post Avatar

Opublikowane 20.10.2019 10:27 przez

redakcja

W Lechii Gdańsk pracuje już ponad trzydzieści lat i – jak sam przyznaje – pozostanie w niej do emerytury, bo nie przesadza się starych drzew. Marek Janowski w biało-zielonej ekipie na przestrzeni ostatnich dekad miał wiele zadań – dzisiaj jest magazynierem, ale wcześniej pracował jako kierowca, masażysta, a nawet kucharz. Jak ocenia dzisiejszą drużynę biało-zielonych na tle ekip z dawnych lat? Dlaczego sprzeczał się z Jakubem Wawrzyniakiem? Skąd wzięła się jego ksywka – „Kotlet”? Zapraszamy na wywiad z człowiekiem, który funkcjonowanie gdańskiego klubu zna – dosłownie – od kuchni.

***

Ponad trzy dekady w Lechii, na rozmaitych stanowiskach. Z którym zawodnikiem najtrudniej było się panu dogadać?

Generalnie – przynajmniej w mojej obecności, piłkarze zawsze odnoszą się z szacunkiem do mojej pracy. Najwięcej scysji miałem z panem Kubą Wawrzyniakiem. Bo to taki legionista, wie pan. Cały czas powtarzał, że w Legii to i w Legii tamto. W końcu mu powiedziałem: „Słuchaj, w Legii cię już nie chcieli i przyszedłeś to nas, ale jak ci się nie podoba, to zawsze możesz tam wrócić”. No i wtedy się zaczęło! Chociaż ostatnio się spotkaliśmy, strzelił ze mną misia. Coś mu się chyba odmieniło, bo jeszcze niedawno nie mógł na mnie patrzeć. A tak poza tym? Wydaje mi się, że zawsze miałem z piłkarzami dobre relacje.

Dobry był też „Wiśnia”, czyli Piotrek Wiśniewski. Do mnie zawsze się bardzo grzecznie zwracał. „Dobrze, panie Marku”. „Oczywiście, panie Marku”. A jak nie wiedział, że słyszę, to: „Kurde, ten Kotlet to tylko łazi i łazi, ciągle coś ode mnie chce!”. Wiadomo – nie zawsze człowiek jest święty, ja też nie zawsze byłem.

Skąd w ogóle ksywa „Kotlet”?

Ach, wiedziałem, że to pytanie padnie! Za trenera Stachury byliśmy na obozie w Ustroniu. To były czasy PRL-owskie. Przed wyjazdem na obóz jechało się do zakładów mięsnych, tam dostawaliśmy dodatkowe porcje jedzenia specjalnie na obóz. No i siedzimy już na tym wyjeździe podczas posiłku, na stole został jeden, ostatni kotlet. Trener mówi do masażysty: „Weź sobie jeszcze tego kotlecika”. Ale ja byłem szybszy i tego kotleta czmychnąłem na swój talerz. Jak Marian Geszke to zobaczył, skomentował tylko: „Szybki jest ten nasz Pan Kotlecik”. No i tak zostało.

Żeby było jasne – nie każdy może się tak do mnie zwracać. Ile razy z trybun słyszę, jak ktoś się drze „Kotlet”? Nie pozwalam sobie na to. Tak mogą się do mnie zwracać tylko przyjaciele i dobrzy znajomi.

OBSTAW DERBY W ETOTO. FAWORYTEM LECHIA GDAŃSK! 

Zrzut ekranu 2019-10-20 o 10.32.26

Przed nami kolejne derby Trójmiasta, Lechia coś nie może złapać regularności w tym sezonie. Jak pan ocenia obecną drużynę, obserwując ją od kulis?

