post Avatar

Opublikowane 09.06.2019 14:50 przez

redakcja

Chris Jastrzembski wychował się w Niemczech, ale zawsze czuł się Polakiem. Swego czasu wydawał się perspektywiczny, grając w młodzieżowych kadrach z Kapustką, Bednarkiem, Drągowskim, Bochniewiczem czy Zawadą. Później zaliczył przyzwoity epizod w I-ligowej Bytovii i słuch o nim zaginął. Co się z nim teraz dzieje? Dlaczego mu nie wyszło? W jaki sposób papierosy palił Paweł Janas? Jak na niego mówili w Bytovii i jaki miało to związek z Tomaszem Dawidowskim? W jakich okolicznościach opinię o nim wydawał Michał Probierz? O tym i o wielu innych rzeczach opowiada w rozmowie z nami sam zainteresowany.

Można od kogokolwiek w dzisiejszych czasach wymagać silnej deklaracji przynależności narodowej?

W naszych czasach nie przywiązuje się do tego takiej wagi, bo świat stał się bardziej kosmopolityczny i nie są to już kwestie określające człowieka, ale nie da się całkowicie wyprzeć swojej narodowości. Trzeba się określić, żeby nie funkcjonować pomiędzy, bo to jest chyba najgorsze.

Jak jest z tym u ciebie?

Specyficzna kwestia. Wychowałem się w Niemczech i obserwując po sobie, to mam mnóstwo cech charakterystycznych dla tego narodu. Bardzo trudno ująć to w konkretnych słowach i konkretnych zachowaniach, ale to jest odczuwalne, a mimo to czuję się w pełni Polakiem i nikt nie powinien tego podważać. To kwestia bardzo personalna. Twoja tożsamość jest twoją tożsamością. Zawsze. Powiem więcej, czuję się dumny z bycia stuprocentowym Polakiem, nawet jeśli jestem wychowany w innym kraju.

Nie jest tak, że mieszkając w obcym kraju od urodzenia, w twoim wypadku w Niemczech, naturalnie można czuć wewnętrzne rozterki?

Można, ale u mnie kwestie narodowe stanowiły częsty temat w domu i wychowałem się w racjonalny sposób. Nie siedziałem i nie głowiłem się, zadając sobie pytanie: „kim jestem?”. Naprawdę. Ok, wychowałem się w Niemczech, ale już pod opieką polskich rodziców, znających Polskę i zabierających mnie z moim rodzeństwem na regularne wakacje za Odrę.

Jak twoi rodzice trafili do Niemiec?

Tata poznał mamę, będąc na wakacjach w Węgierskiej Górce. Pojechał tam z kolegami, mieszkając już w Niemczech, gdzie wyjechał w swoim roku maturalnym z rodzicami, którzy liczyli, że za granicą będą mieli więcej perspektyw na dobre życie. Mieli takie prawo. I w ten sposób mój ojciec zaczął mieszkać w Niemczech, zakładając tam potem swoją rodzinę, mając swoje dzieci i wychowując nas z pamięcią o tym, że jesteśmy Polakami.

Rodzice kochają Polskę. Jak tylko jest okazja, to ją odwiedzamy. Wychowywali nas bardzo surowo. Nie pozwalali na dużo. To typowo polskie i nieprzystające do Niemiec, gdzie nowa generacja Niemców jest bardzo rozpieszczona. Dzieci stamtąd boją się spotkać opór na swojej drodze. Stają się trochę konformistami pod tym względem. Mają określony model, którym podążają, ale… są bardzo miękcy z charakteru.

Wszystko wynosi się z domu.

A na pewno bardzo dużo. Moi koledzy zawsze podkreślali, że nasi rodzice są niesamowicie gościnni. Dla nich to było trochę niespotykane. Taka serdeczność wewnątrz polskiego domu bardzo uderza. Za granicą jest to wzmożone. W Niemczech generalnie każdy patrzy na siebie, trzymając się swoich sztampowych zasad i nie przekraczając ich. A Polacy? Otoczenie jest bardzo ważne, jego odbiór, zdanie i to jak człowiek się w tym otoczeniu się sytuuje. I zawsze kombinują jak obejść system (śmiech).

