Zwycięstwo z Belgią – skuteczna odtrutka po mistrzostwach świata u-20

Michał Kołkowski

16 czerwca 2019, 22:14 • 4 min czytania

Reklama
Zwycięstwo z Belgią – skuteczna odtrutka po mistrzostwach świata u-20

Czy reprezentacja Polski u-21 zagrała przeciwko Belgom jakiś fantastyczny, olśniewający mecz? Nie, tak nie było, nie dajmy się ponieść euforii. Ale trzeba podopiecznym Czesława Michniewicza oddać jedno – byli dla faworyzowanego rywala jak drzazga w palcu. Drażnili, przeszkadzali, nie pozwalali o sobie zapomnieć w każdej, nawet najdrobniejszej boiskowej sytuacji. A kiedy Belgowie już z całej tej frustracji gubili na moment skupienie, otrzymywali cios prosto w szczękę. Po prostu nie byli w stanie przeciwko tak grającemu rywalowi uwolnić pełni swojego potencjału.

Reklama

Cierpieli.

Ktoś może powiedzieć – marna to radość, cieszyć się cierpieniem rywala, zamiast fetować efektowną grę własnego zespołu. Drużyna Michniewicza znowu pokazała się z zaskakująco dobrej strony przeciwko faworytowi, bo gdy to na polskiej młodzieżówce spoczywa ciężar kreowania gry, sytuacja nie wygląda już tak kolorowo. I jest w tym trochę prawdy. Kolejny raz potwierdziło się, że kadra u-21 opanowała niemal na mistrzowskim poziomie wytrącanie z równowagi przeciwnika, który dobrze się czuje głównie wtedy, gdy ma na boisku swobodę działania. A już najlepiej, jak spotkanie toczy się w rytmie cios za cios, jest otwarte i zawodnicy mają na boisku generalnie mnóstwo swobody.

Reprezentacja Polski u-21 po prostu nie pozwala na takie ekscesy. Niech nikogo nie zmyli wynik 3:2 – to nie była beztroska wymiana ciosów. Belgowie cierpieli, Belgowie tłukli głową w mur. Niby mieli przewagę, a jednak nie potrafili jej spuentować. Nie tylko bramkami, ale nawet klarownymi sytuacjami. Poza krótkim okresem naprawdę miażdżącej przewagi Belgów w pierwszej połowie, biało-czerwoni radzili sobie z oponentami naprawdę świetnie. Zdarzały im się straszliwe, indywidualne pomyłki, lecz zespołowo wyglądało to elegancko.

Podwójna garda, konterka. Podwójna garda, konterka. I tak cały czas, bez nerwów, niepotrzebnej ekscytacji ani chwil załamania. Nawet stracony gol na 0:1 w pierwszej połowie nie podciął skrzydeł reprezentacji Polski.

Reklama

Oczywiście inaczej wyglądają mecze, gdy to polscy młodzieżowcy muszą kreować, prowadzić grę, naciskać. Wtedy wyłażą na jaw wszelkie braki techniczne i tym podobne niedostatki. Wtedy dochodzi do strat punktów z Wyspami Owczymi. Ale na Euro tacy rywale nam akurat nie grożą.

Niewątpliwą siłą reprezentacji Michniewicza jest to, że potrafi wygrać z mocnymi rywalami po swojemu. Ma patent na grę w takich meczach jak eliminacyjne starcia z Duńczykami, barażowe z Portugalczykami i teraz ten turniejowy mecz z Belgią. Tu nie ma przypadku, jest  natomiast metoda. Duża w tym zasługa samego szkoleniowca, który po prostu w sposób inteligentny dobiera plan taktyczny i wykonawców. Jednak samym zawodnikom też trzeba oddać honor. To są mimo wszystko wciąż młodzi piłkarze, a jednak imponują dojrzałością taktyczną, która pozwala im zniwelować niedostatki w innych elementach gry.

Być może przyszłość będzie taka, że Belgowie porobią indywidualnie większe kariery. To dość prawdopodobne. Bo ogłady taktycznej nabiorą na przestrzeni najbliższych kilkunastu miesięcy, a polscy młodzieżowcy już zaległości w wyszkoleniu nie odrobią do nich nigdy. Ale w tej chwili na ekipę biało-czerwonych po prostu przyjemnie się patrzy jako na całość. Nie na poszczególne perełki, super-utalentowanych zawodników, którzy w każdym kontakcie z piłką starają się jakoś uświetnić widowisko.

Reklama

Polacy są po prostu kapitalnym zespołem. Wiedzą, co mają na boisku robić. Nie da się ich zbić z pantałyku. Harują. Ale nie zasadzie ułańskiej szarży, tylko realizowania założeń. Odgryzają się sprytnie i choć nie atakują huraganowo, to w sposób zmyślny. To wszystko godne pochwały.

Trzeba powiedzieć, że dodatkowo ich zwycięstwo to także świetna odtrutka po katastrofalnym występie reprezentacji Polski u-20 na mistrzostwach świata. Podopieczni Jacka Magiery zostawiali na boisku serducho, ale jednak – nic ponadto. Nie mieli żadnego pomysłu na to, w jaki sposób neutralizować ataki rywala i brakowało też koncepcji, by zaskoczyć przeciwnika po przeciwnej stronie boiska. Drużyna nie miała żadnego rdzenia, kręgosłupa, jakiegoś głębszego zamysłu. Kadra u-21 taki kręgosłup taktyczny ma. Jasne, jest też mocniejsza jeżeli chodzi o personalia, ale też nie przesadzajmy. Kamil Pestka wciąż jest Kamilem Pestką, a Konrad Michalak to wciąż tylko Konrad Michalak. Właściwie, to Polskę u-21 można nawet w jakimś sensie porównać do reprezentacji Ukrainy, która niespodziewanie wygrała mistrzostwa do lat dwudziestu. Nasi wschodni sąsiedzi też nie olśniewali ani nie przywieźli do Polski żadnej mega-paczki talentów. Ale złote medale mają.

Aż takich sukcesów po ekipie Michniewicza się rzecz jasna nie spodziewamy. Aczkolwiek wiadomo – tutaj celem Polaków nie są wyłącznie złote medale, bo o nich trudno nawet śnić, lecz w pierwszej kolejności wyjście z grupy i awans na Igrzyska Olimpijskie w Tokio. To wciąż jest perspektywa bardzo mglista, odległa. Ale dzisiaj biało-czerwoni pozwolili nam uwierzyć, że jednak możliwa. Specyfika reprezentacji Polski u-21 jest taka, że ona może się w grupie śmierci poczuć nawet lepiej niż w jakiejś hipotetycznej grupie śmiechu. A to zawsze miło obejrzeć polską młodzieżówkę, która w starciu z wyżej notowanym rywalem ma do zaproponowania coś więcej niż taktyka na „jakoś to będzie”.

fot. FotoPyk

Reklama

Najnowsze

Reklama
Bundesliga

Kibic Schalke wróci do domu? Wymarzony transfer na ostatniej prostej

Kacper Korpak
1
Kibic Schalke wróci do domu? Wymarzony transfer na ostatniej prostej

Weszło

Reklama