To jest trudne pytanie, bo mogę na nie odpowiedzieć tak, jak wszyscy by chcieli, a mogę też odpowiedzieć szczerze. Powiem w ten sposób – jest dobrze, ale mogłoby być lepiej. Atmosfera… Jest w porządku. Widać, że ci chłopcy są już ze sobą zgrani. Pracują ze sobą od dawna i to mi się podoba. Parę lat temu było tak, że w trakcie okienka transferowego przyjeżdżał do Gdańska pociąg z zawodnikami. Wewnątrz klubu funkcjonowały trzy osobne zespoły – Polacy, piłkarze z Bałkanów i czarnoskórzy. Nie było szans, żeby to połączyć na boisku. Teraz mamy w Lechii najlepszy kolektyw od lat. Są niezłe wyniki, co też ma znaczenie. No i odpowiedni trener.

Mogę się teraz pochwalić. I mam nadzieję, że trener to przeczyta! Kiedy trenera Stokowca zwolnili z Zagłębia, a u nas był ten… Walijczyk.

Owen.

Tak jest. Nie miał pojęcia o swojej pracy. Już wtedy bardzo chciałem, żeby przyszedł do nas trener Stokowiec. No i spełniło się to moje życzenie. Świetny fachowiec, zrobił naprawdę dobrą atmosferę wewnątrz klubu. To jest klucz do sukcesu. Pamiętam, jak kiedyś w Lechii trenera Borkowskiego zastąpił pan Dariusz Kubicki. I zrobił awans do Ekstraklasy. Dlaczego, skąd ta zmiana się wzięła? Najważniejsze było jego podejście do ludzi. On był do każdego przyjaźnie nastawiony. Tego pytał jak dzieci, tamtego jak żona. W klubie pojawiał się pierwszy i robił sprzątaczkom poranną kawę. Nagle cała Lechia odżyła. To był facet, który zrobił wynik nie mając wcale zbyt mocnego zespołu.

Moje zdanie jest takie, że Stokowiec ostatnio jest nawet trochę za spokojny. To jego problem. Ja bym czasem na jego miejscu wziął pałę i kilka razów porozdawał za niektóre mecze. Co to jest, że wygrywamy na Legii, a potem przychodzi mecz  Zagłębiem i drużyna stoi? Po nieudanych meczach brakuje trochę w Lechii tego wstrząsu. Choć emocji nie brakuje. Ostatnio jeden z zawodników nie wykorzystał rzutu karnego. A to nie on był wyznaczony przez trenera do wykonywania jedenastki. Po meczu chłopak zamknął się w toalecie i normalnie płakał. Mówiłem mu, żeby się tak bardzo nie przejmował. W duchu człowiek jest wkurzony, no bo po co pchał się do tego karnego? Ale czasem trzeba poklepać po plecach.

Jakieś bliższe relacje z zawodnikami panu się zdarzało nawiązać?

Dzisiaj to ja już jestem dla tych chłopaków prawie jak dziadek! Ale z tymi zawodnikami ze starej gwardii utrzymuję kontakt. Zresztą, wielu z nich jest dzisiaj w Lechii trenerami.

Poprzedni sezon – bardziej zadowolenie z Pucharu Polski, czy rozczarowanie brakiem mistrzostwa?

Trudne pytanie. Oczywiście jesteśmy wszyscy zadowoleni z Pucharu, ale też nie da się ukryć, że w drugiej części sezonu zespół przeszedł pewne załamanie formy. Myślę, że ta przewaga w lidze za szybko przyszła. Za dużo było spekulacji o mistrzostwie Polski. Nie wszyscy piłkarze w Lechii potrafią sobie radzić z taką presją, nie są przyzwyczajeni do zdobywania trofeów. Aczkolwiek dla mnie i tak największym rozczarowaniem pozostaje ostatnia ligowa kolejka i mecz z Legią, jaki graliśmy za kadencji Piotra Nowaka. Wtedy naprawdę była szansa na tytuł. Trzeba było tylko zagrać odważnie.