Brutalna diagnoza. Przechodząc do piłki, osławione niemieckie szkolenie jest zupełnie inne niż polskie, a ty piłkarsko ukształtowałeś się w Niemczech.

Najpierw gra. Każdego rodzaju, byle z piłką, a dopiero potem wprowadzenie elementów taktyki. Ale kiedy już taktyka się pojawia, to w bardzo, ale to bardzo szerokim zakresie. Kolosalnie ważny za to na każdym poziomie jest team spirit. To się podkreśla. Żeby drużyna była grupą, zespołem, kolektywem. Organizowane są nawet specjalne zabawy w celu takiego team-buildingu, mające na celu wzmacnianie drużyny jako całości.

W przedziale 6-10, trenowałem w Kroppie i Haddeby, gdzie stawiano typowo na piłkarską zabawę. Nazywałem to nawet ulicznym futbolem, bo trener minimalnie ingerował w przebieg gierek. Kontrolował, ale nie uczestniczył, nie przerywał, nie krzyczał. Potem, w wieku 11-15, byłem wtedy w HSV i Holstein Kiel, duży nacisk kładziono na rozwój ogólnej szybkości, koordynacji i innych elementów motoryki. Mieliśmy mnóstwo gier 1 na 1, małych, dynamicznych, gdzie dostawaliśmy pełną swobodę, jeśli chodzi o kreatywne rozwiązania. Za to od 15 do 17 roku życia, przez ostatnie juniorskie lata dużo było już sporo siłowni, wycieńczających treningów interwałowych, ale nikt nie zapominał, że w tym wszystkim jest jeszcze okrągła rzecz, o którą w futbolu chodzi (śmiech).

Kiedy określono, że będziesz grał na środku pomocy?

Do czternastego roku życia grałem na przeróżnych pozycjach. Testowano mnie, sprawdzano, dawano wyzwania i swobodę. Ale w pewnym momencie trenerzy drużyn juniorskich, Finn Jaensch i Hannes Drews, dostrzegli we mnie waleczność i siłę fizyczną, która określiła mnie jako defensywnego pomocnika. To nie było bardzo wiążące, ale mnie ta rola przypadła do gustu. W środku pola, nawet w Niemczech, dużo jest walki, pojedynków fizycznych, naprawdę świetni zawodnicy grali w niemieckich reprezentacjach na środku pomocy, bo choćby Michael Ballack, Bastian Schweinsteinger, a teraz takim wzorem DFB do środka pola jest Joshua Kimmich. Wydolny, techniczny, ale też bardzo silny w pojedynkach fizycznych.

Niemcy dbają, żeby ten profil, zachowując wszystkie proporcje, był utrzymywany w szkoleniu na każdym poziomie?

To dla nich wręcz kluczowe. Środowy pomocnik ma być sercem drużyny, musi być wytrzymały i dobry technicznie, żeby najpierw ciężko harując, odebrać piłkę rywalowi, a potem dograć ją w odpowiednie miejsce do zawodnika z przodu. Spodobała mi się ta rola.

Miałeś, dzięki niemieckiemu szkoleniu, przewagę techniczną nad kolegami z młodzieżowych reprezentacji Polski?

Paradoksalnie absolutnie nie! Nie byłem nigdy zawodnikiem wybitnie technicznym. Znaczy, nie było też tak, że bałem się brać na siebie grę, ale naprawdę nie czułem przewagi. Tym bardziej w reprezentacjach Polski. Grałem tam choćby obok Bartka Kapustki, mojego dobrego przyjaciela, który w aspektach piłkarskich był ode mnie o wiele lepszy. Swoją drogą, na boisku byliśmy całkowicie różni. On chudy, szybki, techniczny, a ja wydolny, silny, ale technicznie ograniczony. Fajnie mi się obok niego grało, bo mieliśmy jasno postawione zadania, którymi się zajmujemy.

Techniki najlepiej uczy piłka uliczna albo futsal. Szkolenie systemowe może nauczyć nawyków, ale takiego luzu, jaki mają we Francji albo Brazylii, na treningach klubowych nie wypracujesz. Nawet takie gierki 1 na 1 są oczywiście przydatne, dają efekt, ale błyskotliwość wyrabia się gdzie indziej. Dlatego w Polsce też, proszę mi uwierzyć, nie brakuje talentów technicznych.

