post Avatar

Opublikowane 15.03.2020 17:06 przez

redakcja

O 17:30 w Weszło FM w ramach retro meczów odświeżymy sobie wyjazdowe starcie Wisły Kraków z Lazio. Wcześniej z tej okazji Marcin Ryszka na naszej antenie porozmawiał z Kamilem Kosowskim, uczestniczącym w tamtych meczach. Czego Wiśle brakowało, żeby być jeszcze lepszą drużyną? Dlaczego nie wierzy Maciejowi Żurawskiemu, że w rewanżu z Włochami nie widział idealnie ustawionego Marcina Kuźby? Na czym polegała klasa Henryka Kasperczaka? O tym i kilku innych rzeczach dowiecie się z tej rozmowy, poniżej wersja tekstowa. Zapraszamy. 

Czy pan czasami wraca pamięcią do tamtych wydarzeń? Coś szczególnego ze spotkania w Rzymie utkwiło w pamięci?

Muszę przyznać, że rzadko wracam, chyba jeszcze za młody jestem, żeby robić to regularniej. Ale oczywiście pamiętam niektóre sytuacje, kolegów z boiska, ich zachowania – świetną grę Marcina Kuźby, bramkę Kalu Uche na 1:1, gdzie położył obrońców Lazio. Wtedy wiedzieliśmy, że rywal jest w naszym zasięgu.

Tuż przed przerwą dostaliście bramkę samobójczą, pechowcem Mariusz Jop. Taka sytuacja chyba zawsze podcina skrzydła drużynie?

Naszej drużynie nie. Jechaliśmy do Rzymu w roli kopciuszka, mało kto na nas stawiał. Po meczach z Parmą i Schalke byliśmy jednak dość pewni siebie, choć nadal nie do końca świadomi swojej siły. W tamtym okresie każdemu zespołowi w Europie moglibyśmy napsuć krwi. Oczywiście Lazio stworzyło skład z wielkich gwiazd jak na tamte czasy.

Chociażby z Diego Simeone.

No właśnie ostatnio oglądając z synami mecz Atletico na Anfield z Liverpoolem przypomniałem im tamtą rywalizację, tyle że w Krakowie. Byli bardzo zaskoczeni, że ten trener biegał kiedyś po boisku z ich ojcem. Mierzyliśmy się z wielkimi piłkarzami, ale chyba najbardziej zawiodła nas – a przynajmniej mnie – świadomość, jak wiele rzeczy jesteśmy w stanie zdziałać. To było 17 lat temu, psychologia sportu nie istniała. Albo ktoś był świadomy, albo nie. Ja nie byłem, ale może to i lepiej, bo gdybym się jeszcze dodatkowo spinał, komu założyć dziurę czy kogo przegonić, to mógłbym się blokować na boisku.

Ważnymi momentami meczu w Rzymie były rzuty karne wykonywane przez Macieja Żurawskiego. Jak kumpel podchodził do jedenastki, zdarzało się odwracać głowę i nie patrzeć?

Jak „Żuraw” brał piłkę i podchodził do karnego, to byłem spokojny. Ostatnio myślałem, kiedy zdarzyło mu się tak spudłować i kojarzę tylko zmarnowaną jedenastkę z mundialu w Korei Południowej i Japonii w meczu z USA. Innego momentu sobie nie przypominam. Znamy się do dziś bardzo dobrze, w czasach Wisły byliśmy niemal jak bracia. Mieszkaliśmy razem w pokoju, a wtedy jeszcze przez większość sezonu graliśmy co trzy dni. Więcej czasu spędzałem z „Żurawiem” niż byłem w domu. Miałem pewność, że to właśnie on powinien strzelać te karne i gdyby nawet spudłował, następnym razem też by poszedł. A przecież miał kto strzelać w tamtej Wiśle.

Pozycja bramkarza była słabym punktem? Pamiętamy Angelo Huguesa, jego szalone wyjścia z bramki. Gdyby Wisła miała kogoś lepszego między słupkami, mogłaby osiągnąć w Europie jeszcze więcej?

