Real Madryt wygrywa, ale kryzysu nie odwołał

Bartosz Burzyński

03 listopada 2018, 19:08 • 3 min czytania

Real Madryt wygrywa, ale kryzysu nie odwołał

Królewscy od dłuższego czasu nie tylko są w czarnej dupie, a zaczęli się w niej urządzać. Za fatalne wyniki posadą zapłacił już Julen Lopetegui, ale problemów ze sobą nie zabrał. Piłkarze Realu Madryt nadal są fatalni w niemal każdym aspekcie piłkarskiego rzemiosła. Nic więc dziwnego, że Real Valladolid wpadł na Santiago Bernabeu i nie bał się grać w piłkę. Ba, nie bał się dyktować warunków i tempa gry.  

Reklama

Real Madryt w poprzednim sezonie był nie do zatrzymania w Lidze Mistrzów. Było tak przede wszystkim dlatego że Cristiano Ronaldo strzelał bramki na zawołanie, ale także dzięki drugiej linii. Kosmiczna gra trójki Casemiro, Modrić i Kroos miażdżyła każdą linię obrony. Dziś natomiast każdy z tych piłkarzy jest cieniem samego siebie. I co najgorsze dla sympatyków „Los Blancos” nie zapowiada się na to, by w najbliższym czasie coś się miało zmienić w tej kwestii. Po prostu tak dużych braków w przygotowaniu fizycznym nie można nadrobić błyskawicznie. Potrzeba dużo czasu, a tego akurat piłkarze Santiago Solariego nie mają.

Reklama

Kibice na Santiago Bernabeu nie wytrzymali dziś nawet dwóch kwadransów bez gwizdania. Trudno się im dziwić, bo ich drużyna grała strasznie słabo i jednostajnie. W ofensywie brakowało Królewskim pazura i przyspieszenia. Czasami udało się uderzyć głową po dośrodkowaniach, ale stuprocentowymi okazjami byśmy tego nie nazwali. Próbowali zwłaszcza Casemiro i Bale, ale jak nie brakowało im precyzji, to dobrą interwencją popisywał się bramkarz rywali. Inna sprawa, że tych dośrodkowań wcale nie było dużo. Groźnych akcji z gry natomiast nie było prawie wcale. A jak już udało się dograć do Benzemy, to ten nie potrafił zdobyć gola. Francuz czasami był blokowany przez obrońców Valladolid, a innym razem Masip popisał się dobrą interwencją.

Obrona Realu Madryt na papierze nie wyglądała dziś nawet przyzwoicie. Do Sergio Ramosa dołączyli Reguilon, Nacho i Odriozola. Nie lepiej zresztą było na boisku, bo Real Valladolid kilka razy mocno zagroził bramce strzeżonej przez Courtoisa. Najbliżej strzelenia gola byli Ruben Alcaraz i Toni Villa, którzy obili poprzeczkę. Ten drugi innym razem uderzył tak, że bramkarz Realu Madryt musiał mocno się wysilić, by dobrze interweniować. Mało? Antonito w pierwszej połowie znalazł się w znakomitej sytuacji po prostopadłej piłce od Leo Suareza, ale niecelnie lobował golkipera gospodarzy.  Generalnie przyjezdnym brakował dziś tego, co do Realu Madryt uśmiechnęło się w ostatnich minutach meczu. Otóż Vinicius Junior wszedł w pole karne i mocno uderzył gdzieś w stronę linii bocznej, ale piłka po drodze odbiła się jeszcze od Kiko Olivasa i wpadła do bramki. Ten gol był niczym innym jak wielkim szczęściem. Spójrzcie sami:

https://twitter.com/VitinhoMoleque/status/1058766260908056577

Chwilę później Karim Benzema wywalczył jeszcze rzut karny, który na gola zamienił Sergio Ramos, ale wiele to nie zmienia. Real Madryt na własnym stadionie nie potrafił zdominować meczu z Realem Valladolid. Ba, nie był w stanie przejąć inicjatywy na dłużej niż dwie minuty. Jasne, zdobył trzy cenne punkty, ale w takim stylu, że kibice nadal czują wstyd, jak oglądają popisy swoich ulubieńców.

Real Madryt – Real Valladolid 2:0 (0:0)

1:0 Kiko Olivas (Bramka samobójcza) 83′

2:0 Sergio Ramos 88′

Fot. NewsPix

Najnowsze

La Liga

Barcelona drżała do końca, ale ma półfinał! Słaby Lewandowski

Jakub Radomski
11
Barcelona drżała do końca, ale ma półfinał! Słaby Lewandowski
Reklama

Weszło

Reklama
Reklama