post Avatar

Opublikowane 20.08.2019 20:11 przez

redakcja

Rodzisz się dokładnie w momencie, gdy twój tata gra mecz i dowiaduje się o tym schodząc z boiska. Przychodząc na świat w takich okolicznościach, jesteś skazany na piłkę. Rodzice Adriana Łyszczarza już od jego najmłodszych lat wiedzieli, że ich syn zwariował na punkcie futbolu. I jest w stanie poświęcić dla piłki tyle, że w przyszłości może stać się ona nie tylko życiową pasją, ale i sposobem na życie.

Bierutów. Miejscowość licząca ponad pięć tysięcy mieszkańców, położona 45 kilometrów od Wrocławia. To właśnie tam 5-letni Adrian stawiał swoje pierwsze piłkarskie kroki. To właśnie tam uparł się, że… chce dojeżdżać codziennie na treningi. Do Wrocławia.

ZOBACZ REPORTAŻ WIDEO O DŁUGIEJ DRODZE ADRIANA ŁYSZCZARZA:

Dziś może spojrzeć w lustro i powiedzieć, że droga się opłaciła. Jest w kadrze pierwszego zespołu lidera PKO Bank Polski Ekstraklasy i ma wszelkie predyspozycje ku temu, by postawić kolejny krok i stać się pełnoprawnym członkiem pierwszego składu. Mimo trudnego roku w GKS Katowice, pojechał na mistrzostwa świata U-20 jako kapitan. Dostaje swoje szanse w Śląsku Wrocław, a młodzieżowcem będzie jeszcze w sezonie 20/21, gdy Przemysław Płacheta, mający obecnie wyższe notowania, straci już swój status. Ale piłkarz z rocznika 1999 nie chce czekać całego sezonu i wie, że już teraz musi wykorzystać swoją szansę.

Nie dostałby jej, gdyby nie rodzina. To głównie mamie, tacie i babci zawdzięcza to, że doszedł do poziomu Śląska Wrocław. Cofnijmy się w czasie o jakieś 15 lat. To mniej więcej wtedy 5-letni Łyszczarz nauczył się czytać. Dorwał się do lokalnej gazety, znalazł ogłoszenie o naborze do szkółki piłkarskiej i rozpoczęła się codzienna, trwająca jedenaście lat tułaczka pomiędzy Bierutowem i Wrocławiem. Tułaczka Adriana i jego rodziny.

Marcin Łyszczarz, tata Adriana: – Chciał, żeby mu kupować gazety sportowe. W lokalnym “Słowie Sportowym” wyczytał, że są zapisy do Wiko Wrocław dla małych dzieci w wieku 5-6 lat. Stwierdził, że chce jechać.

Adrian Łyszczarz: – Pamiętam nawet, w którym to pokoju było. Od zawsze byłem ukierunkowany, by grać w piłkę. Przeczytałem gazetę i wiedziałem, że nie ma wyjścia, muszę pojechać. Na pierwszym treningu spotkałem Pawła Olszewskiego, który dziś jest w Stali Mielec. Każdy był od nas o dwa lata starszy.

Marcin Łyszczarz: – Na pierwszym treningu była grupka 40 dzieci i jedna piłka. Jak to wszystko ruszyło, bałem się tylko, żeby się tylko nie pozabijali! Tak się wszystko zaczęło. Z żoną na zmianę woziliśmy go do Wrocławia. Poniedziałek, wtorek, środa, czwartek, jeden dzień wolnego, w weekend mecz. Potem nazwa zmieniła się na FC Wrocław Academy, skąd Adrian wypłynął na szerszą wodę.

Adrian musiał być skazany na piłkę, skoro o jego przyjściu na świat dowiedział się pan na boisku.

Marcin Łyszczarz: Grałem w Bodzio Goszcz mecz pucharowy. Adrian był jeszcze w brzuchu, żona na porodówce. Dostałem ze stresu dwie żółte kartki do przerwy. Schodząc z boiska otrzymałem telefon, że mam syna. Zaraz wszyscy podbiegli, kołyska. Później grając w Górniku Twardogóra zabierałem go na treningi. Adrianem zajmował się kierownik drużyny, kopali piłkę. Na każdym meczu był ze mną, obserwował, podziwiał zagrania taty.

