Czasy się zmieniają, a on wciąż wygrywa – Federer właśnie wywalczył setny tytuł

Jan Ciosek

Autor:Jan Ciosek

02 marca 2019, 19:29 • 3 min czytania

Czasy się zmieniają, a on wciąż wygrywa – Federer właśnie wywalczył setny tytuł

Sto to już poważna liczba. Wyobraź sobie, że zrobisz coś z powodzeniem sto razy – niezależnie co to będzie – sto dobrze napisanych tekstów, sto ciekawych wpisów na Facebooku, sto pięknych zdjęć na Instagramie, czy z zupełniej innej beczki – sto sukcesów w pracy i sto podwyżek (życzymy i wam, i sobie), sto niezapomnianych imprez, czy sto dobrze wybranych seriali na Netflixie. Nieważne, co to będzie – istotne jest to, że jeśli coś uda się sto razy, to musi o czymś świadczyć. Roger Federer właśnie wygrał setny zawodowy turniej, dołączając do najbardziej elitarnego tenisowego Klubu 100 (dwuosobowego).

Reklama

O finale w Dubaju nie ma się co za bardzo rozpisywać. Odbył się, Federer wygrał w dwóch setach po 6:4. To wcale nie było oczywiste, bo po drugiej stronie siatki stał gość, którego już niektórzy okrzyknęli „drugim Federerem”, czy też jego następcą. Stefanos Tsitsipas to rewelacyjny 20-latek z Grecji, który od poniedziałku zadebiutuje w pierwszej dziesiątce rankingu. To on w styczniu wyeliminował Federera w 4. rundzie Australian Open, zatrzymując się dopiero w półfinale na Rafie Nadalu. W Dubaju w ćwierćfinale Grek pokonał w trzech setach naszą tenisową nadzieję – grającego najlepszy tenis w życiu Huberta Hurkacza. W półfinale uporał się z Gaelem Monfilsem. Dziś jednak nie dał rady Federerowi. I dobrze – on się jeszcze w życiu nawygrywa, a Szwajcara coraz bardziej goni czas. Mistrz z Bazylei za kilka miesięcy skończy 38 lat, na zawodowych kortach jest od ponad dwóch dekad, a dokładniej mówiąc od roku 1998, czyli tego, w którym urodził się wspomniany Tsitsipas.

Dziś Federer wygrał swój pierwszy turniej w 2019 roku. W ten sposób automatycznie zabezpieczył się przed nieszczęściem, jakim jest sezon bez pucharu. Od razu uspokajamy: od kiedy wygrał pierwszy turniej w 2001 roku, przytrafił mu się taki rok tylko jeden (2016), co samo w sobie jest już osiągnięciem absolutnie oszałamiającym. Właśnie, 2001 rok i pierwsza wygrana – w takim dniu warto sobie powspominać, choć przecież początek XXI wieku to jakaś prehistoria. Aby to sobie uświadomić jeszcze wyraźniej, napiszemy, że działo się to mniej więcej w tym samym czasie, w którym reprezentacja Jerzego Engela szykowała się do decydujących meczów eliminacji azjatyckiego mundialu i w towarzyskim spotkaniu na Cyprze demolowała 4:0 Szwajcarię (Dudek w bramce, Kłos, Zieliński, Żewłakow i Hajto w obronie, Koźmiński, Świerczewski, Karwan i Zdebel w pomocy, a na szpicy Kryszałowicz i Olisadebe).

Reklama

Właśnie wtedy niespełna 20-letni Federer, 27. w światowym rankingu, zameldował się w Mediolanie. W pierwszej rundzie ograł Rainera Schuettlera, w drugiej Cyrila Saulniera (po zaciętych trzech setach), w ćwierćfinale grającego z dziką kartą Gorana Ivanisevicia, a w półfinale siódmego w rankingu Jewgienija Kafielnikowa. W finale już czekał Julien Boutter, zawodnik z okolic siódmej dziesiątki listy ATP. Federer wygrał 6:4, 6:7 (4-7), 6:4, zapewniając sobie pierwszy tytuł w karierze.

2001

Jasne, już wtedy uważany był za wielki talent i eksperci wróżyli mu dużą karierę, ale gdyby wtedy w Mediolanie, wieczorem 4 lutego 2001 roku, ktoś mu powiedział, że w ciągu kilkunastu lat dołoży jeszcze 99 tytułów, w tym 20 wielkoszlemowych, niezawodnie zostałby uznany za wariata. Do tej pory przecież w całej w historii tenisa tylko jeden człowiek przekroczył setkę singlowych tytułów – to Jimmy Connors, grający w latach 1972-1996, którego licznik dobił do 109.

To dla mnie absolutne spełnienie marzeń. Jestem zachwycony. To wspaniała sprawa, że wygrałem tu po raz ósmy i jednocześnie wywalczyłem setny tytuł – mówił dziś Roger Federer na korcie w Dubaju, wyraźnie wzruszony. Dobra, zdajemy sobie sprawę, że to niezbyt odkrywcze zdania, w zasadzie było wiadomo, że powie coś w tym stylu. Ale umówmy się, że Szwajcar mógłby do końca kariery nie powiedzieć ani słowa, bo przemawiają za niego wyniki.

Dla porządku dodajmy: Agnieszka Radwańska, która miała fantastyczną karierę, wyszarpała przez kilkanaście lat 20 tytułów WTA. Jeśli chodzi o cykl ATP, od czasów Wojciecha Fibaka (15 zwycięstw w singlu i 52 w deblu w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych), żaden Polak nie zdołał sięgnąć po tytuł… To robi wrażenie.

Panie Federer, czapki z głów!

Fot. Newspix.pl

Najnowsze

Reklama

Inne sporty

Igrzyska

Trzy polskie medale na igrzyskach? Cel trudny do osiągnięcia

AbsurDB
5
Trzy polskie medale na igrzyskach? Cel trudny do osiągnięcia
Igrzyska

Usłyszała od Piesiewicza, że będzie chorążą. „Jestem dumna”

Jakub Radomski
15
Usłyszała od Piesiewicza, że będzie chorążą. „Jestem dumna”
Igrzyska

Przeanalizował szanse Polaków. „Żurek jedzie po dwa medale”

Jakub Radomski
6
Przeanalizował szanse Polaków. „Żurek jedzie po dwa medale”
Reklama
Reklama