Jak trafiłeś do młodzieżowych reprezentacji Polski? Prowadzony przez Macieja Chorążyka z PZPN ,,skauting” działa z każdym rokiem coraz sprawniej. Też dostałeś się tą drogą?

U mnie było całkowicie inaczej, bo zupełnie odwrotnie niż w przypadku innych zawodników wyszukanych przez Chorążyka. To ja się do niego zgłosiłem i poprosiłem o szansę pokazania się przed jakimś trenerem młodzieżowej reprezentacji. Miałem wtedy czternaście lat. Przekonywałem go bardzo intensywnie, ale dopiero po kilku miesiącach udało mi się go namówić i mogłem, już jako piętnastoletni chłopak, pojechać na konsultacje szkoleniowe do reprezentacji U-16 w Bydgoszczy. Nie wypadłem najlepiej. Okoliczności mnie przytłoczyły. Zrecenzowano mnie bardzo przeciętnie i pierwsza szansa przepadła.

Mam jednak charakter, który nie pozwala mi odpuszczać. Po nieudanych konsultacjach dalej regularnie pisałem do Macieja Chorążyka z kolejnymi prośbami o szansę. Byłem upierdliwy, denerwujący, niepokoiłem go (śmiech). I… zaprosili mnie na kadrę U-18 do Grodziska Wielkopolskiego.

Trochę w tych kadrach pograłeś.

Grę z orzełkiem na piersi do dziś wspominam jako jedno z największych osiągnięć w moim życiu. Zaszczyt. Dzieliłem tam szatnię z wieloma bardzo utalentowanymi chłopakami, którzy porobili kariery. Powiem więcej, nawet wtedy moje niemieckie wyszkolenie nie dawało mi żadnej przewagi. Miałem swoje atuty w pojedynkach, lepszym czytaniu gry niż inni i ponadprzeciętnej wydolności, ale kurczę, tacy Paweł Bochniewicz czy Bartek Kapustka mieli zdecydowanie większą swobodę przy piłce. Ich się oglądało z przyjemnością.

Tak samo Jan Bednarek. Już jako nastolatek miał poukładane w głowie, a jako stoper kapitalnie radził sobie w wyprowadzaniem piłki. Miał spokój, którego brakowało innym chłopakom w naszym wieku. Z tamtej ekipy ciekawą karierę robi też Oskar Zawada, też mój bardzo dobry przyjaciel, z którym znaliśmy się z czasów, kiedy rywalizowaliśmy w młodzieżowej Bundeslidze. Pamiętam, że kochał Ibrę i trochę się na nim wzorował, imponując przy tym kolosalną etyką pracy. Zaraził mnie tym podejściem. Lubiłem też patrzeć na grę Bartka Drągowskiego. Miał niesamowite wyczucie, w które miejsce pójdzie uderzona przez napastnika piłka, jakby przedtem sam grał na napadzie i wiedział, co snajper w danej sytuacji mógłby zrobić.

Elitarne towarzystwo, ale tobie się nie udało. I to całkowicie. Każdy z nich się wybił, Bednarek gra w Premier League, Kapustka błyszczał na Euro, Zawada strzela teraz w Ekstraklasie, niektórzy otarli lub ocierają się nawet o kadrę.

Oj, kiedyś też nieźle prosperowałem, jakieś tam marzenia o tym, żeby w świetlanej przyszłości zagrać w pierwszej reprezentacji były, ale… jestem realistą. Nie ma na to szans na razie. Pozostaje mi tylko ciekawostka, że obecnego selekcjonera Jerzego Brzęczka poznałem na Sylwestrze w Węgierskiej Górce, w hotelu, którego właścicielem jest moja ciocia (śmiech). A, i miałem też okazję spotkać jego syna. Kiedyś na międzynarodowym juniorskim turnieju, kiedy on grał w Wackerze Innsbruck, graliśmy przeciw sobie.