Nie sposób się z tą tezą nie zgodzić, bo sam bym o tym powiedział. Po tych kilkunastu latach widzimy, że najlepsze zespoły budują się od bramki. Może to nie najważniejsza pozycja, bo jednak bramki trzeba też strzelać, ale bardzo, bardzo ważna. Wiśle w latach 2000-2003 – nie obrażając absolutnie moich kolegów, bo i Artur Sarnat, i Adam Piekutowski, i Maciej Szczęsny, i Ivan Trabalik, i Radek Majdan czy właśnie Angelo się przewinęli – to my w lidze nie potrzebowaliśmy wybitnego specjalisty w bramce. Nawet jeśli traciliśmy jednego czy dwa gole, to przeważnie więcej strzelaliśmy. Prezes zawsze żartował, że premie zacznie płacić od pięciobramkowej przewagi. Może to trochę zabawne i butne, ale tak to wyglądało. Przychodziły jednak te mecze ważne, pucharowe i jak przypomnimy sobie historię Wisły na przestrzeni tamtych lat – nie tylko te z Lazio – no to tam potrzeba było takich interwencji jak ta Alissona w zeszłym sezonie, gdy w doliczonym czasie kapitalnie zatrzymał Arka Milika. Gdyby Napoli wyrównało, Liverpool nie wygrałby później Ligi Mistrzów, bo nie wszedłby do następnej rundy. Dziś pozycja bramkarza jest bardziej doceniana i bardziej „pilnowana” niż w Wiśle na początku tego wieku. Gdybyśmy mieli kogoś, kto wybroniłby jeden mecz na rundę, to bylibyśmy wtedy w półfinale albo finale i może byśmy ten finał wygrali. Nie mam do nikogo pretensji, ale tak jak kibice, możemy żałować, że zabrakło tego dodatkowego plusika, na którym moglibyśmy się oprzeć i powiedzieć kiedyś po meczu „słuchaj, stary, inni strzelali, ale to ty zrobiłeś nam awans, obroniłeś tę kluczową sytuację”. Gole, które Lazio nam strzeliło w Krakowie, to nie były jakieś wybitne akcje czy uderzenia. Przy naprawdę poważnym zawodniku w bramce po prostu byśmy Włochów przeszli.

Tym bardziej szkoda, bo potem kilku naprawdę dobrych bramkarzy w Wiśle było. Tak na szybko: Emilian Dolha – dalsze wydarzenia to inna historia – czy Sergei Pareiko.

Tutaj się z panem nie zgodzę. Nie cofając się już tak mocno, ale do czasów Radka Majdana czy Pareiki. Nie było w Wiśle bramkarza, który dał jej Ligę Mistrzów. Przypomnijmy sobie Ateny, awans na wyciągnięcie ręki. Czy to były najlepsze interwencje? To już trzeba byłoby Radka zapytać, ale wydaje mi się, że można było się lepiej zachować, co dotyczy również obrońców. Gdyby Wisła dziś rozgrywała taki mecz, to pewnie by awansowała, wszyscy byliby mądrzejsi. Przypomnijmy sobie dwumecz z APOEL-em. Pierwsze spotkanie wygrane, na Cyprze Wisła miała awans po bramce Wilka. W końcówce APOEL przycisnął, Ailton wcisnął Pareice piłkę pod ramieniem i to gospodarze weszli do LM. Jeżeli więc mówimy o bramkarzu, który daje Wiśle tytuły i awanse… Wracam do interwencji Alissona z Napoli, ale zobaczmy, co raptem kilka dni temu na Anfield wyczyniał Jan Oblak. To samo. Bez takiego bramkarza Atletico nie miałoby szans.

Co do meczu rewanżowego. Szybkie prowadzenie po bramce Marcina Kuźby, a potem sędzia doznał kontuzji i doszło do przerwy.