Pamiętam, jak rozmawiałem z jednym z członków sztabu szkoleniowego Legii przed meczem. On mi mówi: „Marek, cholera, my już nic nie gramy. Boimy się tego meczu z wami jak jasna cholera”. Zastanawiałem się nawet, czy nie powiedzieć o tym trenerowi. No ale on przecież dobrze wiedział, jak Legia gra, miał to wszystko przeanalizowane. Postanowił jednak ustawić drużynę bojaźliwie i skończyliśmy na czwartym miejscu.

Który trener Lechii zrobił na panu najlepsze wrażenie w ostatnich latach? Pracowali w Gdańsku Probierz, Brzęczek, Stokowiec…

A tu panu zaskoczę, bo w pierwszej kolejności wskażę byłego selekcjonera kadry narodowej – pana Pawła Janasa. Znałem go tylko z opowieści. Nie wiedziałem, czego się po nim spodziewać. Tymczasem człowiek miał wszystko przygotowane, dopięte na ostatni guzik. Jak sobie zaplanował trening, tyle miał trwać. Ani minuty dłużej czy krócej. Potrafił nawet zwrócić uwagę trenerowi od przygotowania fizycznego, kiedy przedłużyła mu się rozgrzewka o cztery minuty.

Janas potrafił oczywiście również pożartować, ale jak był czas pracy, to wszystko było na poważnie. I jak trzeba było, nie bał się powiedzieć co myśli. Dbał o zawodników. I o mnie zresztą też, za co mu jestem wdzięczny.

Jak to się w ogóle stało, że podjął pan pracę w Lechii?

Ojej, to już naprawdę zamierzchłe czasy! Pracowałem wtedy w komunikacji miejskiej, czyli w gdańskim WPK. Jeździłem Autosanem po całym mieście – nie miałem konkretnego rejonu, obskakiwałem cały Gdańsk i Sopot. Spędziłem tam sześć lat i, szczerze mówiąc, miałem dosyć jeżdżenia po tych gdańskich uliczkach. Kolega zaproponował mi wtedy trochę przypadkowo, żebym zatrudnił się jako kierowca w Lechii. Postanowiłem skorzystać, choć to nie było takie proste. Mój dyrektor w WPK nie zgodził się, żebym odszedł. Na szczęście spotkałem wtedy pułkownika Zawadę, który był wcześniej moim przełożonym w wojsku. On był wyższy rangą od dyrektora WPK, przycisnął go, więc nie pozostało mu nic innego jak zgodzić się na moje odejście do Lechii. W ten sposób, w 1986 roku, zostałem kierowcą autobusu w gdańskim klubie.

1986 rok, czyli zahaczył pan jeszcze w Lechii o ekstraklasowe czasy.

To była przyjemna odmiana. Powiem tak – człowiek pracując w komunikacji miejskiej wsiadał za fajerę i dziesięć godzin jeździł po mieście. A w klubie? To była wręcz odskocznia. Przychodziłem na ósmą do pracy i prawie przez cały dzień nie miałem nic do roboty. Początkowo się nawet trochę nudziłem.

Był pan kibicem Lechii?

Powiem szczerze – rzadko chodziłem na mecze. Przede wszystkim w tamtym czasach chodziłem na mecze koszykówki i piłki ręcznej. Poza tym, nie miałem generalnie zbyt wiele czasu na wizyty na stadionach czy w halach, no bo praca w komunikacji miejskiej jest taka, że świątek-piątek musisz być za kierownicą. Ale udało mi się wyrwać na mecz z Juventusem! Co prawda wolnego wtedy nie dostałem, ale mój kolega zgodził się zostać trochę dłużej, a ja przyszedłem na swoją zmianę już po zakończeniu spotkania.