Wracając, dlaczego mi nie wyszło? Miałem w tamtym okresie ciężką sytuację w klubie. Siedemnaście lat, potencjał, a nie mogłem trenować w klubie, bo władze KSV Holstein Kiel nie chciały się pogodzić z tym, że nie chcę z nimi przedłużyć umowy. To były drużyny juniorskie, nie miałem szans na grę w pierwszej drużynie, a celowałem już w grę z seniorami. Żeby pójść naprzód musiałem wyjść z klosza piłki juniorskiej. W Niemczech nie było na to szans. Dlatego poszedłem do Bytovii.

Z niemieckich juniorskich rezerw trzecioligowych klubów do I polskiej ligi. Solidny skok.

Do Bytovii trafiłem z polecenia trenera Rafała Jansa z kadry, który wydał mi dobre rekomendacje i po namowach mojego menadżera, Tomka Dawidowskiego. Z nim też była śmieszna historia, bo wszyscy śmiali się, nazywając go ,,synkiem”, obejmującego stanowisko szkoleniowca w Drutexie Pawła Janasa, więc na mnie w Bytovii zaczęto żartobliwie mówić, że jestem jego… ,,wnuczkiem”.

Prezes Leszek Gierszewski miał bardzo ciekawą wizję budowania mocnej drużyny na I ligę, która w kilka sezonów – nie ukrywajmy, że bardziej w dwa niż w pięć – miała awansować do Ekstraklasy. Mnie to przekonało. Dostałem umowę na dwa lata, widząc, że klub ma duży budżet, dobrego trenera, solidny skład i potencjał na walkę o miejsce w Ekstraklasie.

No i musiał grać młodzieżowiec, więc miejsce w składzie się znalazło…

Dokładnie, szybko stałem się u Janasa młodzieżowcem numer jeden i zacząłem regularnie grać w pierwszym składzie. W sezonie 2014/15 zagrałem w sumie osiemnaście spotkań. Moim zadaniem było wygrywanie pojedynków w środku pola i dostarczanie dynamicznych piłek do naszych szybkich skrzydłowych – Mateusza Michalskiego, Michała Jakóbowskiego i Daniela Mąki. Wychodziło mi to całkiem nieźle.

Ciekawie pracowało się też pod okiem Pawła Janasa. Trener w stylu Claudio Ranierierego. Wszystkie treningi prowadził jego asystent Adrian Stawski, a Janas tylko stał i ze zmrużonymi oczami obserwował. Sprawiał wrażenie, jakby w piłce już wszystko widział. Pamiętam, jak kiedyś podczas treningu, grałem na boisku, które trener mógł obserwować tylko z daleka, bo równocześnie toczyło się kilka gierek, bolało mnie kolano i wyglądałem przez to trochę gorzej. Kończą się zajęcia, przechodzę obok niego, a on pyta ,,co z twoją nogą?”. Z daleka zauważył, że kuleję i coś jest nie tak.  Nic mu nie umykało.

To zawsze był trener trochę w starym stylu.

Rozmowy w cztery oczy z Janasem w jego biurze zawsze miały specyficzny klimat. Jak zaczynał palić, to nie widziałem go przez dym, który zbierał się przez następne piętnaście minut w pomieszczeniu, a zazwyczaj siedział tylko metr ode mnie (śmiech).

Skoro wszystko przebiegało tak dobrze, to dlaczego ci nie wyszło w Bytovii?

Bo nie byłem lepszy od zawodników z I ligi. Trzeba być ze sobą szczerym. Zawsze miałem dobrą wydolność i na testach zawsze byłem w czołówce, ale nie czyniło to żadnej przewagi w meczach. Starsi zawodnicy mieli więcej doświadczenia, nie byłem od nich silniejszy i szybszy, więc nie stałem się z miejsca wielką gwiazdą ligi. Ale powiem tak, moim zdaniem I liga to poziom dobrych drużyn z lig regionalnych w Niemczech.

Bardzo kontrowersyjna teza.

Według mnie różnica polega tylko na tym, że I liga w Polsce ma fajną otoczkę, takiego zaplecza elity, a większość drużyny z Regionalidze działa amatorsko. I tyle. Ja nie podbiłem I ligi, ani niższych lig w Niemczech, ale i tu, i tu z przyzwoitym powodzeniem mogę regularnie pograć, nie przynosząc wielkiego wstydu.

