Sygnały z Włoch, stracony rok w Słowenii. Kim jest nowy stoper Lecha?

redakcja

Autor:redakcja

23 czerwca 2019, 20:48 • 5 min czytania

Sygnały z Włoch, stracony rok w Słowenii. Kim jest nowy stoper Lecha?

Lech Poznań tego lata sprowadził już nowego bramkarza (Mickey van der Hart) i środkowego pomocnika (Karlo Muhar), ale ciągle nietknięta powiewem świeżości była linia defensywna (nie licząc powrotów z wypożyczeń). W szczególności jej środek, który wymaga pilnych uzupełnień po odejściu Nikoli Vujadinovicia, Rafała Janickiego i Dimitrisa Goutasa, bo z dotychczasowych stoperów pozostał tylko Thomas Rogne. Zmiany więc muszą być olbrzymie, a ich początkiem na tej pozycji będzie Djordje Crnomarković. 

Reklama

Ma 25 lat, mierzy 188 cm wzrostu. Jest stoperem lewonożnym, a o takich zawsze trudniej. W razie potrzeby można go też ustawić po lewej stronie obrony. Jego dotychczasowa kariera na kolana nie rzuca, ale za nim naprawdę udany sezon w FK Radnicki Nisz. Klub ten poszedł za ciosem i po zajęciu trzeciego miejsca rok wcześniej, teraz został wicemistrzem Serbii, co jest najlepszym wynikiem w jego historii. Jedynie Crvena Zvezda okazała się mocniejsza, za to dość wyraźnie udało się wyprzedzić Partizana Belgrad. Crnomarković stworzył z Radovanem Pankovem jeden z najlepszych duetów środkowych obrońców w lidze serbskiej.

Pankov już został przechwycony przez mistrzowską Crvenę za 300 tys. euro. Co najmniej tyle samo szefowie FK Radnicki chcieli otrzymać za nowego lechitę. Długo w grze pozostawał Partizan, dla którego piłkarz ten stanowił jeden z transferowych priorytetów. Bardzo chciał go trener Savo Milosević, a i sam zainteresowany miał być chętny do zasilenia szeregów słynnego belgradzkiego klubu. Jeszcze na początku czerwca serbskie media pisały, że odrzucił korzystniejszą ofertę z Polski – czyli zapewne z „Kolejorza”. Mający spore problemy finansowe Partizan nie zdołał jednak sprzedać jeszcze jednego zawodnika, przez co nie był w stanie przyspieszyć transferu, mimo że Radnicki było gotowe zejść z 400 na wspomniane 300 tys. euro. Lech od dawna interesował się tym obrońcą, nie odpuszczał i ostatecznie zarówno zawodnik jak i jego klub zaakceptowali ofertę z Poznania.

Reklama

Nieoficjalnie „Kolejorz” zapłacił za nowego stopera pół miliona euro. W poniedziałek testy medyczne, ale to zapewne tylko formalność.

Crnomarković na pewno liczy, że szybko zaaklimatyzuje się w drużynie, bo właśnie dobre relacje między zawodnikami były tajemnicą świetnej postawy Radnicki w lidze. Zespół ten w całym sezonie przegrał zaledwie dwa razy (w obu przypadkach z Crveną Zvezdą), w pewnym momencie miał passę jedenastu zwycięstw z rzędu, a w okresie od 1 grudnia do 3 kwietnia (12 meczów) stracił tylko dwie bramki, w czym rzecz jasna wielka była zasługa duetu stoperów.

 – Gramy dobrze, ponieważ na boisku nie mamy wątpliwości. Sekret tkwi w świetnej atmosferze i synergii, która rządzi w szatni, a w niej zachowujemy się tak samo jak na boisku. Kiedy trening się kończy, nie jest to koniec naszych relacji. Mamy ze sobą kontakt każdego dnia, a duch drużyny rośnie – w kwietniu nieco górnolotnie opowiadał Crnomarković.

Dodał, że dobra gra defensywna to zasługa całego zespołu. Pochwalił m.in. operującego na boku Aleksandara Todorovskiego, doskonale znającego polską ligę. Z pewnością dokładnie wypytał go o Lecha. Mógł też zasięgnąć opinii Nermina Haskicia. 29-letni napastnik nie tak dawno spędził rundę w Podbeskidziu, a teraz robi furorę w Serbii. Za nim fenomenalny sezon, w którym strzelił 24 gole, zaliczył 11 asyst i został wybrany MVP całej ligi.

