post Avatar

Opublikowane 22.03.2020 11:36 przez

redakcja

11 maja 1996 roku minęło trzydzieści lat od finału Pucharu Europy, rozegranego między Realem Madryt a Partizanem Belgrad. „Królewscy” wygrali wtedy 2:1 i po raz szósty w historii mogli się poszczycić tytułem najlepszej klubowej drużyny Starego Kontynentu. Oczywiście stali bywalcy Estadio Santiago Bernabeu spodziewali się, że ich ulubieńcy po raz kolejny zdominują elitarne rozgrywki, tak jak to uczynili w latach pięćdziesiątych ubiegłego stulecia. Tymczasem tamten triumf okazał się łabędzim śpiewem Realu. Trzydzieści lat później klub wciąż miał w dorobku sześć uszatych trofeów i ani jednego więcej.

Życiową ambicją Lorenzo Sanza było dołożenie siódmego Pucharu Mistrzów do madryckiej gabloty.

Hiszpan bez wątpienia oglądał starcie „Królewskich” z Partizanem, największy triumf drużyny zwanej z hiszpańska Madrid de los Yé-yé, w nawiązaniu do kultowego przeboju The Beatles: „She Loves You”. Sanz od dziecka był bowiem wręcz fanatycznym kibicem Realu. Najpierw, jak każdy dzieciak, chciał w barwach Los Blancos zagrać. A kiedy musiał zaakceptować, że brak mu odpowiedniego talentu, by zrobić wielką piłkarską karierę, obiecał sobie, że kiedyś pomoże Realowi w inny sposób. I słowa dotrzymał.

Pracę w madryckim klubie podjął jeszcze w latach osiemdziesiątych. Wiedzę z zakresu funkcjonowania piłkarskiej korporacji czerpał na jednym z dyrektorskich stanowisk. Wreszcie – stał się postacią numer jeden. W 1995 roku przekonał elektorów, że warto wybrać go na prezydenta klubu, ponieważ ma plan na odbudowę mocarstwowej pozycji Realu Madryt.

Ktoś zapyta: co tu odbudowywać? Real w 1995 roku wygrał przecież mistrzostwo Hiszpanii.

No i prawda, wygrał. Jednak było to dla „Królewskich” pierwsze mistrzostwo od 1990 roku. Przez cztery długie lata Los Blancos musieli znosić upokorzenie, jakim było oglądanie w lidze pleców FC Barcelony, a czasem także i innych ekip. Zresztą – nie to było najbardziej upokarzające, że Barca zgarnia tytuły mistrzowskie. Problem tkwił w tym, że Katalończycy triumfy święcili także na europejskiej arenie. W 1992 roku sięgnęli po Puchar Europy. Grali spektakularny futbol, ekscytowali, stanowili punkt odniesienia. Real w hierarchii europejskiego futbolu osuwał się w odmęty obojętności. Barca była Dream Teamem, w Serie A grali najlepsi piłkarze świata, Ajax produkował talenty, Brytyjczycy jak zawsze żyli swoim podwórkiem. „Królewscy”? No gdzieś tam byli, coś tam wygrali. Ale kto by na nich zwracał uwagę. Kogo interesuje drużyna odpadająca z Pucharu UEFA po porażce u siebie z Odense BK?

Sanz w 1995 roku przejął klub zadłużony. Klub pełen wypalonych zawodników, którzy swoje najlepsze lata przeżyli tak dawno, że zdążyli już o nich zapomnieć. Wreszcie – klub, któremu groził krach, jeśli nie zostanie podjęta natychmiastowa akcja ratunkowa.

Hiszpan zabrał się do sztucznego oddychania. Początkowo wydawało się, że wyjdzie mu to jednak jak w starym dowcipie: „operacja się udała, pacjent umarł”. W sezonie 1995/96 – pierwszym za kadencji Sanza – Los Blancos zajęli tragiczne, szóste miejsce w La Lidze. Z Ligą Mistrzów pożegnali się na etapie ćwierćfinału. W Pucharze Króla zostali wyjaśnieni przez Espanyol, w Superpucharze Hiszpanii przez Deportivo. Na dodatek przerżnęli na Camp Nou „Klasyk” aż 0:3. Degrengolada na wszystkich frontach.