Twoje ,,przyzwoite” granie w I lidze przerwało zerwanie więzadeł. Przeszkodziło w karierze? Potem już nigdy nie wróciłeś na poziom regularnych występów na zapleczu Ekstraklasy.

Zerwałem więzadła i… pojechałem na kilka tygodni do mojego przyjaciela, utalentowanego bramkarza, Mateusza Kuchty, gdzie mieszkałem u niego, rehabilitując się na własną rękę. To był okres, kiedy dużo razem imprezowaliśmy, po czym normalnie, jakby nigdy nic wróciłem i zacząłem monotonną pracę rehabilitacyjną. Byłoby rutynowo, gdyby nie fakt, że w tym czasie poznałem moją dzisiejszą żonę, Martę. Bóg działa w dziwny sposób, bo za nim się do mnie przekonała uganiałem się za nią chyba z rok. Już wtedy, po tym roku byłem nastawiony na powrót do Niemiec. Tak zrobiłem i rodzice żartowali, że wszystko co najlepsze z Polski zabrałem do Niemiec (śmiech).

Ale nie było żadnych opcji pozostania w Polsce na jakimś sensownym poziomie?

Mój były menadżer, Tomasz Dawidowski nie zaprezentował mi żadnej oferty z I ligi, bo takich po prostu nie było. Pojawiło się za to zapytanie z drugoligowego Rakowa Częstochowa po nieudanej w moim wykonaniu rundzie, gdzie pod koniec tylko sporadycznie grałem, ale o II lidze nie chciałem nawet słyszeć. Nie było takiej opcji.

W tym czasie coraz lepiej prosperować zaczął mój brat, Dennis. Interesowało się nim wielu agentów. Postawiliśmy im warunek – załatwcie mi dobry klub, a Dennis podpisze z wami umowę. Dobry deal, nie?

Niestandardowy.

Byłem w tym czasie na testach w Wattenscheid, gdzie mój dawny kolega z boiska zaproponował mnie trenerowi. Ten zgodził się, tak, oczywiście, ale dopiero po zasięgnięciu opinii na mój temat u… Michała Probierza. Niepojęte, można sobie wyobrazić, jak selekcjonuje się piłkarzy w czwartej lidze niemieckiej, jeśli facet skontaktował się z czołowym polskim trenerem, żeby zdobyć zdanie na temat aspirującego zawodnika.

Problem w tym, że ten klub miał problemy finansowe. Od razu powiedzieli mi o tym inni zawodnicy, ale niespecjalnie mi to przeszkadzało. Zagraliśmy sparing z Fortuną Sittard, wygraliśmy 2:0, a ja przymierzałem się już do podpisania kontraktu i dorywczego pracowania, kiedy nagle nowy trener Herthy Berlin, Ante Cović zaprosił mnie na testy do stolicy.

Duża szansa.

Ogromna, ale zawiodłem. Cović nie widział we mnie wystarczającego potencjału, żebym za rok mógł ewentualnie przebić się do bundesligowego składu i mi podziękowali.

Zacząłeś rozumieć, że wielka piłka może nie być dla ciebie?

Zmieniłem trochę priorytety. Postanowiłem wrócić na stałe do Niemiec, zrobić maturę, wyuczyć się porządnie zawodu i zbudować fundamenty pod sensowną przyszłość.

A piłka?

Zeszła na drugi plan. Z moim zespołem awansowałem właśnie do szóstej ligi. No, naprawdę nie powala z nóg. Ale mam inne plany i konsekwentnie je realizuję. Uczę się na fizjoterapeutę. Kończę za rok. Pracujemy dorywczo z kolegą z Polski, Rafałem Gertigem, który gra w Bundeslidze piłki plażowej w zespole HSV, jako masażyści w hotelu. Poza tym odbyłem dodatkowo kilka szkoleń, regularnie ucząc się przy tym od najlepszych. Rok temu praktykowałem przykładowo o Remigiusza Rzepki, w lipcu lecę do Anglii do byłego trenera i mojego mentora, Micka Clegga, żeby bezpośrednio podpatrywać jego pracę. A to nie byle kto. Sześć lat ściśle współpracował z Cristiano Ronaldo. Serio, to jest dobry początek, żeby zacząć działać jako fizjoterapeuta albo trener przygotowania motorycznego.