Wracając jednak do sedna – wielkim kibicem Lechii w tamtym okresie nie byłem. Jak przyjeżdżał do Gdańska słynny klub to się szło na Traugutta, nic poza tym. W ogóle nie spodziewałem się, że praca w Lechii okaże się dla mnie tak wspaniałym doświadczeniem. Do dzisiaj pamiętam, że moja pierwsza trasa klubowym autobusem była dość krótka – musiałem jechać do Gdyni, na Oksywie, gdzie mecz grały jakieś rezerwy albo jedna z drużyn młodzieżowych. Nie od razu woziłem seniorską drużynę. Klub miał wtedy do dyspozycji dwa autobusy – jeden dla pierwszego zespołu piłkarzy, no i mój, który przewoził rugbistów i młodzieżowców. Awansowałem, jeśli można to tak określić, gdy kierowca tego pierwszego autobusu wyjechał sobie na miasto pod wpływem alkoholu. Wtedy dyrektor mnie przeniósł do autobusu pierwszej drużyny, którą zawiozłem na obóz do Ustronia.

Udało się panu z Lechią pozwiedzać trochę świata?

Najdalej dotarłem chyba do Saint-Etienne we Francji. Dziewięć razy byłem w Paryżu, wielokrotnie na Węgrzech, w Petersburgu, w Anglii, w Szwecji. Oczywiście w Niemczech i Holandii, w Austrii. Można powiedzieć, że zwiedziłem całą Europę i jeszcze mi za to płacili.

Lechia to przede wszystkim była dla mnie zawsze szansa, żeby poznawać mnóstwo ludzi. Początkowo zakumplowałem się bardziej z rugbistami, bo do piłkarzy przeniesiono mnie, jak już mówiłem, dopiero po roku. Widać to może zresztą po mojej masie, że trochę zacząłem się w to rugby bawić. No a później zacząłem poznawać bliżej tych zawodników Lechii, z którymi jeździłem na mecze po całej Polsce. Mógłbym długo wymieniać nazwiska z tamtym czasów. Ludzi, z którymi nadal mam kontakt. Atmosfera w autokarze nie zawsze była oczywiście wesoła. Zależało to od wyniku. Najwięcej dowcipów przypominam sobie z czasów Hubera Kostki. To był wyjątkowo nerwowy facet, więc zawsze się zastanawialiśmy, kogo danego dnia opieprzy. Zwykle obrywali oczywiście zawodnicy, ale w końcu i mnie się oberwało, jak stanąłem nie w tym miejscu co trzeba. Jak on się wtedy wydarł! Choć dzisiaj się to oczywiście miło wspomina.

O Kostce mogę opowiedzieć jeszcze jedną anegdotę – przyszedł z nim do Gdańska drugi trener, Wojciech Wąsikiewicz. Chociaż mieszkali obaj w jednym bloku, niedaleko Cmentarza Łostowickiego, Kostka nigdy go nie zabierał swoim samochodem na mecz. Sam podjeżdżał pod stadion białą beemką, a Wojtek musiał tłuc się codziennie tramwajem.

Miewał pan konflikty z trenerami?

Jak w każdej pracy – jednego szefa lubisz bardziej, innego mniej. Ja jednak wychodzę z założenia, że trzeba szanować szefa swego, bo można dostać gorszego. Tym bardziej w piłce nożnej, gdzie naprawdę nigdy nie wiadomo, kiedy dany trener wróci do klubu i obejmie go po raz drugi. Najwięcej scysji miałem chyba z Bobem Kaczmarkiem. On to nigdy taki dowcipny, ale jednak zawsze lubi przy okazji komuś szpilę wbić. A ja mu nie pozostawałem dłużny, choć oczywiście do dzisiaj bardzo go szanuję i lubię. Podobnie było z Wojciechem Łazarkiem, to też charakterny facet. Ale bardzo porządny człowiek. Podobnie jak Adam Musiał, który miał w zasadzie tylko jedną wadę. Za bardzo lubił sobie… Wiadomo co.

Krótko mówiąc – żadnego zatargu z trenerem nie miałem. Zresztą, umówmy się, że gdybym był konfliktowym człowiekiem, to już dawno bym w klubie po prostu nie pracował.

Przeżył pan też z Lechia Gdańsk trudniejsze czasy tułaczki po niższych ligach.

