Reklama

Potwierdzona informacja – Odra Opole posiada twierdzę

redakcja

Autor:redakcja

04 listopada 2017, 15:07 • 3 min czytania 3 komentarze

Dzisiejszy mecz był bardzo standardowy i niezwykle przewidywalny jak na realia pierwszej ligi. Odra po raz kolejny zgarnęła komplet punktów na własnym podwórku, w pięciu meczach ma ich 13, a tyszanie – jakżeby inaczej – do domu wracają z niczym, trzeci raz w tym sezonie (na pięć prób). 

Potwierdzona informacja – Odra Opole posiada twierdzę

Grano co prawda 11 na 11, ale długo byliśmy świadkami starcia Ćwielong kontra Skrzypczak. Jeśli chodzi o Ćwielonga, to w pierwszej połowie wszystko co w ofensywie zrobił GKS Tychy, było tylko jego zasługą. Choć niekoniecznie oznacza to pochwałę dla byłego reprezentanta kraju, ponieważ drużyna Tarasiewicza atakowała tyle co nic. Dla porządku odnotujmy jednak poczynania Piotra:

– całkiem precyzyjna wrzutka, ale adresat nic ciekawego z tego nie zrobił,

– uderzenie z rzutu wolnego, którego lepiej nie komentować,

– strzał z zza pola karnego, ale zdecydowanie niecelny,

Reklama

– dobre dośrodkowanie, ale Biernat nieczysto uderzył w piłkę.

Po drugiej stronie zdecydowanie lepiej wypadł Skrzypczak, który potrafił świetnie uderzyć z niezwykle trudnej piłki po dośrodkowaniu Habusty. Zabrakło naprawdę niewiele, aby umieścił strzał w siatce. Kilka minut później historia się niemal powtórzyła, bo Skrzypczak opanował niełatwą piłkę w polu karnym przeciwnika i oddał dobry strzał, ale jeszcze lepiej w bramce tyszan zachował się Dobroliński. Skrzypczak do tego wszystkiego dorzucił także niezłą akcję indywidualną, po której oddał uderzenie z dystansu, lecz tutaj na posterunku był bramkarz GKS-u. Na dodatek 27-latek potrafił się świetnie zastawić, podać, wywalczyć faul… Po prostu czego się nie dotknął, to wszystko mu wychodziło. Bramki co prawda nie strzelił, ale zrobił to za niego Gabriel Nowak. Standardowa akcja dla Odry: – wrzutka – strzał głową – gol. Chwilę później Nowak był bliski drugiego trafienia, ale po raz kolejny dobrą interwencją popisał się Dobroliński.

Druga połowa zaczęła się od szturmu GKS-u na bramkę Odry. Co ciekawe największe zagrożenie wynikało ze stałych fragmentów gry. Naprawdę dużo nie brakowało, aby Odra ucierpiała od swojej najgroźniejszej broni. Zaczęło się od mocnego uderzenia Gancarczyka z rzutu wolnego. Pewnie piłka wpadłaby do bramki, gdyby nie ofiarna interwencja Winiarczyka. Następnie tyszanie zagrozili po kilku rzutach rożnych – strzały głową oddali Zapolnik i Tanżyna. Natomiast w zamieszaniu po jednej z centr mocno uderzył Ćwielong i tym razem zabrakło naprawdę niewiele. Choć najbliżej strzelenia bramki był chyba Gancarczyk, który prawie doprowadził do wyrównania po bezpośrednim strzale z rzutu rożnego. Gdzie w tym wszystkim byli piłkarze ofensywni Odry?  No właśnie. Najwidoczniej zaginęli gdzieś w szatni, bo Odra dopiero w ostatnich minutach meczu potrafiła wyjść z groźnymi kontrami. No, ale tym razem Skrzypczak, który znalazł się w sytuacji na sam z Dobrolińskim, nie popisał się i zmarnował doskonałą sytuację. Podobnie zresztą jak Wodecki, który również przegrał pojedynek z bramkarzem GKS-u. Na ich szczęście obeszło się bez zemsty i będą mogli zasnąć dzisiaj ze spokojem. Choć bura w szatni raczej wskazana, takie sytuacje wykorzystywać po prostu trzeba.

Odra Opole – GKS Tychy 1:0 (1:0)

1:0 Nowak 27′

Najnowsze

Komentarze

3 komentarze

Loading...