„Oni w Lidze Mistrzów wygrywają z nami zawsze”. Real idzie po historyczny, drugi puchar z rzędu

redakcja

Autor:redakcja

03 maja 2017, 20:14 • 3 min czytania

„Oni w Lidze Mistrzów wygrywają z nami zawsze”. Real idzie po historyczny, drugi puchar z rzędu

Trzysetny mecz wygrany w pucharach. Real może mieć pod górkę z Valencią albo Sportingiem Gijon, ale w Lidze Mistrzów, jeśli mamy określić Real jednym słowem, to brzmi ono „bezkompromisowy”. Jeszcze niedawno Real w Champions League męczył się z jakimś – z całym szacunkiem – Olympique Lyon, dziś rozbija Bayern, w pierwszym meczu rozprawia się z Atletico i liczy na drugie zdobycie trofeum z rzędu. Po pierwszym wygranym finale rok później przed taką szansą stawali Milan, Juventus, Manchester United i Ajax. Teraz czas na Real. A może bardziej: teraz czas Realu.

Reklama

„Oni w Lidze Mistrzów wygrywają z nami zawsze” – to słowa Koke po meczu. Cholo powiedział w szatni, że jeśli ktoś nie chce grać w rewanżu, to nie ma problemu, niech po prostu mu o tym powie. Atletico w Lidze Mistrzów jest jak gracz komputerowy, który dochodzi do przedostatniego poziomu i w nim ginie. Grę musi zaczynać od nowa, znowu dochodzi niemal do finiszu i ginie. Wczoraj taki „game over” Real sprawił Rojiblancos już trzeci raz.

Spójna, maksymalnie solidna defensywa, rozbijający ataki Casemiro, wyzbyci z kompleksów Isco i Asensio, 99% celnych podań Toniego Kroosa i wreszcie on – CR7.

Reklama

Cristiano jest jedynym w historii rozgrywek europejskich, który zdobywa co najmniej dziesięć bramek przez sześć edycji z rzędu. Dokładnie: 10, 12, 17, 10, 16 i 10+to, co jeszcze w tym sezonie strzeli. Może zrobić to jeszcze na Calderon i w Cardiff, bo sezon Ligi Mistrzów na Bernabeu już zamknięty. I to całkiem efektywnie, bo pobiciem rekordu Raula strzelonych goli na stadionie Realu w tych właśnie rozgrywkach.

Ronaldo w największych meczach? Przestał być naiwny i stał się liderem. Dawniej wypadał kiepsko. Kibice Realu mogli mówić, że Portugalczyk podnosi jakość całego zespołu, a jeśli wydaje się, że w topowych meczach sobie nie radzi, to jest to bzdura, bo absorbuje uwagę dwóch czy trzech rywali. Umówmy się – nikomu nie kłamiemy tak dobrze jak sobie. A teraz kibice Królewskich robić już tego nie muszą. Gdy słyszą zarzuty, bramki Cristiano ripostują za nich. 52 (w samych ćwierćfinałach, półfinałach i finałach – 35) gole w fazie pucharowej Champions League. To daje mu oczywiście pierwsze miejsce w historii rozgrywek i spore prowadzenie przed Messim, Raulem czy Szewczenką.

Często słychać ostatnio głosy, że Cristiano – owszem – strzela gole, ale jego gra ogranicza się tylko do tego. To ślepy zaułek, bo czy przy hat-tricku w półfinale Ligi Mistrzów takie opinie nie są po prostu śmieszne? Jak powiedział główny zainteresowany: „3:0 to barbarzyństwo względem rywali”. Powiedział z satysfakcją charaterystyczną dla tych, którzy upajają się władzą. Jednak w jego przypadku to nic złego, bo jest ona rzeczywista, a nie iluzoryczna.

Real w Lidze Mistrzów nie przegrał u siebie od dwóch lat. I kończyć tego nie zamierza, a dodatkowo pragnie znów sięgnąć po trofeum. Nie przejmowanie się tym, że w całej historii LM nie udało się to nikomu znaczy, że Królewscy nie mają w sobie krwi, tylko same kable. Piłkarskie roboty. Bo Realu nie paraliżuje hymn Champions League. On tylko czeka na „We are the champions” z głośników w Cardiff po finale Ligi Mistrzów. Bo po prostu stał się w niej – jak napisaliśmy we wstępie – bezkompromisowy.

SS

Najnowsze

Reklama

La Liga

La Liga

Barcelona drżała do końca, ale ma półfinał! Słaby Lewandowski

Jakub Radomski
55
Barcelona drżała do końca, ale ma półfinał! Słaby Lewandowski
La Liga

Zdążył się już pożegnać. Real zablokował jego transfer

Braian Wilma
0
Zdążył się już pożegnać. Real zablokował jego transfer
Reklama
Reklama