To prawda. W pewnym sensie to były jednak czasy mocno rozrywkowe. Kiedy Lechia spadła na najniższy poziom rozgrywek, to ja pracowałem już jako magazynier. Zrobiłem też kurs masażysty, więc w ten sposób również chłopakom pomagałem. Było wtedy wesoło. Pamiętam te wszystkie krzywe boiska i obskurne szatnie w małych klubach. Ciasne klitki, po dwa natryski, kibelek na kowbojskie drzwiczki. Przypominam sobie jak graliśmy mecz w miejscowości Siwiałka. Jak stanąłeś na bramce z jednej strony, to drugą widać było tylko do połowy, tak krzywa była płyta. Oczywiście nie trzeba dodać, że płyta była o wiele za krótka i bez żadnych linii. Za szatnię robił barak z budowy. Chłopcy poprzebierali się w samochodzie.

Mimo wszystko – zawodnicy, którzy uczestniczyli w odbudowywaniu Lechii wspominają ten czas z rozrzewnieniem.

Było wesoło, ale trzeba pamiętać, że bieda w klubie była wtedy okrutna. Naprawdę. Myśmy mało co zarabiali. Gdyby nie prywatni sponsorzy, tacy jak pan Dariusz Krawczyk, no i oczywiście kibice, to chyba by już tego klubu nie było. To kibice kupowali nam stroje, wtedy w klubie nie było naprawdę niczego. Ta bieda pozwoliła się nam wszystkim zjednoczyć. Wewnątrz zespołu atmosfera była bardzo szczera – nie było patrzenia na to, kto ile zarabia, żadnej zawiści. Jeden drugiemu po prostu pomagał, jakoś to szło.

A jak to się stało, że został pan także kucharzem?

To było tak, że ja w klubie spędzałem właściwie większość dnia. Od samego rana do późnego popołudnia. Więc pichciłem tutaj dla siebie jakieś obiady. Któregoś dnia kierownik klubu mówi do mnie: „Marek, może być coś dla nas też przygotował, żeby po meczu była jakaś przekąska?”. No to co, zrobiło się jakąś karkóweczkę. Potem wszystkim zasmakowały moje mielone, bo mam na nie taki swój prywatny przepis. Po treningach na chłopaków czekał żurek, mogli sobie wypić. Jakoś to się zaczęło kręcić. Ja gotować musiałem się nauczyć w domu. Mój tata zmarł kiedy miałem 14 lat, a mam dwie młodsze siostry, którymi się trzeba było opiekować. Więc nauczyłem się gospodarzyć.

screencapture-207-154-235-120-przedmeczowka-440-2019-10-20-10_16_40

Wróćmy do aktualnych tematów. Kto jest dzisiaj liderem w szatni Lechii?

Nie ma takiej jednej postaci. Mogę podać przykłady z przeszłości. Na pewno takim człowiekiem był Łukasz Surma – jak coś się w zespole nie układało, stawał na środku szatni i brał to wszystko na siebie. Podobnie Tomek Dawidowski, Piotrek Wiśniewski. Potrafili walnąć pięścią w stół, byli mocno związani z Lechią. Za ich czasów trener w przerwie potrafił przemawiać przez kilka minut, a resztę pozostawiać zawodnikom. Dzisiaj nikogo takiego nie ma. Peszko? Doświadczony zawodnik, ale on już nie chce się wtrącać. Flavio? On też się już pomału wycofuje. Atmosferę robią na razie dobre wyniki.

Zwycięstwo w Pucharze Polski to chyba jedno z najlepszych wspomnień związanych z Lechią?

Myślę, że takiego sukcesu nie tylko długo w Lechii nie było, ale i możliwe, że długo nie będzie. W tym sezonie będziemy walczyć o czołowe miejsca, ale mam wątpliwości, czy uda się powalczyć o tytuł. Na wiosnę pewnie przebudzi się Legia Warszawa, kilka drużyn w lidze też mnie zadziwia. W czołówce na pewno skończymy, ale które to będzie miejsce? Nie będzie łatwo o pierwszą pozycję.

