebryctwo było często wyszydzane w piłkarskim światku. Majdan nie miał lekko zwłaszcza podczas meczów, gdy zdarzały się przyśpiewki o tym, co jego aktualna partnerka potrafi robić ustami. Zdarzało mu się nawet obrywać od własnych kibiców. W Polonii trybuny miały wątpliwości, czy nie skupia się zbyt bardzo na telewizyjnym show kosztem piłki. Podczas meczu, w którym Majdan puścił dwie bramki, trybuny ryknęły: – Chuj z wynikami, wygramy „Taniec z gwiazdami”!

Swoją drogą było to odważne – Majdana tak ciągnęły kamery i blichtr, że poszedł do „Tańca z gwiazdami” w trakcie sezonu, a przecież odcinki były na żywo co niedzielę. Nasza ulubiona anegdota o Radku? Podobało nam się, jak Józef Wojciechowski szukał dla niego miejsca w klubie. W Polonii Majdan był dyrektorem sportowym, kierownikiem drużyny, a nawet rzecznikiem prasowym. Tym ostatnim do momentu, jak jeden z dziennikarzy wykręcił numer do właściciela klubu.

JW: – Zadzwoń do Majdana, on ci wszystko powie.
D: – Przecież on nigdy nie odbiera telefonów.
JW: – Ty, faktycznie… On nic nie robi!

I tak Majdan został… trenerem bramkarzy. Człowiek wielu talentów, niewątpliwie.

81. MAREK POGORZELCZYK

Amerykański sen w czystej postaci. Od lakiernika w fabryce Wromet do dyrektora sportowego Lecha Poznań. Pod koniec lat ’80 był zmianowym na emaliernii, trzy dekady później brał udział przy budowie wielkiego Lecha. W pewnym momencie trzeci po Bogu we Wronkach – drugi był Ryszard „Fryzjer” Frobrich, Pogorzelczyk był jego prawą ręką. Ksywa „Seta” wzięła się – według niego – od tego, że w szkole był najszybszy w biegu na sto metrów. Inni sugerują, że to pseudonim z konotacjami alkoholowymi. Kiedyś do klubu przyjechał prosto z fabryki. Zdjął maskę, przywitał się z Bogusławem Baniakiem, ale zachowywał się… dość dziwnie. Baniak myślał, że to przez to, że „Pogo” nawąchał się w robocie lakierów. Ale woń alkoholu nie pozostawiała wątpliwości.

Forbrich lata temu mówił, że wyciągnął go z gołębnika na poddasze, że jeździł wózkiem akumulatorowym po Wronkach, że był kierownikiem Błękitnych dorabiając sobie do funkcji kierownika wydziału powłok ochronnych. Lata później „Fryzjer” będzie nazywał Pogorzelczyka „kurwiorzem” – choć trzeba dodać, że akurat tak Forbrich mówił do wielu.

Mieczysław Broniszewski na łamach „Przeglądu Sportowego”: – W 1996 roku usłyszał od Forbricha: „Już tu nie pracujesz, kurwiorzu”. Wybroniłem go, bo uznawałem Marka za człowieka pracowitego, któremu można było powierzyć tajemnice. Milczał jak głaz. Dziś pewnie mógłby pisać przecudowne pamiętniki o tym, jak się w tamtym latach robiło futbol. Jako asystent Forbricha wiele się przecież od niego nauczył i poznał dużo tajemnic ekstraklasy…

Jedni twierdzą, że nigdy nie spotkali człowieka, który tak potrafił lawirować i który tak dobrze podczepiał się pod tych, którzy akurat wtedy trzymali w Amicę kierownicę. Wiedział komu polecieć po wódeczkę na drugą stronę Warty, wiedział z kimś zakurzyć papieroska. Inni uważają, że ze świecą szukać we Wronkach człowieka, który podkablował tylu współpracowników. Jeszcze inni, że akurat Pogorzelczyk na tle wronieckiej śmietanki końca ubiegłego wieku wyróżniał się tym, że po prostu znał się na piłce.

