Na dwoje babka wróżyła, czyli zimowe wyjazdy Polaków

Jan Mazurek

Autor:Jan Mazurek

03 stycznia 2020, 16:48 • 6 min czytania

Reklama
Na dwoje babka wróżyła, czyli zimowe wyjazdy Polaków

Kiedy chłód i zimowa szaruga trwają w najlepsze, w świecie futbolu robi się gorąco, bo pomału otwierają się kolejne okienka transferowe. I rusza lawina medialnych spekulacji. W tym roku nie jest inaczej. Plotki, ploteczki, mniej, bardziej prawdziwe. Niewykluczone, że w najbliższych tygodniach dojdzie do paru odejść mocnych polskich ligowców do zagranicznych lig. Przykładowy Adam Buksa już zdążył wyruszyć na podbój Stanów Zjednoczonych. Dlatego też, z tej okazji, z ciekawości przyjrzeliśmy się eksportowym transferom Polaków z ostatnich pięciu zimowych okienek, żeby stworzyć pogląd na to, czy zazwyczaj mieliśmy do czynienia z hitami czy wtopami. Zapraszamy. 

***

sezon 2018/19

Z Polski odeszło kilka głośnych nazwisk i można było zauważyć pewną zależność. Im zdolniejszy, bardziej doświadczony, utytułowany, uznany zawodnik, im większe było prawdopodobieństwo pozytywnej weryfikacji jego klasy, tym zwyczajnie lepiej poradził sobie po wyjeździe poza granice kraje.

Reklama

W ten sposób Michał Pazdan stanowi ostoję defensywy tureckiego Ankaragücü, ma pewne miejsce w składzie, ale uczciwie trzeba przyznać, że trafił do słabeusza tamtejszej Super Ligi, który sezon w sezon rozpaczliwie walczy o ligowy byt. Karol Świderski w Grecji wyrobił sobie opinię perfekcyjnego jokera i naprawdę skutecznego napastnika, który niezależnie od okoliczności i czasu spędzonego na boisku, zawsze potrafi odnaleźć się w tłumie i walnąć jakąś brameczkę. Polak na pewno powalczy o koronę króla strzelców greckiej ekstraklasy. Z kolei Przemysław Frankowski był jednym z najjaśniejszych punktów przeciętnego Chicago Fire w MLS. Zaliczał przyzwoite liczby i raczej nikt w Wietrznym Mieście nie miał do niego pretensji o brak awansu do play-offów. Natomiast Konrad Wrzesiński, trochę na uboczu, trochę niezauważalnie, wrobił sobie naprawdę silną pozycję w kazachskiej lidze, która, pogódźmy się z tym, jest silniejsza od polskiej.

Dużo gorzej, po wyjeździe, poradzili sobie za to polscy ligowcy drugiego i trzeciego szeregu – Sebastian Rudol po półrocznym pobycie w Rumunii i całej serii sromotnych porażek z podkulonym ogonem wrócił do Polski, żeby grać w drugoligowym Widzewie. Dawid Kort odbił się od Grecji i dziś jest w pierwszoligowej Miedzi, a Maciej Gostomski zwiedza trybuny i ławki Norwegii

Udane: Michał Pazdan (Ankaragucu), Karol Świderski (PAOK Saloniki), Przemysław Frankowski (Chicago Fire), Konrad Wrzesiński (Kairat Ałmaty).

Wtopy: Sebastian Rudol (Sepsi OSK), Maciej Gostomski (Haugesund), Dawid Kort (Atromitos Ateny).

Reklama

sezon 2017/18

Mało spektakularne zimowe okienko transferowe. Jakub Świerczok podjął decyzję o zmianie klimatu z polskiego na bułgarski i wyszedł na tym, może niejednoznacznie, ale jednak raczej przyzwoicie. Wiosną 2018 roku strzelił w nowej lidze 7 goli w 12 meczach, zdobył mistrzostwo, był chwalony, w drugim sezonie w 25 meczach trafił 11 razy, ponownie sięgnął po czempionat kraju i dodatkowo puchar Bułgarii. I choć pewnie mogłoby być lepiej z liczbą występów w pierwszym składzie, to generalnie dramatu nie ma. O sporym dramacie można mówić za to w przypadku Jarosława Jacha, który brutalnie odbił się od Premier League i nie nawiązał do sukcesów Jana Bednarka z Southampton. Potrenował trochę na angielskich boiskach, pobiegał, poćwiczył i na tym się skończyło. Potem odbił się jeszcze od Turcji i Mołdawii, żeby finalnie wrócić do Polski. No cóż, tak bywa.

Zadowolony finalnie nie był też Łukasz Sekulski, który trafił na drugi koniec kontynentu, polatał trochę samolotami, regularnie walczył z jetlagiem, aż wreszcie spadł z ligi i dziś jest w ŁKS-ie.

Reklama

Udane: Jakub Świerczok (Łudogorec).

Wtopy: Jarosław Jach (Crystal Palace), Łukasz Sekulski (SKA Chabarowsk), Ariel Borysiuk (Queens Park Rangers).

sezon 2016/17

Nie ma tu wielkiej filozofii. Bartosz Bereszyński poczynił naturalny kolejny krok w karierze i sprawdził się na włoskiej ziemi. Ten transfer z każdej perspektywy się broni, „Bereś” w Sampdorii niesamowicie się rozwinął. Dalej – Radosław Janukiewicz wyjechał sobie do Norwegii, zagrał parę meczów w lidze, nie popełniał większych błędów, w pucharze też dostał dwie szanse, a po sezonie wrócił do ojczyzny. Nie sposób krytykować tego ruchu. Ot, doświadczony ligowiec spróbował swoich w przeciętnym klubie w przeciętnej lidze. Przygoda, zapis do CV.