Sanz reagował, zmienił trenera. Widać jednak było, że się miota. Chciał osiągnąć bardzo wiele w bardzo krótkim czasie, a pośpiech bywa złym doradcą. Zwłaszcza przy procesach tak skomplikowanych jak przebudowa drużyny piłkarskiej.

W 1997 roku „Królewscy” przeprowadzili transferową ofensywę. Sanz zawsze szczycił się tym, że sam dokładnie monitoruje rynek transferowy, a wypatrzonych zawodników jest w stanie ściągnąć do klubu w ciągu doby. I rzeczywiście, nie można mu odmówić ani skuteczności, ani rozmachu. Przede wszystkim – Sanz ściągnął do Madrytu najgorętsze trenerskie nazwisko na rynku, czyli Fabio Capello. Do tego naturalnie szereg kapitalnych zawodników: Roberto Carlosa, Davora Sukera, Clarence’a Seedorfa, Ze Roberto, Christiana Panucciego, Bodo Illgnera, Predraga Mijatovicia. Narodziła się na Estadio Santiago Bernabeu kompletnie nowa drużyna. Która znowu sięgnęła po mistrzostwo kraju. Ale w stylu zupełnie niesatysfakcjonującym, nudnym.

Sanz znów wierzgnął. Capello stracił posadę, w jego miejscu zasiadł Jupp Heynckes. Doszło do kolejnych przetasowań kadrowych. I trudno powiedzieć, ile w tym było planu, a ile przypadku, nerwówki i pochopnych decyzji. Grunt, że zadziałało.

W 1998 roku, po trzydziestu dwóch latach niepowodzeń, Real Madryt powrócił na europejski tron. „Królewscy” wygrali finał Ligi Mistrzów z Juventusem. Nie byli faworytem tego meczu, nie zaprezentowali zresztą w finałowym starciu wielkiego futbolu. Zwyciężyli 1:0 po dość nudnym meczu. Sanz ogarnięty szajbą ciągłych ulepszeń nie darował tego Heynckesowi, jego także pozbawił posady. W kolejnym sezonie drużyną dowodziło kolejnych trzech szkoleniowców. Jose Antonio Camacho wyleciał po 23 dniach. Hiddink także nie dotrwał do końca rozgrywek, zastąpił go Toshack. Ten z kolei wyleciał na początku następnej kampanii. A na jego posadę wskoczył tymczasowo Vicente del Bosque. Transferowa korbka nadal kręciła się w najlepsze, w drużynie zaroiło się od skandalistów, z Nicolasem Anelką na czele. I doprawdy trudno w to uwierzyć, lecz z tego chaosu narodził się… kolejny Puchar Mistrzów.

Już ósmy w historii Realu.

Sanz pewnie wierzył, że dwa triumfy w Champions League załatwią mu co najmniej kilka kadencji w roli prezydenta Realu. Pozwolił „Królewskim” odzyskać godność, przywrócił klub na należne mu miejsce. Ale okazało się, że to tylko pobożne życzenia. Bo jeśli odrzeć prezydenturę Hiszpana z całego jej romantyzmu, dorobek Sanza nie prezentuje się aż tak imponująco.

Dość brutalnie podsumował to Leszek Orłowski w książce: „Real Madryt. Królewska era Galacticos”:

Sanz nie sprawiał dobrego wrażenia jako prezydent. Socios przeczuwali, że woda otaczająca zwłaszcza finansowe sprawy ich klubu jest cały czas bardzo mętna, że Sanz przeprowadza potajemnie wiele nie do końca legalnych operacji. Nie chciał nikomu udzielać informacji o tych sprawach, pokazywać bilansów, odpowiadać na pytania drążących temat socios. Styl jego rządów był zaprzeczeniem transparentności, której era właśnie się zaczynała. Dług zaś rósł, w 2000 roku wynosił w rzeczywistości 245 milionów euro, a prezydentowi brakowało koncepcji pozbycia się tego olbrzymiego obciążenia. Wyglądało to zresztą na zadanie niewykonalne, jako że roczne przychody nie przekraczały 118 milionów. Real szedł do przodu siłą inercji, ale raczej jasne było, że długo tak nie pociągnie, że przedsiębiorstwu potrzeba na stanowisku prezydenta wizjonera, a nie drobnego cwaniaczka

Sanz w 2000 roku, po zdobyciu przez zespół Pucharu Mistrzów, czuł się bardzo pewnie na stanowisku prezydenta Realu. Chciał je piastować jak najdłużej. Ponieważ nie był pewny, czy za rok, kiedy wygasał jego mandat, drużyna znów okaże się najlepsza w Europie, postanowił przyspieszyć wybory. Zwołał je więc na lipiec 2000 i… przegrał z Florentino Pérezem”.