Alicja Łyszczarz, babcia Adriana: – Tato lewonożny.

Marcin Łyszczarz: – Sprawna lewa noga, ułożona. Woziliśmy Adriana do siedemnastego roku życia, gdy trener Rumak stwierdził, że chce mu się przyjrzeć w pierwszej drużynie. O 8 na Oporowską, czekałem na niego do 15 i koło 17 byliśmy w domu. Tak było przez pół roku. Żona w tym czasie pilnowała interesów rodzinnych. Troszeczkę czasu trzeba było poświęcić.

Alicja Łyszczarz: – Ja ich wspomagałam, jak tylko chcieli. Jeździł jeszcze sam do gimnazjum. Wstawał rano o piątej, pociąg miał o szóstej rano. Sam się przeniósł do Wrocławia, sam sobie zadzwonił, sam sobie załatwił. Z synową pojechałyśmy kiedyś do Miedzi Legnica, gdzie mógł uczęszczać do gimnazjum w Legnicy i rozwijać  się piłkarsko.

Marcin Łyszczarz: – Wcześniej w wieku 10 lat dostał zaproszenie do szkółki do Zagłębia Lubin, ale się nie zdecydowaliśmy, bo był za mały. Lubin leży 130 kilometrów od nas, stwierdziliśmy, że to nie ten czas. Później pojawił się temat Legnicy, ale czego szukać w Legnicy, skoro mamy dobry klub we Wrocławiu? Później zaczęły się powołania do reprezentacji Polski, też jeździliśmy na zgrupowania, mecze. Z Adrianem jesteśmy na każdym meczu – czy to mecz sparingowy, czy ligowy. Od szóstego roku życia dopingujemy i wspieramy.

Panu nawet zdarza się jeździć na wyjazdy autokarem wraz z kibicami.

Marcin Łyszczarz: – Jeżdżę często na wyjazdy z kibicami, bo nie zawsze jest z kim jechać z rodziny, nie zawsze każdemu pasuje. Na pierwszy mecz Adriana w Ekstraklasie pojechałem w ten sposób. Białystok daleko, ale pierwszy raz w kadrze meczowej, powiedziałem: trzeba jechać. Mały włos by dostał szansę, ale trzeba było poczekać cierpliwie.

Jak ty, Adrian, wspominasz te codzienne dojazdy?

Adrian Łyszczarz: – Codziennie pobudka o 5:00 rano. Nieraz budziłem się już bez budzika. Raz wstałem o 2:00, myślałem, że już trzeba iść do szkoły. Zacząłem się ubierać, o 2:30 wyszedłem z domu. Mama przybiegła:

– Co ty robisz?

– No jak, idę do szkoły!

– A spojrzałeś na zegarek?

Już byłem na tym punkcie tak ześwirowany, że chciałem jechać o 2:30, żeby się nie spóźnić. Codziennie o 6:00 pociąg. Chodziłem przez tory, niebezpiecznie, bo ciemno, ale zawsze miałem przy sobie gaz pieprzowy. Jeździli ze mną koledzy, jeden grał w piłkę, drugi w ręczną. Monotonia. Wchodziło się zawsze do tego samego przedziału, zawsze to samo miejsce było wolne, codziennie te same twarze w pociągu. We Wrocławiu byłem już o 7:00, później w autobus, następnie w tramwaj. Starałem się uczyć, ale wiadomo jak jest w klasach sportowych. Trzydziestu chłopaków, nieraz jest ciężko. Po szkole czas na trening, wszyscy jechaliśmy, kończyło się o 18 i z powrotem na stację. O 21:00 byłem w domu taki zmęczony, że kładłem się spać. Jak odrabiałem lekcje, to w pociągu. W pewnym okresie byłem w internacie. Poznałem tam wielu ludzi, przyjaciół, z którymi mam kontakt do tej pory. Usamodzielniłem się trochę, wiemy, jak jest w internatach. Trzeba walczyć o przeżycie, jedzenie nie najlepszej jakości. Sami sobie gotowaliśmy w kuchni po kryjomu klasyczną potrawę makaron z kurczakiem bez sosu, by nie jeść jedzenia z internatu. Rajcowało mnie to, bo miałem z tyłu głowy, że może mi to pomóc i gdzieś mogę w piłkę grać.