A jeżeli chodzi o moje najpiękniejsze wspomnienie – to jednak awans do Ekstraklasy za trenera Kubickiego.

Jak duża jest w zespole napinka na Arkę?

Jakoś tego w tym sezonie nie widać. Pamiętam, że kiedyś Deleu przed meczem derbowym do mnie przychodził i uczył się wierszyków na Arkę, takie to były emocje. Teraz już się tego tak nie odczuwa. Wszyscy widzimy przecież, co Arka gra. Wiara w Lechię jest tak duża, że nie ma takiego stresu, nastroje są dobre. Jesteśmy wszyscy spokojni. Jestem przekonany, że wygramy. Postawię nawet na wynik 3:1 u bukmachera.

A jaką pan ma teorię, że Lechia już od tylu lat jest niepokonana w derbach?

Mnie się wydaje, że ten „Najwyższy” w niebie zawsze był raczej za Lechią, a nie za Arką!

rozmawiał Michał Kołkowski

fot. lechia.pl

Opublikowane 20.10.2019 10:27 przez

redakcja

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 0
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
Powiadom o
Weszło
06.06.2020

Kamil Drygas wraca na teren jak po swoje

Pogoń po kilku tygodniach beznadziei doczekała się pozytywnych informacji. Pierwsza, ta najważniejsza – „Portowcy” wygrali po sześciu meczach bez zwycięstwa. Druga – do formy wraca Kamil Drygas. To jego bramka (i ciasteczko od Listkowskiego) była ozdobą meczu, a wręcz… No nie darujemy sobie wbicia szpilki – ta akcja była jedyną rzeczą, na którą w meczu […]
06.06.2020
Niemcy
06.06.2020

Hertha się broniła, ale jednak nie dała rady dowieźć 0:0. Borussia skromnie wygrywa

Ostrzyliśmy sobie zęby na starcie Dortmundu z Herthą, bo i BVB wygląda dobrze w lidze – tylko Bayern po restarcie okazał się mocniejszy – i klub ze stolicy zaskakuje. To już chyba nie jest ta ekipa co wcześniej. Bruno Labbadia zebrał tych piłkarzy do kupy, Hertha punktuje i nie męczy buły, potrafiła przecież ograć Union […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

Czy znajdzie się ktoś, kto wreszcie odstawi go od składu?

Macie czasami tak, że podczas oglądania horrorów nie możecie nadziwić się temu, jak durne decyzje podejmują główni bohaterowie? Właściwie sami proszą się o problemy i wychodzą prosto w ramiona potwora czy seryjnego mordercy. Mamy tak samo, gdy widzimy, że Dariusz Żuraw po raz kolejny wystawia w pierwszym składzie Karlo Muhara. To już nie jest upartość, […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

Radosna twórczość Zagłębia i Lecha w tyłach? Radość dla naszych oczu

Takie popołudnia z Ekstraklasą to czysta przyjemność. Jasne, w dużej mierze mecz Zagłębia Lubin z Lechem Poznań oglądało się tak fajnie dlatego, że obie ekipy miały duże braki w defensywie i nie imponowały dyscypliną taktyczną. „Kolejorz” w pierwszej połowie stworzył ze swojego środka strefę całkowicie zdemilitaryzowaną, robiąc przeciwnikowi mnóstwo miejsca w każdej akcji. Ale z […]
06.06.2020
Włochy
06.06.2020

Dlaczego zawsze on? Brescia rozwiązuje kontrakt z Balotellim

„Dlaczego zawsze ja?” – pytał Mario Balotelli poprzez legendarny już niemalże napis na koszulce. Było to dziewięć lat temu. Włoch, wówczas napastnik Manchesteru City, zdobył otwierającą bramkę w derbach miasta, ostatecznie wygranych przez „Obywateli” 6:1. Można powiedzieć, że to pytanie stało się niejako podsumowaniem kariery Balotellego. Bo jeżeli w świecie futbolu odgrywa się jakiś skandal, […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

