Od rozczarowania do lidera reprezentacji

redakcja

Autor:redakcja

24 marca 2018, 15:46 • 4 min czytania

Reklama
Od rozczarowania do lidera reprezentacji

Czy reprezentacja Polski ma wreszcie rozgrywającego, który gwarantuje odpowiedni poziom? Być może to jeszcze nie czas na takie wnioski, ale faktem jest, że w meczu z Nigerią, to Piotr Zieliński był w naszych szeregach najlepszy na boisku. Jasne, do ideału trochę brakowało, początkowo zapowiadało się zresztą na „typowego Ziela”, ale piłkarz Napoli z każdą minutą wskakiwał na coraz wyższe obroty, nawiązując swoją grą do dobrych występów z eliminacji do Mistrzostw Świata w Rosji. W efekcie znów zagrał na miarę oczekiwań, co przecież nie zawsze było regułą. I chyba ostatecznie udowodnił, że reprezentacji może dać naprawdę dużo.

Nasza kadra na brak rozgrywającego z prawdziwego zdarzenia cierpi od niepamiętnych czasów. Ze względu na znikomość opcji Adam Nawałka długo maskował ten problem, stosując system gry bez klasycznej „dziesiątki”. Z usług Zielińskiego początkowo korzystał w ograniczonym zakresie, wprowadzając go do kadry pomału i bez nerwowych ruchów. Mimo to „Zielu”, gdy już dostawał szansę, to przeważnie zawodził. Sprawiał wrażenie zablokowanego i skrępowanego, o czym szerzej W SWOIM FELIETONIE  pisał Leszek Milewski.

Postawa wychowanka Orła Ząbkowice Śląskie była tym bardziej rozczarowująca, że w jednym ze pierwszych meczów w narodowych barwach, mocno rozpalił apetyty kibiców. Jeszcze za kadencji Waldemara Fornalika zaliczył bardzo obiecujące 45 minut w towarzyskim spotkaniu z Danią, w którym zdobył zresztą swoją pierwszą bramkę dla reprezentacji. Później nie było już jednak tak różowo. Zieliński zaliczył słaby występ w zremisowanym towarzyskim meczu ze Szwajcarią, bardzo przeciętny występ z Grecją czy kompromitującą połówkę z spotkaniu z Ukrainą na Euro. Zdarzało się też, że dobre występy (mecz z Serbią), przeplatał beznadziejnymi (mecz z Holandią). Przebłyski dużego talentu pokazywał, ale znacznie częściej po prostu się spalał.

Nie od dziś wiadomo, że w przypadku Zielińskiego problemu nie stanowiły umiejętności, ale psychika. Niby dziwne, bo przecież gra w silnych klubach, ale w kadrze coś zawsze było nie tak. Brakowało pewności siebie i zdecydowania, co mocno rzutowało na jego reprezentacyjny rozwój. Dużo łatwiej było Zielińskiego po prostu skreślić, niż postawić na to, że kiedyś w końcu się odnajdzie.

Reklama

Tendencja zaczęła odwracać się w meczach eliminacyjnych do mundialu w Rosji. Zieliński cykl zaczął od przeciętnego występu z Kazachstanem, ale potem, nie licząc wyjazdowej porażki z Danią, było już tylko lepiej. Widać to zresztą po notach, które wystawialiśmy po każdym spotkaniu:

Kazachstan – 3

Dania – 6

Armenia – 4

Reklama

Rumunia – 7

Czarnogóra -5

Rumunia – 8

Dania – 1

Reklama

Kazachstan – 4

Armenia – 7

Czarnogóra – 7

Pierwszy symptom, że w grze Zielińskiego coś drgnęło, dostaliśmy w meczu z Danią w Warszawie. Najlepiej, co widać zresztą po notach, zaprezentował się jednak w spotkaniu z Rumunią, najlepszym, jakie do tej pory rozegrał w narodowych barwach. Patrząc na noty, można również zauważyć, że „Zielu” wreszcie zaczął sobie dobrze radzić w meczach z teoretycznie najsilniejszymi zespołami. Potwierdził to zresztą wczoraj bo choć Nigeria nie jest żadnym potentatem, to w piłkę coś tam jednak gra i zdecydowanie bliżej jej do poziomu Danii niż Kazachstanu. Przed Mistrzostwami Świata to bardzo obiecujący prognostyk.

Reklama

Oczywiście dobra gra Zielińskiego nie wzięła się z niczego. W eliminacjach otrzymał od Adama Nawałki olbrzymi kredyt zaufania, który w zasadzie w całości spłacił. Selekcjoner odważnie postawił na rozgrywającego, wystawiając go w pierwszym składzie we wszystkich meczach, których stawką był awans na mundial i jednocześnie sukcesywnie budując. Zieliński tylko dwa razy schodził z boiska przed końcowym gwizdkiem, a na ławce rezerwowych przebywał raptem 20 minut. Długo oczekiwane efekty przyszły w drugiej części eliminacji. „Zielu” w sześciu meczach zanotował tyle samo asyst. Szczególną wartość miała ta w wyjazdowym spotkaniu z Czarnogórą, po której Łukasz Piszczek zdobył zwycięską bramkę.

Postawa Zielińskiego w ostatnich meczach może więc tylko cieszyć. Wydaje się, że piłkarz Napoli nie tylko wreszcie ustabilizował reprezentacyjną formę, ale przede wszystkim okrzepł i zaczął sobie radzić z ciężarem oczekiwań. Głowa wreszcie nadąża za umiejętnościami. To ważne, bo wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w układance Nawałki, właśnie na Zielińskim będzie ciążył obowiązek kreowania akcji ofensywnych. W meczu z Nigerią udowodnił, że nie sprawia mu to większych problemów, czym w zasadzie przyklepał sobie miejsce w wyjściowym składzie na mecz z Senegalem.

Piłkarz tego typu niewątpliwie jest tej reprezentacji potrzebny. Nieszablonowość, kreatywność, technika i duża łatwość w wygrywaniu pojedynków pozwalają zyskać przewagę w środku pola, co – biorąc pod uwagę formę innych zawodników drugiej linii – daje nieocenioną wartość. A jeśli Zieliński w będzie nadal rozwijał się w takim tempie, jak na przestrzeni ostatnich miesięcy, to wkrótce przestanie pełnić rolę dodatku do Lewandowskiego i stanie się liderem z prawdziwego zdarzenia.

Fot. 400mm.pl

Reklama

Najnowsze

Weszło