post Avatar

Opublikowane 05.05.2019 10:52 przez

redakcja

– Przeszedłem do Fortuny, żeby dostawać minuty, a nie siedzieć na trybunach czy na ławce, w momencie odejścia Pavarda mam wrócić. Tylko że zimą Stuttgart pobił swój rekord transferowy i na stopera ściągnął Ozana Kabaka z Turcji. Nagły ruch w zimie, którego osobiście się nie spodziewałem. Myślałem, że Stuttgart będzie korzystał z czterech obrońców, których ma u siebie i że mam wrócić, by tę czwórkę uzupełnić w momencie odejścia Pavarda. Wraz z agentem dopytywaliśmy – Fortuna, z tego, co wiem, też pytała już o transfer definitywny. Ale w Stuttgarcie nikt nie chce rozmawiać.

Gorzkie pożegnanie z Lechem, sporadyczne występy w reprezentacji, słynne foto z wakacji na Dominikanie, politechnika, sudoku – wszystkie te tematy były już w wywiadach z Marcinem Kamińskim przerobione w każdą możliwą stronę. Dlatego spotykając się z nim w Duesseldorfie, nastawiłem się na rozmowę przede wszystkim o tym, co działo się w jego życiu i karierze od wywiadu, który zrobiliśmy z nim poprzedniej wiosny. A działo się naprawdę sporo. Ominęło go powołanie do reprezentacji na mistrzostwa świata. Urodziła mu się córka. Zmienił klub z mającego duże ambicje Stuttgartu na skromniutką Fortunę Duesseldorf prowadzoną przez „trenerskiego dinozaura”, która dziś w tabeli patrzy na broniące się przed spadkiem VfB z góry.

***

Od kiedy ostatnio rozmawiałeś z Weszło, sporo się u ciebie pozmieniało. Wtedy byliście z Martą w dwójkę w Stuttgarcie, teraz jesteście już razem z córeczką w trójkę w Duesseldorfie.

Jak przyjeżdżaliśmy tutaj, to już w trójkę, córka urodziła się 9 sierpnia. Chwilę później, zaczęły się tematy odnośnie Fortuny. Zostały one po raz pierwszy poruszone w klubie, bo coś tam pojawiało się w mediach na temat mojego wypożyczenia, ale brakowało konkretów. Jak dostałem informację, że ostatecznie mam przyjść, było trochę zamieszania, bo to jednak przeprowadzka z dwutygodniowym noworodkiem. To nie było łatwe dla mnie, przede wszystkim dla żony, żeby wszystko sobie poukładać.

Wyobrażam sobie, że to nie był perfekcyjny moment na przeprowadzkę.

Wiesz, jak jest. W Stuttgarcie mieliśmy wszystko mieliśmy poukładane, na miejscu, pod ręką. Wszystko było znane. Język już nie był nam obcy, ale trzeba było sobie ogarnąć wszystkie te sprawy związane przede wszystkim z dzieckiem, znaleźć mieszkanie, bo odnalezienie się w mieście, w drużynie, to dla mnie nie jest nic wielkiego. Ale wszystko złożyło się tak, że trudno nie pomyśleć: to był znak. Córka urodziła się 9 sierpnia, a termin był na dzień, kiedy podpisywałem w Duesseldorfie umowę na wypożyczenie. Może mała czuła będąc jeszcze u mamy w brzuchu, że coś się dzieje i postanowiła, że wyjdzie wcześniej, żeby nie przeszkadzać. Gdyby jednak urodziła się w terminie, to nie wiem, czy zmieniłbym klub, czy przed porodem jeszcze byśmy się na to decydowali.

Narodziny córki w jakiś sposób cię zmieniły?

Powiem ci coś, co powie każdy, kto wychował przynajmniej jedno dziecko. To pokazuje, jakie rzeczy są w życiu faktycznie ważne i że wcześniej rzeczy, którymi się stresowałem, to były błahostki. Super jest móc wracać do domu i odcinać wszelkie inne myśli. Skupiać się w całości na pierwszych miesiącach, rzeczach które dzieją się w życiu tego małego człowieka. Przede wszystkim zyskałem większy wewnętrzny spokój. Nic innego nie liczy się dla mnie tak jak to, że córka jest zdrowa. Pozostałe zmartwienia odkładam na bok.

Wcześniej za bardzo się przejmowałeś?

Przede wszystkim, czy jest dziecko, czy nie, trzeba sobie ze stresem radzić, a dziecko, można powiedzieć, bardzo to ułatwia. Rodzina, możliwość powrotu do domu po meczu, uśmiech dziecka, gdy cię widzi. Siłą rzeczy przynosi się gorsze emocje z pracy do domu, ale żona Marta potrafi to wyczuć, szybko zwrócić mi uwagę żebym to zostawił, żebym skupił się na małym szczęściu, które mamy w domu.

Marta jakoś bardziej interesuje się piłką, siedzi w tym jakoś bardziej?

Kiedyś była praktycznie zawsze, teraz jak urodziła się córka, czasami jest na moich meczach. Chociaż robi się ciepło, więc ostatnio na każdym meczu. Początki w Duesseldorfie były takie, że siedziała w domu, nie zawsze oglądała, za to w Stuttgarcie była na każdym spotkaniu. Mimo wszystko moja pasja przeniosła się na nią. Zdecydowała się być ze mną, zdecydowała się na to życie, więc musi być częścią tego wszystkiego. Będzie oglądać moje spotkania, jak będę chciał odpalić w domu jakiś ciekawy mecz, to też zerknie. Ale raczej jednym okiem, skupia się na czym innym. Ale interesuje się, wie więcej, rozmowa z nią na temat spotkań, swoich przemyśleń, teraz jest bardziej konstruktywna. Wiem już, że jakieś pojęcie ma.