Aż w końcu odzywa się Śląsk Wrocław i zaprasza do siebie.

Adrian Łyszczarz: – Dostawałem sygnały ze Śląska już wcześniej. Grając w FC Wrocław w CLJ dostałem pismo, że chcą mnie zaprosić na testy. Zagraliśmy sparing z ŁKS i trenerzy powiedzieli, że chcą bym został, ale nie wiadomo jak będzie z graniem. Po przemyśleniu uznałem, że chciałbym jeszcze zostać w FC Wrocław, bo super mi się współpracowało z trenerem Horwatem. Byliśmy beniaminkiem w CLJ, chciałem dograć sezon do końca, zajęliśmy czwarte miejsce. Wygraliśmy w lidze ze Śląskiem 2:0, strzeliłem dwie bramki. Wtedy już nie było wyboru: powiedzieli, że nie widzą innej możliwości niż bym przyszedł do Śląska. Wtedy już się zastanawiałem, bo wiedziałem, że i tak będę chciał tam trafić.

Kto był większą inspiracją? Pan jako piłkarz czy pani jako prezes klubu?

Alicja Łyszczarz: – Myślę, że syn. Też mógł zrobić karierę piłkarską, miał powołania do kadry za mojego prezesowania. Nie to, że miałam układy czy coś, po prostu dobry był. Jak poszedł do Bodzio Goszcz, zaczynali do B-klasy. Szybko zrobili awans do okręgówki i strzelał im bramki, cała społeczność Goszcza była bardzo zadowolona. Wynagradzany był dobrze. Adrian ma coś po ojcu. Ojciec żyje jego karierą. Nie powiem, że mama nie, bo też, ale Marcin, muszę powiedzieć, bardzo go wspiera. Wszystko się obraca wokół Adriana.

Jak została pani prezesem Widawy Bierutów?

Alicja Łyszczarz: – Pracowałam wtedy w urzędzie. Interesowałam się piłką, jeździłam na mecze, w Widawie grał mój brat. W pewnym momencie działacze stwierdzili: nadawałabyś się, interesujesz się, wiesz, o co chodzi, potrafisz rozmawiać na pewne tematy. Łatwiej się pracuje będąc prezesem, jak się ma układy takiego typu, że burmistrz czy naczelnik pozwalali, by w czasie godzin pracy załatwiać pewne rzeczy. Prezesowałam sześć lat i starałam się jeździć na wszystkie mecze – trampkarzy, juniorów młodszych, starszych, seniorów. Musiałam to tak poukładać, by pieniędzy starczyło na wszystkich. Przede wszystkim stawialiśmy na młodych. Syn od początku grał w Widawie, brat był trenerem.

Później poukładałam sobie wszystko organizacyjnie: ten odpowiedzialny za bilety, ten za wyjazdy, ten za kartki. Wszystko było profesjonalnie, zawsze brakowało tylko pieniędzy. Starałam się negocjować po firmach rabaty. Pogoń Oleśnica chciała z nami współpracować, by zawodnicy się ogrywali, a później szli do nich. Mówię: “zaraz, zaraz, za ogranie trzeba zapłacić”. Z jednego transferu zostały nam pieniądze i zorganizowałam nawet obóz w Wołowie. Dużo zawodników mieliśmy, którzy mogli zrobić karierę, ale każdy szedł za pracą, grali dla przyjemności. Zawsze pomagało się zawodnikom, dokładało na buty. Syn był lewonożny, miał zjechaną lewą nogę, to wymieniał się butami z prawonożnym, bo nie było pieniędzy. Syn sobie zawsze sam kupował buty i zawsze miał pretensje, że mama nie dokłada. Ale mówię: “jak ty masz takie wymagania i chcesz grać w lepszych, to trudno, płać”.

