Mówi się o Rumunii, że to nie kraj. To stan umysłu. Wielokrotnie zresztą na łamach Weszło mogliście się przekonać, że jeżeli w świecie piłki – i nie tylko – dzieje się coś kompletnie pokopanego, to z dużym prawdopodobieństwem trafienia można strzelać, że zdarzyło się to właśnie tam. A to córka burmistrza zapragnęła wesela na stadionie, w związku z czym przekładano spotkanie, a to ktoś postanowił postawić płot w poprzek boiska treningowego jednego z ekstraklasowych klubów, a to znowu zespół z 24 punktami ujemnymi ostatecznie zdobywa klasyfikację do pucharów wskutek decyzji sądu arbitrażowego.

Sypanie pieniędzmi z balkonu, rwanie koszul, rzucanie cegłówkami. Rumunia oczami Polaków

Liga rumuńska pamięta też wielu Polaków, którzy w ostatnich latach biegali po jej boiskach, a z nami dzielili się wspomnieniami z tamtego okresu. Ze złotych lat futbolu w Bukareszcie, jak Paweł Golański, ale i z bankrutującego Dinama jak Kamil Biliński czy targanej problemami drużyny, w której nie tyle były zaległości, co po prostu nie płacono zawodnikom. A która jednak rok później zdołała… awansować do europejskich pucharów.

Ta ostatnia sytuacja stała się częściowo udziałem Huberta Wołąkiewicza, który w Astrze Giugriu był przez pół roku. Z zaznaczeniem był, bo jego kariera na Rumuńskich boiskach, ze względu także na złapaną tam kontuzję, zamknęła się w 23 minutach.

– Zagrałem jeden mecz, ale na boisku czuło się, że nie ma grama przesady w tym, co ludzie mówią. Że mecze są ustawiane, kupowane, sędziowie przekupni. Dostałem dwie żółte kartki za jeden faul, bo przy drugiej gość się przewrócił po prostu koło mnie, a sędzia podszedł, uśmiechnął się i dał mi czerwoną. Po meczu okazało się, że arbiter, który sędziował wtedy nam, w pucharze wcześniej z kolei wykartkował naszych przeciwników – wspomina obrońca Pasów.

Zarzuty korupcyjne to zresztą jedne z najczęściej wymienianych w kontekście właścicieli klubów, ale też trenerów czy nawet piłkarzy. Wieloletni prezes klubu Wołąkiewicza, Ioan Niculae, nie był wyjątkiem.

Jest nie za wesoło, jeśli chodzi o zarządzanie. Prezesi, właściciele idą do więzienia, wychodzą, nie wiadomo tak naprawdę czasami, kto klubem rządzi i do kogo się zwrócić, jak ma się jakąś sprawę. Jak wyjeżdżałem z Astry, dowiedziałem się, że zamknęli prezydenta klubu, który był tam od prawie dwudziestu lat, za jakieś przekręty, machlojki. Później, jak już mnie nie było, wyszedł. Jak to w Rumunii – ludzie się zmieniają, sytuacja się nie zmienia.

Jeśli jednak chodzi o najważniejsze osoby w klubach, najbardziej charyzmatyczne postaci – i to usłyszycie od każdego, kto choć przez chwilę biegał po rumuńskich boiskach – to oczywiście Gigi Becali związany ze Steauą, a także Adrian Poroboiu z Vaslui, o którym w wywiadzie na naszych łamach opowiadał Piotr Celeban.

– Graliśmy eliminacje Ligi Europy z Interem Mediolan, u siebie przegraliśmy 2:0, pojechaliśmy na wyjazd, Inter grał w dziesięciu po czerwonej kartce dla ich bramkarza. Prowadziliśmy 2:1, dziewięćdziesiąta minuta, mieliśmy tam wcześniej jakieś sytuacje, wystarczyłaby jedna bramka, żeby awansować. Ale w końcówce jeden z naszych zawodników stracił piłkę na swojej połówce, poszli z kontrą i skończyło się 2:2. Wtedy Poroboiu wpadł w taki szał, jakiego nigdy nie widziałem. Powiedział, że ten zawodnik już nie będzie u niego grał, bo co z tego, że byśmy odpadli, ale wygralibyśmy na Interze, byłoby się czym chwalić. To był przecież Inter, z którym nie tak dawno Mourinho zdobył Ligę Mistrzów. A tu 2:2. Ten piłkarz nie zagrał potem przez dziewięć kolejnych spotkań. Mało tego, w ogóle nie było go w meczowej kadrze. Poroboiu wymagał cały czas biegania, grania pressingiem, z tego był rozliczany każdy kolejny trener.