Wydaje się to bardzo racjonalną zmianą priorytetów, nie każdego byłoby na taką stać.

Nie mam talentu. Zdałem sobie z tego sprawę i teraz chcę po prostu troszczyć się o rodzinę, skończyć szkołę, szkolić się i pracować w jakimś zawodowym klubie.

Talent ma za to twój brat.

Nie da się ukryć, że jest nieporównywalnie lepszy ode mnie. Ma taki gaz jak Aubamayeng. Jak się go pierwszy raz widzi na boisku, to jedyną racjonalną reakcją jest ,,wow”. Gra w młodzieżowych reprezentacjach Niemiec, ma ciekawe widoki na przyszłość, posiada nieprawdopodobny piłkarski instynkt. Generalnie jest bardzo wysportowany. Kiedyś biegał jako długodystansowiec, uprawiał lekkoatletykę. I wszystko potrafił, ot tak. Po prostu. Ma ten dar, że wszystko mu się udawało i wyglądał, jakby nie robił nic innego przez całe życie, raptem po kilku pierwszych próbach.

W Polsce trochę krzywo się na niego patrzy, bo wybrał Niemcy.

Tak, Dennis wybrał grę dla Niemiec. Jego decyzja. Ja wybrałem Polskę. Ale wiesz co u niego z polskim może być teraz coraz lepiej, bo w Hercie mają codzienny kontakt z Ondriejem Dudą i gadają… tylko po polsku.

ROZMAWIAŁ: JAN MAZUREK

 ***

To tekst naszego czytelnika. Jeśli chcecie pokazać się w podobny sposób i być może zacząć pisać na poważnie, ślijcie swoją twórczość na [email protected]

Szczegóły TUTAJ

Opublikowane 09.06.2019 14:50 przez

redakcja

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 0
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
Powiadom o
Weszło
01.10.2020

Inaczej być nie mogło. Lewandowski wybrany Piłkarzem Roku UEFA!

Powiedzmy sobie szczerze – innej możliwości zwyczajnie nie było. Robert Lewandowski z miażdżącą przewagą wygrywa plebiscyt na Piłkarza Roku 2020 według UEFA (to, że został najlepszym napastnikiem poprzedniej edycji Ligi Mistrzów to już w ogóle formalność). Cóż – nie jest to może równie prestiżowa nagroda co Złota Piłka, ale i tak cieszy, biorąc pod uwagę, […]
01.10.2020
Weszło
01.10.2020

Kędziora z Juve i Barceloną, Rybus i Krychowiak z Bayernem i Atletico. Wylosowano grupy LM!

Zanim nastąpiły rozstrzygnięcia co do uczestników fazy grupowej Ligi Europy, w Nyonie rozlosowano już grupy Ligi Mistrzów. Dynamo Kijów Tomasza Kędziory zostało rzucone na bardzo głęboką wodę, na której pływają Juventus Wojciecha Szczęsnego i Barcelona, ale przynajmniej będzie ciekawie. No i jest realna szansa na trzecie miejsce, bo czwartym do brydża został Ferencvaros. Lokomotiw Moskwa […]
01.10.2020
WeszłoTV
01.10.2020

Quiz: SAMBA DI JANEIRO DOS WOKALIZOS HEJ HO

PERE PAŃSTWA, nie mogą się państwo doczekać meczów? To wpadajcie na quiz! Kto będzie? Zacni goście: – Łukasz Stupka, były dyrektor sportowy Bruk-Betu Termaliki Nieciecza – Wojciech Piela (Piela inc.) – Jakub Białek (Białek&Białek) – Daniel Żórawski (Czapo) – Paczul (Paweł) – WOOKAALIZYY 
01.10.2020
Weszło
01.10.2020

Koronawirus nie daje za wygraną. Mecz Wisła Kraków – Lechia przełożony

Cóż. Chyba najwyższa pora przyzwyczaić się do tego, że terminarz Ekstraklasy to rzecz dość płynna, bo zmiany mogą zachodzić w nim w każdej chwili. W przypadku szóstej kolejki odwołano już spotkanie Pogoni Szczecin z Jagiellonią Białystok z powodu wielkiej liczby pozytywnych wyników w ekipie z województwa zachodniopomorskiego. Do wczoraj wydawało się, że na tym koniec, […]
01.10.2020
Weszło
01.10.2020