Marek Kliszkowiak, wieloletni asystent w Amice, też na łamach „PS”: – Żeby nie Rychu, on nie miałby nic! Do dziś przykręcałby śrubki w fabryce. Kierownikiem mógł zostać każdy, padło akurat na Pogorzelczyka. I niech teraz nie udaje świętego, że o niczym w Amice nie wiedział. Kiedyś przecież wysłali mnie autem „Sety” do Bukowca, żeby pieniądze za mecz przekazać. To „Seta” nie wiedział?

Podczepianiem się pod odpowiednie wagoniki dotarł na sam szczyt. Do 2011 roku był dyrektorem sportowym Lecha Poznań, to „jego” Kolejorz zdobył mistrzostwo Polski w sezonie 2009/10. „Seta” znał trzy języki – polski i dwa w butach. Raz obraził się zresztą na jednego dziennikarza, że ten zacytował w gazecie wypowiedź śp. Ivana Turiny o tym, że „dyrektor Pogorzelczyk nie zna angielskiego”. – Może Oxfordu nie kończyłem, ale radzę sobie – grzmiał wóczas. Nigdy nie grał na profesjonalnym poziomie. A jednak kilku niezłych grajków do Poznania ściągnął – Lewandowskiego, Injaca, Arboledę, Djurdjevicia czy Stilicia. Można się podśmiechiwać, że w archiwalnych nagraniach z Canal+ nad ławką Amiki unosi się dym, bo „Pogo” siedział sobie z boku i kopcił szluga. Ale czy w Lechu nie wzięliby dziś z pocałowaniem ręki podobnej skuteczności transferowej, jak za czasów Pogorzelczyka, Kadzińskiego i Czyżniewskiego? Można mówić, że był przaśny, ale oko do piłkarzy miał. Gdy zobaczył na boisku Grzegorza Wojtkowiaka, to stwierdził od razu – panowie, to będzie reprezentant Polski. Gdy ze Smudą oglądał Lewandowskiego, to z miejsca wiedział, że Kolejorz musi ustawić się w wyścigu po tego dzieciaka ze Znicza Pruszków.

„Seta” był też niesamowity pod względem relacji z dziennikarzami. Potrafił obdzwonić połowę Poznania i dopytać, czy warto brać tego całego Sernasa do Lecha. Innym razem przez telefon mówił, że żaden Kriwiec do Kolejorza nie przyjdzie i proszę to sobie wybić z głowy, a jednocześnie siedział z tym samym Kriwcem w gabinecie i podpisywał z nim kontrakt. Dyrektor sportowy żywcem wyciągnięty z lat ’80, który sprawnie działał (do czasu) w XXI wieku. – Żmije na swojej piersi wyhodowałem – twierdził jednak „Fryzjer” mając w pamięci to, jak Pogorzelczyk odciął się od niego, gdy za forbrichowym smrodem korupcji ruszyli prokuratorzy.

Aha, jeszcze jedna historia. Pogorzelczyk pojechał pewnego razu do Kolumbii negocjować transfer Manuela Arboledy. Właściwie nie tyle „negocjować”, co po prostu przyklepać umowę. Kwota dogadana, brakuje tylko podpisu. Nagle Pogorzelczyk został wywieziony do hacjendy – wokół krokodyle, w środku smutni panowie z klamkami za paskiem od spodni, wokół plantacje koki. Klimat „Narcos”, brakuje tylko koksu posypanego na stole i Pablo Escobara gładzącego się po wąsie. Kolumbijczycy będący w posiadaniu karty zawodniczej Arboledy stwierdzili wprost – albo dodatkowe tysiące dolarów się pojawią, albo Arboleda do Polski nie pojedzie. I Pogorzelczyk też może nigdzie już z tej hacjendy nie wyjechać. „Seta” dzwonił w środku nocy do prezesa Kadzińskiego jakoś udało się te dodatkowe pieniądze wysupłać. – Andrzej, dorzuć tu stówę papieru, bo oni nas tu, kurwa, zastrzelą – miało paść w rozmowie z prezesem o trzeciej w nocy.