Organizowałam też bale sportowca. Szumnie się nazywało, ale wynajmowaliśmy stołówkę przy szkole i tam wszyscy piłkarze spotykali się z żonami i rodzinami. Tak było co roku. Miałam kucharki, które gotowały po kosztach, za zarobione pieniądze opłacałyśmy a to trenera, a to sprzęt. Później się to urwało, nie miał kto się tym zająć. Bardzo mile wspominam ten czas. Po sześciu latach zmieniłam pracę, poszłam do szkoły i ciężko było to wszystko pogodzić. Poza tym chciałam pomóc też trochę w karierze Adriana. Nie ukrywam, że finansowo nie daliby sobie rady od początku do końca. Samo zatankowanie samochodu na sto kilometrów dziennie to koszta. Pewnie, że nie jeździłam codziennie, ale czasem trzeba było wesprzeć ich jak nie mogli. Jestem bardzo zadowolona z postępów Adriana. Zawsze powtarzam rodzicom, że powinni być dumni. Adrian ma 20 lat i myślę, że się już nie zmieni. Grzeczny, poukładany chłopak. Żeby mu się jeszcze powiodło i nie łapał kontuzji. Dzisiaj najważniejsze to siła, wytrzymałość, odporność na stres, zdobycie zaufania u trenera.

Jakie emocje towarzyszą państwu na meczach?

Alicja Łyszczarz: – U mnie stres, ciśnienie. Pamiętam jak wprowadził go trener Urban. Nie byłam na tym meczu, oglądałam w telewizji. Adrian stracił piłkę i wszedł w niego Nalepa z Arki. Dobrze, że oglądałam mecz sama, strasznie się zdenerwowałam. On chciał dobrze, ale do dziś mam przed oczami, jak wpadł na tę siatkę. Najbardziej się stresuję, jak jadę na mecz i jak się rozgrzewa. W tę, z powrotem, w tę z powrotem. Ten wchodzi, ten, ten, trzy zmiany, do widzenia. Dziecko nie weszło, ale tłumaczę sobie: dobrą zmianę trener zrobił, bo coś dała. Cały czas w stresie. Patrzysz tylko na Adriana, numer i nic więcej.

Marcin Łyszczarz: – U mnie cały czas jest adrenalina. Od wyjazdu na mecz, czyli informacji, że jest w dwudziestce meczowej. Potem dalej: ciekawe czy wyjdzie? Najwięcej czasu patrzę na ławkę: wstaje się grzać czy nie. Tak to wygląda z perspektywy rodzica. Chciałbym, by w przyszłości nie musiał siedzieć i czekać na zmianę, grał od początku.

Alicja Łyszczarz: – Musi walczyć, jak wszędzie. Jak dostał powołanie na mistrzostwa U-20, nasza społeczność bierutowska może nie to, że oszalała, ale kto nas znał to zaczepiał. Idąc do lekarza słyszałam: “a to pani wnuczek gra w reprezentacji!”. Ostatnio nawet pani doktor poprosiła o autograf Adriana dla wnuczka. Każdy gratulował. Nikt tak daleko, mówili, z zawodników z Bierutowa nie zaszedł. Wszyscy czekali na pierwszy mecz z Kolumbią. Nawet chciałam, by Adrian podziękował na łamach naszej społeczności.

Adrian Łyszczarz: – Super uczucie, bo w Bierutowie każdy trzyma za mnie kciuki. Wczoraj pojechałem do cioci na kawę i przyszła pani z domu obok, która chciała sobie zdjęcie zrobić. Mega fajne, bo wie się, że ma się wsparcie też u osób, z którymi nie ma się kontaktu.

Byłeś kapitanem reprezentacji U-20 na mistrzostwach świata, jaka jest twoja diagnoza, dlaczego wyszło jak wyszło?

Adrian Łyszczarz: – Nie byliśmy zgrani jako drużyna. Nie zagraliśmy wiele spotkań w porównaniu do innych w 2019 roku. Nie odczuwałem stresu związanego z mistrzostwami, ale było to widoczne w drużynie. Nie to, że nas to przerosło, ale nie byliśmy przygotowani na tak dużą imprezę.