Sabotaż a’la zarząd Resovii: najpierw podkopano pozycję trenera, potem go zwolniono

Stało się, pierwszy trener na zapleczu Ekstraklasy stracił pracę. Z posadą pożegnał się Szymon Grabowski, opiekun beniaminka rozgrywek, czyli Resovii. I być może nie byłoby w tej sprawie nic dziwnego, gdyby nie fakt, że zwolnieniu towarzyszy wiele kontrowersji. Po pierwsze, trenera zwolnił zarząd, który dopiero co został zmieniony. Po drugie, ten sam zarząd najpierw mocno […]
01.10.2020
Weszło
01.10.2020

Azikiewicz: „Trzeba mieć mocno poukładane w głowie, żeby nie odbiło”

Zdobył brązowy medal ME U-17 w kadrze Marcina Dorny z takimi zawodnikami jak Karol Linetty czy Mariusz Stępiński u boku. W Zagłębiu Lubin debiutował w Ekstraklasie w wieku zaledwie 18 lat. Młody, perspektywiczny lewy obrońca, o którego pytały wielkie marki (jak na przykład Hertha), a później… zaliczył zjazd do drugiej ligi. Czy jego kariera mogła […]
01.10.2020
Weszło
01.10.2020

QUIZ. Wszyscy uczestnicy Ligi Mistrzów

Poznaliśmy wczoraj wszystkie ekipy, które zagrają w Champions League. Pojawiły się w stawce nowe drużyny, uznaliśmy więc, że warto odświeżyć nasz quiz. Chodzi w nim o to, żeby wymienić wszystkie zespoły, które choć raz dotarły do fazy grupowej najbardziej elitarnych rozgrywek. Trochę się tego nazbierało – dajcie znać, jak wam poszło. Przy pisowni spróbowaliśmy jak […]
01.10.2020
Weszło
01.10.2020

„Charleroi gra w stylu Atletico. Rywale cierpią w meczach z nimi”

– W Belgii mówi się, że Charleroi gra w stylu Atletico – nie dają nic od siebie, jeśli nie muszą. Rywal cierpi, gdy z nimi gra. Ustawiają się defensywnie, czekają na przeciwników, a później bardzo szybko przechodzą do ataku. Mają kreatywnych piłkarzy z przodu, ale sami z siebie w ataku pozycyjnym nie prezentują się dobrze. […]
01.10.2020
Weszło
01.10.2020

Od Dinama Tbilisi po Spartak Moskwa. Polskie boje w play-offach o Ligę Europy

Czasem polskie kluby spadały do fazy grupowej Ligi Europy/Pucharu UEFA po nieudanym boju o Ligę Mistrzów. Jeśli natomiast liczyć tylko play-off o fazę grupową tej europejskiej drugiej ligi, to bilans awansów do odpadnięć wynosi 8 – 15. Są wśród tych meczów wielkie boje, wyeliminowane potęgi, które nakręcały kolejne pucharowe sukcesy, wyważając drzwi do lepszych rankingów. […]
01.10.2020
Weszło
01.10.2020

Lech nie podpiera ścian i idzie na podryw. Ofensywny futbol pomoże coś wyrwać?

Półtora roku temu Lech Poznań podjął bardzo świadomą decyzję – zechciał wywrócić do góry nogi sposób patrzenia na sukces. Uznał, że sukces przychodzi nie wtedy, gdy obwieści się światu „chcemy coś osiągnąć!”, lecz gdy poweźmie się działania, które do tego sukcesu mają prowadzić. Tym działaniem miała być gra ofensywna, oparta na wysokim pressingu, która przynosi […]
01.10.2020
Weszło
01.10.2020

Legia weźmie rewanż na Karabachu za Wisłę i Piasta?

