post Avatar

Opublikowane 05.11.2019 16:11 przez

redakcja

Czy wziąłby w ciemno ósme miejsce po 30. kolejkach? Jak dron i kamery wpływają na zaangażowanie na treningach Wisły Płock? Dlaczego trener Sobolewski zażartował, że już nie będzie potrzebny? Jak otrząsnąć się po stracie trenera, zniknięciu piłkarza i 0:5 w Lubinie? Co zrobi, gdy strzeli pierwszego gola w PKO Bank Polski Ekstraklasie i czy zero na koncie po 2,5 sezonach ciąży? Czy czuć taktyczną różnicę pomiędzy Chievo Werona a Elaną Toruń? Lepiej wyjechać szybko czy późno? Kiedy we Włoszech pojawiły się łzy? Kiedy zdarzało się grać na włoskim piachu? Jak reaguje klub Serie D, gdy piłkarz z niego ucieka? Czy pasja do piłki może wygrać z arytmią serca, przez którą lekarz zakazuje treningów? Jak stracić pod własnym blokiem samochód? 

Damian Rasak, piłkarz od czarnej roboty w Wiśle Płock, w pierwszym wywiadzie na Weszło. Zapraszamy. 

***

Jesteś po meczu z Jagiellonią na pozycji lidera i mówię ci wtedy, że po trzydziestej kolejce zajmujecie ósme miejsce gwarantujące utrzymanie. Bierzesz w ciemno?

Może zabrzmi to trochę minimalistycznie, ale tak, osobiście wziąłbym je w ciemno i nie dlatego, że nie wierzę w zespół. Wszyscy wiemy, że naszym głównym celem jest utrzymanie. Jeszcze siedem kolejek temu byliśmy w dole tabeli. Może nam się przytrafić seria pięciu porażek z rzędu – odpukać, mam nadzieję, że to się nie zdarzy – i będziemy zaraz znowu w dołku, bo tabela jest bardzo spłaszczona. Ekstraklasa zmienia się diametralnie z kolejki na kolejkę, więc nie ma co popadać w hurraoptymizm. Cały czas trzeba pracować, to tylko mogło dać nam jeszcze większego kopa. Ktoś powiedział, że na tron nie jest trudno się wspiąć, na tronie trudno jest się utrzymać. Przed nami teraz najtrudniejsze zadanie, najtrudniejsze mecze. Już nie będzie tak, że jakikolwiek rywal nas zlekceważy. Każdy będzie się motywował do spotkania z nami. Po ostatnich meczach inni zdają sobie sprawę z tego, jaką siłą dysponujemy.

Co usłyszeliście od trenera Sobolewskiego po wejściu na pierwsze miejsce? Ściągał was na ziemię?

Trener zaśmiał się, że niedługo nie będzie nam potrzebny. Oczywiście powiedział to w żartach. Mówił, że teraz czekają nas najtrudniejsze mecze. Wykonujemy świetną pracę jako zawodnicy, sztab i klub, ale teraz już nikt nas nie zlekceważy. Mecz ze Śląskiem pokazał, że wcale nie będzie nam łatwo. Trener zawsze każe nam zachowywać chłodną głowę i podchodzić do następnego spotkania, jakby było naszym ostatnim.

Wszystko fajnie, ale popsuliście nam zabawę, bo mogliście być liderem z ujemnym bilansem bramkowym.

Były z tego śmiechy, jak to w szatni. Niestety, mecze z Lechem i Zagłębiem trochę psują nasz bilans, ale wykaraskaliśmy się. Każdy śmiał się, że fajnie byłoby mieć lidera z minusowym bilansem, wszyscy w Polsce mówiliby o tym, ale to się nie wydarzyło.

Jak się otrząsnąć po takim meczu jak 0:5 w Lubinie? Paradoksalnie to właśnie wtedy zaczęliście nagle iść w górę. A przecież wcześniej dostaliście inne ciosy: odejście Ojrzyńskiego czy zniknięcie Stevanovicia, który miał być liderem zespołu.

Bezpośrednio po meczu nie było mnie w szatni, pauzowałem za kartki, ale z tego co słyszałem, nastroje nie były przyjemne, padło parę ostrzejszych słów. Następnego dnia mieliśmy odprawę pomeczową i trener przekazał kilka ostrzejszych uwag indywidualnych. Nie można było tego zostawić, to jak zderzenie się ze ścianą. Niecodziennie przegrywa się 0:5. Było nieprzyjemnie, ale wiedzieliśmy, że trzeba się jak najszybciej otrząsnąć. Trener Sobolewski jest tak charyzmatyczną osobą, że nie pozwolił nam się podłamać. Od razu ciągnął nas do góry.

Mówił: – Panowie, to tylko jeden mecz. Lepiej dostać w jednym meczu 0:5, niż w pięciu meczach po 0:1.

Przez cały tydzień nas motywował, nie dał nam sobie wmówić, że będziemy tak grali zawsze. Przeanalizowaliśmy mecz i na tym się skończyło. Do następnego podchodziliśmy zmotywowani na trzysta procent, bo wiedzieliśmy, że takie spotkanie nie może nam się powtórzyć. No i się na szczęście nie powtórzyło.

Fajny obraz trenera Sobolewskiego rysujesz. Grając u niego czujesz się, mówiąc obrazowo, jak kozak?