O ile Poroboiu był po prostu człowiekiem stawiającym bardzo wysokie wymagania, a przy tym niezwykle krewkim, o tyle w temacie Becalego narosło tyle miejskich legend, że pewnie on sam jest się w stanie w nich pogubić. Kilka z nich opowiedział nam Paweł Golański, który z Gigim miał dość intensywny kontakt przez trzy lata gry na rumuńskich boiskach.

– Niedziela, godzina 12:00, Becali stawał na balkonie swojego pałacu w centrum Bukaresztu. Przed pałacem stał wielki, pozłacany krzyż, zbierało się przy nim sporo osób, wcale nie po to, by się pod tym krzyżem pomodlić, a… nieco wzbogacić. Bo Becali wychodził do nich i rzucał im pieniądze z tego swojego balkonu – wspomina. – Była też taka głośna sprawa wioski cygańskiej w centrum Bukaresztu. Dziwnie usytuowana, bo niedaleko od jego pałacu. W tej wiosce zaczęły się ogromne zamieszki, strajki, bo miasto wyłączyło ludziom prąd. Nie płacili, to im wyłączyli. Gigi Becali wsiadł w swojego maybacha, pojechał do nich, stanął na dachu samochodu i zaczął rozmawiać z tymi ludźmi. Jakie są zaległości, zapewniał, że on je ureguluje, żeby nie było tam żadnych zamieszek zagrażających jego rezydencji. Miał gest, trzeba to przyznać.

Nie wszyscy jednak wspominają Becalego z uśmiechem, bo o tym, jak daleko posunięta może być jego złość, przekonał się Rafał Grzelak. Który w Steaule wielkiej kariery nie zrobił między innymi przez… swoją fryzurę.

– Jak przegraliśmy 0:1 w meczu derbowym z Dinamem Bukareszt, cała zła otoczka tego meczu rozpoczęła się od wypowiedzi Becalego, że koszulki z numerem 10 nie może zakładać zawodnik, który nie ma włosów. Niby z poczuciem humoru, ale ogromna szpila – wspomina Golański.

Również sam „Golo” nie miał z Becalim najłatwiejszego życia. Przynajmniej na początku swojej kariery w barwach Steauy.

– Po tym, jak podpisałem kontrakt, rozgrywaliśmy pierwszy mecz u siebie i prezes powiedział, że nie sądzi, że sprowadzając zawodnika za milion euro, on będzie tego pokroju. Becali liczył na kogoś pokroju Roberto Carlosa. Jak to przeczytałem w gazecie, ktoś mi przetłumaczył, sam nie wierzyłem swoim oczom. Ale to się po jakimś czasie zmieniło na tyle, że po jakimś meczu Becali powiedział, że Golański nie jest na sprzedaż za żadne pieniądze.

GIGI BECALI - JUDECATORIA SECTORULUI 1

Gigi Becali wyprowadzany przez policję, odcinek 2145

Krewcy właściciele to jedno, ale gorący temperament daje też o sobie znać, gdy mowa o trenerach. Jeden szczególnie dobrze wyrył się w pamięci Kamila Bilińskiego, zawodnika Dinama Bukareszt w latach 2014-15.

– Trener Stoican był mocną, charakterną postacią, coś a’la Michał Probierz. Impulsywny, zawsze zespół musiał funkcjonować dokładnie tak, jak on chciał. Zdarzały mu się sytuacje w szatni, gdy czymś rzucał, kopał. A potem, jak już emocje zeszły, potrafił podejść do zawodnika, objąć, zapytać czy wszystko jest okej. W jednym z meczów była taka sytuacja, że prowadziliśmy 1:0, a wypuściliśmy to, w końcówce straciliśmy jeszcze gola na 2:1. Wtedy trener Stoican chodził, krzyczał, kopał butelki, rozerwał koszulę na sobie ze złości, guziki poleciały po ziemi. Nikt nie chciał mu wtedy wejść w drogę, bo mogłoby się to skończyć bardzo źle.

Nie wszyscy jednak byli tak mocnymi osobowościami. Niektórzy wręcz dawali sobą sterować z tylnego siedzenia. Tak było w Steaule.

– Najbardziej charakterny okazał się Hagi, który nie akceptował podejścia Becalego, często mówił o tym na forum i nie bał się otwartej konfrontacji. Ale pozostali zwykle podporządkowywali się dość łatwo woli prezesa. Jak był okres słabszych wyników, to żeby się nie narażać prezesowi, słuchali nawet jego wskazówek co do składu.