Bardziej w głowach?

Adrian Łyszczarz: – Myślę, że bardziej w głowach przegraliśmy ten mundial niż na boisku.

Pozostała ci po nim współpraca z Jackiem Magierą.

Adrian Łyszczarz – Zbudował we mnie pewność siebie. Wpajał we mnie, że jestem dobry, że mam wierzyć. Po meczu w rezerwach, gdy strzeliłem cztery bramki w czwartej lidze, zadzwonił do mnie i spytał:

– Co, strzeliłeś cztery bramki?

– Tak, udało mi się.

Nakrzyczał na mnie, że mam odpowiedzieć “tak, strzeliłem”, a nie, że mi się udało. Mam nadzieję w głębi duszy, że kiedyś będę mógł jeszcze z trenerem Magierą współpracować. Nie spotkałem się nigdy z lepszym trenerem.

Rok w Katowicach, gdy nie grałeś zbyt wiele, oceniacie państwo jako rok stracony?

Marcin Łyszczarz: – Katowice nie pomogły. Do grudnia było dobrze, w styczniu wszystko wywróciło się do góry nogami. Chcieliśmy, by poszedł grać i rozwijać się w lidze, w której liczy się przede wszystkim siła. Miał rywalizować z dwoma młodzieżowcami, potem pojawiło się na jego pozycji trzech czy czterech, zaczęły się problemy. Po przerwie zimowej coś nie pasowało, a to to, a to tamto. Zadzwoniłem do asystenta trenera i usłyszałem dziwne rzeczy, że Adrian nie ma postury piłkarza, że nie chodzi na siłownię, ostatni przychodzi do szatni, pierwszy wychodzi. Mówię: jeśli Adrian wam nie pasuje, nie ma postury, coś z nim jest nie tak, trzeba się rozstać. Asystent powiedział: “nie, chcemy by Adrian został”. To skąd takie stwierdzenia? Coś mi tutaj nie grało. Jasno powiedziałem, że są mistrzostwa świata, Adrian może dostać powołanie, musi się ogrywać. Wiadomo, jak Katowice skończyły, mieli ciężko. 

Adrian Łyszczarz: – Po tym co wydarzyło się po przyjeździe z urlopu, byłem podłamany. Nie wiem jak do tego doszło, ale myślę, że jest osoba, która chce mi zrobić pod górkę. Chciała zrobić, bym nie pojechał na mistrzostwa. Mówili, że nie mam postury piłkarza, szukanie igły w stogu siana. Robiłem swoje, żeby pojechać na mistrzostwa. Byłem w kontakcie z trenerem od przygotowania motorycznego z kadry, by mi wysyłał treningi wyrównawcze. Miałem przeczucie, że nie dostanę powołania. Wszyscy grali, tylko nie ja. Ciągnęło mnie to w dół, ale chciałem i tak zrobić wszystko, by na mistrzostwa pojechać. To spełnienie marzeń z dzieciństwa. Ale życzę im jak najlepiej, nie jestem osobą zawistną. Będę robił swoje.

Jak państwo oceniacie potencjał Adriana? Gdzie może zajść?

Marcin Łyszczarz: – Na tę chwilę chciałbym, żeby złapał pierwsze miejsce w Ekstraklasie, ograł się rok, dwa, trzy i spróbował sił za granicą, może gdzieś we Włoszech, może w Hiszpanii, Niemcy blisko. Takie jest moje marzenie. A czy tak daleko zajdzie? Czas nam pokaże. Wszystko zależy od niego.

Alicja Łyszczarz: – Teraz sam jest na swoim garnuszku, sam się żywi, sam dba o siebie, decyduje. Jeżeli wypracuje sobie swój model i wszystko dobrze poukłada, ja bym była przeszczęśliwą babcią. Śląskowi dobrze idzie, trzeba walczyć o skład i będzie dobrze.

Marcin Łyszczarz: – Czekamy i wspieramy go dalej.

A ty Adrian? Jaki cel na ten sezon, jaki na karierę?