DAMIAN SMYK I JAKUB BIAŁEK

Miejsca 91-100: Denaturowy Midas, „dobre jebnięcie z nogi”, dziki Donald i dziki Nicki, czyli pierwsza część rankingu

Miejsca 71-80: Maxi Kaz, ulubieniec szejków, fajka z prezydentem i zegarek za 25 tysięcy euro 

fot. FotoPyk

Opublikowane 25.03.2020 21:02 przez

Jakub Białek

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 17
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gino Lettieri vel Wunderwaffe

Jeśli za Beenhakkera były ciemne czasy, to co było za Łazarków, Strejlałów, Apostelów, Piechniczków vol2., Wójcików? Jakie były czasy selekcjonera Bońka? Jaka była kadencja smutnego Waldka? Taką macie krótką pamięć? Leo miał dobre chwile i bardzo chujowe, ale coś tam jednak ugrał, kogoś tam jednak ograł. A wy upierdoliliście się na niego, jak pojebani. Ja wiem, wiem, linia redakcyjna itp, ale ludzie. Szanujmy się. Teraz, gdy ludzie w domach siedzą, to czytają jeszcze uważniej, a poza tym jest tu wielu ludzi, którzy są nieco starsi niż uczniowie szkół podstawowych i pamiętają wystarczająco, by wypunktować wiedzę stażysty wziętą z facebooka (i z przekazu dnia na kolegium redakcyjnym).

JesusChristPose
JesusChristPose

Strejlauów jak coś. on się nazywa Strejlau

JesusChristPose
JesusChristPose

btw. największy entuzjazm miałem, jak selekcjonerem był Wójcik. ta kadra naprawdę coś grała wtedy.

ale np. mój kolega w ogóle nie emocjonuje się piłką nożną narodową, tylko klubową. jest w tym coś sensownego. piłka reprezentacji krajowych przypomina jakąś łapankę, pospolite ruszenie „Błaszczykowski sam meczu nie wygrasz”. piłka klubowa, to jednak jest jakiś plan, jakiś scenariusz, jakieś zgranie, jakieś formacje czy stałe fragmenty gry, jakieś wspólne dzielenie chleba.

pejsbuk
pejsbuk

No I co ten Strejlał?

BLODWYN PIG
BLODWYN PIG

Regularnie wtedy graliśmy na MŚ i ME…

hds
hds

Wygrana i remis z Portugalia, historyczny awans na Euro. Idiotyzmy o Benhakerze przebijaja tylko te o Szpakowskim („zostanie zapamiętany głównie przez babole”).

Cerber24
Cerber24

Prawda jest taka, że Beenhakker był jak do tej pory najlepszym i najbardziej kompetentnym selekcjonerem reprezentacji Polski w XXI wieku (a pewnie nawet od lat 80-tych wieku ubiegłego).

JesusChristPose
JesusChristPose

Dähne

szanowny panie redakturze. jak na polskiej klawiaturze otrzymać śliczne umlauty. otóż należy wcisnąć lewy ALT oraz kombinację wpisywaną przy pomocy klawiatury numerycznej. np.

ALT + 132 daje ä
ALT + 142 daje Ä
ALT + 148 daje ö
ALT + 153 daje Ö
ALT + 129 daje ü
ALT + 154 daje Ü
ALT + 225 daje ß

poeksperymentujcie też z innymi kombinacjami. kupa zabawy

tss
tss

Borek to wasz kumpel, notka napisana, żeby było miło, a jednak… i tak wyłania się z niej obraz buca. Dobre.

JesusChristPose
JesusChristPose

buc dla buców. sorry, taki mamy klimat.

MboMpenza
MboMpenza

Pisanie o Szpaku, że zostanie zapamiętany głównie przez babole to po prostu czyste skurwysyństwo. Trochę pokory, szacunku podlotki dziennikarskie. To że pan Dariusz nie nadąża w Misji Futbol i myli Habociana z Chujbocianem nie upoważnia duetu Smyk i Białek do pisania, że z faceta z kilkudziesięcioletnim stażem Polska drze łacha. Kurwa litości

piotrz
piotrz

Obejrzałem wczoraj Piłkarski poker . Młody Szpak to był geniusz komentatorskim, Borki mogą mu buty czyścić.

