Smolarek w Widzewie, czyli ktoś pomylił fantazję z fantastyką

redakcja

Autor:redakcja

02 sierpnia 2019, 13:05 • 2 min czytania

Reklama
Smolarek w Widzewie, czyli ktoś pomylił fantazję z fantastyką

Choć Ebi Smolarek ostatni mecz rozegrał w maju 2013 roku w barwach Jagiellonii, występując w ataku z Tomaszem Frankowskim, zbierając piłkarskie szlify pod trenerem Tomaszem Hajtą, tak nie przeszkodziło to „Dziennikowi Łódzkiemu” łączyć Ebiego z transferem do Widzewa. Nie, nie do klubowych gabinetów, nie na stanowisko ambasadora, trenera młodzieży. Na boisko. Pierwszej drużyny. Parafrazując pomylenie odwagi z odważnikiem, ktoś pomylił fantazję z fantastyką.

Co prawda na początku jest o maratonie i szkoleniu, ale potem redaktor Dariusz Kuczmera łapie rozmach:

Widzew od dawna poszukuje reżysera gry do drugiej linii. Euzebiusz Smolarek, choć szybkość już nie ta, ma zmysł do gry kombinacyjnej, potrafi niekonwencjonalnym zagraniem otworzyć drogę do bramki przeciwnika. O to chodzi, żeby znalazł wspólny język z niewiele młodszym Marcinem Robakiem.

Euzebiusz Smolarek mógłby pełnić w Widzewie taką samą funkcję, jak przed laty w Wielkim Widzewie Zito Rozborski. Ten piłkarz nie lubił biegać, nie uczestniczył w grze defensywnej drużyny, a robili to za niego inni, łącznie ze Zbigniewem Bońkiem.

Reklama

Od czego tu zacząć? Czy od tego, że „szybkość już nie ta” to leciutkie niedopowiedzenie w stosunku do świetnego, ale od ponad pół dekady emerytowanego zawodnika, który zresztą odnalazł się w życiu po zawieszeniu butów na kołku, aktualnie prezesując Związkowi Polskich Piłkarzy?

Czy mamy wikłać się w takie szczegóły, jak ten, że w sumie to Smolarek nigdy nie grał jako reżyser, tylko jako skrzydłowy lub napastnik?

Zwracać uwagę, że dekada lat siedemdziesiątych, jakkolwiek na pewno cudowna, tak jednak jakiś czas temu się skończyła, a od jej czasów pewne kwestie się zmieniły, w tym również futbol i zestawianie z rolą Zito Rozborskiego ma tyle sensu, co sugerowanie Brzęczkowi taktyki 2-3-5, bo taka przynosiła sukcesy Cracovii czasów Józefa Kałuży?

Czy warto pochylać się nad tytułem: „EBI KANDYDATEM DO GRY W WIDZEWIE. PIŁKARZ JEST ZA”, gdzie potem w artykule nigdzie nie ma żadnego potwierdzenia, że Ebi jest za?

Reklama

A może zgodzić się, że owszem, pewnie ktoś pokroju Ebiego jakby sobie zamarzył, to mógłby wrócić na boisko gdzieś w niższej lidze, pokopać weekendowo dla frajdy, niemniej trzeba przypomnieć, że Widzew, po pierwsze, gra w II lidze, po drugie, właśnie ściągnął Robaka, Rudola czy Kosakiewicza, piłkarzy z ekstraklasowej orbity?

Panie Dariuszu, w mieście Andrzeja Sapkowskiego zamiłowanie do fikcji jest więcej niż zrozumiałe, ale wyobraźni ewidentnie starczy panu, by nie mieszać w swoje fabuły Bogu ducha winnego Ebiego.

Fot. FotoPyK

Najnowsze

Ekstraklasa

Jagiellonia większość meczu grała bez napastnika. Bazdar jest fatalny

Mikołaj Duda
16
Jagiellonia większość meczu grała bez napastnika. Bazdar jest fatalny

Weszło