Skłamałbym, gdyby tak nie było. Trenera Sobolewskiego cechuje według mnie charyzma i charakter zwycięzcy. Żyje na ławce rezerwowych. Nie wiem, czy kiedykolwiek usiadł podczas meczu. Cały czas dyryguje, podpowiada. To, przynajmniej dla mnie, bardzo motywujące. Wiadomo, że to my wychodzimy na boisko, ale to dla nas bodziec, że trener w nas wierzy, mamy jego wsparcie i obojętnie co się stanie, będzie z nami. Tak było po przegranym meczu w Lubinie, tak było też po zwycięstwach, które nastąpiły.

Sobolewski stosuje niestandardowe systemy motywacji?

Wystarczy rozmowa w szatni. Codziennie rozmawia z nami przed treningiem, na treningu cały czas nam podpowiada, krzyczy. Gdy coś mu się nie podoba, od razu jest mocniejszy bodziec.

Cały czas czujesz się jak pod prądem.

Pod takim pozytywnym, tak. Podczas każdej małej gry wszyscy muszą iść na sto procent. Szczególnie mając świadomość, że na zajęciach jest kamera i dron. Na drugi dzień wszystko może być wytknięte na odprawie. Każdy zapieprza więc na sto procent i nie odpuszcza. Kadra nam się bardzo wyrównała, ktokolwiek wchodzi, daje pozytywny bodziec. Mamy z tyłu głowy, że przez słabszy mecz czy gorszy tydzień treningowy można wypaść ze składu.

Na co konkretnie najczęściej zwraca ci uwagę trener Sobolewski?

Teoretycznie gramy trójką w środku pola, a tak naprawdę jednym defensywnym, czyli mną i dwoma ofensywnymi, Matim Szwochem i Dominikiem Furmanem. Poprawiła się nasza gra w trójkącie. Każdy wie, co ma robić – czy zbiec do boku i pomóc koledze, czy zostać w środku i asekurować. Moim zadaniem jest asekurowanie bocznych obrońców i pomaganie im, jeśli tylko zdążę, bo nie da się obskoczyć całej szerokości boiska. Dobrze współgramy z linią defensywy w trójkątach, odległości są małe, piłki rzadko przechodzą środkiem. Trener Sobolewski powtarza, że nie możemy otwierać korytarzy, by przeciwnik nie mógł dostać piłki i się z nią obrócić.

PLOCK 04.10.2019 MECZ 11. KOLEJKA PKO EKSTRAKLASA SEZON 2019/20 --- POLISH FOOTBALL TOP LEAGUE MATCH: WISLA PLOCK - ARKA GDYNIA MARKO VEJINOVIC DAMIAN RASAK MARCIN BUDZINSKI FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Zgodzisz się z tezą, że ekstraklasowy piłkarz potrzebuje od trenera prostego, jasnego przekazu? To klucz?

Tak. Mogę to powiedzieć na swoim przykładzie. Trener Sobolewski jasno określa moje zadania w drużynie. Może nie mam ich w grze ofensywnej, ale doskonale wiem, co, kiedy, jak i gdzie mam robić, kiedy mogę się podłączyć, a kiedy muszę kogoś zaasekurować. Konkretny przekaz trafia do wszystkich bardziej niż ogólnikowe “bądź tu, ale możesz sobie wybrać”. Trener każdemu z nas nakreśla cele, które staram się wykonywać.

A co myślisz o stwierdzeniu, że za Kibu Vicuny byliście przeładowani schematami, wariantami, strategiami i finalnie sami nie wiedzieliście, co mieliście robić? Czułeś, że to wszystko było zbyt skomplikowane?

Ciężko porównać obu trenerów. Za trenera Kibu mieliśmy za zadanie grać krótkimi podaniami, wymieniać się pozycjami, za wszelką cenę rozgrywać piłkę. Raz mogłem być na numerze sześć, raz na dziesiątce. Środkowy pomocnik mógł się zmieniać z bocznym. Dowolność w ofensywie była większa. Można powiedzieć, że graliśmy wtedy z większym polotem. Ale to się nie przekładało na organizację gry i defensywę. Nie chcę porównywać, bo to kompletnie dwie różne Wisły. Jak widzimy na przestrzeni czasu, obecna jest dobrze skonsolidowana, taka wyrachowana.

Czujesz się w Wiśle trochę jak w roller-coasterze? Albo walczycie o puchary, albo do końca o utrzymanie, a teraz znowu pukacie do czołówki.

W Wiśle jestem trzeci rok. W pierwszym był trener Brzęczek, z którym do ostatniej kolejki byliśmy się o puchary. Piąte miejsce też było fantastyczne, nikt nie brał przed sezonem go pod uwagę. Następnie było odejście trenera Brzęczka, zawirowania, trener Dźwigała, zmiana, trener Kibu, znowu zmiana… Zawirowania nam nie służyły. W ostatnim sezonie przekonaliśmy się, że długo tak nie da rady jechać. Potrzebowaliśmy stabilizacji. U trenera Ojrzyńskiego złapaliśmy serię czterech zwycięstw, dzięki którym się utrzymaliśmy, a potem znowu nieszczęsne i smutne odejście. Każdy się znowu zastanawiał: co teraz?

Nie ma nudy.

Na pewno. Każdy chciałby stabilizacji, ósmego miejsca, luziku, ale w Płocku tak widocznie nie może być.