Mimo wszystko – to chyba zbyt surowa recenzja.

Sanz ostatecznie nie przejął doskonale funkcjonującego klubu, lecz drużynę już pogrążoną w kłopotach. Trochę ich Realowi dołożył, wielu spraw nie wyprostował, parę zagmatwał. Ale cóż – co do gabloty za jego kadencji udało się wstawić, tego mu nikt nie odbierze.

Hiszpan odszedł trochę w takim stylu, w jakim zarządzał klubem. Bez oglądania się na konsekwencje, odważnie i z otwartą przyłbicą. „76-latek od wtorku znajdował się OIOM-ie, na który trafił dopiero po ośmiu dniach od wystąpienia objawów choroby. Jak tłumaczył jego syn Fernando Sanz (były zawodnik Realu), ojciec nie chciał przeciążać lekarzy i zwlekał z wizytą w szpitalu. Znalazł się w nim dopiero wtedy, gdy miał już bardzo wysoką gorączkę i nie był w stanie normalnie oddychać. Przeprowadzono test, który potwierdził, że jest zakażony koronawirusem. Rokowania od początku nie były dobre, bo do sędziwego wieku i niewydolności oddechowej dochodziła niewydolność nerek. Na dodatek Sanz senior walczył z cukrzycą i już wcześniej miał problemy z oddychaniem. Znajdował się więc w grupie najwyższego ryzyka. Niestety, ziścił się najgorszy scenariusz i dziś ogłoszono jego śmierć” – pisaliśmy na Weszło.

Oby jego ofiara nie poszła na marne i uświadomiła Hiszpanom – nie tylko kibicom Realu Madryt – z jak poważnym przeciwnikiem mamy dziś w Europie do czynienia.

fot. NewsPix.pl

Opublikowane 22.03.2020 11:36 przez

redakcja

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 0
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
Powiadom o
Weszło
26.11.2020

Maradona miał osobowość dużego dziecka. Czasem widziałem łzy w jego oczach

– Miał osobowość dużego dziecka i chyba do końca takim dużym dzieckiem pozostał. Czasem widziałem prawie że łzy w jego oczach. Albo może nie prawie, czasem to wręcz dosłownie. Taką bezradność – ciągle kopią, faulują, no dlaczego oni to robią? Dlaczego zabierają mi tę zabawkę, czyli piłkę, w sposób nieprzepisowy? Było to momentami rozbrajające. Michel […]
26.11.2020
Weszło Extra
26.11.2020

Marcin Kikut: Gdybyśmy ograli Bragę, dotarlibyśmy do finału Ligi Europy

Dekadę temu Lech Poznań zapisał jedną z piękniejszych kart w historii swoich występów w europejskich pucharach i jak na razie jedną z dwóch najpiękniejszych jeśli chodzi o polskie kluby na międzynarodowej arenie w XXI wieku. Wielki udział w tamtych sukcesach miał Marcin Kikut, który dziś znajduje się zupełnie poza piłką, skupiając na biznesie hotelarskim. Wspominamy […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

Lechu, musisz. O przedłużenie szans na awans

To jest ten moment. Moment, kiedy tegoroczna pucharowa przygoda Lecha nie skręci w klasycznym dla polskiej piłki kierunku. Powalczyli. Pokazali się. Zagrali dobrze mecze. Ale, ostatecznie, przegrali, nie awansowali. My wiemy, że jest jeszcze Benfica, że Rangersi mają najlepszą formę od lat. Ale sensacje to też sól futbolu. Aby zapracować na możliwość zrobienia sensacji, trzeba […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

Wygrana Lecha, precyzja Ishaka | TYPY I KURSY NA LIGĘ EUROPY

Dla piłkarzy Dariusza Żurawia nadchodzi czas odpowiedzi. Przed Lechem Poznań mecz, który może zadecydować o tym, czy ekipa z Wielkopolski zakończy grupę na trzecim, czy na czwartym miejscu. Zresztą – nieczego Lechowi nie odbierajmy. Kto wie, może zwycięstwo w Belgii doda im jeszcze chęci na walkę o awans. W każdym razie na mecz ze Standardem […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