Adrian Łyszczarz: – W tym sezonie chciałbym jak najwięcej grać w Ekstraklasie. Śląsk Wrocław jest dla mnie bardzo ważny, chciałbym tu się dalej rozwijać. Po cichu myślę też o reprezentacji U-21, to cel w głowie na ten sezon. Moim marzeniem jest to, by rodzina była ze mnie szczęśliwa. Jak oni będą szczęśliwi, to i ja. Piłkarsko marzy mi się wyjazd do Włoch i gra na najwyższym poziomie i reprezentacja Polski.

Odwiedzaliby we Włoszech?

Myślę, że są nawet tam w stanie przeprowadzić! Tata potrafił jechać samochodem na mecz U-20 do Szwajcarii wraz z ojcem Serafina Szoty. We Włoszech też był, tydzień siedział w tym samym hotelu, co my. Cieszę się z tego, większość zawodników nie ma takiego wsparcia ze strony rodziny. Zawsze powtarzam, że wszystko zawdzięczam rodzinie, gdyby nie oni, w piłkę bym nie grał. Poświęcili się, a teraz chcę, by byli ze mnie dumni. Super uczucie w środku, gdy wiesz, że masz wsparcie, bo to buduje. Nie ma nic lepszego jak się patrzy po meczu na rodziców, gdy są uśmiechnięci, że mają takiego syna.

TEKST I WIDEO: JAKUB BIAŁEK i ADAM ZOSZAK

Fot. newspix.pl / 400mm.pl / własne

Opublikowane 20.08.2019 20:11 przez

redakcja

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 0
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
Powiadom o
Weszło
06.06.2020

Kamil Drygas wraca na teren jak po swoje

Pogoń po kilku tygodniach beznadziei doczekała się pozytywnych informacji. Pierwsza, ta najważniejsza – „Portowcy” wygrali po sześciu meczach bez zwycięstwa. Druga – do formy wraca Kamil Drygas. To jego bramka (i ciasteczko od Listkowskiego) była ozdobą meczu, a wręcz… No nie darujemy sobie wbicia szpilki – ta akcja była jedyną rzeczą, na którą w meczu […]
06.06.2020
Niemcy
06.06.2020

Hertha się broniła, ale jednak nie dała rady dowieźć 0:0. Borussia skromnie wygrywa

Ostrzyliśmy sobie zęby na starcie Dortmundu z Herthą, bo i BVB wygląda dobrze w lidze – tylko Bayern po restarcie okazał się mocniejszy – i klub ze stolicy zaskakuje. To już chyba nie jest ta ekipa co wcześniej. Bruno Labbadia zebrał tych piłkarzy do kupy, Hertha punktuje i nie męczy buły, potrafiła przecież ograć Union […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

Czy znajdzie się ktoś, kto wreszcie odstawi go od składu?

Macie czasami tak, że podczas oglądania horrorów nie możecie nadziwić się temu, jak durne decyzje podejmują główni bohaterowie? Właściwie sami proszą się o problemy i wychodzą prosto w ramiona potwora czy seryjnego mordercy. Mamy tak samo, gdy widzimy, że Dariusz Żuraw po raz kolejny wystawia w pierwszym składzie Karlo Muhara. To już nie jest upartość, […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

Radosna twórczość Zagłębia i Lecha w tyłach? Radość dla naszych oczu

Takie popołudnia z Ekstraklasą to czysta przyjemność. Jasne, w dużej mierze mecz Zagłębia Lubin z Lechem Poznań oglądało się tak fajnie dlatego, że obie ekipy miały duże braki w defensywie i nie imponowały dyscypliną taktyczną. „Kolejorz” w pierwszej połowie stworzył ze swojego środka strefę całkowicie zdemilitaryzowaną, robiąc przeciwnikowi mnóstwo miejsca w każdej akcji. Ale z […]
06.06.2020
Włochy
06.06.2020