Przeprowadzki – tu w Niemczech, wcześniej z Poznania do Stuttgartu – to normalna rzecz w życiu piłkarza. A dla niej wiązały się z dużym poświęceniem, przeorganizowaniem życia?

Tym bardziej, że jej trudniej było z pracą. W Polsce mogła coś sobie znaleźć, skończyła filologię polską i prawo. Zrobiła kursy na nauczyciela języka polskiego, kontynuowała coś z prawem. A w Niemczech prawo – zupełnie inne niż w Polsce. Nauka języka polskiego? Nie ma na to szans. Myślę, że po mojej karierze będzie czas dla niej, żeby mogła zacząć się spełniać w tym, co studiowała, co chciałaby robić. Teraz ona poświęca się dla mnie, pomogła mi w tym, że mogę się spełniać. Chcę oddać jej to, gdy przyjdzie na to czas. W tej chwili ona spełnia się jako matka, ale znam jej ambicje i wiem, że nie chce tylko siedzieć w domu.

Mówiąc oględnie: być żoną piłkarza.

No dokładnie. Wiem, że chce osiągnąć coś zawodowo. Ja też tego chcę – nie po to tyle lat studiowała, żeby teraz wszystko to odstawić. Po przeprowadzce musiała się skupić na tym, że będzie ze mną. Też miała swoje kursy niemieckiego, żeby go jak najszybciej złapać. Mieliśmy zajęcia w klubie, na które chodziliśmy razem, a ona też robiła swój kurs od poniedziałku do piątku po cztery-pięć godzin z ludźmi z całego świata. Musieli mówić wyłącznie po niemiecku, nawet jeśli nie potrafili.

Niemiecki miała w małym palcu dużo szybciej nawet od ciebie?

Zdecydowanie. Tym bardziej, że ją nauka języków kręci. Przez to, że uczyła się języka polskiego, że się tym pasjonowała, to gramatyka niemiecka po prostu ją interesowała. Bardzo chciała się nauczyć, czuć się swobodnie. Co z tego, że moglibyśmy gdzieś wyjść, że mógłbym coś powiedzieć po niemiecku, dogadać się, skoro ona by tylko siedziała i się uśmiechała. Jej samopoczucie od razu się zmieniło, bo coś robiła. Siedzieć w domu, coś ugotować, to wszystko? To nie jest w jej stylu, dla niej to za mało. Chciała wyjść do ludzi, rozmawiać.

Pilka nozna. Reprezentacja. Mecz towarzyski. Polska - Nigeria. 23.03.2018

W takiej sytuacji rodzinnej jak teraz wyobrażasz sobie, żeby być jeszcze gdzie indziej niż Duesseldorf lub Stuttgart?

Wyobrażam sobie. Gdziekolwiek jesteśmy, uczymy się tego. Przyjechaliśmy tutaj, wszystko poszło płynnie. W Duesseldorfie jest też, jak się okazało, ogromne zagłębie Polaków. Jak wpisaliśmy w wyszukiwarce lekarzy, to wyskoczyło nam sto nazwisk – stomatolog, ortopeda. Przeprowadzka to zawsze jest wyzwanie, ale warte podjęcia. Wracając do pytania – na ten moment, wracam do Stuttgartu – myślimy pod tym kątem. To znowu będzie układanie wszystkiego na nowo, bo i nasze życie zdążyło się trochę zmienić.

Fortuna Duesseldorf ogra dziś na wyjeździe Freiburg? Kurs na wygraną zespołu trzech Polaków – Kamińskiego, Kownackiego i Bodzka – w ETOTO to 3,10

Pierwszy wynik, jaki sprawdzasz po waszym meczu, to wynik Stuttgartu?

Nawet nie trzeba sprawdzać, bo po meczu na telebimie wyświetlają się wyniki z pozostałych stadionów. W Moguncji wynik Stuttgartu wyświetlał się nawet na bieżąco, bo piłkarze Mainz wiedzieli, że jeśli VfB przegra, to oni zostają w 1. Bundeslidze. Widziałem: jeden, dwa, trzy po dwudziestu minutach, coś działo się nie tak. Sprawdzam wyniki, tabelę pod kątem Stuttgartu, co się tam dzieje. To mój klub, do którego muszę wrócić, chcę wiedzieć, jaka przyszłość będzie się przed nim rysowała. Jestem tutaj i jasne, robię wszystko dla Fortuny, jestem wdzięczny, że dostałem szansę i gram. Ale spojrzenie na to, co tam się dzieje, stale jest. Tym bardziej, że wiemy już, że się utrzymaliśmy, ten sezon to świetna przygoda, więc powrót do Stuttgartu, który nie daj Boże by spadł… To nie kierunek, który w Stuttgarcie zakładano. Sezon jako beniaminek okazał się fantastyczny, szczególnie po rundzie rewanżowej i wszyscy myśleli, że kolejne rozgrywki pójdą w podobnym kierunku. Zobacz też, ile Stuttgart wydał na transfery ostatniego lata.

35 milionów euro za sześciu zawodników. Dla porównania – Fortuna zapłaciła 6,25 miliona.