Na Maradonę wszyscy czekali. Czułem jego boską aurę wielkości

– Jedno rzucało mi się w oczy: on zawsze przychodził ostatni. Wszyscy stali już w tunelu, czekali, ale kiedy szedł, to widać było, że nadchodzi coś wyjątkowego. Ktoś wielki, jedyny w swoim rodzaju. Byli przy nim ludzie, czy to masażysta, czy to rehabilitant, czy to ktoś jeszcze. Pokrzykiwał, wychodził, emanował aurą wielkości. Wyróżniał się. Pamiętam […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

„Panowie, tak nadmuchaliśmy ten balon, że całe miasto uwierzyło, że pokonamy Barcelonę”

Historia polskiego futbolu pełna jest meczów, które Kazik Staszewski sprawnie uchwycił niegdyś pod chwytliwym stwierdzeniem: „Gdyby nie słupek, gdyby nie poprzeczka…”. Jednym z najsłynniejszych spotkań z tej kategorii zdecydowanie jest rewanżowe starcie Lecha Poznań z FC Barceloną w Pucharze Zdobywców Pucharów 1988/89. „Kolejorz” miał wówczas wymarzoną okazję, by wyrzucić Katalończyków z rozgrywek. Choć w ich […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

Super Kurs w Superbet! 30.00 na wygraną Lecha z Liege!

Legalny bukmacher Superbet wraca z kolejną odsłoną mega promocji dla nowych graczy. W Superbet za wygraną Lecha Poznań ze Standardem Liege dostaniemy kurs 30.00! Jak skorzystać z tej oferty? Już wyjaśniamy. Żeby wziąć udział w promocji, trzeba po pierwsze założyć konto w Superbet. Potem wpłacamy na nie minimum 50 PLN, zaznaczamy zgody marketingowe i formalności […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

PRASA. Pożegnanie i wspomnienie Diego Maradony

Polskie media żegnają dziś Diego Armando Maradonę. W prasie znajdziemy sporo wspomnień o Argentyńczyku. – Beznadziejna akcja, jakiś baran podał mi na głowę – mi na głowę! – bo już nie wiedział, co zrobić, a ja skoczyłem i podstawiłem rękę. Mówiłem, że to była ręka Boga, ale to była ręka Diega. Zwędziłem nią Angolom portfel. […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

40 mgnień Diego Maradony. „Ludzie zabijają się, by pocałować moje buty”

Był postacią wielką. Barwną. Niejednoznaczną. Upadłą. 40 mgnień z życia Diego Maradony. W reprezentacji zadebiutował w wieku szesnastu lat. Czy jest lepszy dowód na skalę talentu, jakim został obdarzony? Prawdopodobnie nie. Powołanie dostał po czterech miesiącach w dorosłej piłce. Debiutować przyszło mu na słynnej La Bombonerze w meczu z Węgrami. Gładko wygranym – skończyło się 5:1, […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

Najdłuższy skok bez spadochronu

Oglądaliście kiedyś retransmisję meczu ukochanej drużyny, znając już niekorzystny dla niej wynik? Przez 90 minut towarzyszy ci wyłącznie myśl, że skończy się źle. Chwilami może się wydawać, kurczę, a gdyby jednak udało się oszukać los? Ale to złudzenie. Miraż. Od początku jest jasne – na końcu nie ma niczego dobrego, na końcu są ból i […]
26.11.2020
Weszło
25.11.2020

Jaki dzień, taki mecz

25 listopada 2020 na zawsze zostanie zapamiętany jako bardzo smutny dla wszystkich fanów futbolu na całym świecie. Jeśli ktoś zdecydował się obejrzeć rywalizację Atletico Madryt z Lokomotiv Moskwa, mógł wpaść w jeszcze bardziej melancholijny nastrój. Puste krzesełka na Wanda Metropolitano, ogromna ulewa i przejmująca minuta ciszy ku czci zmarłego Diego Armando Maradony. W tym momencie […]
25.11.2020
Weszło
25.11.2020