Pamiętam tę sytuację. O ten mecz kiedyś już w telewizji zahaczyłem, chyba na TVP Sport go pokazywano. Powtórzę: chyba nie byliśmy w pełni świadomi, po prostu wychodziliśmy na boisko i graliśmy dobrze w piłkę. Jak udawało się wygrywać, to awansowaliśmy. Z Lazio zabrakło trochę chłodnej głowy. Pamiętam kontuzję sędziego, ale najbardziej pamiętam moment, kiedy „Żuraw” wyszedł sam na sam i miał podać do Marcina Kuźby, a ten zapakowałby do pustej bramki. To była kluczowa akcja tego spotkania. „Żuraw” mówi, że Kuźby nie widział, ale przez te wszystkie lata nie jestem skłonny mu uwierzyć, bo Maciek na boisku widział bardzo dużo. To już wszystko z uśmiechem na ustach i mam nadzieję, że „Żuraw” kiedyś też z uśmiechem przyzna, że mógł do tego Kuźby podać. Patrząc na spokojnie na ten mecz, nie byliśmy drużyną lepszą od Lazio. Lazio miało swoje sytuacje, potrafiło się odnaleźć na tym boisku. Inna sprawa, że nie było VAR-u, a wydaje mi się, że w dwóch stuprocentowych sytuacjach gości sędzia niesłusznie podniósł  chorągiewkę. Dziś można gdybać. Gdybyśmy strzelili drugiego gola, sądzę, że Włosi już by się nie podnieśli.

Czuliście się już wtedy gwiazdami polskiej piłki? Jakieś pretensje między Kuźbą a Żurawskim za brak podania, jaka była atmosfera w szatni?

Muszę przyznać, że nie pamiętam. Gdyby doszło do jakiejś kłótni między tą dwójką, na pewno by to w głowie zostało. Żałowaliśmy tego odpadnięcia, ale pamiętam mecz z Parmą, mecz z Saragossą. Siadaliśmy w szatni, koledzy patrzyli jeden na drugiego i zastanawialiśmy się, co my zrobiliśmy. Okej, przeszliśmy do kolejnej rundy, czekaliśmy na następnego rywala, ale nie odczuwałem, że już zrobiliśmy coś wielkiego i pięknego, co naprawdę długo może się nie powtórzyć. Mecz z Lazio też do dziś mile wspominam, podobnie jak kibice. Graliśmy też dla siebie i swoich rodzin, dla pieniędzy już raczej nie, bo było ich tyle, ile było. Mniejsza z tym. Wszyscy ciągle to Lazio z dumą wspominają, czego najlepszym dowodem jest fakt, iż teraz właśnie o nim rozmawiamy.

Jeszcze parę słów o Henryku Kasperczaku. Wielu żałuje, że nigdy nie dostał szansy poprowadzenia reprezentacji. Wiele musiał wam mówić czy byliście trochę samograjem?

Kiedy trener Kasperczak objął Wisłę, przeprowadził najpierw rozmowę z całą drużyną, a później z poszczególnymi piłkarzami. Jasno nakreślił, czego od kogo oczekuje. Miał pomysł na drużynę i na każdego zawodnika. A że inteligencja piłkarska, która wtedy zasiadała w szatni Wisły była na tyle duża, że nie trzeba było się specjalnie powtarzać i mocno tego pilnować na boisku, to inna sprawa. Wyniki tylko potwierdzały, że trener miał rację. Ważny był wyjazd na zgrupowanie do Francji. Warunki mieliśmy bardzo trudne i nie chodzi mi o kwestie mieszkaniowe, tylko o logistyczne. Chcąc zagrać sparing z Olympique Marsylia czy Girondins Bordeaux, jechaliśmy po 300-400 kilometrów, wysiadaliśmy, rozgrzewaliśmy się i nie przegrywaliśmy, strzelaliśmy gole. To pokazało z jednej strony potencjał drużyny, a z drugiej to, jakim zaściankiem w Europie byliśmy. Ale tamte historie scementowały drużynę. We Francji na obozie doszedł Marcin Kuźba, który świetnie się wkomponował. Później kosiliśmy wszystko jak idzie. Z trenerem od razu złapaliśmy dobry kontakt. Nie mówi zbyt wiele, ale ma w sobie coś takiego, że jego wskazówki bierze się do serca. To cecha najlepszych szkoleniowców. Nie przychodziło nam do głowy, żeby robić inaczej niż powiedział. Wytłumaczył Maćkowi Stolarczykowi, jak ta współpraca ma wyglądać.

Czyli pan ma dryblować, a Maciek ma pomagać.