No więc właśnie. Miałem iść do Fortuny, żeby ograć się w walce o utrzymanie i być gotowym do gry, gdy wrócę do klubu bijącego się o puchary. Patrząc na to, co tam się dzieje, drużyna latem może być budowana na nowo, zapowiada się bardzo dużo zmian.

Na pewno obronę czeka ważna zmiana, bo do Bayernu odchodzi Pavard. Poniekąd robi tobie miejsce, czy raczej – ubywa jeden konkurent.

Ubywa, ale myślę że to było jedno z założeń mojego wypożyczenia. Przeszedłem do Fortuny żeby dostawać minuty, a nie siedzieć na trybunach czy na ławce, w momencie odejścia Pavarda mam wrócić. Tylko że zimą Stuttgart pobił swój rekord transferowy i na stopera ściągnął Ozana Kabaka z Turcji. Nagły ruch w zimie, którego osobiście się nie spodziewałem. Myślałem, że Stuttgart będzie korzystał z czterech obrońców, których ma u siebie i że mam wrócić, by tę czwórkę uzupełnić w momencie odejścia Pavarda. Tylko że na ten moment Stuttgart ma pięciu, czterech bez Pavarda. Wracam – znów jest nas pięciu. Znowu zobaczymy, co się będzie działo. Każdy mnie pyta o przyszłość, a ja nie potrafię jej dziś określić. Na ten moment wracam do Stuttgartu, tego nie przeskoczę. Wraz z agentem dopytywaliśmy – Fortuna, z tego, co wiem, też pytała już o transfer definitywny. Ale w Stuttgarcie nikt nie chce rozmawiać. Nikt nie wie, co się wydarzy – spadek, utrzymanie. Podejrzewam, że pierwsze decyzje zapadną dopiero po 34. kolejce czy nawet po barażach o pozostanie w lidze.

Krótko mówiąc – tkwisz obecnie w stanie zawieszenia.

Na razie tak. Mam tutaj kilka spotkań do końca, dopiero po ostatnim gwizdku będziemy myśleć, co się dzieje w Stuttgarcie. Przyjdzie nowy trener, nie wiadomo z jakim spojrzeniem na kadrę, kogo będzie potrzebował. Może przyjść i powiedzieć: chcę trzech nowych środkowych obrońców? Może.

Czujesz jakąś ekstra satysfakcję, jak ograliście Stuttgart 3:0? Gdy patrzysz w tabelę i widzisz, o ile niżej jest klub, który oddał cię bez żalu?

Przychodząc do Fortuny chciałem zrobić wszystko, żeby nie spadła. To był dla mnie cel. Wskazywano nas jako faworyta numer jeden do spadku.

Najniższy budżet, zawodnicy powypożyczani, skromne transfery…

Wszystko składało się na opinie w mediach. Wiedziałem, że będzie ciężko, było to widać od pierwszego meczu. 9 punktów po 14 kolejkach, nikt się nie spodziewał, że wygramy kolejne trzy mecze, że machina ruszy. Patrząc na to, jakich mieliśmy zawodników w kadrze, na początku nie stanowiących o sile drużyny. Choćby Kevin Stoeger, nasza ósemka, który na początku nie dostał wielu szans. Widziało się na treningach, że on nam wiele w tym sezonie pomoże, wniesie dużo jakości. On nam bardzo poukładał grę w środku, znaleźliśmy system w defensywie, który funkcjonuje, żelazną czwórkę. Czasem przegraliśmy, czasem wygraliśmy, ale gra obronna wyglądała tak, jak byśmy sobie tego życzyli. Mecz ze Stuttgartem był szczególny, ale nastawienie było takie, że chcę go wygrać. W tym sezonie jestem zawodnikiem Fortuny. Nie myślałem sobie w drugą stronę, że fajnie jakby Stuttgart wygrał, bo to pomoże. My także walczyliśmy o punkty, o utrzymanie. Nie sądziłem, że będzie taki rozstrzał w tabeli między nimi a nami. Patrząc na siłę kadr na początku sezonu, na nazwiska na papierze…

Nikt nie dawał wam szans na walkę o nic więcej niż miejsce 14.-15.

Wielu twierdziło, że maks to baraż, miejsce 16. To miał być nasz maks. A jednak wygraliśmy z tym. Pokazaliśmy, że można i że nie pieniądze się liczą, a charakter drużyny. I to, że w momencie, gdy mieliśmy serię sześciu porażek z rzędu, trener nie został zwolniony, klub wciąż go trzymał. Zaufanie, że przyjdzie moment, gdy dzięki jego metodom wygramy, się spłaciło.

Więcej punktów zdobyliście w tym sezonie z zespołami z góry tabeli niż z takimi, które chodzą w waszej kategorii wagowej. Pokonany Dortmund, remis z Bayernem, wygrana z Gladbach, remis z Lipskiem. Z czego to wynika?

Te zespoły grają bardziej otwartą piłkę, więcej atakują, starają się stwarzać dużo sytuacji. W takich meczach bronimy się głównie na własnej połowie – jeśli robimy to dobrze, a przeciwnik nie strzeli nam szybkiego gola, to mamy na tyle szybkich graczy z przodu, by stwarzać sobie sytuacje.

Czuliście, że któryś z dużych rywali was po prostu zlekceważył?

Myślę, że Bayern w tym pierwszym meczu. W momencie jak prowadzili 2:0, 3:1, nie spodziewali się, że możemy wrócić, że coś jeszcze może się wydarzyć. Liczyli, że raczej nas stłamszą, spokojnie wygrają. Byliśmy po serii przegranych spotkań, nasza gra wyglądała nieco lepiej, ale nadal nie super. Było trochę powodów, by mogli pomyśleć, że trzy punkty mają już przed meczem.

