Ekipa pomarańczowych buldożerów demoluje Wisłę Kraków

redakcja

Autor:redakcja

21 sierpnia 2017, 20:45 • 3 min czytania

Reklama
Ekipa pomarańczowych buldożerów demoluje Wisłę Kraków

To nie było zwykłe wskoczenie na fotel lidera, to było wskoczenie ze zrobieniem salta, piruetu, telemarku, przełożeniem lewej nogi za prawe ucho, z dodatkiem chuji-muji, dzikich węży i cudawianków. Nie wiemy, czy słowo „rozgromiło” jest adekwatne w odniesieniu do tego, co Zagłębie zrobiło Wiśle Kraków, która przecież także była żywo zainteresowania objęciem czołowej pozycji w tabeli, ale z pewnością było to bardzo, bardzo, bardzo pewne zwycięstwo.

W Lubinie funkcjonowało dziś w zasadzie wszystko. Taktyka 3-5-2 wystawiona przez Stokowca? Wszystkie tryby zazębiały się ze sobą tak, jakby docierały się ze sobą nie dwa miesiące, a dwa lata. Formacja obronna? Same pewniaki z tyłu, większość pożyteczna z przodu (co przełożyło się na liczby). Pomoc? Zupełnie zdominowała środek pola. Napastnicy? Co rusz kreowali sytuacje. Mimo że nie widać tego w protokole meczowym, imponował Woźniak – nie tylko wybieganiem, ale też jakością, dobrymi pomysłami na rozwiązanie akcji. Świerczok z kolei mógł dziś nawet wskoczyć na czoło rywalizacji o króla strzelców. Wprawdzie podanie Dziwniela wykorzystał koncertowo (warto dodać, że gola sprezentował Arsenić, który idiotycznym podaniem wsadził na konia Bashę), ale poza tym… było trochę gorzej.

a) w jednej z pierwszych groźnych akcji Świerczok próbował okiwać Buchalika, lecz ten dosłownie w ostatnim momencie wyjął mu piłkę spod nóg,
b) po szybkiej akcji Czerwiński-Woźniak przeniósł piłkę wysoko ponad bramką.

Mimo że obie sytuacje to typowe setki, Świerczoka trzeba zaliczyć na duży plus, głównie dlatego, że znów prezentował swój największy atut – luz rodem z Jamajki. Nie miał problemu z przyjmowaniem piłki na klatkę nawet wówczas, gdy Gonzalez krył go na centymetry (co najważniejsze – były to próby udane). Imponował także Starzyński, który rzucał piłkę za piłką i który także zaprzepaścił patelnię, jaką wystawił mu Jagiełło (strzał w maliny, gdy wystarczyło dopełnić formalności). Kolejny świetny mecz na prawej stronie rozgrywał napędzający akcje Czerwiński, czego ukoronowaniem była asysta do Buksy w ostatnich minutach. Adam położył w polu karnym Gonzaleza dokładnie tak jak sobie to zaplanował i wykończył akcję z takim spokojem, że spokojnie mógłby robić za twarz leków uspokajających. Demolkę Wisły rozpoczął Jach, który po rogu spróbował najpierw uderzenia prawą nogą, ale jeden z wiślaków zablokował ten strzał. Niewiele myśląc Jarek poprawił – z bombą z lewej nogi Buchalik nie mógł zrobić kompletnie nic.

Reklama

Wisła nie zagroziła zupełnie niczym – no, może poza strzałem w poprzeczkę Bashy, który swoją drogą zapowiada się na całkiem sensownego grajka. Dwoił się i troił Carlitos, ale w pojedynkę meczu nie wygra. Gdy decydował się na podania do Ze Manuela, ten albo nie potrafił przyjąć piłki (mając autostradę do bramki!), albo – to już po podaniu przez kilka linii a’la Salamon Gonzaleza – uderzał na bramkę jakby głodował od tygodnia i piłka ledwo dolatywała do bramkarza. Urocze zrezygnowanie Carlitosa oglądaliśmy w końcówce, gdy ten oddał piłkę Brożkowi, wystawił się na pozycję, lecz Polak zamiast puścić go sam na sam – uderzył sprzed pola karnego i to w dodatku niecelnie. Carlitos zaczął stroić miny, ale Brożek odpłacał mu się tym samym – w zasadzie po każdej nieudanej akcji machał rękami i sprawiał wrażenie najbardziej obrażonego człowieka świata. Sam jednak w końcówce spartaczył doskonałą sytuację – zbierał się do strzału tak długo, że w ostatnim momencie wyłuskał mu piłkę jeden z obrońców.

Ogólnie oglądaliśmy naprawdę dobre granie w Lubinie, Zagłębie zupełnie zasłużenie wskakuje na czoło. I jeśli każdy mecz będzie rozgrywało w tak perfekcyjny sposób – może się już przyzwyczajać do patrzenia na resztę z góry.

 [event_results 349714]

Fot. FotoPyK

Reklama

Najnowsze

Weszło