Reklama

Jak co jakiś czas… Totalna rozpierducha w Sportingu

redakcja

Autor:redakcja

02 czerwca 2018, 14:47 • 4 min czytania 8 komentarzy

Czasami spoglądamy na silniejsze ligi od naszej i wcale nie czujemy zazdrości. Jasne, mają tam lepszych piłkarzy i generalnie mecze są ciekawsze, bo nasza ekstraklasa serwuje czasami gnioty, których nie da się oglądać nawet przez kwadrans. Ogólnie jednak czasem brakuje u nas dodatkowych atrakcji. I bardzo się z tego cieszymy, bo nie chcielibyśmy zajmować się – przykładowo – grecką ekstraklasą, w której panuje totalny chaos. Za emocjami, które od kilku miesięcy mają miejsce w Lizbonie również specjalnie nie tęsknimy, bo miejscowy Sporting to ostatnio istny dom wariatów. 

Jak co jakiś czas… Totalna rozpierducha w Sportingu

Naprawdę trudno o większy burdel niż ten, który mają w lizbońskim klubie. Na początku kwietnia w Sportingu doszło do trzęsienia ziemi, ponieważ ekscentryczny prezydent klubu, Bruno de Carvalho, obsmarował swoich piłkarzy w mediach społecznościowych. Najbardziej dostało się zagranicznym zawodnikom, ale nie upiekło się właściwie nikomu. Co ciekawe taki wpis 46-latka właściwie nikogo nie dziwił, bo porażka z Atletico była dla niego tylko pretekstem, by ponownie obrazić swoich piłkarzy. Tym razem jednak zawodnicy nie zamierzali udawać, że nic się nie dzieje i wydali specjalne oświadczenie: – Zawsze walczymy dla naszego ukochanego klubu, dla naszych fanów, a także dla samych siebie. Z tego powodu wyrażamy w tej wiadomości nasze duże niezadowolenie z powodu publicznego komentarza naszego prezesa po meczu, w którym nie osiągnęliśmy takiego rezultatu, jaki chcieliśmy. Nie mamy wsparcia od osoby, która powinna nas wspierać w złych chwilach. W końcu jest naszym liderem. Poza tym uważamy, że niezależnie od okoliczności takie sprawy powinny być rozwiązywane wewnątrz grupy.

Efekt? Bruno de Carvalho zakomunikował, że zawiesza wszystkich graczy, którzy podpisali się pod oświadczeniem. Nazwisk było 18, a właściwie 19, bo Bas Dost nie strzelił parafki tylko dlatego, że nie posiada kont na portalach społecznościowych. Gdy jednak dowiedział się o całej akcji, od razu poparł kolegów z drużyny. Co prawda sytuacja rozeszła się po kościach i zawodnicy zagrali w kolejnym meczu, ale raptem miesiąc później stało się coś jeszcze gorszego. Otóż po wstydliwej porażce Sportingu z Maritimo sześćdziesięciu zamaskowanych idiotów wtargnęło do szatni i pobiło piłkarzy oraz trenera, Jorge Jesusa. Pierwszy oberwał  szkoleniowiec, a następnie dostało się Fredy’emu Montero, Williamowi Carvalho, Marcosowi Acunie, Josipowi Misiciowi i Basowi Dostowi.

Zaraz po tym wydarzeniu mówiło się, że piłkarze latem masowo opuszczą Sporting. Wcale nas to nie dziwiło, bo trudno grać w drużynie, w której prezydent klubu obraża cię publicznie, a kibice leją po przegranym meczu. Na tej podstawie swoją wieloletnią przygodę z portugalskim klubem chce zakończyć Rui Patricio. Bramkarz początkowo dogadał się z Napoli, a kluby ustaliły kwotę transferu na 18 milionów euro. W ostatniej chwili transakcję zablokował jednak nowy trener włoskiego klubu, Carlo Ancelotti. Do gry wkroczył więc Wolverhampton, który na stół wyłożył taką samą kwotę, co Napoli. Oczywiście oferta została zaakceptowana, a papiery były już przygotowane do finalizacji transferu. Wszystko jednak upadło, bo Bruno de Carvalho nieoczekiwanie stwierdził, że chce jednak dwa miliony euro więcej. Sytuacja była na tyle absurdalna, że księgowi Sportingu przepraszali wszystkie strony uczestniczące w tej transakcji. Doświadczony bramkarz lizbońskiej drużyny podobno złożył już wniosek, w którym prosi o rozwiązanie umowy za porozumieniem stron. Nie wyklucza również, że skieruje sprawę do sądu.

Reklama

Nie tylko Rui Patricio nosi się z zamiarem opuszczenia klubu. Kapitan Sportingu, William Carvalho podobno w piątek pojawił się w siedzibie klubu i złożył wniosek o rozwiązanie kontraktu. Prawdopodobnie trafi do Evertonu, który już od dawana jest zainteresowany jego usługami. Daniel Podence również nie chce już grać w lizbońskim klubie, dlatego także złożył na biurko włodarzy „Lwów” prośbę o rozwiązanie jego umowy za porozumieniem stron. Bez wątpienia takich pism już wkrótce może być znacznie więcej.

Wydaje się, że Sporting znajduje się obecnie nad przepaścią, a piłkarze raczej nie wyciągną pomocnej dłoni w stronę klubu, jeśli prezydentem nadal będzie Bruno de Carvalho. Obecny szef uczynił zbyt wiele zła, żeby wszystko zostało mu wybaczone i zapomniane.

Fot. newspix.pl

Najnowsze

Komentarze

8 komentarzy

Loading...