Robert Janicki Napoleonem Warty. Poznaniacy uciekają Stali

Odkąd pierwszoligowcy wrócili na boiska, obserwujemy dziwną zasadę. Otóż na zapleczu Ekstraklasy bardzo poważnie podchodzą do dawkowania emocji. Zwykle jeden dobry mecz na dzień to maksimum, na jakie możemy liczyć. Znakomite potwierdzenie tej tezy miało miejsce w sobotę. Pierwszy mecz? Walka cios za cios, wysoka intensywność, kochana przez niektórych „jazda na dupie”. Drugi? Macanka, tempo […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

Trzy punkty? Wisła Płock: a komu to potrzebne?

Nie powiemy, że Wisła Płock straciła zwycięstwo w Białymstoku w najbardziej frajerski sposób w tym sezonie, bo pamiętamy choćby to, co w Gdyni odwalił Raków Częstochowa, ale na miejscu Radosław Sobolewskiego rozwalilibyśmy dziś ze dwie szafki. Albo zamknęlibyśmy drzwi do autokaru przed nosem kilku delikwentów. Już mieliśmy pisać, że w Ekstraklasie wszystko po staremu, czyli […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

Lewandowski pobił kolejny rekord. Tym razem swój osobisty

Fantastyczny dla Roberta Lewandowskiego był sezon 2016/17. Strzelił 43 gole, na rozkładzie miał m.in. Arsenal, Atletico, Real i rzecz jasna BVB. Wydawało się, że do tak wysoko zawieszonej poprzeczki już nie doskoczy. Tymczasem Polak w bieżącym sezonie już przebił tamten wynik. A do rozegrania ma jeszcze cztery kolejki w lidze, być może dwa kolejne w […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

Szymon Sićko – następca Karola Bieleckiego w kadrze na lata?

W dniu, w którym reprezentacyjną karierę zakończył Karol Bielecki, powstało pytanie: kiedy w kadrze pojawi się jego następca? Ktoś, kto będzie dysponował piekielnie mocnym rzutem, a co za tym idzie zdobywał z lewego rozegrania dużo bramek. Przez długie miesiące wydawało się, że o takim gościu w najbliższej przyszłości możemy tylko pomarzyć. I wtedy światu objawił […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

Słonikom przestało sprzyjać szczęście. Podbeskidzie wygrywa czwarty raz z rzędu

Oko za oko, ząb za ząb. Taką zasadę przyjęli dziś piłkarze Podbeskidzia i Bruk-Bet Termaliki, którzy wysmażyli nam western w samo południe. Western, bo strzelania nie brakowało, mimo że ostatecznie w Bielsku padła tylko jedna bramka. Strzelili ją gospodarze, którym chyba tylko katastrofa mogłaby odebrać awans do Ekstraklasy. W czterech wiosennych meczach „Górale” zdobyli 12 […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

LIVE: Miała być walka o mistrzostwo, jest sześć porażek z rzędu

Jeszcze parę kolejek temu Wisła Płock żyła niedalekimi wspomnieniami o fotelu lidera oraz kapitalnej jesieni, która przyniosła nadspodziewanie wysokie loty w lidze. Jagiellonia mniej więcej w tym samym czasie zerkała nerwowo za plecy, bo coraz mocniej zbliżała się do niej cała strefa spadkowa. Dziś obie ekipy zaliczają klasyczną mijankę – Jaga po trzech zwycięstwach z […]
06.06.2020
Niemcy
06.06.2020

Właściwy człowiek na właściwym miejscu. Jak Bruno Labbadia naprawił Herthę

Na przełomie 2019 i 2020 roku berlińska Hertha bez wątpienia aspirowała do miana jednej z najbardziej rozczarowujących drużyn Europy. Szczytem wszystkiego było starcie z FC Koeln. Goście z Kolonii przyjechali na Stadion Olimpijski w Berlinie jak po swoje i zmiażdżyli gospodarzy 5:0. Powiedzieć, że ten rezultat – z przeciętnym w sumie oponentem – dość mocno […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