Reklama

A gdzieś między dwoma powyższymi panami Piotr Ćwielong ruszył w tany, żeby jeszcze chociaż raz poczuć zapach niemieckich boisk. Szału nie było, nawet ten Magdeburg okazał się już nieco za wysokimi progami i Pepe po pół roku wylądował w polskiej I lidze.

Udane: Bartosz Bereszyński (Sampdoria).

Pomiędzy: Radosław Janukiewicz (Stromsgodset).

Wtopy: Piotr Ćwielong (Magdeburg).

Reklama

sezon 2015/16

Przemysław Trytko przeżył ciekawą przygodę w Kazachstanie, liznął trochę innej kultury, innego języka, nie odbił się od warunków innej ligi, strzelił siedem bramek i swój wyjazd może zapisać sobie na plus. Podobnie, jak Arkadiusz Piech, który pierwszą rundę w AEL Limassol miał tylko przyzwoitą. Jeśli grał, to strzelał, ale w drugiej części wiosny siedział na ławce, więc nie miał za wielu okazji do zdobywania bramek. Jednak nic straconego – kilkoma meczami Piech zapracował sobie na transfer do Apollonu Limassol, z którym w kolejnej kampanii zdobył puchar i superpuchar Cypru.

Ambiwalentnie oceniać za to trzeba transfer Michała Żyro, któremu w podbiciu Championship przeszkodziły głównie kontuzje. Zaczął świetnie, zapowiadała się kolejna fajna historia Polaka, któremu – trochę jednak niespodziewanie – powiedzie się na obczyźnie, ale wyszło, jak wyszło. Żyro mnóstwo czasu stracił w gabinetach lekarskich i dziś próbuje się odbudowywać w Koronie Kielce, niestety jak na razie z bardzo marnym skutkiem.

Maciej Makuszewski nie odbił się od ligi portugalskiej, zabrakło mu liczb, nie pokazał niczego specjalnego i wrócił do Poznania, a transferu Macieja Gostomskiego do Rangers nie ma sensu szerzej komentować, bo na Ibrox Stadium raczej nikt go już nie pamięta.

Reklama

Udane: Przemysław Trytko (Atyrau), Arkadiusz Piech (AEL Limassol).

Pomiędzy: Michał Żyro (Wolverhampton), Maciej Makuszewski (Vitoria Setubal).

Wtopy: Maciej Gostomski (Rangers).

ekstraklasa-2020-01-03-13-01-12

Reklama

sezon 2014/15

Można mówić, że Krystian Bielik nie zadebiutował jeszcze w Premier League, że mógł zrobić większą furorę, że mógł rozbić bank, ale bez przesady, nie zagalopowujmy się za daleko. Jemu akurat treningi w Arsenalu dały bardzo dużo i dzięki temu wyrobił sobie solidną podbudowę pod robienie stopniowej kariery na angielskiej boiskach. Nie sposób zaliczyć zimowego przejścia Bielika z Legii na Emirates Stadium inaczej, jak jako bardzo dobry ruch. Podobnie, jak transferu Krzysztofa Kamińskiego, który zakorzenił się w Japonii, został największym polskim piłkarskim ambasadorem tego kraju, przeżył mnóstwo cudownych przygód, kibice układają na jego cześć piosenki i jest to doskonały przykład mądrze poprowadzonej kariery zawodnika, który zna swoje możliwości i chce maksymalnie wykorzystać swój czas w granicach tego, na co pozwala mu własny talent.

Podobnie powiedzieć może Mateusz Zachara, którego chińskie opowieści są równie barwne, ale za to dużo krótsze i mniej spektakularne. Nie podbił tamtejszej ligi, nie został wielką gwiazdą, nie nastrzelał zbyt wielu bramek i wrócił do Polski. Nie wyszły za to całkowicie wyjazdy Huberta Wołąkiewicza do Rumunii, który brutalnie zderzył się z mentalnością ludzi południa i Daniela Dziwniela, któremu brak dostatecznej klasy piłkarskiej i zdrowotne zawirowania nie pozwolił na zbyt wiele na szwajcarskich ziemiach.

Udane: Krystian Bielik (Arsenal), Krzysztof Kamiński (Jubilo Iwata).

Reklama

Pomiędzy: Mateusz Zachara (HN Jianye).

Wtopy: Hubert Wołąkiewicz (Astra Giurgiu), Daniel Dziwniel (St. Gallen).

***

Bilans z ostatnich pięciu zimowych okienek transferowych:

Reklama

Udane – 10 razy.

Pomiędzy – 4 razy.

Wtopy 10 razy.

No cóż – trudno to krótkie zestawienie podsumować inaczej niż powiedzonkiem „na dwoje babka wróżyła”.

Reklama
Jan Mazurek

Urodzony w 2000 roku. Jeśli dożyje 101 lat, będzie żył w trzech wiekach. Od 2019 roku na Weszło. Sensem życia jest rozmawianie z ludźmi i zadawanie pytań. Jego ulubionymi formami dziennikarskimi są wywiad i reportaż, którym lubi nadawać eksperymentalną formę. Czyta około stu książek rocznie. Za niedoścignione wzory uznaje mistrzów i klasyków gatunku - Ryszarda Kapuscińskiego, Krzysztofa Kąkolewskiego, Toma Wolfe czy Huntera S. Thompsona. Piłka nożna bezgranicznie go fascynuje, ale jeszcze ciekawsza jest jej otoczka, przede wszystkim możliwość opowiadania o problemach świata za jej pośrednictwem.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Ekstraklasa