GER, 1. FBL, FC Bayern Muenchen vs Fortuna Duesseldorf

Mecz z Bayernem zakończył się happy endem, o meczach z Frankfurtem nie można tego powiedzieć. Śni ci się to 1:7 po nocach?

Eintracht nas zdemolował. Nie ma co o tym więcej mówić, strzelili siedem, mogli z dziesięć i nikt nie mógłby się obrażać. Ale wiesz co, ten mecz nam się przydał. To był sygnał, prawdziwy gong, że tak dalej być nie może. Trener i wszyscy otwarcie mówili, że nie będziemy lepsi jakościowo od zespołów z góry tabeli, nawet ze środka. Z każdym mogliśmy jednak rywalizować walką, wybieganiem. To się zaczęło przekładać na wyniki. Jak pracowaliśmy więcej, biegaliśmy więcej – nadeszły efekty. Wszyscy zrozumieli, że to nasza droga. Możemy cierpieć przez 90 minut, mieć 30% posiadania piłki, a równocześnie wygrywać. Nie było to proste, ale drużyna to zrozumiała.

Trener Friedhelm Funkel to – jak mówią niektórzy – ostatni trenerski dinozaur w Bundeslidze. Kojarzę choćby taką jego wypowiedź: „kiedyś piłkarze chodzili do łazienki się załatwić, teraz – żeby poprawić żel na włosach”.

Jak coś się dzieje w meczu, to lubi opowiedzieć jakąś taką historyjkę, jak to było, kiedy on grał w piłkę. To gawędziarz, mówi nam często, jak to za jego czasów było z kibicami i takie tam. Lubi to. Barwna postać.

„Kamyk” poprowadzi Fortunę do czystego konta w meczu z Freiburgiem? ETOTO płaci za zero z tyłu Fortuny po kursie 4,75

Ty pracowałeś wcześniej raczej ze szkoleniowcami młodszymi. Szansę w Stuttgarcie dał ci Hannes Wolf, przedstawiciel nowej fali, młodszy o prawie trzydzieści lat od Funkela. Da się poczuć, że Funkel to szkoleniowiec z kompletnie innej epoki? Jego metody różnią się jakoś znacząco?

Trochę poszedł z duchem czasu, bo musiał. Gdyby został w swoich czasach, przy starych przyzwyczajeniach z początków pracy trenerskiej, nie odniósłby sukcesu, dziś by go tu nie było. Ma też swoich dwóch asystentów, którzy są młodsi, grali niedawno w piłkę. Ma analityka, który prowadzi wiele odpraw, robi dużo analiz indywidualnych, zespołowych. Wie, że to jest potrzebne. Ale też wiadomo – zawodnik dla niego musi być wybiegany, musi walczyć, to są podstawowe zasady, jakie wyznaje. To się już nigdy u niego nie zmieni, są też momenty, że zdecydowanie widać u niego starą szkołę. Mamy czasami treningi w hali lekkoatletycznej obok stadionu, na których zakładamy buty do biegania, robimy skoki, sprinty, biegówki. Ileś serii po dwieście metrów. Widać, że są rzeczy, które jemu sprawdziły się wcześniej jako trenerowi i się tego trzyma. Ja dołączyłem do drużyny pod koniec sierpnia, więc przeszedłem tylko zimowy okres przygotowawczy, gdzie trochę pobiegaliśmy. Ale tak naprawdę, z tego co chłopaki mówili, to było nic względem tego, co działo się w lecie. A przecież wcześniej miałem do czynienia z trenerem Wolfem, u którego w okresie przygotowawczym trenowaliśmy tylko z piłkami. Zanim przyszedł Wolf, był trener Luhukay, też ćwiczyliśmy z piłkami. Starszy, ale też odszedł od stylu, gdzie dużo się biega.

Mogłoby się wydawać, że dla trenera Funkela nie jesteś idealnym, oldschoolowym obrońcą. Wielkim, silnym chłopem.

Nie chodzi o to, żeby ktoś wyglądał jak trzydrzwiowa szafa, był nie wiadomo jak rozbudowany, bardziej o wybieganie. Nie mam z tym problemu, nie spotkałem się z jedną osobą podczas mojego pobytu w Niemczech, która zarzuciłaby mi, że muszę lepiej wyglądać, mieć więcej mięśni. Nikt nigdy do mnie z czymś takim nie przyszedł. Nawet jak rozmawiałem o tym temacie z trenerem Funkelem, w żaden sposób nie próbował mi powiedzieć, że muszę zrobić coś w kierunku lepszego wyglądu fizycznego. Więcej mówił o moich atutach, że w jego zespole są one potrzebne.

Jak patrzysz na siebie z czasów w Lechu i porównujesz tego zawodnika z Marcinem Kamińskim dziś, to w czym najbardziej poprawiłeś się od momentu transferu do Stuttgartu?

Przede wszystkim dużo szybciej myślę, podejmuję decyzje na boisku. To jest coś, co rzuca się w oczy od razu – że trzeba dużo szybciej działać, że nie ma okazji, by się zastanowić. No i to, o czym się mówi – treningi w Niemczech naprawdę dużo więcej ode mnie wymagają. Nie chcę mówić, że w Polsce jest coś źle, ale tu jak się idzie w trening, to jest ogień. Każdy walczy o swoje. Po treningu z każdym żyjesz jak z bardzo dobrym kolegą, ale podczas zajęć zapominasz o jakichkolwiek przyjaźniach.