Łukasz Zwoliński – ile znaczy zmiana otoczenia

Stadion Pogoni Szczecin. Do bramki trafia wychowanek. Piłkarz, który – jak trafnie stwierdził kiedyś „Przegląd Sportowy” – ma wszystko, by stać się wymarzonym idolem trybun. – Gola strzelił Łukasz!!! – krzyczy spiker. (cisza) – Łukasz!!! – ponawia okrzyk, mimo że nie doczekał się odpowiedzi. (cisza) – Łukasz!!! Po trzecim razie już przyszła reakcja trybun. Nie […]
06.06.2020
WeszłoTV
06.06.2020

STAN FUTBOLU. Kusiński, Janiak, Kowalczyk, Rokuszewski, Stanowski

Jest sobota, jest godzina 11:30, a zatem zapraszamy na kolejny odcinek Stanu Futbolu. Tym razem w programie pojawi się jego tytułowy gospodarz, czyli Krzysztof Stanowski. Jego gośćmi będą: Wojciech Kowalczyk, Mateusz Rokuszewski, Michał Kusiński (były skaut Rakowa Częstochowa, dziś manager) i Mateusz Janiak (Przegląd Sportowy). Sporo ekstraklasowych i pierwszoligowych tematów do omówienia, więc będzie ciekawie! […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

Dlaczego Pogoń Szczecin tak mocno spuściła z tonu?

Pogoń Szczecin od kilku lat ugruntowuje swoją pozycję w Ekstraklasie jako klub z górnej połowy tabeli. Nadal jednak nie potrafi wykonać kolejnego kroku do przodu, który oznaczałby awans do europejskich pucharów. Wydawało się, że w tym sezonie musi się wreszcie udać. Drużyna znalazła się jednak w tak głębokim dołku, że na tę chwilę zagrożona staje […]
06.06.2020
Bukmacherka
06.06.2020

Piszczek czy Piątek? Kto będzie lepszy w polskim starciu w Bundeslidze?

Łukasz Piszczek kontra Krzysztof Piątek. To starcie dnia za naszą zachodnią granicą. Doświadczony defensor niedawno z powodzeniem zatrzymał Roberta Lewandowskiego. Czy ta sztuka uda mu się z Piątkiem, który przechodzi strzeleckie odrodzenie? Sprawdźcie nasze typy na mecz Borussii z Herthą Berlin u legalnego bukmachera BETFAN! Borussia Dortmund – Hertha Berlin Ostatnie mecze bezpośrednie: WWRRW Poprzednie […]
06.06.2020
Bukmacherka
06.06.2020

Czy Zagłębie znów ogra Lecha? „Miedziowi” walczą o grupę mistrzowska

W sobotnie popołudnie w Ekstraklasie czeka nas mecz, na myśl o którym Alan Czerwiński ma spory ból głowy. Jego przyszła drużyna – Lech Poznań, przyjeżdża do obecnej – Zagłębia Lubin. Ale nie tylko o Czerwińskim warto dziś wspomnieć. „Miedziowi” muszą dziś wygrać, żeby zachować szanse na awans do grupy mistrzowskiej. Lech, żeby nie stracić dystansu […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

Pogoń w kryzysie. Ile winy ponosi Kosta Runjaić?

Pogoń Szczecin długo szukała swojego wymarzonego trenera, ale jakoś nie potrafiła być stała w uczuciach. Do pojawienia się Kosty Runjaicia tylko Dariusz Wdowczyk umiał przebić barierę 500 dni na stołku, w innych przypadkach zawsze było coś nie tak. W Michniewiczu nie pasował styl, Skorża rozczarował totalnie, Moskal odszedł z powodów osobistych. Niby wszyscy wiedzieli, że […]
06.06.2020