Dlaczego zawsze on? Brescia rozwiązuje kontrakt z Balotellim

„Dlaczego zawsze ja?” – pytał Mario Balotelli poprzez legendarny już niemalże napis na koszulce. Było to dziewięć lat temu. Włoch, wówczas napastnik Manchesteru City, zdobył otwierającą bramkę w derbach miasta, ostatecznie wygranych przez „Obywateli” 6:1. Można powiedzieć, że to pytanie stało się niejako podsumowaniem kariery Balotellego. Bo jeżeli w świecie futbolu odgrywa się jakiś skandal, […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

Robert Janicki Napoleonem Warty. Poznaniacy uciekają Stali

Odkąd pierwszoligowcy wrócili na boiska, obserwujemy dziwną zasadę. Otóż na zapleczu Ekstraklasy bardzo poważnie podchodzą do dawkowania emocji. Zwykle jeden dobry mecz na dzień to maksimum, na jakie możemy liczyć. Znakomite potwierdzenie tej tezy miało miejsce w sobotę. Pierwszy mecz? Walka cios za cios, wysoka intensywność, kochana przez niektórych „jazda na dupie”. Drugi? Macanka, tempo […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

Trzy punkty? Wisła Płock: a komu to potrzebne?

Nie powiemy, że Wisła Płock straciła zwycięstwo w Białymstoku w najbardziej frajerski sposób w tym sezonie, bo pamiętamy choćby to, co w Gdyni odwalił Raków Częstochowa, ale na miejscu Radosław Sobolewskiego rozwalilibyśmy dziś ze dwie szafki. Albo zamknęlibyśmy drzwi do autokaru przed nosem kilku delikwentów. Już mieliśmy pisać, że w Ekstraklasie wszystko po staremu, czyli […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

Lewandowski pobił kolejny rekord. Tym razem swój osobisty

Fantastyczny dla Roberta Lewandowskiego był sezon 2016/17. Strzelił 43 gole, na rozkładzie miał m.in. Arsenal, Atletico, Real i rzecz jasna BVB. Wydawało się, że do tak wysoko zawieszonej poprzeczki już nie doskoczy. Tymczasem Polak w bieżącym sezonie już przebił tamten wynik. A do rozegrania ma jeszcze cztery kolejki w lidze, być może dwa kolejne w […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

Szymon Sićko – następca Karola Bieleckiego w kadrze na lata?

W dniu, w którym reprezentacyjną karierę zakończył Karol Bielecki, powstało pytanie: kiedy w kadrze pojawi się jego następca? Ktoś, kto będzie dysponował piekielnie mocnym rzutem, a co za tym idzie zdobywał z lewego rozegrania dużo bramek. Przez długie miesiące wydawało się, że o takim gościu w najbliższej przyszłości możemy tylko pomarzyć. I wtedy światu objawił […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

Słonikom przestało sprzyjać szczęście. Podbeskidzie wygrywa czwarty raz z rzędu

Oko za oko, ząb za ząb. Taką zasadę przyjęli dziś piłkarze Podbeskidzia i Bruk-Bet Termaliki, którzy wysmażyli nam western w samo południe. Western, bo strzelania nie brakowało, mimo że ostatecznie w Bielsku padła tylko jedna bramka. Strzelili ją gospodarze, którym chyba tylko katastrofa mogłaby odebrać awans do Ekstraklasy. W czterech wiosennych meczach „Górale” zdobyli 12 […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

LIVE: Miała być walka o mistrzostwo, jest sześć porażek z rzędu

Jeszcze parę kolejek temu Wisła Płock żyła niedalekimi wspomnieniami o fotelu lidera oraz kapitalnej jesieni, która przyniosła nadspodziewanie wysokie loty w lidze. Jagiellonia mniej więcej w tym samym czasie zerkała nerwowo za plecy, bo coraz mocniej zbliżała się do niej cała strefa spadkowa. Dziś obie ekipy zaliczają klasyczną mijankę – Jaga po trzech zwycięstwach z […]
06.06.2020
Niemcy
06.06.2020