Kości trzeszczą.

A tu jest to o tyle ciekawe, że sami się ubezpieczamy, nie przez klub. Możesz tego nie robić, ale nigdy nie wiesz, czy nie przytrafi ci się coś złego. Jeśli ktoś wpierdzieli ci się na meczu, połamie piszczel, nie masz na to wpływu. Po kilku tygodniach ubezpieczalnia przejmuje twoje wynagrodzenie, klub przestaje ci płacić. To w Niemczech jest… może nie dziwne, ale widać, że to duży biznes. Żeby być ubezpieczonym, musisz jakieś pieniądze na to przeznaczyć, by w razie czego mieć wypłatę. Musisz coś oddać, żeby potem coś dostać. Raczej każdy jest ubezpieczony, musi być przygotowany na taką sytuację.

Zauważyłem, że Funkel lubi pomieszać w składzie, że nie ma u niego raczej świętych krów. I to nie tylko w razie kontuzji.

Nie jest powiedziane, że jeśli zagrałem kilka meczów z rzędu, to że w kolejny weekend znów mnie nie zabraknie. Z trenerem Funkelem nigdy nic nie wiadomo. On lubi zamieszać, trzymać wszystkich w napięciu. Ma takie podejście, że chce wszystkich mieć w pełnej gotowości. Nawet jak grałem kilka spotkań z rzędu i wiedziałem, że wszystko było okej, po błędzie popełnionym z Mainz nie miałem pojęcia, co będzie i czy nie zostanę zmieniony. Nie ma żelaznej pary stoperów i niezależnie, co się dzieje, gra zawsze ta sama. To samo mówiłem Dawidowi zanim tutaj przyszedł. „Zobaczysz, i nastaw się na to, że nawet jak strzelisz dwa gole i zaliczysz asystę w pierwszym meczu, to w drugim może cię w składzie nie być”.

Jak u trenera Lenczyka – skoro zagrałeś mecz życia, to nie ma prawa się to powtórzyć.

Trener pod każdy mecz ustawia drużynę pod przeciwnika. Nie patrzy na to, czy ktoś ostatnio zagrał super, tylko czy będzie pasował pod system. Czy potrzebuje na napastniku zawodnika szybszego, czy może takiego, który utrzyma się przy piłce. Z nim każdy może się czuć, że jest potrzebny. To daje dużo drużynie. Każdy musi być przygotowany, że zagra, nawet jeśli jeden rywal do składu strzelił gola, drugi zrobił asystę…

Pilka nozna. Reprezentacja. Mecz towarzyski. Polska - Litwa. 12.06.2018

Którzy napastnicy w Niemczech najbardziej dali ci się póki co we znaki?

Jest kilku takich, przeciwko którym się ciężko gra. Jednym z gorszych typów jest napastnik, który cały czas gra na spalonym. Czeka za tobą, aż do niego dojdziesz, bo my jako obrońcy musimy się cofnąć. A on nie wychodzi do nas, cały czas wyczekuje na tym spalonym i można go przez to w pewnym momencie zgubić. Skupiasz się w pewnym momencie na piłce na jedną, dwie sekundy i nie wiesz, czy jest dziesięć metrów od ciebie, czy masz go już na plecach. Widzę, że są trenerzy, którzy coraz częściej tego właśnie oczekują od swoich napastników. Że w ostatniej chwili będzie wchodził w linię obrony i szedł na prostopadłą.

W ekstraklasie strzelił osiem goli, w Bundeslidze na debiutanckiego wciąż czeka. Zmieni się to dziś? Gol Kamińskiego w starciu z Freiburgiem to kurs 14,00 w ETOTO

Ktoś wykonuje to szczególnie dobrze, czy raczej: nieznośnie dla ciebie?

Borussia grała z nami w taki sposób na jesieni. Na dziewiątce grał wtedy Mario Goetze, który poruszał się cały czas za nami. Nie było go w ogóle widać, pojawiał się znienacka przed nami, szedł na prostopadłe piłki. W tym meczu nie było to łatwe. Może było nam troszkę prościej, bo graliśmy głębiej. Ale mimo wszystko trzeba się było mocno skupiać, by pamiętać, że on gdzieś tam jest i trzeba cały czas kontrolować jego ustawienie.

Ktoś jeszcze był dla ciebie wyjątkowo trudnym przeciwnikiem?

Nie można nie powiedzieć o „Lewym”, wiadomo. Jeszcze w drugiej lidze, jak grał w Norymberdze, poznałem też Guido Burgstallera. Dzisiaj gra w Schalke. Niesamowicie nieprzyjemny. I silny, i dobrze gra głową, i lewa, i prawa noga jeśli chodzi o wykończenie. Grając przeciwko niemu w 2. Bundeslidze, to było największe wyzwanie w sezonie. Jak oglądaliśmy jego wideo, to tak naprawdę z niczego potrafił strzelić.

A z drugiej strony są twoim zdaniem tacy zawodnicy, którzy są trochę przeceniani, których postrzega się jako lepszych niż faktycznie są?

To normalne, dzieje się tak wszędzie, nie jest tak, że o każdym dobrym zawodniku mówi się, że jest dobry, a o słabym, że jest słaby.

Nawet w takiej lidze jak niemiecka można grać bardziej reputacją niż umiejętnościami?

Idzie, idzie, to się zdarza wszędzie. Pompowany do miana nie wiadomo jakiej gwiazdy bywa napastnik, któremu jak spojrzysz w statystyki… No nędza.