Zawisza Czarnecki
Zawisza Czarnecki

Oczywiście, że drze łacha. W periodyku „Razem” w rubryce „Osobno” (ostatnia strona – ta z gołą babą) nabijano się ze Szpaka i Zydorowicza już po mundialu 1986. Bzdurą jest, że Szpak myli się dopiero ostatnio – zawsze się mylił. Np: ach te ciągłe pomyłki meksykańskich realizatorów. Trener Anglików (Robson) ma oczywiście na imię Bobby, a nie Robert. MISZCZ od zawsze!

qdlaty81
qdlaty81

Bobby Robson, właśc. Robert William Robson – angielski piłkarz i trener piłkarski

s71
s71

A jeśli chodzi o Pana D. Szpakowskiego, to wcale się nie pomylił w nazwisku
Dariusz Ciszewski… Jeśli mnie pamięć nie myli, to albo mecz był w rocznicę Wembley, albo w rocznicę śmierci Pana Jana….

qdlaty81
qdlaty81

Po prostu Jan Ciszewski komentował poprzedni ważny mecz Polaków na Wembley, pewnie ten z Tomaszewskim i Domarskim

Zawisza Czarnecki
Zawisza Czarnecki

Szkoda Bandrowskiego. Widziałem go w 1. jedenastce na Euro 2012. Po tej kontuzji jakby ktoś zgasił światło – po piłkarzu.

Weszło FM
25.10.2020

Poniedziałek na Weszło FM – co nas czeka?

Początek nowego tygodnia po zmianie czasu nigdy nie jest łatwy. Na świecie robi się ciemniej i bardziej ponuro. Poranek wspólnie z Wojtkiem Pielą i Darkiem Urbanowiczem może być jednak wspaniałym pomysłem na to, aby poprawić sobie nastrój. W Weszło FM „Dwójkę bez sternika” rozpoczniemy już o 7:00, a w programie rozmowy choćby z napastnikiem Rakowa […]
25.10.2020
Anglia
25.10.2020

Tak wygląda prawdziwy kanonier

Jeśli sztywno trzymalibyśmy się nazewnictwa, to napisalibyśmy, że w tym meczu zagrało czternastu Kanonierów – jedenastu piłkarzy Arsenalu z pierwszego składu i trzech wchodzących z ławki. Ale to tylko słowotwórstwo od klubowego przydomka. Na boisku był bowiem tylko jeden kanonier i to wcale nie w drużynie Mikela Artety. O kogo może chodzić? Oczywiście o Jamiego […]
25.10.2020
Weszło
25.10.2020

Lech w pucharach – STRONG, Lech w lidze – WEAK

Dobra postawa w pucharach i słabiutki występ w lidze. Wydaje się, że Lech Poznań złapał już swój rytm i przyzwyczaja do niego kibiców od początku tego sezonu. Jesteśmy świadkami powtórki z sezonów 2010/11 i 2015/16 – lechici wtedy też weszli do grupy Ligi Europy, a w Ekstraklasie prezentowali się kiepściutko. Dzisiaj Cracovia potrzebowała jednej wrzutki […]
25.10.2020
WeszłoTV
25.10.2020

LIGA MINUS. Paczul, Kowal, Białek, Roki

Halo, halo! Niedzielny wieczór bez Ligi Minus? Nie ma takiej możliwości. O 19:45 startujemy z waszym ulubionym magazynem poświęconym naszej kochanej Ekstraklasie. Wpadajcie na żywo, albo chociaż z odtworzenia! 
25.10.2020
Inne sporty
25.10.2020

Gigant Formuły 1 znów to zrobił. Hamilton wygrywa i bije rekord wszech czasów

Ostatni raz byliśmy tak zdziwieni, kiedy polski rząd ogłosił plany podniesienia płacy minimalnej. Lewis Hamilton, Mercedes i pierwsze miejsce – te pojęcia w 2020 roku zwykle występują razem. Dzisiejsze zwycięstwo w portugalskim Portimao było o tyle wyjątkowe, że Anglik wygrał Grand Prix po raz dziewięćdziesiąty drugi. Nikt nie ma więcej zwycięstw w Formule 1 niż […]
25.10.2020
Weszło
25.10.2020