Jak się odniesiesz do opinii, że Dominik Furman wygląda ostatnio tak dobrze w dużej mierze dzięki temu, że robisz dla niego czarną robotę?

Nie ma co ukrywać, Dominik czy Mati mają większą swobodę w ofensywie dzięki temu, że zawsze jestem za ich plecami. Muszę łączyć dwie linie: obrony i ataku. Przewidywać, gdzie piłka spadnie i tam się ustawiać. Jasne, uważam, że odciążam Dominika i Mateusza, ale oni również pomagają mi w defensywie. Sam w środku pola nic bym nie zrobił. Trener wymaga, by cała jedenastka broniła i zapieprzała.

A irytuje cię opinia, że 50% Wisły Płock to Dominik Furman?

Nie ma co gadać, wiadomo w jakiej formie jest Dominik i jaki ma potencjał. Wiemy, że ma bardzo dużo świetnych cech, ale jak wiemy, gra się w jedenastu czy nawet osiemnastu. Nie ma tak, że jeden zawodnik wygrywa mecz. Gdyby nie wsparcie innych, gdyby zespół był w dołku, nie wiem, czy Dominik byłby tak chwalony.

Świetnie bije stały fragment, ale ktoś musi go jeszcze wywalczyć.

I wykorzystać, jak w meczu z Jagiellonią. Oczywiście nie będę tutaj czarował, Dominik jest jedną z wiodących postaci ligi, ale uważam, że gdyby nie nasza postawa, osoba Dominika nie byłaby tak wychwalana. Wolałbym się skupić na tym, że zespół świetnie funkcjonuje i dzięki temu poszczególne jednostki jeszcze bardziej idą w górę.

Jak szatnia zareagowała na sytuację z Romanczukiem?

Podobno wirtualnie podali sobie ręce. Furmi zachował się bardzo w porządku, z klasą. Podobno trzy razy podawał mu rękę, a Romanczuk… Ja nie pochwalam takiego zachowania. Nie chcę powiedzieć brzydko, ale to niedojrzałe. Zawsze mówimy o respekcie, więc nie powinien robić takich rzeczy, niezależnie od tego, co się między nimi wydarzyło. To Romanczuk powinien się wstydzić, zresztą pokazaliśmy na boisku, gdzie jest Romanczuk, który płakał przy bramce Mateusza Szwocha, a gdzie my.

PLOCK 31.08.2019 MECZ 7. KOLEJKA PKO EKSTRAKLASA SEZON 2019/20 --- POLISH FOOTBALL TOP LEAGUE MATCH: WISLA PLOCK - LKS LODZ 2:1 MACIEJ AMBROSIEWICZ DAMIAN RASAK FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Wiem, że nie jesteś rozliczany z bramek, ale ciąży ci to, że jeszcze nie masz żadnego gola w lidze?

Trochę mam to z tyłu głowy. Sporo spotkań minęło, a ja nadal nie strzeliłem. Uważam, że jeśli będziemy tak grać, bramka w końcu przyjdzie. Podchodzę do tego spokojnie. Wiadomo, chciałoby się strzelić, kto by nie chciał mieć bramki w Ekstraklasie? Z jakiegoś powodu nie udało mi się tego zrobić do tej pory – widocznie tak ma być. Dlatego nie spinam się za bardzo, nie nastawiam się “ja pierdzielę, Damian, tyle meczów i jeszcze nic, ciągle klub zero, musisz strzelić”. Na spokoju.

Przygotowałeś jakąś specjalną cieszynkę?

Chyba nie będę wiedział, co robić! Pewnie się wydrę, żeby emocje wyparowały.

Standardowy, ligowy okrzyk?

No (śmiech).

Dobrze się czułeś, gdy u Vicuny byłeś ustawiany wyżej, bardziej jako ósemka?

Nie uważam siebie za typowego przecinaka, który odbiera piłkę, podaje do najbliższego i ma czyste papcie. Uważam, że za Kibu Vicuny też miewałem fajne momenty, gdy dostawałem większe pole manewru w ofensywie, jak ruszałem do przodu Dominik zostawał z tyłu. Panowała między nami większa wymienność. Teraz rzadko zdarza się tak, że Dominik zostaje na szóstce, a ja idę wyżej. Dobrze się czułem wspierając atak. Uważam się za zawodnika, który umie się dostosować i wykonywać polecenia. Jeśli trener Sobolewski wymaga, bym trzymał środek, jestem jak najbardziej na tak. Nie chcę mówić, gdzie czuję się lepiej, bo potrafię się dostosować i nigdy nie gram pod siebie.

Chyba jesteś gościem, który potrafi schować ego do kieszeni. W drużynie odwalasz czarną robotę, w mediach też nieszczególnie brylujesz. 

W pewnym sensie tak. Nigdy nie miałem parcia na szkło, nie chciałem robić wokół siebie otoczki, pakować się w afery. Kiedy trzeba coś mocniej powiedzieć, to powiem, ale wiem też, kiedy ugryźć się w język. Teraz przez swoje występy jestem doceniany i to bardzo miło, że nie tylko ofensywni zawodnicy są chwaleni. W ciszy trzeba trenować, budować swoją markę i na pewno z biegiem czasu to wszystko się opłaci, wróci do człowieka. Choć na salolach są ci, co strzelają. Ci, którzy pracują dla zespołu, pozostają w cieniu fleszy.