Przywiązujesz wagę do ocen Kickera? Według nich wśród obrońców jesteś 44. w lidze na 70 zawodników, którzy rozegrali przynajmniej połowę możliwych minut.

Nie zwracam na to wielkiej uwagi. Czy dostanę 5,0, 6,0 czy 1,0. Na końcu mam trenera, którego ocena jest najważniejsza i który jest moją wyrocznią. On decyduje, czy gram, czy nie. Czy jest ze mnie zadowolony, czy coś zawaliłem. Wiele razy było tak, że ktoś dostał od Kickera najniższą notę w zespole, a trener w analizie pokazał, że ten zawodnik zagrał dużo lepiej niż się mówi. A w drugą stronę – dostanę od Kickera 2,0, a w kolejnym meczu usiądę. Co mi to daje? Ma mi to poprawić samopoczucie?  Jestem też troszeczkę starszy i inaczej na to patrzę. Kiedyś przywiązywałbym więcej uwagi do tego, że ta czy inna gazeta wystawiła mi jakąś ocenę za mecz. To się zmieniło – świadomość, że nie jest ważne, co jest w mediach, co powie trener.

W Lechu sprawdzałeś?

Nie pod koniec. Wcześniej, jak zaczynałem więcej grać, to zawsze kusiło, żeby wiedzieć, co się o tobie pisze. Sam wiesz jak jest, fajnie się czyta, jak się dobrze pisze.

Pilka nozna. Reprezentacja. Mecz towarzyski. Polska - Czechy. 15.11.2018

Siedem meczów w osiem lat to nie jest jakiś wymarzony wynik. Był taki moment, gdy czułeś, że jesteś w życiowej formie i gdybyś właśnie wtedy dostał poważną szansę w reprezentacji, to wykorzystałbyś to i zerwał z łatką zawodnika, który w reprezentacji bywa?

Nie trzeba daleko szukać. Jesienią pojawiły się takie myśli, gdy Janek nie grał za dużo w klubie, a ja grałem w Fortunie wszystko, myślałem że dostanę jeszcze jakąś szansę, poza meczem z Irlandią. Później w meczach Ligi Narodów siedziałem na ławce, przyszedł mecz z Czechami, który mi nie wyszedł. Ale patrząc na to, ile minut udało mi się rozegrać w Niemczech, miałem nadzieję na więcej. Kamil grał dużo w Monaco, ja grałem w Fortunie. Michał Pazdan siedział na ławce, Janek siedział, Thiago też grał, ale na początku trener Brzęczek nie widział go w kadrze. Jędza grał, ale czułem, że jeśli ma mi się udać przebić, to teraz.

Takich chwil było więcej. Jak zadebiutowałem u trenera Nawałki, a później przez trzy lata nie byłem w ogóle powoływany, zdałem sobie sprawę, że to nie było to. Widocznie potrzebowałem zmiany otoczenia, żeby pojawił się nowy bodziec, nowe wyzwanie. Fajnie byłoby być podstawowym obrońcą, ale wiem że teraz nie mam co za wiele oczekiwać – „Glikson” i „Bedi” będą grać ze sobą. Nie mogę powiedzieć, że mam teraz jakikolwiek argument, by powiedzieć: „dlaczego oni grają, a ja nie?”. Muszę to przełknąć i pracować dalej.

Rozliczając 2018 w twoim wykonaniu – bardziej siedzi w tobie Nigeria, gdzie sprokurowałeś karnego i kto wie, czy to nie był moment krytyczny, decydujący o braku powołania na mundial, braku szans w kolejnych meczach? Czy może Czechy, gdzie pojawiła się szansa i gdzie cała drużyna zagrała słabo, w tym ty?

Nie zastanawiałem się nad tym głębiej, czy mecz z Nigerią rzutował na to, co działo się w czerwcu. To był czas, kiedy nie grałem wiele w klubie, na wiosnę w Stuttgarcie wchodziłem na 10, 15 minut, 3 minuty. Ciułałem je, ale nie było tego za wiele. A potem mecz z Czechami? Może nie wyszedł większej liczbie piłkarzy, nie tylko mnie, ale w każdym razie potem już nie zagrałem. Nie chodzi o to, żeby mieć pretensje, bo przede wszystkim trzeba spojrzeć na siebie. Ja będę walczył z całych sił o kolejne występy, by móc znów występować z orzełkiem na piersi.

Myślisz, że jak za jakiś czas będziesz w stanie powiedzieć sobie, że jesteś spełniony piłkarsko, jeżeli klubowo wszystko będzie się układać jak dotąd, ale mimo to nie dorzucisz zbyt wielu meczów w narodowych barwach?

To będzie zawsze jakiś niedosyt. Będę szczęśliwy, jeśli zostanę przez ładnych parę lat w Bundeslidze, ale jednocześnie będzie ryska. Jeśli tu było fajnie, to czemu w reprezentacji się nie ułożyło? Ale mam nadzieję, że jeszcze dużo lat przede mną.