Trenerzy podporządkowywali się woli właściciela, ale zdarzało się i tak, że to właściciele wsłuchiwali się najmocniej w głos i sugestie kibiców.

– Byłem w dobrej formie, strzelałem całkiem sporo bramek. Wreszcie w jednym meczu miałem strzał w poprzeczkę, jeden blisko, obok słupka. Na pewno nie byłem tak słaby, żeby mnie w trzydziestej minucie zdejmować. Ale trener Stoican podjął taką decyzję, na co kilka tysięcy ludzi na stadionie wstało i zaczęło mi bić brawo, a jednocześnie od tamtej pory zaczęli wyzywać trenera i skandować o jego dymisję. W następnym meczu już nas nie prowadził – wspomina Kamil Biliński.

Że kibice potrafią przywalić – i to dosłownie – przekonał się też Paweł Golański, któremu zdarzyło się naprawdę solidnie oberwać.

– Jadąc na jeden z meczów wyjazdowych, jakiś kibic – chociaż tchórz to lepsze stwierdzenie – rzucił w nasz autokar cegłówką, która trafiła mnie w głowę. Skończyło się na szczęście tylko na kilku szwach i dwóch dniach w szpitalu, ale mogło być różnie, bo to było blisko skroni. Po rykoszecie, bo jeszcze po drodze nasz rzecznik prasowy dostał w ramię – wspomina. O tym, że zdarzają się wśród sympatyków futbolu w Rumunii jednostki agresywne i, co tu dużo mówić, nie obdarzone najwyższym IQ, przekonał się zresztą choćby Robert Lewandowski, gdy petarda rzucona blisko napastnika kadry ogłuszyła go na dobrych kilka minut.

1478900274_524227_1478901476_noticia_normal

Nie można jednak odmówić fanom jednego – bardzo poważnego podejścia do swojego zadania na stadionie. Czyli, krótko mówiąc, uprzykrzenia życia rywalom i sprawienia, by ich pupile poczuli się naprawdę wyjątkowi. Przykładem naprawdę dużej pomysłowości w tworzeniu opraw i różnorakich akcji kibicowskich byli kibice Dinama.

– Dla nich piłka nożna to religia, są bardzo żywiołowi, do dzisiaj mam na swoim Facebooku wiele informacji od fanów Dinama. Zresztą pewnie kojarzysz kartoniadę na stadionie Steauy. W meczach derbowych czy z lepszymi zespołami, kiedy graliśmy na Narodowym, też zawsze się coś fajnego działo, zawsze te oprawy były na wysokim poziomie. Było wielkie show na trybunach.

O to, by ci zawsze mieli pożywkę, nie tylko zaraz po spotkaniach, ale też w sezonie ogórkowym, dbają z kolei dziennikarze. Hubert Wołąkiewicz – choć w Rumunii był zaledwie przez pół roku – zdążył się o tym przekonać, gdy redaktorzy jednego z portali wyliczali mu, ile kosztowała Astrę każda z jego dwudziestu trzech minut na boisku.

– Chłopaki mówili w szatni, że rumuńscy dziennikarze potrafią opisać ciebie, nawet zrobić z tobą wywiad, mimo że… z tobą wcale nie rozmawiali. To, ile dostałem za każdą minutę też wyssali z palca, bo nie dostałem nawet złotówki. W Astrze nie płacili mi od początku, siedem czy osiem osób, które przyszły wtedy kiedy ja, też rozwiązało kontrakty po pół roku, bo oni też nie dostawali swoich wypłat – wspomina. – Wydawało się, że klub cienko przędzie finansowo. A zaraz widzę, że awansują do pucharów i grają w fazie grupowej, więc to pokazuje, jak tam się wszystko szybko zmienia. Rumuni są do takiej niestabilności jakkolwiek przyzwyczajeni, ale dla obcokrajowca, który przez jakiś czas nie dostaje wypłaty, to jest skomplikowana sytuacja.

„To skomplikowane”. Gdyby kluby swój status finansowy opisywały statusem z Facebooka, większość musiałaby wybrać właśnie to określenie. Problemy nie omijają nikogo – ani stosunkowo młodych zespołów, którym udała się jedna ułańska szarża na tytuł mistrzowski i Ligę Mistrzów, ani tych w miarę stabilnych od lat z wielką historią za sobą, jak Steaua czy Dinamo.