Właściwy człowiek na właściwym miejscu. Jak Bruno Labbadia naprawił Herthę

Na przełomie 2019 i 2020 roku berlińska Hertha bez wątpienia aspirowała do miana jednej z najbardziej rozczarowujących drużyn Europy. Szczytem wszystkiego było starcie z FC Koeln. Goście z Kolonii przyjechali na Stadion Olimpijski w Berlinie jak po swoje i zmiażdżyli gospodarzy 5:0. Powiedzieć, że ten rezultat – z przeciętnym w sumie oponentem – dość mocno […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

Łukasz Zwoliński – ile znaczy zmiana otoczenia

Stadion Pogoni Szczecin. Do bramki trafia wychowanek. Piłkarz, który – jak trafnie stwierdził kiedyś „Przegląd Sportowy” – ma wszystko, by stać się wymarzonym idolem trybun. – Gola strzelił Łukasz!!! – krzyczy spiker. (cisza) – Łukasz!!! – ponawia okrzyk, mimo że nie doczekał się odpowiedzi. (cisza) – Łukasz!!! Po trzecim razie już przyszła reakcja trybun. Nie […]
06.06.2020
WeszłoTV
06.06.2020

STAN FUTBOLU. Kusiński, Janiak, Kowalczyk, Rokuszewski, Stanowski

Jest sobota, jest godzina 11:30, a zatem zapraszamy na kolejny odcinek Stanu Futbolu. Tym razem w programie pojawi się jego tytułowy gospodarz, czyli Krzysztof Stanowski. Jego gośćmi będą: Wojciech Kowalczyk, Mateusz Rokuszewski, Michał Kusiński (były skaut Rakowa Częstochowa, dziś manager) i Mateusz Janiak (Przegląd Sportowy). Sporo ekstraklasowych i pierwszoligowych tematów do omówienia, więc będzie ciekawie! […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

Dlaczego Pogoń Szczecin tak mocno spuściła z tonu?

Pogoń Szczecin od kilku lat ugruntowuje swoją pozycję w Ekstraklasie jako klub z górnej połowy tabeli. Nadal jednak nie potrafi wykonać kolejnego kroku do przodu, który oznaczałby awans do europejskich pucharów. Wydawało się, że w tym sezonie musi się wreszcie udać. Drużyna znalazła się jednak w tak głębokim dołku, że na tę chwilę zagrożona staje […]
06.06.2020
Bukmacherka
06.06.2020

Piszczek czy Piątek? Kto będzie lepszy w polskim starciu w Bundeslidze?

Łukasz Piszczek kontra Krzysztof Piątek. To starcie dnia za naszą zachodnią granicą. Doświadczony defensor niedawno z powodzeniem zatrzymał Roberta Lewandowskiego. Czy ta sztuka uda mu się z Piątkiem, który przechodzi strzeleckie odrodzenie? Sprawdźcie nasze typy na mecz Borussii z Herthą Berlin u legalnego bukmachera BETFAN! Borussia Dortmund – Hertha Berlin Ostatnie mecze bezpośrednie: WWRRW Poprzednie […]
06.06.2020
Bukmacherka
06.06.2020

Czy Zagłębie znów ogra Lecha? „Miedziowi” walczą o grupę mistrzowska

W sobotnie popołudnie w Ekstraklasie czeka nas mecz, na myśl o którym Alan Czerwiński ma spory ból głowy. Jego przyszła drużyna – Lech Poznań, przyjeżdża do obecnej – Zagłębia Lubin. Ale nie tylko o Czerwińskim warto dziś wspomnieć. „Miedziowi” muszą dziś wygrać, żeby zachować szanse na awans do grupy mistrzowskiej. Lech, żeby nie stracić dystansu […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

Pogoń w kryzysie. Ile winy ponosi Kosta Runjaić?

Pogoń Szczecin długo szukała swojego wymarzonego trenera, ale jakoś nie potrafiła być stała w uczuciach. Do pojawienia się Kosty Runjaicia tylko Dariusz Wdowczyk umiał przebić barierę 500 dni na stołku, w innych przypadkach zawsze było coś nie tak. W Michniewiczu nie pasował styl, Skorża rozczarował totalnie, Moskal odszedł z powodów osobistych. Niby wszyscy wiedzieli, że […]
06.06.2020