Rozmawiał SZYMON PODSTUFKA

fot. FotoPyK/NewsPix.pl

***

O niemieckiej piłce posłuchacie co tydzień w audycji Adama Kotleszki „Die Qualität”. Ostatni odcinek możecie sprawdzić tutaj:

Opublikowane 05.05.2019 10:52 przez

redakcja

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 0
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
Powiadom o
Weszło
03.08.2020

Młode wilki na gigancie. Wspomnienie Warty lat dziewięćdziesiątych

Brakowało na proszek do prania, grali na dożynkowym pięćdziesięciotysięczniku. Wychowywali talenty Tomasza Iwana i Macieja Żurawskiego, mieli kapitana z przeszłością w Fenerbahce, a przy tym skład z łapanki, który po zwycięskim debiucie w ekstraklasie krytykował sam trener. Krótki, dwuletni lot Warty wśród najlepszych ćwierć wieku temu to wciąż jednak sporo wniosków także dla dzisiejszych „Zielonych”. […]
03.08.2020
Weszło
03.08.2020

I ligę pozamiatał, czas na Ekstraklasę. Bartosz Nowak w Górniku Zabrze

Wiecie, jak to z transferami z pierwszej ligi do Ekstraklasy bywało. Często kogoś chwaliliśmy, często wpychaliśmy go na wyższy szczebel, a okazywało się, że nie do końca tam pasował. Nie zawsze ktoś, kto błyszczał na zapleczu, okazał się równie dużym wzmocnieniem w najwyższej lidze. Ale Bartosz Nowak ze Stali Mielec pozamiatał pierwszą ligę tak, że […]
03.08.2020
Weszło
03.08.2020

Stal w trzeciej lidze, sprawa Skry w prokuraturze

Jak wiemy, Stal Stalowa Wola bardzo pragnęła pozostać w drugiej lidze, mimo tego, że spadła do trzeciej. Ale sami rozumiecie, jakie mamy czasy – dość pokręcone i różne regulaminowe cuda już widzieliśmy, więc swoich sił spróbowała również Stal, która zaapelowała do PZPN-u o poszerzenie drugiej ligi do dwudziestu zespołów (teraz jest ich dziewiętnaście przez awanse […]
03.08.2020
Włochy
03.08.2020

Znakomity Szczęsny, rozczarowujący Teodorczyk… Jak poszło Polakom w Serie A?

Jak doskonale wiadomo, nie brakowało Polaków w minionym sezonie Serie A. Jest wśród nich mistrz kraju, są zdobywcy Pucharu Włoch, ale są również spadkowicze. Kto zachwycił, kto spełnił oczekiwania, a kto rozczarował i ma za sobą stracony rok? Pokusiliśmy się o małe podsumowanie. Nie braliśmy pod uwagę piłkarzy, którzy w trakcie rozgrywek zmienili ligę, jak […]
03.08.2020
Weszło
03.08.2020

Biznes po płocku. Nie ma ani 20 tysięcy złotych, ani drużyny

Jak wiadomo, Wisła Płock nie pojechała na zgrupowanie, ponieważ u jednego z zawodników wykryto koronawirusa. To zdarzenie zapoczątkowało medialną ofensywę nowego prezesa płocczan, Tomasza Marca – i nie do końca wiadomo, czy on się chwali, czy żali. Na początek zacytujmy fragment wywiadu z „Przeglądu Sportowego”: – Wybraliśmy więc droższe testy wymazowe głównie dlatego, żeby mieć […]
03.08.2020
Weszło
03.08.2020

Punkt za Juventusem. Conte zdecydowanie ma na czym budować!

Jeden punkt. Tak niewielkiej różnicy na szczycie Serie A nie było od dawna, więc Inter Mediolan ma powody do radości. Owszem, dorobek całego peletonu potwierdza, że to nie gonitwa była wyjątkowo mocna, ale Stara Dama wyjątkowo słaba. W erze dominacji Juve – czyli w erze trwającej już prawie dekadę – nigdy mistrz nie miał tak lichego […]
03.08.2020
Weszło
03.08.2020

Marzec: Po rozstaniu ze Stalą Mielec mam bliznę. Ale ona się zagoi

– Przychodząc do Stali mieliśmy jasno określony cel i udało się go zrealizować. Później była euforia, radość. Nie rozmawialiśmy wcześniej o klauzuli zakładającej przedłużenie umowy w przypadku awansu, bo na etapie, gdy trafiałem do Mielca, była fajna atmosfera i zaufałem ludziom. Uznałem, że nie ma o czym rozmawiać, że to normalne w takich relacjach – […]
03.08.2020
Weszło
03.08.2020

Kowalewski oddaje się do dyspozycji Rady Nadzorczej, ale jest ładnie ubrany

Słyszeliśmy o dziennikarzach śledczych, słyszeliśmy o dziennikarzach modowych, ale nie słyszeliśmy jeszcze o dziennikarzach śledczo-modowych. Dziwne to by było, gdyby Bob Woodward i Carl Bernstein z jednej strony ujawniali niecne działania Nixona, a z drugiej dyskutowali, czy czarny to nowy różowy, czy jednak różowy to nowy czarny. Ale jednak jest taka profesja! Do takich wniosków […]
03.08.2020
Weszło
03.08.2020

Mioduski: „Boruc rozumiał nasze ograniczenia. Daliśmy z siebie maksimum”

– Artur Boruc rozumiał nasze ograniczenia. Od początku było wiadomo, na co możemy sobie pozwolić, a na co nie. Ale zdawaliśmy sobie sprawę, że nie przyjdzie u nas grać za nic, za frytki, za grosze – że musi zarabiać przyzwoite pieniądze. Daliśmy z siebie maksimum, a Boruc też podszedł do tego tematu bardzo racjonalnie. Z […]
03.08.2020
Weszło
03.08.2020

Pątnicze drogi nowicjuszy do Ekstraklasy. Który beniaminek jest najmocniejszy?