Dokładnie. Dziś się z tego ze Stolarem śmiejemy i on też tak to wspomina, że ja malowałem wszystko z przodu, a on w tyłach musiał sprzątać. Może w jakimś stopniu było to niesprawiedliwe, ale gdybym nie biegał do przodu i koledzy z ofensywy nie biegali, to nie mielibyśmy dziś takich fajnych wspomnień. Duży szacunek dla naszych obrońców i defensywnych pomocników, bo musieli naprawdę mocno się napracować. Ale nawet patrząc dziś na te mecze, wszyscy graliśmy w piłkę, to było bardzo charakterystyczne. Teraz tego jest jak na lekarstwo w Ekstraklasie. Bardzo rzadko zdarza się, że cała drużyna bierze udział w grze i każdy zawodnik potrafi piłkę przyjąć, zagrać, nie panikować. To miała tamta Wisła, to cechowało futbol tamtych czasów. Nie biegaliśmy mniej – może trochę wolniej, ale tego nie jestem w stanie zmierzyć – natomiast jakość piłkarska, nawet obcokrajowców jak Cantoro czy Uche, była ogromna.

To byli obcokrajowcy, którzy autentycznie podnosili poziom.

A podnieść wtedy poziom Wisły było bardzo trudno. Oni nawet nie byli pierwszymi wyborami trenerów, którzy ich sprowadzali. Nie pamiętam już, który to był trener, ale po trzech treningach chciał z Kalu zrezygnować. Podobnie było z Mauro. A potem oni i każdy z nas przeciwko Lazio potrafił przyjąć piłkę bez nerwów, dokładnie rozegrać. Być może mało mieliśmy taktycznej odpowiedzialności za piłkę, jeśli jednak chodzi o atrakcyjne granie w piłkę, wypełnilibyśmy dziś całą Ekstraklasę.

Wiele dziś mówimy o diecie, psychologii, odnowie biologicznej, podejściu do treningów i tak dalej. A może zapominamy o najważniejszym, czyli elementach czysto piłkarskich. Pan nie patrzył, z kim gra, zawsze wierzył w swoje możliwości. Może tego dziś brakuje zawodnikom?

To bardzo trudny temat, nie chciałbym się wypowiadać o szkoleniu młodych zawodników. Miałem trenerów, którzy zawsze mi powtarzali, żebym próbował i się nie przejmował. Patrząc dziś na skrzydłowych w Ekstraklasie, bo ta pozycja siłą rzeczy jest mi najbliższa, widzę, że oni są nieźli, ale po drugiej nieudanej próbie przestają wykazywać się inicjatywą. Odpowiedzialność za piłkę, strach przed stratą jest zbyt duża. W taką stronę poszła jednak piłka na całym świecie. Kwestie taktyczne są ważniejsze niż kiedyś. Ale jeśli ktoś jest młody i wchodzi do Ekstraklasy, to… nie wystosuję tu apelu, ale mam nadzieję, że będą trenerzy, których takich chłopaków trochę uwolnią, zwolnią z pewnych zadań defensywnych, a pozwolą pokiwać, trochę potracić, bo wiem, że to w przyszłości będzie owocowało. Nie ma innej drogi. Dwa razy stracisz, ale za trzecim fajnie podryblujesz, dograsz i będzie gol. Dziś najważniejsze dla większości klubów Ekstraklasy jest utrzymanie, robienie punktów. To tak naprawdę temat-rzeka, rozmowa bez końca. Nie jestem trenerem, nie skończyłem kursów, to tylko moje zdanie, więc nie chcę się wymądrzać. Są w polskiej lidze pojedyncze mecze, które świetnie się ogląda i zapadają w pamięć, mi ostatnio grudniowe starcie Zagłębia Lubin z Legią. Tak samo ostatnie spotkania Rakowa, tam piłkarze nieźle czują się na boisku. Chciałbym jednak tego więcej. W Rakowie również skrzydłowi dobrze wiedzą, co mają robić, mają umiejętności i trener im na pozwala je wykorzystać. To jest recepta na wybudowanie nowego stadionu w Częstochowie (śmiech).