– Kiedyś były inne czasy w piłce rumuńskiej. Była silna liga, pamiętam sezony, gdzie dwie drużyny grały w Champions League, a trzy-cztery w fazie grupowej Ligi Europy. Bodaj dwa sezony z rzędu tak było. Inne pieniądze inwestowano w kluby, były wypłacalne. I potem przyszedł kryzys, który do dziś jest odczuwalny. Jeśli chodzi o sprawy organizacyjne, finansowe, na dziś Polska jest znacznie z przodu względem Rumunii. W Mures brakowało sprzętu – koszulek, bluz. Czasami na trening nie wychodziliśmy wszyscy tak samo – jeden w bluzie granatowej, inny w niebieskiej, jeszcze inny w szarej. Takich rzeczy brakowało. Odżywki starano się na bieżąco uzupełniać, ale odbijało się to na nas, bo nam nie płacili. Okres, kiedy tam byłem, dostałem jedną pensję na sześć miesięcy. Koledzy, którzy tam zostali przez kolejne pół roku dostali dwie pensje. To jest smutne, dostać trzy pensje przez rok grania w klubie – mówi nam Golański.

W całej Rumunii są może dwa przyzwoite stadiony. Reszta to stare obiekty, taki Ruch Chorzów, jeszcze czasami z bieżnią, bez żadnych zabezpieczeń. Taka dzikość. Poziom piłkarski jest na dobrym poziomie, ale jeżeli chodzi o resztę, to jest bardzo słabo – dodaje Wołąkiewicz.

fjuxmdP

Stadion nie tak dawnego uczestnika Ligi Mistrzów, Unirei Urziceni

– Co chwilę jakiś klub w Rumunii wpada w stan likwidacji. Prezes naszego klubu stwierdził w pewnym momencie, że żeby odbudować funkcjonowanie tego zespołu, żaden zawodnik nie może mieć kontraktu powyżej pewnego minimum. W związku z czym sporo graczy, w tym ja, musiało odejść mimo ważnych kontraktów. U mnie nie było jakichś takich mocnych, kilkumiesięcznych obsuw, ale był czas, że spóźnienia sięgały około dwóch miesięcy – dopowiada Biliński.

Gdy sprawy zmieniały się na coraz gorsze i gorsze, sporo zawodników decydowało się uciec z Rumunii. Sporo zawodników zagranicznych, bowiem ci krajowi mają duży problem, by zostać przedterminowo zwolnionymi z kontraktów. Nawet jeśli klub nie płaci im od bardzo długiego czasu.

Trochę inaczej traktuje się Rumunów, a inaczej obcokrajowców. Bat ze strony FIFA i możliwość rozwiązania kontraktu nagle przez zagranicznych zawodników jest cały czas nad klubami, które muszą dbać, by taki piłkarz nie odszedł z klubu. Natomiast Rumuni są gorzej traktowani, mogą być, brzydko mówiąc, pomiatani, bo takie sprawy w ich przypadku najpierw idą przez krajową federację. Która z kolei zwykle staje po stronie klubów, przez co robią się jeszcze większe problemy – tłumaczy Biliński.

W takich właśnie realiach dziś funkcjonuje liga naszych rywali do awansu na mistrzostwa świata w Rosji. I o ile wciąż często-gęsto słychać o problemach krajowej kopanej, to umówmy się – do rumuńskiej dzikości szczęśliwie bardzo, ale to bardzo nam daleko.

SZYMON PODSTUFKA

Weszło
07.08.2022

Rotacja się nie sprawdziła. Górnik pokonał Raków

Wicemistrzowie Polski przegrali w Zabrzu pierwszy raz w oficjalnym meczu od 14 maja. Górnik strzelił gola po rzucie rożnym, którego nie powinno być, bo piłka przed wyjściem na boisko dotknęła Mateusza Cholewiaka. Bramkę po tym kornerze zdobył Aleksander Paluszek. To było jedyne trafienie w tym spotkaniu. Raków zagrał słabo. Trener częstochowian, Marek Papszun dokonał siedmiu zmian w stosunku do czwartkowego meczu III rundy eliminacji Ligi Konferencji ze Spartakiem Tranawa (2:0). […]
07.08.2022
Suche Info
07.08.2022

