„Młodzi Polacy z I ligi” – czy faktycznie sprawdzają się w Ekstraklasie?

redakcja

Autor:redakcja

28 grudnia 2018, 20:28 • 4 min czytania

Reklama
„Młodzi Polacy z I ligi” – czy faktycznie sprawdzają się w Ekstraklasie?

Juliusz Letniowski lada moment ma oficjalnie związać się z Lechem Poznań. W związku z tym transferem 20-latka z Bytovii do Ekstraklasy postanowiliśmy sprawdzić – jak w ostatnich latach wyglądały przejścia młodych piłkarzy z niższych lig do klubów z najwyższej klasy rozgrywkowej. Wnioski? Zaistnieć w lidze udaje się niewielu (średnio około dwóm na sezon), zdecydowana większość (około 70-80%) przepada.

Reklama

Lech Poznań to jeden z tych klubów, który blisko dekadę temu chętnie sięgał po młodych piłkarzy z niższych lig. Nawet udało się wyciągnąć takiego jednego asa z I ligi, co to później do Bayernu trafił. W ostatnich latach Kolejorz zaniechał jednak intensywnego przeczesywania zaplecza Ekstraklasy i skupił się na rynkach zagranicznych. W Poznaniu uznali bowiem, że niszę „młodych Polaków” zagospodarują własną fabryką. I trudno im odmówić racji w tym, że młodzieżowcy z akademii prezentowali odpowiedni poziom – Kędziora, Linetty, Kamiński czy Kownacki grali przecież w sezonie 2014/15, gdy lechici sięgali po mistrzostwo Polski.

Natomiast wyciągnięcie ręki po Juliusza Letniowskiego, 20-latka z Bytovii, pokazuje, że Lech wraca do tego kierunku. Jarosław Araszkiewicz, skaut poznaniaków, jeździ po I lidze oglądać piłkarzy wypożyczonych ze stolicy Wielkopolski do klubów z tego poziomu. I tak też wpadł mu w oko Letniowski. Zresztą trudne to nie było – każdy, kto uważniej śledzi I ligę widział, że ten chłopak ma coś wyjątkowego.

Ale w ostatnich pięciu latach takich chłopaków w niższych ligach – wbrew powszechnemu sloganowi „weźmy młodzież z wioski, gorsi od zagranicznego szrotu nie będą” – wcale aż tak wielu nie było. Owszem, znalazłoby się kilku zawodników, którzy przyszli do Ekstraklasy z I ligi i rychło wyjechali za niezłe pieniądze w międzyczasie trafiając do reprezentacji Polski. Taki Jacek Góralski (Zawisza), taki Damian Kądzior (Wigry), wkrótce wyjazd czeka pewnie i Tarasa Romanczuka (Legionovia). Ale zawodników do lat 21, którzy po transferze z niżej ligi do Ekstraklasy zostali niezłymi ligowcami, to wielu się nie doliczyliśmy.

Tak wygląda zestawienie młodzieżowców, którzy w ostatnich pięciu sezonach trafiali do Ekstraklasy. Na zielono ci, którzy coś w tej lidze osiągnęli albo przynajmniej nieźle rokują. Nie braliśmy pod uwagę zawodników, którzy awansowali z danym klubem do Ekstraklasy lub piłkarzy wypożyczanych z ekstraklasowiczów do I ligi.

Reklama
Reklama

W kilku miejscach mieliśmy wątpliwości. No bo czy taki Smuga to piłkarz, który wniósł do Górnika nową jakość i co tydzień siadamy przez telewizorami, by podziwiać jego umiejętności? No nie. Tak samo z Rasakiem – gra chłopak w tej Wiśle, dostał kilka powołań do młodzieżówki. Generalnie – obaj nie są gwiazdami tej ligi, ale i obaj nie przepadli gdzieś w rezerwach. Na zielono mógłby też być np. Łabojko, ale wolimy wstrzymać się z oceną chociażby do końca tego sezonu. Początek ma nieco rozczarowujący wobec tego, czego o nim się nasłuchaliśmy.

Nawet przy optymistycznych szacunkach wychodzi na to, że w ostatnich pięciu sezonach sprawdziło się jedynie dziewięciu piłkarzy. Czyli z młodocianych zaciągów z I czy II ligi przebija się mniej więcej co czwarty piłkarz. Czy to dużo? Zależy jak na to spojrzeć. Wielu z tych chłopaków do Ekstraklasy trafiło za darmo albo za drobne. Niektórzy byli brani z braku laku i z góry skazywano ich na gnicie w CLJ albo rezerwach – na zasadzie „a nuż wypali”. Gdyby ściąć tę listę wyłącznie do zawodników, wobec których były duże oczekiwania i którzy już na zapleczu Ekstraklasy się wyróżniali, to skuteczność takich ruchów wzrosłaby zdecydowanie.

Ale tak skromna liczba młodzieżowców, którzy w jakiś sposób zaistnieli w Ekstraklasie po transferze z niższych lig pokazuje, że slogan „bierzmy młodych z wiosek i miasteczek” nie do końca ma szanse sprawdzić się w rzeczywistości. Tak naprawdę z tych blisko 40 nazwisk miejsce w składzie klubu TOP8 Ekstraklasy miałoby może z czterech zawodników – Niezgoda (zdrowy), Sanogo, Szymański i może Chrzanowski. Przypomnijmy – to czterech młodzieżowców, którzy na przestrzeni ostatnich pięciu sezonów coś znaczą w tej lidze.

Reklama

Oczywiście powodów tego stanu rzeczy jest kilka. Przede wszystkim – niska podaż. Możemy zakłamywać rzeczywistość i mówić, że po pierwszoligowych boiskach biegają dziesiątki przyszłym reprezentantów, ale życie to weryfikuje. Druga strona medalu jest taka, że duże akademie zasysają zdolnych zawodników z mniejszych klubów już na wcześniejszych etapach. Wróćmy do przykładu Lecha – z tych najciekawszych wychowanków tylko Robert Gumny jest piłkarzem Kolejorza od dziecka. Poza tym – Kownacki pochodzi z Gorzowa, Kędziora spod Zielonej Góry, Kamiński z Konina, Linetty z Damasławka, Bednarek z Kleczewa. Oni mogliby trafić do Lecha jako 17-latkowie, ale ich rozwój nie byłby tak zaawansowany jak wtedy, gdy przyszli do Poznania z Sokoła Damasławek czy Górnika Konin. Zatem skauting niższych lig oczywiście się odbywa, ale na wcześniejszym etapie.

I być może takie przykłady jak Letniowski trzeba traktować jako wyrzuty sumienia dużych graczy polskiej piłki. Że albo ich nie znaleziono i musieli terminować w I lidze, albo – jak w przypadku potencjalnego przyszłego lechity – na pewnym etapie ich odpalono.

fot. FotoPyk

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Cracovio, ogarnij napastnika! Bartosz Grzelak po raz pierwszy nie zremisował

Kacper Korpak
10
Cracovio, ogarnij napastnika! Bartosz Grzelak po raz pierwszy nie zremisował