Jak się żyje ze świadomością, że prawdopodobnie nigdy nie będziesz na świeczniku?

Na wyższym poziomie doceniany jest każdy zawodnik. Luka Modrić, środkowy pomocnik, zdobył przecież Złotą Piłkę. Porównałem to bardziej do otoczki w Polsce. Trzeba po prostu zdawać sobie z tego sprawę. Nie czaruję się i wiem, że o zawodniku zaczyna się głośniej mówić, gdy zacznie strzelać i asystować. Często podobnie zaczyna się mówić o bocznych obrońcach.

Co jest trochę niesprawiedliwe.

Dokładnie. Nie wszyscy będą pamiętać dobrą grę, patrzą przez pryzmat statystyk.

PLOCK 22.07.2019 MECZ 1. KOLEJKA PKO EKSTRAKLASA SEZON 2019/20 --- POLISH FOOTBALL TOP LEAGUE MATCH: WISLA PLOCK - GORNIK ZABRZE SZYMON MATUSZEK DAMIAN RASAK FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Polecasz kolegom wyjechać będąc ogranym piłkarzem z wyrobioną marką czy im wcześniej, tym lepiej?

To zależy od typu osoby. Niektórzy mają parcie, by jak najszybciej posmakować europejskiej piłki, inni wolą iść krok po kroku. Mnie było dane wyjechać w wieku 17 lat. Nie ukrywam, to bardzo trudne decyzje, jest się jeszcze osobą niepełnoletnią, nie zna się języka. Mimo wszystko taki wyjazd może być tylko na plus. Nie dość, że zobaczy się więcej świata, to można się jeszcze nauczyć wiele pod względem taktycznym, a we Włoszech miałem tę przyjemność, że kładli na nią nacisk. Swój wyjazd oceniłbym na plus. Poznałem nowy język, do dziś mogę władać spokojnie włoskim, podszlifowałem angielski, bo na początku musiałem mówić po angielsku. Szkoła życia. Pierwsza dłuższa rozłąka z rodzicami, osiemnastka, było ogólnie ciężko, ale pod względem dojrzałości taki wyjazd może bardzo dużo dać.

Jak wyglądała osiemnastka we Włoszech?

Od początku powiedziano mi, że gdy będę czuł dużą tęsknotę, będę mógł wrócić na dwa-trzy dni. Fajny gest ze strony klubu. Akurat 8 lutego puszczono mnie do Polski. Nie ukrywam, że urodziny były bardzo intensywne – znajomi, rodzina, trzy dni imprezy i powrót. Poświętowałem, a potem szara rzeczywistość i sporo pracy.

Z mamą musiałeś prowadzić negocjacje, żeby wyjechać.

Wiadomo, tata grał w piłkę na poziomie drugiej ligi, od początku zaszczepił we mnie miłość do piłki. Wiedział, co będzie robił jego syn i nie musiał mnie namawiać. Od zawsze kopałem piłkę, jak miałem dziewięć lat trafiłem do Elany Toruń. Mama, jak to mama, martwi się o syna, boi się, czy sobie poradzi, czy nie będzie za mocno tęsknić. Wtedy wydawało mi się, że to ona będzie bardziej tęskniła. Jestem bardzo rodzinny i była to trudna decyzja. Postanowiłem wyjechać, bo wiedziałem, że taka szansa może mi się nie przydarzyć. Kto wie, czy gdybym nie wyjechał, byłbym dziś w Ekstraklasie. W tamtym momencie grałem przecież w Elanie Toruń.

Nawet jeśli nauczyłeś się tam tyle samo co nauczyłbyś się w Polsce, zawsze to magnes: był we Włoszech, pewnie talent, ciekawe co potrafi.

Juź sporo lat minęło, a zawsze temat Włoch powraca. Fajnie mi się opowiada, mam dobre wspomnienia, choć na początku było trochę łez, niepewności, ale niczego nie żałuję.

Kiedy były łzy?

Na początku, pierwszy miesiąc był najgorszy. Trafiłem do hotelu w Weronie, gdzie byli tylko zagraniczni zawodnicy z Francji, Malty, Grecji ze szkółki Chievo. Na początku w ogóle nie miałem z kim rozmawiać. Na treningu Włosi nic nie mówili po angielsku, trener “Kali jeść, Kali pić”, nie było gdzie się podziać. Po treningu wracałem do hotelu, miałem komórkę, miałem laptopa, nie było się do kogo odezwać. Tego najbardziej brakowało. Nie zdawałem sobie sprawy, że to będzie tak ciężkie. Z czasem, gdy już poznałem język i chłopaków, było o wiele lepiej. Po trzech miesiącach trochę rozumiałem po włosku, po pół roku już coś mówiłem i wszystko rozumiałem, po roku mówiłem już biegle.

Panuje wyobrażenie, co zresztą sam podkreśliłeś, że we Włoszech najlepiej pracuje się nad taktyką. Jak wyglądała praca nad nią? Widziałeś kolosalną różnicę pomiędzy podejściem w Chievo i Elanie?

Mega różnicy nie widziałem. Na pewno trener przykładał bardzo dużą wagę do szczegółów. Mówił mi, że powinienem ustawić się dwa metry w tę stronę, tu zaraz do tyłu.