Fot. FotoPyK

Opublikowane 15.03.2020 17:06 przez

redakcja

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 2
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Czcibor Czcigodny
Czcibor Czcigodny

Jak był ten mecz w TVP Sport, to gościem był Żuraw i przyznał, że powinien podać.

FC Bazuka Bolencin
FC Bazuka Bolencin

Z tym Lazio to nastąpił w ogóle splot niesprzyjających czynników. Zaczęło się od cyrku z murawą (legendarne sprawdzanie kluczykami ile się „wbiją” w grunt), potem była kontuzja arbitra przy stanie bodaj 1-0 dla Wisły po ładnej akcji i szybkim golu Kuźby, potem te niefortunne interwencje Huguesa (notabene przez te wszystkie lata Wisła Cupiała miała w bramce praktycznie same ręczniki, stąd mnie trochę dziwi opinia niektórych znawców i wyśmiewanie dość solidnego w bramce Pawełka, czy zapominanie o sumiennym i pracowitym Sarnacie).
Tamta Wisła dostarczyła masę frajdy w pucharach. Wszyscy co prawda wspominają najbardziej pamiętny sezon 2002/03, ale też nieco wcześniej rewanż z Saragossą, czy solidne nastraszenie groźnego Interu pod Wawelem (po 0-2 w Trieście gdzie grano pierwszy mecz tylko 1-0 w rewanżu i pamiętny słupek Szymkowiaka z wolnego, a pachniało co najmniej dogrywką).
Szkoda też że Wisła nie mogła wystartować w pucharach jesienią ’99 bo skład był niedużo gorszy od tego co miał Kaperczak 3 lata później, a i w lidze Wisła pokazywała moc. Niestety pewien kibol zadbał by jego klub nie miał okazji się wypromować w tamtym sezonie na arenie europejskiej.

Weszło
21.10.2020

Hansi Flick znów odpalił bawarski walec. Atletico bez szans z Bayernem

To, że Atletico specjalizuje się w zakładaniu rywalom kagańca, wie nawet wuja, który na Wigilii mówi, że Nawałka jak był taki był, ale wyniki miał. W tym sezonie Rojiblancos też stracili tylko jedną bramkę. Ale przyjeżdżają na Bayern i wyglądają jak chłopaki z 3A, którym 7B łaskawie pozwoliła ze sobą zagrać, bo młodsi przynieśli piłkę.  […]
21.10.2020
Weszło
21.10.2020

Mecz, który zdarzył się półtora roku za późno

To nie jest stetryczałe, zdziadziałe, zgorzkniałe gadanie, że kiedyś to były czasy, a teraz to nie ma czasów. No ale weźmy to na zdrowy rozum. Ten mecz powinien zdarzyć się półtora roku wcześniej. Mieliśmy sezon 2018/19. Ekscytujący, pełen młodocianej fantazji Ajax, jeszcze z De Jongiem, De Ligtem, Zieychem, van de Beekiem, pokonywał kolejne przeszkody w […]
21.10.2020
Weszło
21.10.2020

Czwartek w Weszło.FM!

W czwartek o poranku w „Dwójce bez sternika” przywitają Was Wojciech Piela i Dariusz Urbanowicz. Głównym tematem audycji będzie oczywiście Liga Mistrzów i Liga Europy, a gościem będzie Adam Drygalski, który opowie o poznańskich skarbach miasta. Ponadto usłyszycie rozmowy z Żelisławem Żyżyńskim i Maciejem Szmigielskim. O 10 w audycji „Kierunek Tokio” wywiad ze świeżo upieczonym […]
21.10.2020
Weszło
21.10.2020

Dzieciarnia z Szachtara już ma miejsce w historii

Jeśli coś z epoki koronawirusowej ma piłce pozostać poza bliznami i wciąż otwartymi ranami, to właśnie wspomnienia z takich spotkań. W „normalnych” okolicznościach Szachtar nigdy by sobie na to nie pozwolił, nigdy nie wyszedłby na terenach Realu Madryt rezerwowym składem, nigdy nie dałby szansy od razu siedmiu młodocianym zawodnikom. Dziś zrobił to z konieczności, w […]
21.10.2020
Weszło
21.10.2020