Olympique Marsylia wygrywa 4:1, Milik bez gola

Mimo fatalnej atmosfery wokół klubu i wygwizdania trenera Igora Tudora przez kibiców przed pierwszym gwizdkiem, Olympique Marsylia od zwycięstwa rozpoczął zmagania w Ligue 1. W wyjściowej jedenastce OM znalazł się Arkadiusz Milik. Marsylia w ogniu. Wewnętrzne konflikty rozsadzą zespół? Marsylczycy pokonali 4:1 Stade Reims. W 13. minucie spotkania samobójcze trafienie zanotował Wout Faes, później spektakularną akcją bramkową popisał się wypożyczony z Arsenalu Nuno Tavares, a po przerwie […]
07.08.2022
Suche Info
07.08.2022

Robert Lewandowski MVP meczu o Puchar Gampera

Robert Lewandowski przywitał się ze Spotify Camp Nou bramką, dwiema asystami i asystą drugiego stopnia. W nagrodę wybrano go najlepszym zawodnikiem spotkania o Puchar Gampera. FC Barcelona bez większych problemów pokonała meksykańskie UNAM Pumas 6:0. Na listę strzelców, poza Polakiem, wpisali się Pedri, Ousmane Dembele, Pierre-Emerick Aubameyang oraz Frenkie de Jong. Po meczu Sergio Busquets odebrał trofeum, które było stawką ostatniego meczu towarzyskiego Barcy przed startem […]
07.08.2022
La Liga
07.08.2022

Pumas, graliście w to kiedyś? Barcelona wygrywa, show Lewandowskiego

Włoskie kluby w okresie przygotowawczym lubią sobie pyknąć sparing z ósmoligowcem dla przećwiczenia taktyki. FC Barcelona poszła szerzej – zaprosiła taką ekipę na ostatni mecz przed ligą, oficjalny Puchar Gampera. To znaczy może zaprosiła kogoś innego, bo w sumie miała to być jedna z najlepszych ekip w Meksyku, a przyjechała banda kaktusów. – Będąc Robertem Lewandowskim, nie możesz strzelać z „dwunastką” na plecach. Jestem pewien, że teraz, gdy ma „dziewiątkę”, strzeli bramkę na Camp […]
07.08.2022
Weszło
07.08.2022

LIGA MINUS 4 – LIVE OD 22:00

Liga Minus po małej przerwie, zapraszamy! LIVE od 22:00.
07.08.2022
Suche Info
07.08.2022

Stokowiec: „Mam niedosyt po tym meczu, straciliśmy bramkę na własne życzenie”

Zagłębie Lubin podzieliło się dziś punktami z Lechem Poznań. Wynik 1:1 w starciu z mistrzami Polski nie usatysfakcjonował jednak trenera gospodarzy, Piotra Stokowca, który dał wyraz swemu lekkiemu rozczarowaniu podczas konferencji prasowej. – Może zacznę od tego, że mam niedosyt po tym meczu, bo dobrze graliśmy i stwarzaliśmy sytuacje – powiedział szkoleniowiec „Miedziowych”, cytowany przez klubowy portal. – Chcieliśmy podejść wysoko, zagrać agresywnie. W drugiej połowie też […]
07.08.2022
Ekstraklasa
22.07.2022

Semedo: Noga wygięła mi się tak, że koledzy płakali. Do mnie dotarło to dopiero w szpitalu

Futbolu uczył się w Sportingu, jednej z najlepszych akademii w Portugalii. Grał w najgorszej drużynie na Cyprze, która nie wygrała ani jednego meczu, a sezon później został MVP ligi, notując 15 bramek i 15 asyst. Przed potencjalnym transferem doznał koszmarnej i – jego zdaniem – głupiej kontuzji. O pokrętnych ścieżkach kariery piłkarza, najpiękniejszym miejscu na mapie Portugalii, zjebkach od starszyzny w Championship i reprezentacji Republiki Zielonego Przylądka, która czerpie siłę z zawodników wyszkolonych […]
22.07.2022
Weszło Extra
18.07.2022

Konoplanka: Marcelo, Ramos, Dani Alves? Kiwałem każdego!