Albo jesteś Lewandowski, albo jesteś Szoboszlai

To nie był prosty mecz dla Bayernu. RB Salzburg notorycznie atakował bramkę Bawarczyków, zagrażając gospodarzom nawet wtedy, gdy ci prowadzili już 3:0. Być może nawet by zdołali uszczknąć z tego spotkania jeden punkt, no ale ekipa z Monachium miała Lewandowskiego, a Austriacy Szoboszlaia. Widzicie różnicę? Pewnie tak.  Nic lepiej nie zobrazuje tego meczu niż dwie […]
25.11.2020
Weszło
25.11.2020

Atalanta odżyła i zdobyła Anfield. W grupie D jeszcze będzie ciekawie

– Czy nadal jesteście liderami? – pytały dziś włoskie media, a to pytanie adresowane było do magików z Bergamo. Papu Gomeza, Josipa Ilicicia czy Duvana Zapaty. Podstawy ku temu zdecydowanie były, bo w listopadzie La Dea nie wygrała żadnego meczu, remisując z beniaminkiem ze Spezii, czy przyjmując piątkę od Liverpoolu. Jak odpowiedzieli na to liderzy? Najlepiej, jak potrafili. Papu […]
25.11.2020
Weszło
25.11.2020

Liga Mistrzów głupoty

Bolesne, trzybramkowe oklepy od CSKA Moskwa, Ajaksu Amsterdam i PSG. Trochę mniej dotkliwe, ale jednak porażki z Juventusem, ponownie CSKA, Manchesterem City i Szachtarem Donieck. Do tego remis 3-3 z Legią Warszawa i trzy wygrane (z Legią, APOEL-em Nikozja i FC Brugge), ale tylko jedna, z Belgami, w ostatnim czasie. Ta wyliczanka to wyniki Realu […]
25.11.2020
Weszło
25.11.2020

„Dziękuję. Za wszystko. Na zawsze”. Świat żegna Maradonę

Niestety. Rok 2020 nie zna granic, jest chory i tyle dobrego, że za miesiąc z okładem będzie już tylko przeszłością. Natomiast dzisiaj jeszcze trwa i zadał kolejny cios. Zabrał nam Diego Maradonę. Żegna go cały piłkarski świat. Neapol, w którym powiedzieć, że jest „uwielbiany”, to jak nie zabrać głosu. Jest tam bogiem. Nápoli. pic.twitter.com/V5MebJAJP1 — […]
25.11.2020
Weszło
25.11.2020

Legia w trybie ekonomicznym i kolejnej rundzie

Nieco podgrzewaliśmy dzisiaj atmosferę przed spotkaniem Widzewa z Legią w Pucharze Polski. Trochę sztucznie, wiadomo, mowa jednak o starciu dwóch ważnych w naszych realiach firm. No ale historia, nawet najpiękniejsza, na boisko nie wyjdzie, kilku podań nie wymieni, bramki również nie zdobędzie. To było bardzo typowe starcie lidera Ekstraklasy z pierwszoligowym średniakiem. Tak bardzo, że […]
25.11.2020
Blogi i felietony
25.11.2020

Diego Maradona – symbol futbolu, którego już nie ma

Odszedł Diego Armando Maradona. Symbol piłki, której już nie ma. Argentyńczyk jest prawdopodobnie najwybitniejszym przedstawicielem futbolu, który można nazwać romantycznym. Ale można i powiedzieć, że jest to futbol ze wszech miar słusznie miniony. *** Czas świetności Maradony naznaczony był absurdalnymi sędziowskimi pomyłkami. Dzisiaj spieramy się o to, czy arbitrzy odpowiedzialni za weryfikację wideo mają sygnalizować […]
25.11.2020
Weszło
25.11.2020

Kozacy i badziewiacy. Puchaczów dwóch. Ligowiec cieniem pucharowicza

Nadrabiamy zaległości. Wczoraj przedstawiliśmy wam jedenastki kozaków i badziewiaków dziesiątej kolejki Ekstraklasy, teraz pora cofnąć się o jedną serię gier – zanim wszystko, co się w niej wydarzyło, wypadnie nam z głowy. Selekcja co prawda jeszcze zamknięta nie jest, bo w grudniu spotkają się ze sobą Wisła Płock i Pogoń Szczecin, ale spokojnie – jeśli […]
25.11.2020