Śląsku, jak nie chce ci się grać na wyjazdach, to powiedz

Znacie takich ludzi, którzy generalnie są spoko, można się z nimi spotkać, pogadać, ale zawsze nalegają, żeby spotkać się u nich w domu? A jak już mają gdzieś wyjść, ruszyć dupę, to niby się zgadzają, a tak naprawdę są naburmuszeni cały wieczór jakby robili wielką łaskę? Otóż tak jest ze Śląskiem Wrocław. Śląsku, jak ci […]
21.10.2020
Weszło
21.10.2020

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie: gdzie jest dobra forma Arki?

Arkadiusz Kasperkiewicz ma sporo miejsca w środku pola, może zagrać w lewo, w prawo, do tyłu, do przodu, no pełen zestaw, jeśli jesteś poważnym piłkarzem. Kasperkiewicz podaje w aut. Ale nawet nie będziemy go specjalnie cisnąć, bo ta sytuacja jest bardzo przydatna. Pokazuje bowiem, w jakiej dyspozycji była w Arka w tym meczu i w […]
21.10.2020
Weszło
21.10.2020

„Jeśli Benfica zagra najsilniejszym składem, to strzeli trzy-cztery gole i wróci do siebie”

– Na miejscu Lecha szukałbym swoich szans przy stałych fragmentach gry. Portugalczycy mają problem z bronieniem się przy rzutach rożnych. W poprzednim sezonie stracili tak bodajże dwanaście bramek. Często słabsze zespoły w lidze nastawiały się właśnie na stałe fragmenty gry i zdarzało się, że Benfica gubiła tak punkty. Były nawet pomysły, by zespół bronił się […]
21.10.2020
Weszło
21.10.2020

Permanentna rewolucja trwa, a wyników brak. Fatalny początek Zagłębia Sosnowiec

Słowo „stabilizacja” przestało mieć jakikolwiek związek z Zagłębiem Sosnowiec, kiedy klub próbując ratować Ekstraklasę w sezonie 2018/2019, postanowił przejść przez zimowe okienko transferowe w awanturniczy sposób. Zaczęła się wtedy przy Ludowej permanentna rewolucja, której nie powstydziłby się Lew Trocki. Efekty: mizerne. I cóż, Zagłębie również źle weszło w ten sezon. ZNÓW REWOLUCJA Postanowiono na niesprawdzany […]
21.10.2020
Weszło
21.10.2020

Udany wtorek w bukmacherce – 75% trafionych typów!

Są takie dni, że wszyscy mówią mi, że jestem gościem – rapował kiedyś Eis i my chętnie „Najlepsze dni” sobie dziś odpalimy, bo mamy się czym chwalić. Nasze wtorkowe typy na Ligę Mistrzów co prawda nie sprawiły, że pakujemy manatki na Wyspy Zielonego Przylądka, ale agroturystyka na Mazurach też brzmi nieźle. Mówiąc krótko: 6/8 trafionych […]
21.10.2020
Weszło
21.10.2020

MELODROMA: Niebezpieczne związki Jorge Mendesa (część II)

W poniedziałek opublikowaliśmy pierwszą część opowieści, w której główną rolę odgrywa Jorge Mendes, menedżer Cristiano Ronaldo i agent, który trzęsie piłkarskim światem. Pora na jej drugą część, więc jeśli przegapiliście poprzedni odcinek, nadrabiajcie zaległości, a jeśli czekacie na kontynuację, to zapraszamy. Naprawdę warto.  *** Gestao de Carreiras de Profissionais Desportivos, S.A. czyli Gestifute narodziło się […]
21.10.2020
Francja
21.10.2020

Wojna o pieniądze z praw telewizyjnych we Francji. Szykuje się kryzys w Ligue 1?