Czy Legia Warszawa wróci dziś do Europy? Całkiem możliwe. Atut własnego boiska, osłabienie rywala – to coś, co trzeba wykorzystać. My także możemy to zrobić, typując to spotkanie w eWinner! Ten legalny polski bukmacher oferuje nam atrakcyjne kursy na dzisiejszy mecz eliminacji do Ligi Europy. Legia Warszawa – Karabach Agdam Ostatnie mecze Legii: WPWPR Poprzednie […]
01.10.2020
Weszło
01.10.2020

Czy Lech ogra Charleroi? Tak, jest to możliwe!

Ok, wiemy, że to Belgowie są faworytem starcia z Lechem Poznań. Tyle że w pojedynku z Hammarby także faworytem byli rywale. „Kolejorz” sprawił wówczas niespodziankę, więc dlaczego nie może zrobić jej teraz? A skoro może, to i my możemy z tego skorzystać. Sprawdziliśmy ofertę Totolotka i podpowiadamy, co dziś warto zagrać! Charleroi – Lech Poznań […]
01.10.2020
Kanał Sportowy
01.10.2020

Stanowski omawia biografię Brzęczka – „Mistrz i Małgorzata”, odcinek 1

Krzysztof Stanowski w nowej mini-serii „Mistrz i Małgorzata” omawia biografię selekcjonera reprezentacji Polski „W grze” autorstwa Małgorzaty Domagalik.  Spoiler, którego wszyscy się spodziewacie: to będzie miazga na niekorzyść tej książki. 
01.10.2020
Weszło
01.10.2020

Pozostał jeden krok. Legio, Lechu – po prostu go zróbcie!

Nie będziemy się bawić w przydługie wstępy, bo sprawa jest prosta jak budowa cepa. Legio Warszawa, Lechu Poznań – zróbcie to. Pozostał jeden krok. Awansujcie do fazy grupowej Ligi Europy. Polska piłka klubowa upadła w ostatnich latach naprawdę nisko. Najwyższy czas, by rozpocząć proces wygrzebywania się z tego bagna. A nie uda się tego dokonać, […]
01.10.2020
Weszło
01.10.2020

Lech i Legia w Lidze Europy – zakłady specjalne od TOTALbet!

Czwartkowy wieczór będzie dla naszych zespołów wyjątkowy. Po raz pierwszy od 1979 roku dawna w październiku dwie drużyny w pucharach. A możemy je mieć nawet w listopadzie, jeśli tylko Lech i Legia staną na wysokości zadania. Na dwumecz naszych eksportowych drużyn czeka cała piłkarska Polska, więc warto z tego skorzystać. Chociażby tak, jak robi to […]
01.10.2020
Weszło
01.10.2020

W Azerbejdżanie trafiłbym do więzienia

– Jakbym pojechał do Azerbejdżanu, a na granicy zobaczyliby u mnie ormiańską pieczątkę, na pewno spytaliby, czy byłem w Górskim Karabachu. Jeśli przyznałbym się lub by mi to udowodnili – a udałoby im się, choćby poprzez zdjęcia na moim blogu – to trafiłbym do więzienia w Azerbejdżanie. Areszt na początku, to pewne, stamtąd wyciągnąć mnie […]
01.10.2020
Weszło
01.10.2020

Charleroi nie tak silne, jak Genk. Na co trzeba uważać? | ANALIZA

Dwa lata temu Racing Genk wyrzucił Lecha Poznań z Ligi Europy. Belgowie byli wówczas poza zasięgiem Kolejorza. Różnica klas rzucała się w oczy – nawet jeśli wynik dwumeczu tego nie odzwierciedlał. Czy podobnej deklasacji możemy spodziewać się dziś w starciu poznaniaków z Charleroi? Zdecydowanie nie. Ci „nowi Belgowie” nie są tak silni jak Genk i […]
01.10.2020
Weszło
01.10.2020

PRASA. Novikovas: Kibicom Legii nic we mnie nie pasowało. Czasami docenia się po czasie

Co słychać w prasie przed meczami Lecha i Legii? Oczywiście sporo przeczytamy o samych spotkaniach. Ale mamy także ciekawy wywiad z Arvydasem Novikovasem, który trochę się z Warszawą rozlicza. – Niekiedy coś lub kogoś docenia się po czasie. Kiedy byłem w Legii, nic im się nie podobało. To źle, to jeszcze gorzej, a tamto już w […]
01.10.2020