Kurczę, to tylko dwa metry.
– Nie, Damian, to bardzo ważne.

U trenera Sobolewskiego mam to samo. Niby dwa metry, a mogłeś je zrobić. Bardzo mi się to przydaje. Uczy odpowiedzialności za swoją pozycję i pozycje innych zawodników, dbania o odległości.

Seniorskiej piłki posmakowałeś we Włoszech w Serie D, co w “Przeglądzie Sportowym” wspominałeś jako traumę i w konsekwencji po prostu stamtąd uciekłeś. Co cię tam spotkało?

Po dobrym sezonie w Bari – trafiliśmy do najlepszej ósemki młodzieżowych zespołów – włoski menedżer załatwił mi klub w Serie C, Sassari Torres na Sardynii. Przekonywał, że to dobry krok do przodu, Serie C to już wysoki poziom, grają zawodnicy z przeszłością w Serie A. Byłem w miarę zadowolony z warunków, zgodziłem się. Poleciałem na Sardynię, w pierwszym miesiącu wszystko było fajnie, okres przygotowawczy w górach, bo we Włoszech jeździ się biegać po górach. Serie C, nieźli zawodnicy. Było dobrze.

Po miesiącu dostaliśmy informację, że zostaliśmy zdegradowali do Serie D. Podobno za ustawianie meczów w przeszłości. Zamurowało mnie. W Serie D kluby nie są już profesjonalne. Od tego momentu zaczęły się schody. Powiedziałem menedżerowi, że poszedłem do Serie C i ma mnie stamtąd wydostać. Powtarzał, że musimy poczekać do grudnia i będę mógł odejść bez problemu, bo już to ustalił. No dobra, przemęczę się. Jeździliśmy po sztucznych boiskach, które były cementem. Raz grałem na kompletnym piachu. Człowiek zastanawiał się: gdzie ja jestem? Nie wiem czy to trauma, ale na pewno bardzo nieprzyjemne doświadczenie. W grudniu klub i menedżer powiedzieli, że skoro mam ważny kontrakt, płacą mi, nigdzie nie mogę odejść. A pensje były, co ciekawe, wypłacane w kopercie. Umawiałem się inaczej. Menedżer powtarzał w kółko to samo: “poczekaj, załatwię”. Tydzień mija, drugi, zaraz święta… A ja wciąż słyszę “poczekaj”.  W końcu pożyczyłem od taty pieniądze na bilet w jedną stronę i powiedziałem menedżerowi, że wracam do Polski, a on ma mnie stamtąd wydostać.

Czyli wylatując z Włoch nie miałeś pewności, że za chwilę będziesz wolnym zawodnikiem.

Nie miałem.

Ryzykownie.

Ale wiedziałem, że i tak tam nie zostanę. Mieszkałem w hotelu, więc życiowo wszystko mogłem łatwo załatwić.

Jak zareagowali, gdy wyjechałeś? Walczyli o ciebie?

Wysyłali do mojego byłego menedżera pismo, ale ja już wiedziałem, on też, że jest ono nieważne, mogę podpisać kontrakt z profesjonalnym klubem, co zrobiłem. Ta liga nazywa się zresztą Lega Nazionale Dilettanti.

Czyli liga dyletantów.

Oznacza to, że liga nie jest profesjonalna, więc nie ma żadnych przeszkód, bym sobie szukał klubu na własną rękę. No i tak się stało. Były testy w Ruchu u trenera Fornalika. Mieli zamkniętą kadrę, wiadomo jakie problemy, więc z perspektywy czasu dobrze, że tam nie trafiłem. Przyszła propozycja testów w Miedzi Legnica u trenera Tarasiewicza i już tam zostałem. Do dzisiaj bardzo dużo zawdzięczam trenerowi.

PLOCK 04.10.2019 MECZ 11. KOLEJKA PKO EKSTRAKLASA SEZON 2019/20 --- POLISH FOOTBALL TOP LEAGUE MATCH: WISLA PLOCK - ARKA GDYNIA 4:1 DAMIAN RASAK FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Na jakim etapie życia byłeś, gdy usłyszałeś, że masz arytmię i musisz zrezygnować z treningów? Czułeś już wtedy, że to ta skala talentu, że będziesz to robił zawodowo?

Jeszcze nie, ale nie ukrywam, że to był dzwon. Podłamałem się. Rozbrat z piłką był kompletnie nieprzewidziany. Arytmia pojawiła się nagle, gdy chciałem trafić do klasy sportowej w czwartej klasie podstawówki. Może dobrze się stało, że tak wcześnie mi ją wykryto, bo był czas, gdy mogłem sobie pozwolić na dłuższą przerwę i nie odbiło się to na formie. Czwartą, piątą i szóstą klasę musiałem zrobić normalnie. Miałem zakaz trenowania, ale mimo wszystko trenowałem.

Po kryjomu, z kolegami?

W klubie też. Nie wyobrażałem sobie nie trenować. Nie wiedziałbym, co ze sobą zrobić. Doktorce mówiłem, że żadnej aktywności nie podejmuję, jestem cały czas bez ruchu. W meczach ligowych nie mogłem występować. Czułem, że chciałbym zagrać, chłopak się ekscytował, ale niestety. Doktorka powiedziała, że arytmia może się albo pogłębić, albo ustąpić. Leki pomogły, w szóstej klasie miałem już zdrowe serce, mogłem normalnie trafić do klasy sportowej. Nie opłacało się przepisywać w szóstej klasie, więc poszedłem dopiero w gimnazjum.