Trwa naprawdę potężna awantura na szczytach francuskiego futbolu. Chińsko-hiszpańska platforma Mediapro, która wykupiła prawa do transmitowania większości meczów Ligue 1, wstrzymała zapłatę i postawiła kluby pod ścianą, żądając renegocjowania umowy. Na razie liga ratuje się kredytami, lecz długo w taki sposób nie pociągnie, bo i tak ledwie przetrwała przedwczesne zakończenie sezonu 2019/20. Jednak końca sporu […]
21.10.2020
Weszło
21.10.2020

Trzy osoby, od których może zależeć jesień Legii Warszawa

Czy ta jesień jest jeszcze do uratowania w wykonaniu Legii Warszawa? I tak, i nie. Pewnych rzeczy już naprawić się nie da, zostały utracone bezpowrotnie. To pieniądze z fazy grupowej europejskich pucharów. To jakaś część kwoty za Michała Karbownika, bo nie ma wątpliwości, że można było targować się ostrzej ze świadomością nadchodzących meczów na międzynarodowej […]
21.10.2020
Weszło
21.10.2020

Kto wskrzesi w sobie większy entuzjazm, czyli Liga Mistrzów dla głodnych sukcesu

Liga Mistrzów to nienażarta bestia. Grzeje zawsze. Niezależnie od okoliczności i codzienności.  Jeszcze w sierpniu kończyła się poprzednia edycja, wczoraj zaczęła się nowa, a teraz już rusza galopem na dobre. I dalej jara tak samo, bo to futbol na elitarnym poziomie, w którym ciągle coś się dzieje. Możemy tylko stawiać pytania: czy Real stać na […]
21.10.2020
Weszło
21.10.2020

Antonio Conte i Liga Mistrzów – czas na kolejne podejście

Plotki głoszą, że przed pierwszym meczem Ligi Mistrzów Antonio Conte przez tydzień pił tylko melisę. Wiadomo, że włoski trener ma ogromny problem z tymi rozgrywkami, a ich start będzie dla niego wymagający. Pierwszym rywalem „Nerazzurrich” będzie bowiem Borussia Moenchengladbach. Biorąc pod uwagę, że w grupie B grają także Real oraz Szachtar, każda wpadka może być […]
21.10.2020
Weszło
21.10.2020

Ajax skorzysta na problemach Liverpoolu?

Ajax Amsterdam kontra Liverpool. Mecz, który po samym przeczytaniu nazw drużyn robi wrażenie. Dziś jednak nie musi to być starcie gigantów. „The Reds” bez Virgila van Dijka, Ajax natomiast nie jest już tak mocny, jak wtedy, gdy dotarł do półfinału Ligi Mistrzów. Mimo wszystko jednak spojrzymy na to spotkanie przychylnym okiem i obstawimy go w […]
21.10.2020
Weszło
21.10.2020

„Człowieku, teraz się z koła środkowego nie wychodzi”. Paweł Kryszałowicz wrócił na boisko

Byli piłkarze kopiący amatorsko w niższych ligach nie są niczym zaskakującym, zdarza się to przecież i reprezentantom Polski. Powrotu na boisko 33-krotnego reprezentanta Polski Pawła Kryszałowicza spodziewać się było jednak trudniej. Były napastnik Amiki Wronki ma 46 lat, w piłkę skończył grać przed dekadą, a niedawno zmagał się przecież z ciężką chorobą. Ale wrócił na […]
21.10.2020
Blogi i felietony
21.10.2020

Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ

Nie chcę zapeszać, ale wszystko wskazuje na to, że właśnie dołączyłem do grona ozdrowieńców. Jutro kończy się moja kwarantanna związana z koronawirusem, po kaszlu, gorączce, utracie smaku i węchu, pozytywnym teście i znowu kaszlu nie ma już właściwie śladu. Jednocześnie kończy się kwarantanna mojej żony i obu synów, którzy również przeszli przez zakażenie – między […]
21.10.2020
Weszło
21.10.2020

Raków uzgodnił z piłkarzami premie za mistrzostwo Polski

– Kilka dni temu rozmawialiśmy z prezesem Rakowa Wojciechem Cyganem i zapytaliśmy go, czy w regulaminie premii zawodników i trenerów jego klubu jest bonus za zdobycie mistrzostwa Polski. Okazuje się, że taki zapis istnieje.– Mamy coś takiego, ale uspokoję wszystkich – my nie zwariowaliśmy, po prostu przed każdym sezonem określamy regulamin premii tak, żeby być […]
21.10.2020