Pan piłkarz Ivi Lopez. Głębia składu Rakowa budzi uznanie

Gdy Ivi Lopez meldował się w Ekstraklasie, witaliśmy go gromkim: czy aby na pewno? Czy skoro za dziewiątką w Rakowie grają Tijanić i Cebula, bezsprzecznie gwiazdy początku rozgrywek, to jest potrzebny Hiszpan? Dodajmy: Hiszpan na wysokim kontrakcie, jednym z najwyższych w Rakowie, a więc na pewno sprowadzany nie po to, by przy tym duecie siedzieć […]
25.10.2020
Weszło
25.10.2020

Zgodnie z planem? No nie do końca, ale Raków idzie dalej

Chyba tylko tak zwana logika Ekstraklasy mogła sprawić, by Raków Częstochowa nie wygrał dziś ze Stalą Mielec. Pierwsi są rewelacją sezonu, liderem i drużyną zbierającą wysokie noty ze styl, drudzy przed chwilą dostali szóstkę od Wisły Kraków, wcześniej nie potrafili strzelić Podbeskidziu i generalnie jeszcze nie udowodnili, że do ligi się nadają – fani naszej […]
25.10.2020
Weszło
25.10.2020

Niepokonany Górnik Łęczna na podium 1. ligi. Czas myśleć o awansie?

Możesz zagrywać piętkami „na ścianę”, jak Kamil Zapolnik i Paweł Zieliński. Możesz zakładać „dziury” rywalom jak David Panka. A nawet mieć w ekipie samego Goku. To jednak nic nie znaczy, gdy przyjeżdżasz do Łęcznej. Beniaminek ma za sobą sześć domowych spotkań i nie odnotował jeszcze ani jednej porażki. Ba, mało tego – drużyna Kamila Kieresia […]
25.10.2020
Włochy
25.10.2020

Reca dośrodkowuje, Walukiewicz wyprowadza, czyli włoska ziemia potwierdza talenty Polaków

Południe. Serie A. Cagliari kontra Crotone. Gdyby nie Polacy w obu ekipach, nigdy nie odpalilibyśmy tego meczu. Ciekawsza wydaje się nawet setna powtórka opolskiego festiwalu sprzed dziesięciu lat. Ale skoro już Arkadiusz Reca i Sebastian Walukiewicz spotkali się na włoskiej ziemi, to okej, postanowiliśmy zobaczyć, jak chłopakom pójdzie. Efekt? W sumie to nawet zabawne, że […]
25.10.2020
Weszło
25.10.2020

Na co jeszcze stać ekipę Andrei Pirlo?

Mistrzowie Włoch kontra sąsiedzi w tabeli. Brzmi absurdalnie, gdy dodamy, że nie chodzi o Romę, Napoli czy Milan, a o Hellas Werona? Trochę tak, ale ekipa z miasta Romea i Julii miała mnóstwo szczęścia, otrzymując trzy punkty za błąd Romy. Gdyby nie one, nie byłoby tak kolorowo. Dlatego spotkanie z Juventusem to szansa na ugranie […]
25.10.2020
Live
25.10.2020

LIVE: Lech wymęczył remis z Cracovią

Rosołek zaliczony, schabowy pewnie też, czas więc na niedzielnie granie! W ligach zagranicznych cudów się nie spodziewamy, nie ma jednego meczu, który wybijałby się ponad resztę. Za to na krajowym podwórku zagrają najpierw Raków Częstochowa (ze Stalą Mielec) i Lech Poznań (z Cracovią), więc oczekiwania jak na polskie realia mamy dość spore. Obyśmy się nie […]
25.10.2020
Anglia
25.10.2020

Premier League w tym sezonie stanęła na głowie. I nam się to podoba!