Toruń żyje w ogóle piłką? To jedno z największych miast wykluczonych z dużego ligowego futbolu.

Boli mnie, że większą wagę przykłada się do żużla, który jest wiodącym sportem. Elana i miasto zasługują, by mieć klub piłkarski w Ekstraklasie albo pierwszej lidze. Żeby zrealizować ten cel, potrzebne są pieniądze, a tych w klubie nigdy za dużo nie było. Żaden mocny sponsor nie zainwestował w Elanę. Był Marwit, ale nie były to środki, za które można zrobić awans. Miasto woli finansować żużel, a moim zdaniem piłka powinna być zawsze na pierwszym miejscu. Kibice w mieście są, ale nie są skorzy przychodzić na drugą ligę, chyba że przyjeżdża Widzew, zgodowicz. Wtedy stadion jest zapełniony. W Toruniu zresztą jest tylko lekkoatletyczny obiekt, z bieżnią, trybunami oddalonymi od boiska. To też nie przyciąga.

Chodziłeś za małolata na Elanę?

Tak, podawałem piłki, meczu nie opuściłem. Jestem wychowankiem, zawsze życzyłem i będę życzył Elanie jak najlepiej.

Przyśpiewki pamiętasz?

Skłamałbym, gdybym pamiętał. Pamiętam za to niektóre wyzwiska, jakie leciały w kierunku Elany (śmiech).

Co jest największym zagrożeniem dla młodego piłkarza?

Zbyt dużo pieniędzy, przez które niektórym odbija sodówka. Piłkarz trafia do Ekstraklasy, dostaje kilkadziesiąt tysięcy i nie szanuje tego, co ma. A talent trzeba pielęgnować. Pojawia się myślenie, że jak już tu trafiłem, to jest dobrze, nikt mi nie podskoczy, teraz to pójdę, gorzej przecież nie będzie. A to złudne, bo mamy wiele przykładów zawodników, którzy wiedli prym w kadrach młodzieżowych, a dziś nie widzimy ich na boiskach Ekstraklasy czy nawet pierwszej ligi. Nie wiem, jak to określić. Popadają w taki hurraoptymizm, samouwielbienie.

Ciebie trzeba było kiedyś sprowadzać na ziemię?

Chyba takiego momentu nie było. Mógł się pojawić w Legnicy, gdy biliśmy się o awans, strzelałem bramki, sporo się o mnie mówiło, pojawiło się zainteresowanie paru klubów Ekstraklasy. Wtedy mogło się coś odkleić, ale jestem blisko rodziny, brata, z tatą rozmawiam codziennie przez telefon o piłce i nie tylko. Sprowadzą mnie na ziemię, jeśli będzie potrzeba. Wiem, jaką jestem osobą i raczej nie trzeba będzie mnie brać za frak i pytać “co ty odwalasz, czemu gwiazdorzysz?”.

Rozsądnie podchodzisz do pieniędzy? Co najgłupszego w życiu kupiłeś?

Chyba nie było takiej rzeczy. Jak coś kupuję, zawsze mam cel. Staram się odkładać, ile mogę, planuję zacząć inwestować w mieszkania. Może trochę za dużo mam butów, czasem po miesiącu mówię sobie, że znowu nie mam nic do chodzenia, a szafa pełna. Lubię się dobrze ubrać, a buty to konik, zawsze ich za mało. Ale to nie są to rzeczy za nie wiadomo ile tysięcy, wszystko z głową. Ostatnio musiałem kupić nowe auto, bo zostało mi skradzione.

Znalazło się?

Wróciłem do domu po meczu z Legią, zaparkowałem samochód wyjątkowo na odkrytym parkingu, a mam miejsce na podziemnym. Budzę się następnego dnia, idę do samochodu, a tam… nie ma go. Kurczę, zostawiałem tu? No chyba tak. Dzwonię do dziewczyny, która była w domu.

Paula, nie przeparkowywałaś samochodu? Zostawiałem na parkingu, prawda?
– No co ty, nigdzie nie jeździłam.

Zszedłem do parkingu podziemnego – nie ma. No jak nic, zapierdzielili. Sprawa się toczy, czekam na jej zakończenie, choć nie łudzę się, że samochód zostanie odnaleziony. Nie wiem jak to się stało, mogę się domyślać, że na tak zwaną walizkę. Było 50 metrów od balkonu do miejsca parkingowego, ściągają sygnał z kluczyka i otwierają auto bez problemu w ciągu sześciu sekund. Już wyoglądałem filmiki na YouTube, jak to się robi.

To jak teraz ktoś chce kraść auta, po poradę może się zgłaszać.

Tak, już wszystko wiem! Zawsze sobie tłumaczę, że nic nie dzieje się bez przyczyny, ale nikomu nie polecam takiego poranka.