Czy posiada czarny pas w karate? Dlaczego nie ogląda meczów piłki nożnej? Czy Ekstraklasa jest słabą ligą? Jak to możliwe, że nie pamięta nazwisk swoich kolegów z Cracovii? O co ma żal do Grzegorza Krychowiaka? Jak Ever Banega korzystał ze swojego mózgu? Dlaczego Leon Goretzka rusza się jak RoboCop i nie poradziłby sobie w Hiszpanii? Dlaczego bał się Unaia Emery’ego? Czy Juande Ramos miał rację, kiedy krzyczał: „Czternaście milionów? Konoplanka wart jest […]
18.07.2022
Weszło
18.07.2022

Pirania. Historia Piniego Zahaviego

Pini Zahavi nie wie, czym są sentymenty. W świecie futbolu nie dzieli ludzi na przyjaciół i wrogów. Wokół siebie dostrzega jedynie aktualnych, byłych lub przyszłych kontrahentów. Dlatego w topowych klubach zdają sobie sprawę, że najlepiej zacisnąć zęby i żyć z nim w zgodzie. Mają świadomość, że Pini Zahavi daje, by odebrać. I odbiera, by dać. W 2017 roku to właśnie on przeprowadził transfer Neymara z Barcelony do Paris Saint-Germain, a pięć lat później zaserwował Katalończykom na srebrnej […]
18.07.2022
Weszło
14.07.2022

„Dzika” Zachód w Kołobrzegu. Wszystkie absurdy Kotwicy [REPORTAŻ]

Istnieje taki klub na północy Polski, gdzie wszystko odbywa się na opak. Gdzie podpisując kontrakt, musisz liczyć na dobrą formę, bo „jeśli nie grasz, umowa przestaje obowiązywać”. Gdzie jednego dnia prezes wmawia piłkarzom, że symulują kontuzje, by następnego zesłać ich do rezerw. Gdzie piłkarz z pękniętą czaszką leczy się na Śląsku, ale nagle, na kaprys prezesa, musi rzucić wszystko i wrócić kilkaset kilometrów. Gdzie klub przegrywa wszystkie rozprawy […]
14.07.2022
Weszło Extra
07.07.2022

Caryca z Zabrza. Czy Górnik służy do wygrywania wyborów?

W 170-tysięcznym mieście znajduje się klub, na którego mecze potrafi przyjść 23 tysiące kibiców. Zaangażowanych, wielopokoleniowych, pamiętających ogromne sukcesy Górnika Zabrze. To kibice są grupą społeczną, na której najłatwiej wygrać wybory samorządowe. Górnik Zabrze jest od 2011 roku miejskim klubem. Jego strata z ostatnich lat wynosi 133 miliony złotych. Dlaczego miasto utrzymuje klub, który jest nierentowny? Górnik Zabrze jest trawiony przez notoryczne problemy finansowe. W 2014 roku […]
07.07.2022
Weszło
03.07.2022

Piłkarze z północy i ich perypetie. Dlaczego nie potrafimy ściągać stamtąd zawodników?

Ściąganie piłkarzy z północy Europy, czyli ze Skandynawii plus Finlandii i – rzadziej – Islandii, mogłoby się wydawać, że jest dla polskich klubów ciekawym kierunkiem. No nie jest to szlak szczególnie egzotyczny. Jak ktoś tu trafi, to da się założyć, że wie, jaki sport przyjechał uprawiać i generalnie powinien sobie dać radę. A jednak często widać, że ci zawodnicy są mniejszym lub większym rozczarowaniem. Dlaczego? Podobnie jak w przypadku analizy ruchów […]
03.07.2022
Liczba komentarzy: 5
Subscribe
Powiadom o
guest
5 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Larry Gopnik
Larry Gopnik(@larry-gopnik)
5 lat temu

Niesamowity jest upadek rumuńskiej piłki klubowej. Przecież jeszcze koło 10 lat temu Steaua i Rapid rozgrywały derby w ćwierćfinale Pucharu UEFA (sic!). Zwracają tez uwagę szybkie upadki ekip, które – jak Unirea – jeszcze przed chwilą grały w Lidze Mistrzów, rotację to maja tam niemożliwą xd Moze tegoroczni mistrzowie, ekipa Hagiego (przypominam, że pan Gheorghe założył klub 8 lat temu i nie wkładał w niego jakiejś ogromnej fury pieniedzy, po prostu madrze wprowadzał młodych i poszło), da szansę normalności.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty
5 lat temu
Reply to  Larry Gopnik

Treść usunięta

Larry Gopnik
Larry Gopnik(@larry-gopnik)
5 lat temu

No nic, jak nie w tym roku – to z mądra pracą za jakis czas będzie szansa cos osiągnąć. Byleby się tylko Maradonie Karpat nie odechciało i nie zwinął niedługo biznesu.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty
5 lat temu
Reply to  Larry Gopnik

Treść usunięta

Bong0
Bong0(@bong0)
5 lat temu

To wszystko i tak nic w porównaniu z Michniewiczem wysyłającym swoje CV do Sunderlandu