Wracając do Crnomarkovicia. W FK Radnicki przez rok odbudował swoją karierę, która od pewnego czasu znajdowała się na zakręcie. Latem 2016 po dobrym sezonie w FK Javor Ivanjica po raz pierwszy zdecydował się na emigrację i przeszedł do słoweńskiej Olimpiji Ljubljana. Został sprowadzony przez krótko urzędującego dyrektora sportowego Nenada Protegę. Wiązano z nim spore nadzieje, miał łatkę wielkiego talentu. Wówczas łączono go także z Chievo, Crveną Zvezdą i Vojvodiną Novy Sad, a nieco wcześniej dostawał sygnały z Atalanty. – Spełnia wszystkie nasze kryteria. Jest solidny w obronie, doskonale gra w powietrzu, ale wyróżnia się też czytaniem gry, siłą i dokładnym podaniem – reklamował swój nabytek dyrektor Protega.

Crnomarković podczas prezentacji w Olimpiji. Fot. nkolimpija.si

Z wielkich planów nic nie wyszło. O słoweńskim epizodzie Serb będzie chciał jak najszybciej zapomnieć. Przez rok nie zagrał ani razu! Na początku miał problemy z kontuzjami, a później nie znajdował uznania w oczach trenerów. W lidze jeden jedyny raz załapał się na ławkę rezerwowych, siedział też na niej w przegranym pucharowym dwumeczu z Trenczynem. Tamtejsze media były zaskoczone takim obrotem sprawy, pisząc, że wygląda ona „dziwnie”. Można się domyślać, że niekoniecznie chodziło o względy wyłącznie sportowe. Piłkarz mógł być ofiarą różnych zawirowań na górze, które Olimpija wtedy przechodziła.

W styczniu 2017 wydawało się, że dograne są jego przenosiny do norweskiego Haugesund. Zaczął tam już nawet treningi, ale koniec końców nie był zadowolony z warunków indywidualnego kontraktu i temat się wysypał.

Ostatnio słoweńscy dziennikarze przypomnieli sobie o tym zawodniku, gdy nasiliły się informacje o jego możliwej przeprowadzce do Partizana. Odnotowali, że bardzo dobrze radził sobie w FK Radnicki, a w Olimpiji „z niezrozumiałych powodów nigdy nie dostał szansy”. Faktycznie trudno pojąć, o co chodziło, skoro w tamtym czasie w obronie Słoweńców regularnie występował niewypał transferowy Legii sprzed lat – Dejan Kelhar…

Crnomarković po odrzuceniu oferty z Norwegii stracił całą wiosnę i mimo jeszcze dwuletniego kontraktu już w maju 2017 wrócił do ojczyzny, wiążąc się z Cukaricki Belgrad. Nie od razu się pozbierał. W Cukaricki jesienią rozegrał ledwie cztery ligowe mecze i po jednej rundzie rozwiązał kontrakt. Kilka tygodni później – ku uciesze miejscowych kibiców – ponownie zakotwiczył w FK Javor Ivanjica, z którego ruszał do Słowenii. Tam już było lepiej, mimo że w drugim występie szybko wyleciał z boiska za czerwoną kartkę. Skończyło się na dziewięciu występach i transferze do świętującego miejsce na najniższym stopniu podium FK Radnicki. Crnomarković dopiero w tym klubie posmakował wreszcie europejskich pucharów. Latem ubiegłego roku w eliminacjach Ligi Europy grał przeciwko maltańskiemu Gzira United (4:0, 1:0) oraz w rewanżu z Maccabi Tel Awiw. Jego koledzy w Izraelu przegrali 0:2, w drugim meczu padł remis 2:2 i to rywale awansowali.

W Radnickim nowy lechita od razu wskoczył do składu i jak już pisaliśmy, definitywnie wrócił na właściwe tory. Przez złą decyzję z 2016 roku stracił de facto dwa lata kariery, ale jeszcze może sporo w niej ugrać – o ile w Lechu potwierdzi swoją klasę. Na papierze wydaje się dość rozsądnym i przemyślanym transferem.

Fot. FK Radnicki Nis

Najnowsze

La Liga

Barcelona drżała do końca, ale ma półfinał! Słaby Lewandowski

Jakub Radomski
11
Barcelona drżała do końca, ale ma półfinał! Słaby Lewandowski
Reklama

Weszło

Reklama
Reklama