Podbeskidzie Bielsko-Biała, Stal Mielec, Warta Poznań. Co łączy te kluby? Ano chyba to, że wszyscy beniaminkowie przyszłego sezonu Ekstraklasy ciągną za sobą historie przypominające pięty gorliwego pątnika. Już nawet mniejsza o czas oczekiwania na powrót do elity, bo choć Stal i Warta czekały ćwierć wieku i mogą tą pokaźną liczbą grać, to Podbeskidzie wróciło na […]
03.08.2020
Weszło
03.08.2020

Gorgon w Pogoni, czyli czas na stabilizację w ofensywie

Pogoń Szczecin obiecała, że utrata sponsora strategicznego nie wpłynie na negocjacje transferowe i słowa dotrzymała. Bo tak należy rozumieć sięgnięcie po Alexandra Gorgonia, kapitana HNK Rijeki. Nie gościa z rezerw, nie takiego po przejściach, nie byłego reprezentanta i nadziei kraju XYZ. W Ekstraklasie ląduje człowiek, który przez ostatnie lata zgarniał trofea i był kluczowym zawodnikiem […]
03.08.2020
Weszło
03.08.2020

Gole Klimali i Niezgody, asysta Jagiełło. Jak grali stranieri?

Doszliśmy do tego momentu sezonu, w którym po szalonym maratonie zostało tylko konfetti na finiszu i parę butelek do posprzątania. Większość lig zakończyła już granie, choć… Może lepiej powiedzieć – zawiesiła? W końcu za moment wszyscy wrócą na boiska i rozpoczną nowy sezon. W każdym razie grania jest niewiele, co nie znaczy, że nasi stranieri wleźli […]
03.08.2020
Weszło
03.08.2020

Mecz z Lechem nie jest dla mnie priorytetem. Póki co cieszymy się z awansu

– Spotkanie z Lechem nie jest dla mnie priorytetem, ale wiem, że będzie ono już w czwartej kolejce. Życie natomiast pokaże, co się wydarzy za tydzień albo dwa. Na razie cieszymy się z tego, co jest i już niedługo wracamy do pracy, aby godnie reprezentować Wartę w ekstraklasie. Zobaczymy, jakie będą ruchy transferowe. Myślę, że […]
03.08.2020
Weszło
02.08.2020

Odcinek specjalny quizu – Cezary Stefańczyk kontra rekord Damiana Smyka!

Czy rekordowy wynik Damiana Smyka zostanie pobity? Z tym pamiętnym występem zmierzy się dziś Cezary Stefańczyk, który polską ligę zna na wylot. Jak doświadczony ligowiec wypadnie w naszym quizie? Oglądajcie specjalny odcinek, w którym obok byłego obrońcy Wisły Płock zobaczymy Jakuba Białka, Kubę Olkiewicza i Jana Mazurka. Prowadzenie – niezawodny Paweł Paczul. Startujemy o 20!
02.08.2020
Inne sporty
02.08.2020

F1. Pięćdziesiąt okrążeń nudy, dwa okrążenia szaleństwa

Jeśli wyłączyliście Grand Prix Wielkiej Brytanii na kilka okrążeń przed końcem – nie będziemy zdziwieni. Właściwie wszystko zdawało się wówczas rozstrzygnięte. Niemal przez cały wyścig pierwsza czwórka jechała po swoje. Działo się co najwyżej za ich plecami. Jeśli jednak wytrwaliście do końca – otrzymaliście nagrodę. Bo ostatnich kilka okrążeń to była istna jazda bez trzymanki. […]
02.08.2020
Weszło
02.08.2020

Komu z I ligi dać szansę w Ekstraklasie? 7 nazwisk do notesów skautów

W pierwszej lidze znamy już wszystkie rozstrzygnięcia, więc zabieramy się za kolejne podsumowania. Wybraliśmy już najlepszych piłkarzy zaplecza po restarcie, a teraz czas na zawodników, którym można dać szansę w Ekstraklasie. Od razu zaznaczymy – odrzuciliśmy tych, którzy do niej awansowali oraz młodzieżowców, którym poświęcimy osobny tekst. Grono zostało dość mocno okrojone, ale… daliśmy radę […]
02.08.2020
Weszło
02.08.2020

Casus Davida Kopacza. Niemiecka szkoła nie szkoli nam gwiazd

David Kopacz to typ zawodnika, który rozbudzał nadzieje. Trenował z Mario Goetze, Pierre-Emerickiem Aubameyangiem, Gonzalo Castro, Mario Gomezem, Marco Reusem, Erikiem Thommym i jeszcze paroma innymi uznanymi nazwiskami, które błyszczą lub błyszczały w Bundeslidze. Rósł z Jadonem Sancho, dzisiaj wartym pewnie ponad sto milionów. Co więcej, w juniorach Borussii Dortmund miewał mecze, w których grał […]
02.08.2020
Weszło
02.08.2020

Abramowicz: Karny z Wartą? Jak się walczy w powietrzu, to nieuniknione, że ręce lądują na rywalu

Dawid Abramowicz kontrowersyjny rzut karny w meczu Warty Poznań z Radomiakiem widział z bliska. Nawet z bardzo bliska, bo to on go sprokurował. Jak sytuacja wyglądała z jego perspektywy? Czy ma pretensje do Łukasza Spławskiego, albo sędziego Bartosza Frankowskiego? Co sądzi o finałowym spotkaniu? Jak zareagował, gdy zobaczył kibiców z Radomia pod stadionem w Grodzisku? […]
02.08.2020