Reklama

Rudy potwór znowu to zrobił! Canelo znokautował Kowaliowa

Jan Ciosek

Autor:Jan Ciosek

03 listopada 2019, 09:21 • 3 min czytania 0 komentarzy

To miała być walka roku i z pewnością była. W pojedynku o mistrzostwo świata wagi półciężkiej Canelo Alvarez i Siergiej Kowaliow dali widzom pokaz boksu na niewiarygodnym poziomie. Po 10 rundach bokserskich szachów nagle przyszedł cios znikąd, który posłał Rosjanina na deski. Dla niesamowitego rudzielca z Guadalajary to mistrzowski tytuł już w czwartej kategorii wagowej!

Rudy potwór znowu to zrobił! Canelo znokautował Kowaliowa

Kiedy Alvarez ogłosił, że podejmie próbę zdobycia pasa w wadze półciężkiej, czyli dwie wagi wyżej niż boksował przez większość kariery, wiele osób łapało się za głowy. Żeby było jeszcze trudniej, Meksykanin rzucił wyzwanie nie byle komu, tylko będącemu w znakomitej formie Siergiejowi Kowaliowowi. Rosjanin to prawdopodobnie najlepszy pięściarz wagi półciężkiej tej dekady, trzykrotny mistrz świata i posiadacz miażdżącego ciosu (29 z 34 zwycięstw odniósł przed czasem).

Alvarez jednak już wielokrotnie udowodnił, że wyzwań się nie boi. Dziś doskonale wiedział, że porywa się na trudne zadanie, ale zrobił to z pełną świadomością, że jak ma spadać, to z wysokiego konia. Ale – nie spadł. Wręcz przeciwnie – skoczył, pobił rekord skoczni i jeszcze wylądował eleganckim telemarkiem.

Ten pojedynek to były prawdziwe bokserskie szachy. Nie było bitki, nikt na wariata nie rzucił się do ataku, nikt nie zamierzał popełnić błędu. I tak to trwało, runda po rundzie. Najpierw drobną przewagę miał jeden, potem drugi, potem znów szale się przechylały w różne strony. Po 10 z 12 rund na kartach sędziów i ekspertów przeważał wynik 95:95. O wszystkim miały zdecydować tak zwane rundy mistrzowskie, czyli 11. i 12. Nazwa „mistrzowskie” nie jest przypadkowa, to rundy, które oddzielają chłopców od mężczyzn i dobrych pięściarzy od mistrzów. Swoje zadanie spełniły dziś wyśmienicie. Wszystko wydarzyło się błyskawicznie, w ułamku sekundy. Alvarez wystrzelił, Kowaliow padł na deski i było po wszystkim. Niczym w dobrym westernie, strzał był, wszyscy go słyszeli, ktoś został trafiony, doskonale wiadomo, kto jest rewolwerowcem; ale skąd padł strzał – to już zagadka. Alvarez odniósł w ten sposób 53. zwycięstwo w zawodowej karierze, bez dwóch zdań jedno z najważniejszych i najcenniejszych.

W zasadzie w takiej chwili wypadałoby po prostu zdjąć czapki z głów i skłonić głowę przed niewątpliwym geniuszem boksu. Ale oczywiście już padają pytania o to, co dalej. Dodajmy tylko, że póki co trudno znaleźć na nie odpowiedzi. Czy Canelo zostanie w wadze półciężkiej? Czy wróci do swojej macierzystej średniej (ponad 7 kg różnicy)? A może wymyśli jeszcze coś innego?

Reklama

Na razie chciałem wszystkim podziękować za wsparcie. Mój plan na walkę był taki, żeby być cierpliwym. A ja jestem dobry w czekaniu. Wielki szacunek dla Siergieja, jest świetnym wojownikiem – komentował na gorąco. – Zobaczymy, co mnie czeka w 2020 roku. Musimy zdecydować, która opcja będzie dla mnie najlepsza. Gołowkin? On nie stanowi dla mnie wyzwania, ale jeśli to się będzie opłacać, to czemu nie – dodał, odnosząc się do wcześniejszych dwóch walk z Kazachem. W pierwszej sędziowie wypunktowali kontrowersyjny remis (wiele osób widziało tam wygraną Gołowkina), w drugiej niejednogłośnie wygrał Meksykanin.

Alvarez  po walce odniósł się do święta zmarłych i oddał im szacunek. Co tu dużo gadać, gdyby Muhammad Ali rzucił z nieba okiem na to, jak Meksykanin rozegrał i skończył walkę z Kowaliowem, z pewnością z uznaniem pokiwałby głową.

foto: newspix.pl

Najnowsze

Inne sporty

Inne sporty

Były trener kadry Polski skazany za seksaferę. “Po zamroczeniu następowała próba gwałtu”

Szymon Janczyk
50
Były trener kadry Polski skazany za seksaferę. “Po zamroczeniu następowała próba gwałtu”