Everton, Aston Villa czy Leeds? Nie, raczej Tworki czy Choroszcz. Takie pytanie byście usłyszeli, sugerując na początku tego roku, że trzy wspomniane kluby na starcie sezonu 2020/21 zagoszczą w ścisłej czołówce Premier League. To, co wyprawia się na czele w lidze angielskiej, można wręcz porównać do karamboli w amerykańskich seriach wyścigowych. Dzieje się mnóstwo, każdy […]
25.10.2020
Weszło
25.10.2020

Czas na błysk wyczekiwanej perełki? Marchwiński dostanie swoje szanse

Wysokie natężenie meczów i nieco zbyt wąska kadra sprawiają, że Lecha Poznań prawdopodobnie czekają kłopoty przy jesiennym łączeniu gry w Ekstraklasie z grą w Lidze Europy. Natomiast dla niektórych piłkarzy terminarz z meczami rozgrywanymi co 3-4 dni będzie błogosławieństwem. Kimś takim może być Filip Marchwiński – jeden z największych talentów Kolejorza, który trochę zniknął w […]
25.10.2020
Weszło
25.10.2020

Roninowie “Kolejorza”, czyli nowa era klasy średniej

Piłkarska klasa średnia. W przypadku akademii Lecha Poznań niegdyś pojęcie dość problematyczne, ale dziś, o dziwo, śladów poznańskiej akademii jest pełno w całej Polsce. Jasne, że jeszcze całkiem niedawno na naszych oczach wyrastali choćby Jan Bednarek czy Karol Linetty, a obecnie Jakub Moder czy Tymoteusz Puchacz, ale, patrząc szerzej, nie znajdziemy aż tak wielu wychowanków […]
25.10.2020
Weszło
25.10.2020

Arsenal podtrzyma tradycję ogrywania Leicester?

Arsenal i Leicester sąsiadujące ze sobą w tabeli, ale poza strefą pucharową. Brzmi dziwnie? Trochę tak, jednak taka jest rzeczywistość. „Lisy” po dobrym starcie trochę wyhamowały, więc Arsenal, któremu ostatnio dość brutalnie przerwano passę bez porażki, może zwietrzyć w tym swoją szansę. My natomiast, tradycyjnie, spróbujemy coś na tym ugrać. Obstawiamy ten mecz w Superbet! […]
25.10.2020
Weszło
25.10.2020

Cel stał się marzeniem. Slavia Praga rok po Lidze Mistrzów

Rok bez jednego dnia – dokładnie tyle czasu minęło od pamiętnego dla naszych południowych sąsiadów meczu Slavia – Barcelona w arcytrudnej grupie Ligi Mistrzów, którą tworzyły też Inter i Borussia Dortmund. Wspomniane spotkanie mistrzowie Czech przegrali 1:2, ale pozostawili po sobie świetne wrażenie i byli dla „Dumy Katalonii” równorzędnym przeciwnikiem. Potwierdzili to w zakończonym bezbramkowym […]
25.10.2020
Weszło
25.10.2020

Przeskok z pucharów na ligę będzie bolesny dla Lecha? Niekoniecznie

Jak trudno przestawić się z pucharów na ligę? Lech Poznań dziś się o tym przekona, bo kilka dni po meczu z Benfiką musi zmierzyć się z Cracovią. Obydwa zespoły sąsiadują ze sobą w tabeli, przedziela je tylko Warta. Dla „Kolejorza” porażka będzie jednak dramatem, bo wówczas perspektywa ponownej gry w Europie znów się oddali. Dlatego […]
25.10.2020
Weszło
25.10.2020

Sześć argumentów, dla których Cracovia nie wygra z Lechem

Jeśli widzicie szklankę do połowy pełną, stwierdzicie, że Cracovia przegrała w tym sezonie ligowym tylko jeden mecz. Na siedem prób, a więc bilans na papierze wygląda całkiem korzystnie. Jeżeli jednak wolicie patrzeć na świat przez nieco ciemniejsze okulary, będziecie musieli zauważyć, że „Pasy” spośród tych siedmiu meczów wygrały tylko dwa. Traciły punkty ze Śląskiem (porażka), a także […]
25.10.2020