Rozmawiał JAKUB BIAŁEK 

Fot. FotoPyK 

Opublikowane 05.11.2019 16:11 przez

redakcja

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 0
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
Powiadom o
Włochy
06.06.2020

Dlaczego zawsze on? Brescia rozwiązuje kontrakt z Balotellim

„Dlaczego zawsze ja?” – pytał Mario Balotelli poprzez legendarny już niemalże napis na koszulce. Było to dziewięć lat temu. Włoch, wówczas napastnik Manchesteru City, zdobył otwierającą bramkę w derbach miasta, ostatecznie wygranych przez „Obywateli” 6:1. Można powiedzieć, że to pytanie stało się niejako podsumowaniem kariery Balotellego. Bo jeżeli w świecie futbolu odgrywa się jakiś skandal, […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

Robert Janicki Napoleonem Warty. Poznaniacy uciekają Stali

Odkąd pierwszoligowcy wrócili na boiska, obserwujemy dziwną zasadę. Otóż na zapleczu Ekstraklasy bardzo poważnie podchodzą do dawkowania emocji. Zwykle jeden dobry mecz na dzień to maksimum, na jakie możemy liczyć. Znakomite potwierdzenie tej tezy miało miejsce w sobotę. Pierwszy mecz? Walka cios za cios, wysoka intensywność, kochana przez niektórych „jazda na dupie”. Drugi? Macanka, tempo […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

Trzy punkty? Wisła Płock: a komu to potrzebne?

Nie powiemy, że Wisła Płock straciła zwycięstwo w Białymstoku w najbardziej frajerski sposób w tym sezonie, bo pamiętamy choćby to, co w Gdyni odwalił Raków Częstochowa, ale na miejscu Radosław Sobolewskiego rozwalilibyśmy dziś ze dwie szafki. Albo zamknęlibyśmy drzwi do autokaru przed nosem kilku delikwentów. Już mieliśmy pisać, że w Ekstraklasie wszystko po staremu, czyli […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

Lewandowski pobił kolejny rekord. Tym razem swój osobisty

Fantastyczny dla Roberta Lewandowskiego był sezon 2016/17. Strzelił 43 gole, na rozkładzie miał m.in. Arsenal, Atletico, Real i rzecz jasna BVB. Wydawało się, że do tak wysoko zawieszonej poprzeczki już nie doskoczy. Tymczasem Polak w bieżącym sezonie już przebił tamten wynik. A do rozegrania ma jeszcze cztery kolejki w lidze, być może dwa kolejne w […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

Szymon Sićko – następca Karola Bieleckiego w kadrze na lata?

W dniu, w którym reprezentacyjną karierę zakończył Karol Bielecki, powstało pytanie: kiedy w kadrze pojawi się jego następca? Ktoś, kto będzie dysponował piekielnie mocnym rzutem, a co za tym idzie zdobywał z lewego rozegrania dużo bramek. Przez długie miesiące wydawało się, że o takim gościu w najbliższej przyszłości możemy tylko pomarzyć. I wtedy światu objawił […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

Słonikom przestało sprzyjać szczęście. Podbeskidzie wygrywa czwarty raz z rzędu

Oko za oko, ząb za ząb. Taką zasadę przyjęli dziś piłkarze Podbeskidzia i Bruk-Bet Termaliki, którzy wysmażyli nam western w samo południe. Western, bo strzelania nie brakowało, mimo że ostatecznie w Bielsku padła tylko jedna bramka. Strzelili ją gospodarze, którym chyba tylko katastrofa mogłaby odebrać awans do Ekstraklasy. W czterech wiosennych meczach „Górale” zdobyli 12 […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

LIVE: Miała być walka o mistrzostwo, jest pięć porażek z rzędu. Pogoń na przełamanie?

Jeszcze parę kolejek temu Wisła Płock żyła niedalekimi wspomnieniami o fotelu lidera oraz kapitalnej jesieni, która przyniosła nadspodziewanie wysokie loty w lidze. Jagiellonia mniej więcej w tym samym czasie zerkała nerwowo za plecy, bo coraz mocniej zbliżała się do niej cała strefa spadkowa. Dziś obie ekipy zaliczają klasyczną mijankę – Jaga po trzech zwycięstwach z […]
06.06.2020
Niemcy
06.06.2020

Właściwy człowiek na właściwym miejscu. Jak Bruno Labbadia naprawił Herthę

Na przełomie 2019 i 2020 roku berlińska Hertha bez wątpienia aspirowała do miana jednej z najbardziej rozczarowujących drużyn Europy. Szczytem wszystkiego było starcie z FC Koeln. Goście z Kolonii przyjechali na Stadion Olimpijski w Berlinie jak po swoje i zmiażdżyli gospodarzy 5:0. Powiedzieć, że ten rezultat – z przeciętnym w sumie oponentem – dość mocno […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

Łukasz Zwoliński – ile znaczy zmiana otoczenia

Stadion Pogoni Szczecin. Do bramki trafia wychowanek. Piłkarz, który – jak trafnie stwierdził kiedyś „Przegląd Sportowy” – ma wszystko, by stać się wymarzonym idolem trybun. – Gola strzelił Łukasz!!! – krzyczy spiker. (cisza) – Łukasz!!! – ponawia okrzyk, mimo że nie doczekał się odpowiedzi. (cisza) – Łukasz!!! Po trzecim razie już przyszła reakcja trybun. Nie […]
06.06.2020
WeszłoTV
06.06.2020

STAN FUTBOLU. Kusiński, Janiak, Kowalczyk, Rokuszewski, Stanowski

Jest sobota, jest godzina 11:30, a zatem zapraszamy na kolejny odcinek Stanu Futbolu. Tym razem w programie pojawi się jego tytułowy gospodarz, czyli Krzysztof Stanowski. Jego gośćmi będą: Wojciech Kowalczyk, Mateusz Rokuszewski, Michał Kusiński (były skaut Rakowa Częstochowa, dziś manager) i Mateusz Janiak (Przegląd Sportowy). Sporo ekstraklasowych i pierwszoligowych tematów do omówienia, więc będzie ciekawie! […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

Dlaczego Pogoń Szczecin tak mocno spuściła z tonu?

Pogoń Szczecin od kilku lat ugruntowuje swoją pozycję w Ekstraklasie jako klub z górnej połowy tabeli. Nadal jednak nie potrafi wykonać kolejnego kroku do przodu, który oznaczałby awans do europejskich pucharów. Wydawało się, że w tym sezonie musi się wreszcie udać. Drużyna znalazła się jednak w tak głębokim dołku, że na tę chwilę zagrożona staje […]
06.06.2020
Bukmacherka
06.06.2020

Piszczek czy Piątek? Kto będzie lepszy w polskim starciu w Bundeslidze?

Łukasz Piszczek kontra Krzysztof Piątek. To starcie dnia za naszą zachodnią granicą. Doświadczony defensor niedawno z powodzeniem zatrzymał Roberta Lewandowskiego. Czy ta sztuka uda mu się z Piątkiem, który przechodzi strzeleckie odrodzenie? Sprawdźcie nasze typy na mecz Borussii z Herthą Berlin u legalnego bukmachera BETFAN! Borussia Dortmund – Hertha Berlin Ostatnie mecze bezpośrednie: WWRRW Poprzednie […]
06.06.2020
Bukmacherka
06.06.2020

Czy Zagłębie znów ogra Lecha? „Miedziowi” walczą o grupę mistrzowska

W sobotnie popołudnie w Ekstraklasie czeka nas mecz, na myśl o którym Alan Czerwiński ma spory ból głowy. Jego przyszła drużyna – Lech Poznań, przyjeżdża do obecnej – Zagłębia Lubin. Ale nie tylko o Czerwińskim warto dziś wspomnieć. „Miedziowi” muszą dziś wygrać, żeby zachować szanse na awans do grupy mistrzowskiej. Lech, żeby nie stracić dystansu […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

Pogoń w kryzysie. Ile winy ponosi Kosta Runjaić?

Pogoń Szczecin długo szukała swojego wymarzonego trenera, ale jakoś nie potrafiła być stała w uczuciach. Do pojawienia się Kosty Runjaicia tylko Dariusz Wdowczyk umiał przebić barierę 500 dni na stołku, w innych przypadkach zawsze było coś nie tak. W Michniewiczu nie pasował styl, Skorża rozczarował totalnie, Moskal odszedł z powodów osobistych. Niby wszyscy wiedzieli, że […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

Bartosz Białek, czyli napastnik wielowymiarowy

Sześć goli, dwie asysty, dwa kluczowe podania w jedenastu meczach. Nie mówimy o napastniku sprowadzonym za pół bańki euro, któremu trzeba co miesiąc przelewać 30 tysięcy w europejskiej walucie. Mówimy o 18-letnim absolwencie akademii. Bartosz Białek przywitał się z ligą takimi liczbami, że aż skłonił nas do refleksji. Po pierwsze – z czego to wynika, […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

Marek Jóźwiak: „Czasem mam ochotę wywalić gościa w powietrze”

Z Markiem Jóźwiakiem, dyrektorem sportowym Wisły Płock, rozmawiamy o dwóch tygodniach na OIOM-ie, gdzie pierwszy raz zobaczył śmierć. O Robercie Lewandowskim w czasach Legii Warszawa. Występach w LZS-ie Siemiątkowo, boiskowej rywalizacji PGR-ów i nostalgii do niższych lig. Pięciu tonach mocznika, które wylano na boisko Legii przed meczem z Panathinaikosem, a od czego wyzdychały wszystkie szczury […]
06.06.2020
Bukmacherka
06.06.2020

Warta wykorzysta potknięcie Stali? Obstaw 1. ligę w Totolotku!

Warta Poznań staje przed wielką szansą. Jeśli Poznaniacy wygrają dziś z Olimpią Grudziądz, ich przewaga nad trzecią w tabeli Stalą Mielec wzrośnie do czterech punktów. Natomiast grudziądzanie chcieliby skorzystać z okazji na przeskoczenie Miedzi Legnica i ponowne zawitanie w czołowej szóstce. Obydwie drużyny miały już przetarcie w boju, które lepiej wspominają gospodarze. Kto będzie lepszym […]
06.06.2020
Niemcy
06.06.2020

Powiedz Mario Götze, co poszło źle? Złoty chłopiec opuszcza Dortmund

25 maja 2013 roku Bayern Monachium w finale Ligi Mistrzów pokonał 2:1 Borussię Dortmund, dodając tym samym dość przykrą puentę do bardzo pięknej opowieści, jaką w latach 2010 – 2013 napisali podopieczni Juergena Kloppa. Zarówno na krajowym, jak i europejskim podwórku. Charyzmatyczny szkoleniowiec BVB pozostał wprawdzie na Signal Iduna Park jeszcze przez dwa sezony, pierwszy […]
06.06.2020